czwartek, 31 marca 2011

Rezygnacja z katowania się treningami oraz stałym podnoszeniem poziomu

Oto moja szachowa decyzja (podjęta w dniu 2011-03-29) i krótki jej opis.

acidity napisał(a):...samo słowo "trening" kojarzy się z koniecznością ciężkiej pracy w celu odniesienia korzyści w postaci sukcesów sportowych i zwyciężania. Można jednak do tego podchodzić na zasadzie pasji. Otwierać książkę, nie po to, aby trenować, ale aby zaspokoić głód wiedzy, aby zgłębić tajniki szachów.
...Żadnych dramatów i żadnych wyskoków radości. To 100% przeciętny hobbysta, który książki szachowe czyta bo lubi szachy, a nie po to, aby komuś zaimponować, odegrać się itd. Dodam - czyta, nie o wyznaczonych porach i w konkretnym limicie czasu, aby odbębnić odpowiednią liczbę godzin, tylko gdy ma chęci w wolnym od obowiązków czasie.

Jeśli ktoś mówi o stracie czasu, to oznacza, że prawdopodobnie obarczył się wcześniej zbyt ambitnymi zadaniami. Jego plany i marzenia przerosły możliwości własnej natury (np brak zacięcia do regularnej pracy, jakieś wady charakteru itd.). W rzeczywistości dla naszego ego taka "porażka", to ciężka pigułka do przełknięcia i najczęściej prowadzi do zniechęcenia.

...Od tamtej pory zacząłem pracować ze swoimi dziećmi, a później też w klubie. Lubię rozwiązywać zadania i czytać książki szachowe, ale nie śpieszno mi stawać do boju. Po prostu to jak teraz traktuję szachy, jest dla mnie satysfakcjonujące.

POWAŻNIE zastanawiam się nad tym samym: czy całkiem nie odpuścić konieczności i presji na samym sobie dotyczącej stałego, lepszego grania w szachy i osiągania wyników, rankingów, poziomów. Skoro przez kilka lat próbowałem i nic z tego nie wyszło i nawet wyszydzania (niestety słuszne) nie sprawiły, że POWAŻNIE zacząłem ćwiczyć (nie 1-3x na miesiąc tylko regularnie) nie dały żadnych efektów... to chyba czas sobie odpuścić. Zwłaszcza, że bez treningu już nic więcej nie osiągnę, a wmawianie sobie, że "w końcu zacznę pracować" po kilkudziesięciu próbach (i kilkuset dniach) nie daje żadnych efektów.

Może zacząć nieco czytać i pisywać o szachach (dla siebie - w formie bloga) oraz jeśli będzie możliwość to przekazywać szachowego bakcyla i pasję... innym pokoleniom jeszcze nieświadomych tego co się takiego kryje w szachach.

Mam dziwne poczucie, że zabijam (duszę, morduję, dławię, krępuję, unicestwiam) w sobie pasję szachową próbując sobie i innym udowodnić, że dam radę grać znacznie lepiej niż obecnie. Zamiast cieszyć się grą, czytać książki te które chce i kiedy chce oraz pisać sobie bloga, zaś pomysł na "wskoczenie wyżej" traktować jako nierealną (niespełnioną) możliwość (hipotetyczną).

Nie wiem czemu, ale zupełnie nie mam zapału w sobie do pracy (treningu) i nie potrafię go wykrzesać. A im bardziej na siłę próbuję tym bardziej się to na mnie odbija (presja psychiczna, że "musisz, bo inaczej...").


Żal będzie mi się rozstawać z tymi wszystkimi, których miałem okazję męczyć szachowo na kurniku (ew. FICS) przez te niemal 10 lat! Niemniej myślę, że pasja na siłę to największe katowanie i oszukiwanie się jakie można sobie zafundować. Powstaje jedynie pytanie "po co"?

PS. Książek szachowych nie oddaje ani nie sprzedaje: po prostu będę sobie je czytywał tak jak będzie mi się podobało, bez konieczności monitorowania czy robię te właściwe i czy ranking rośnie czy maleje.


Co o tym myślicie? Dobry pomysł?. W końcu jak ktoś nie chce pracować nad szachami (a dziesiątki razy się zmuszał i tak nic z tego nie wychodziło), to jaki jest sens, aby myślał realnie o podwyższaniu poziomu swojej gry? Myślę, że spróbuję także przy okazji mocniej ograniczyć ilość rozgrywanych partii oraz spędzanego czasu na kafejkach i serwerach szachowych. W końcu jeśli mam mieć czas sobie czytywać książki (których jest naprawdę dużo do przeczytania i delektowania się nimi), to coś kosztem czegoś, prawda?

Tak więc w końcu podjąłem dość trudną decyzję, że nie chce już więcej się katować szachami - na własne życzenie. Mogę mieć ranking 1000, 1300, 1900, 2700 - to bez znaczenia. Mogę ćwiczyć po 1g rocznie albo 1g na 20 lat - to też bez znaczenia. KOCHAM SZACHY, a nie tylko to czy mój poziom (albo ranking) rośnie czy nie. Nie kocham trenować (zwłaszcza systematycznie, wytrwale i ciężko) i nie cierpię męczyć się z silnymi zawodnikami. Uwielbiam za to "machnąć sobie partyjkę" tak jak inni kochają wypić sobie filiżankę pysznej kawy z mlekiem, lody z bitą śmietaną oraz posłuchać dobrej muzyki.

Nie wiem kto zrozumie, a kto zaakceptuje MOJĄ decyzję. Niemniej nie obchodzi mnie to tak bardzo, ponieważ bardziej pragnę tego, aby cieszyć się szachami, a nie katować. Robić to co chce, kiedy chce i jak chce - a nie tak jak trzeba, kiedy trzeba i ile trzeba. To mniej więcej tak jak z artystą, który musiałby codziennie malować bez względu czy by się czuł na siłach czy nie. W końcu stajemy się katem samego siebie. Ja już więcej nie chcę i nie będę się katował szachami - w końcu nie to po tyle się o nich uczyłem i czytałem, aby się nimi ograniczać oraz dusić.

Wszystkim, którzy czują, że nie chcą grać w szachy, ale dobrze się czują w ich towarzystwie (bez względu czy oglądając jak inni grają czy też na turnieju albo rozwiązując zadanie czy czytając relacje szachowe albo czasopismo)... radzę przemyśleć W JAKIM CELU robią to co robią. Inaczej może się okazać, że szachy staną się narzędziem zniewolenia a nie radości, przyjemności i satysfakcji!

niedziela, 27 marca 2011

Solidna i gramotna gra oraz lepiej jest znać, a nie wyważać otwarte drzwi

Tym razem parę słów na temat solidnej i gramotnej (przyzwoitej) gry oraz posiadaniu wiedzy na temat danego typu pozycji, a nie wymyślanie "na miejscu"

1) Solidna gra to partia szachów (może być i mecz, liga, turniej, itp.) w której są zachowane (przynajmniej) takie elementy jak:

a) cała partia - bez względu na to ile ruchów trwa - jest BEZ PODSTAWEK. Mam na myśli takie proste "niezaplanowane" podstawki, które rujnują DOWOLNĄ partię szachową. Maksymalny próg na błąd to podstawienie 1 pionka w całej partii. Przypominam, że jest to podstawka lub przeoczenie, a nie świadome oddanie w celu uzyskania dobrej (czy też praktycznie korzystnej) pozycji szachowej - nawet jeśli oddajemy jakość czy figurę lekką za 2-3 piony.

b) w całą partię wkładamy maksymalny wysiłek - chodzi o to, że poziom przeciwnika i stopień trudności rozgrywanej partii (a więc różnych pozycji) jest na tyle duży, że musimy mocno pracować nad tym, aby zagrać najlepiej jak tylko potrafimy

c) partia trwa co najmniej 40 ruchów i jej zakończenie jest WYŁĄCZNIE w fazie końcowej. Jeśli kończy się w debiucie lub grze środkowej to znaczy, że jedna ze stron nie stanęła na wysokości zadania. Oczywiście jeśli trafi się partia w której już 35 ruchów, ale już "nie ma gra" - czyli jak slangowo mawiają szachiści "wysuszyła się gra", to wtedy też można taką rozgrywkę zaliczyć do udanych (dobrych).

d) na partie przeznaczone jest co najmniej 60 min dla zawodnika (zakładając minimum 40 ruchów w partii) - bez względu czy będzie to z czasem dodawanym czy też bez. Przykładowo tempo 45+15 to w przeliczeniu na "nasze" będzie 45min + (15sek X 40 ruchów) = 45min + 10min = 55min. Czyli odrobinę brakło, aby partia była w pełni przyzwoita. Jednak już tempo 60min+10sek czy 45+45 (wtedy wychodzi po 40 ruchu w sumie 45min+30min = 75min) jest już w pełni spełnionym wymogiem "przyzwoitości czasowej".

Teraz zastanówcie się drodzy amatorzy i pasjonaci szachowi: ILE partii solidnych rozgrywacie w roku? (najlepiej w realu). Czy jest to 5, 10 czy 50 partii? Przypominam, że nie chodzi w tym miejscu o wynik, lecz o "formalne" spełnienie warunków przyzwoitej, solidnej partii.


2) A teraz wątek wyważania otwartych drzwi. Zdarzają się zawodnicy, którzy "wyważają otwarte drzwi". W jaki sposób? Otóż zamiast wcześniej nauczyć się tego jak grywać w danych pozycjach (najczęściej dotyczy to końcowek, ale i w grze środkowej też jest b.ważne!) to wymyślają oni to co już DAWNO wiadomo ... przy szachownicy. Abyście nie myśleli, że piszę o was, to powiem, że niestety, ale mówię z własnego doświadczenia. Wstyd się przyznać, ale jeszcze większy powiedzieć, że "nie no, Panowie! mnie to nie dotyczy!" ;-).

W przypadku gry środkowej przejawia się to w ten sposób, że gracz rozgrywa partię ZUPEŁNIE niezgodnie z tak zwanym duchem pozycji, lecz "gra tak jak uważa, że może być dobrze" (a niestety nie jest, chociaż dowiaduje się to dopiero po partii i zwykle podczas dokładnej analizy). Wystarczy wziąć końcówki wieżowe czy też W na G z dowolną ilością pionów u każdej ze stron. Często włos się na głowie jeży, gdy dany gracz po swojemu sobie próbuje "mieszać". Z kolei w grze środkowej natychmiast widać, że zawodnik zamiast dobrze ocenić pozycję i grać zgodnie z zasadami wymyślonymi już przez Steinitza... to "próbuje raz tu, raz tam" (Nimzo mówił o tym "pływanie w planach - jako strategiczny błąd!").

Dlatego dla ambitnych szachistów moja rada: uczcie się TYPOWYCH pozycji gry końcowej oraz środkowej. Dopóki nie zrozumiecie, że silniejsi gracze "widzą dużo wcześniej" to będzie wam się wydawało, że wygrywają, bo wy podstawiliście (np. lekką figurę albo mata w 2-3). Prawda jest natomiast taka, że tacy zawodnicy i tak by was LEKKO WYKLEPALI, tyle że sami wcześniej wbiliście sobie gwóźdź do trumny (poprzez podstawkę).

No i na koniec: jeśli nie cierpisz danej części szachowej (nie ważne czy chodzi o debiut czy końcówkę) to NA BANK jest pewne, że ta sfera będzie poważnie zaburzała twoje zrozumienie pozycji oraz uzyskiwane wyniki. Jak nie teraz to wtedy, gdy nieco się wzmocnisz. Nie chodzi o to, aby od razu wszystkiego się nauczyć, lecz raczej, aby nie mieć "czarnych dziur", bo będą one BEZLITOŚNIE wykorzystywane przez silniejszych zawodników. A nam się będzie wydawało, że "gdybym nie podstawił to bym nie przegrał". Niestety prawda jest znacznie mniej wygodna i kryje się głębiej. Dlatego zamiast "wymyślać wymyślone", to nauczmy się tego wcześniej.... zamiast wyważać otwarte drzwi! :-0.

piątek, 18 marca 2011

Po prostu wygrywaj oraz prosty chociaż dla wielu niemożliwy do realizacji sposób na postęp szachowy

Jeśli chcesz wygrywać (w sensie sportowym) to nie przejmuj się jakością gry przeciwnika. Nawet jeśli gra ruchy dziwne, niezrozumiałe, niedokładne czy też obiektywnie nie najlepsze. Jeśli zaś przeciwnika ogrywasz stale i nie czujesz, że stawia ci wystarczający opór, wówczas zmieniasz na innego (w domyśle - silniejszego).

Dlatego jeśli uważasz, że jesteś lepszy od przeciwnika, to "niestety" (ale i też na szczęście) udowadniaj to na szachownicy! Najprościej jest to udowodnić poprzez stałe wygrywanie. Jeśli zaś uważasz, że jesteś lepszy, a twój przeciwnik gra słabo (albo niezbyt silno), a Ty nie wygrywasz z nim (z jakiejkolwiek przyczyny poza taką na którą nie masz wpływu)... to chyba coś jest z Tobą nie tak jak być powinno. Zasada jest prosta: jesteś lepszy, więc wygrywasz. Jeśli zaś gorszy - przegrywasz. Proste?! Proste! :). I nie ma co kombinować, że gracz X, Y czy Z gra ruchy zupełnie "oderwane" i specjalnie prowokuje ku temu, aby mnie zdenerwować słabymi ruchami! Ja to już przerabiałem i dopóki nie nauczyłem się "sprzątać" takiego przeciwnika na szachownicy... tak długo WYDAWAŁO mi się, że gram dobrze! Pamiętajmy też, że niektórzy gracze mają określony styl grania, więc jeśli oddaje ci pionka, potem jakość, a Ty z nim nie wygrywasz... to chyba czas NA SIEBIE popatrzeć i przyjrzeć się sobie bliżej, prawda? Wszak jeśli jesteś lepszy (silniejszy), to obowiązek wygrywania trzeba realizować, nie? ;)

Postęp szachowy jest bardzo prostą - aczkolwiek dla wielu amatorów (zwłaszcza od pewnego poziomu) - sprawą bardzo trudną. Czemu? Bo trzeba mieć pewną POSTAWĘ i CHARAKTER. Bez tego zwykle ciężko jest przebić pewien sufit (zwykle jest on na poziomie 1800-2000).

1. Grasz dużo POWAŻNYCH partii - czyli takich w których jest wystarczająca ilość czasu do namysłu i przeciwnik równy Tobie lub silniejszy o 100-200 punktów

2. Analizujesz te partie i wyszukujesz wszystkie najbardziej istotne błędy - czyli coś w rodzaju stawiania diagnozy. Jeśli będziesz szczery w stosunku do siebie, to zwykle te błędy będziesz w stanie rozpoznać. Jeśli nie to warto poprosić trenera, instruktora czy chociażby silniejszego zawodnika.

3. Gdy już zakończysz analizowanie KAŻDEJ partii.... wówczas wyjdzie lista tego co robisz źle. Słowem: to co robisz źle trzeba poprawiać - inaczej nie będzie postępu (a co za tym idzie także i punktów oraz wysokich miejsc i solidnych partii).

4. Następnie szukasz odpowiednich narzędzi (książki, komputer, trener, instruktor albo samodzielnie) po to, aby wyeliminować (poprawić) wszystkie największe błędy i te, które uniemożliwiają ci lepszą grę

5. Rozgrywasz kolejne partii i jedziesz od punktu 2 do 5.

6. Powtarzasz ten proces tak długo jak będzie to konieczne, aby osiągnąć zamierzony poziom - bez względu na to czy będzie to poziom 1600 czy 2200 albo 2400.


A teraz czemu 90% osób tego nie będzie w stanie zrobić? To bardzo proste (chociaż dla mnie zawsze było dziwne i niewyjaśnione oraz częściowo niezrozumiałe czy też niemożliwe)

1. 90% osób, które grają amatorsko NIE BĘDZIE zainteresowana graniem POWAŻNYCH partii. Dlaczego? Raz, że "szkoda czasu", a dwa, że "nie ma sensu się męczyć tak długo, a potem dodatkowo będzie trzeba jeszcze coś z tym zrobić (czytaj: przeanalizować)". To nie dla mnie, ja se chce pograć i nie zawracaj mi głowy.

2. 92% osób nie będzie chciało analizować. Czemu? Ano dlatego, że też trzeba poświęcić temu sporo czasu jak i też wysiłku. A do tego często trzeba mieć narzędzia (jak np. program analizujący) oraz następnie chcieć znaleźć wszystkie najważniejsze błędy. A kto lub sam siebie krytykować? Oj nie ma tak wielu chętnych. A jeszcze, żeby się publicznie chłostać? Co to, to nie! Nie będę mówił jakie popełniam błędy, tylko "grał sobie i się tym nie przejmował".

3. 94% osób nie będzie chciało wypisać sobie na liście to co robi źle i to co koniecznie trzeba poprawić. Przecież każdy sam wie o tym, więc po co pisać? A analizować nie trzeba bo bez analizy też widać, nie? Więc co się chłopie mnie czepiasz? No właśnie :P

4. 96% osób nie będzie zainteresowanych tym, aby podjąć wysiłek eliminowania błędów (słabych stron), zwłaszcza, że to może być bardzo męczące i czaso oraz pracochłonne. Niekiedy będzie trzeba też zapłacić za konsultacje trenera czy instruktora, aby ten pomógł nam dobrać odpowiednie narzędzia (i materiały), abyśmy mogli jak najlepiej wyeliminować "kalafiory", które nam uniemożliwiają wskoczenie na wyższy poziom.

5. 98% osób nie będzie powtarzało tego procesu, ponieważ "stale to samo i stale trzeba się z tym męczyć!". A naprawdę to nie jest ani łatwe, ani lekkie ani przyjemne (chyba, że ktoś jest WYTRWAŁY oraz dodatkowo ODPORNY na zmęczenie, powtarzalność, rutynę oraz działania, które stale mają ten sam rozkład).

6. 99,9999999% nie będzie w stanie robić tego WYSTARCZAJĄCO DŁUGO i EFEKTYWNIE. Jeśli będzie konieczne przepracowanie w postaci rozgrywania partii i analiz ok. 5000 godzin (np. aby dojść do poziomu Mistrza Fide) to zwykle osoba zrezygnuje po 50 godzinach, które zrealizuje w ciągu 2-3 lat. A jeśli by już zrealizowała 500 godzin w ciągu lat 5, to jest to dopiero 10% całości pracy. Jeśli ktoś sądzi, że to co piszę to stanowczas przesada, to pragnę poinformować, że badania naukowe wykazały, że aby osiągnąć poziom eksperta (niemal bez względu na dziedzinę w której chcemy się nim stać!), to konieczne jest poświęcenie temu około 10.000 godzin! Tak - dziesięć tysięcy godzin! Nie 50, 100, 200 czy nawet 500! A jeśli podkreślimy, że w szachach ekspert to FM, IM lub GM to zobaczymy natychmiast dlaczego jest tak mało ekspertów! Dodam, że granie na kurniku nawet 20.000 godzin nie oznacza, że pracujemy efektywnie. Oznacza tylko tyle, że NIE ZALEŻY nam na lepszym poziomie gry, ale oszukujemy siebie, że ciężko pracujemy i niebawem poziom mistrza osiągniemy. A jak się to nie dzieje w ciągu najbliższych 10 czy 20 lat "treningu", to wtedy wyjaśniamy, że za późno zaczęliśmy trening, za mało mamy talentu, za mało było dobrych okoliczności, aby to się udało (np. osiągnięcie poziomu 2100, 2200 czy 2400) albo dlatego, że "nie urodziliśmy się w odpowiednich czasach lub też z odpowiednim poziomem zdolności, inteligencji czy też zapału do szachów).


Jeśli jesteś jedną z takich osób: czyli charakterystyka wyżej podana pasuje do ciebie jak ulał, to od razu mówię, abyś NIE ZDZIWIŁ SIĘ, że trafisz na "sufit", którego możesz nie przebić w następnych kilku lub kilkudziesięciu latach! Zwykle jest to poziomu 1800-2050, gdyż powyżej nie jest możliwe robienie istotnych postępów (np. 80-100 oczek co 1 lub 2 lata). Dlatego lepiej zastanowić się czy grać dla przyjemności czy też dla realizacji celów szachowych (przy czym jedno nie musi wykluczać drugiego). Niemniej jeśli wierzymy, że "sama dobra gra" przyjdzie z czasem (bez odpowiedniego podejścia, treningu oraz analiz i eliminacji błędów), to możemy się MOCNO rozczarować!

niedziela, 6 marca 2011

Słabe strony oraz ich eliminowanie - diagnoza, leczenie oraz oczekiwane efekty

Moje obecne słabości (najważniejsze, bo na wszystkie nie starczyłoby miejsca!), które powodują, że gra nie jest płynna i wystarczająco stabilna. Oto proszę Państwa SIEDEM SZACHOWYCH GRZECHÓW GŁÓWNYCH


1. Braki w taktyce. Od kiku lat rozwiązałem jedynie kilkaset zadań, więc z pewnością moje możliwości taktyczne są na średnim poziomie. Dlatego konieczne będzie odświeżenie zadań na poziomie 1600-1700 (testy dla 3 kategorii) oraz rozpoczęcie zadań 1800+ (czyli testy dla 2 kategorii). I konieczne jest także to, abym przyswoił umiejętność wygrywania materiału w pozycjach w których "coś wisi". Nie chodzi o 1-2 ruchowe strzały, ale takie na 4-6 ruchów dzięki którym spokojnie będzie można nie tylko zdobywać, ale i realizować przewagę (ewentualnie bronić się jeśli zajdzie taka potrzeba). Odczuwam bowiem od kilku miesięcy dość duże trudności w liczeniu wariantów oraz widzeniu zmieniającej się pozycji. Granie na warianty 1-2 ruchowe już się skończyło (poziom 1850+ na FICS). Dlatego zamierzam zacząć uzupełniać te braki.

2. Braki w końcówkach. Od dłuższego czasu (2-3 lata!) nie miałem w rękach książki o końcówkach, prócz tych, które omawiają elementarne podstawy. Dlatego niebawem zabieram się również za poszerzanie końcówek nieco bardziej niż elementarne. Mam na myśli książkę "Końcówki szachowe" (cz. 2) napisaną przez Bogdana Zerka. Złote czasy "zgadywania" w końcówkach skończyły się na poziomie 1800. Dlatego kolejny element, który będę poszerzał (bez powtarzania podstaw, bo te już raczej mam w miarę przyzwoicie opanowane i kilka razy powtarzałem - z różnych książek).

3. Braki w strategii. Głównie chodzi o kolejne tematy, które omawiają takie zagadnienia jak: przełom pionowy w centrum, centrum i jego rodzaje oraz sposoby grania w zależności od tego czy mamy zamknięte, otwarte czy też innego rodzaju centrum. Przy okazji muszę również zająć się zagadnieniem walki ciężkich figur, ponieważ często mam problemy z tym, aby ocenić czy H+W mają grać aktywnie czy pasywnie oraz jak przełamywać opór przeciwnika. Złote czasy "wymyślania" w grze środkowej skończyły się na poziomie 1800-1850.

4. Braki w debiutach. Tutaj głównie chodzi o przyswajanie planów związanych z grą w różnych debiutach oraz stopniowe opracowywanie sobie repertuaru debiutowego: czegoś co będzie można stale grać i nie martwić się o to, żeby wymyślać pozycje do 12-14 ruchu i tracić na to 25-40minut (zamiast 10-15). Przy okazji także debiuty będę poszerzał pod kątem ataków w debiucie oraz form realizacji osiągniętej przewagi. Te braki chcę uzupełniać dzięki kolejnym tomom serii książek Józefa Sławina (po rosyjsku), a ogólne debiuty z Encyklopedii debiutów Kaliniczenko (też po rosyjsku) przeglądając najpierw najbardziej główne kontynuacje i widząc jaki rodzaj pozycji z nich wynika. Poza partią włoską, szkocką i nieco obrony 2, 3, 4 skoczków (czyli klasyki dla amatorów) nie znam bowiem żadnego innego debiutu i gram je "na czuja". Niestety znów muszę się przyznać (zwłaszcza przed sobą, co nie jest łatwe), że złote czasy "wymyślania" w debiucie skończyły się na poziomie 1750-1800. Oczywiście można tak dalej grać, ale zawodnicy poziomu 1950-2000 będą mnie w ramach ligii FICS regularnie klepać. Jedna partia, którą grałem z teoretycznie dużo słabszym przeciwnikiem (1756, podczas gdy ja miałem wtedy 1966) zakończyła się moim zwycięstwem nie dlatego, że grałem świetnie, lecz dlatego, że przeciwnik się za bardzo rozluźnił. Dodam, że był to debiut, który teoretycznie najlepiej umiem i najwięcej razy grałem i o nim czytałem (studiowałem to zbyt poważne słowo). Dlatego jeśli w partii włoskiej ledwie wychodze na równą pozycję znając debiut naprawdę dobrze, to JAK mam wygrywać z zawodnikami poziomu 1900+? Przez przypadek czy też czekając aż zasłabną albo padną? Jasne jest więc, że "debiuty czas zacząć"! Nawet pomimo tego, że to najmniej dla mnie ulubiona i ciekawa faza gry. Niemniej chcąc zrealizować mój cel (co najmniej 1800 na kurniku i 2000 na FICS - na STALE!) muszę grać debiuty na przyzwoitym poziomie. Obecne technologie (bazy danych debiutowe, partie rozegrane do ściągnięcia i przeanalizowania, dostępne silniki szachowe na poziomie 3300, itp.) pozwalają bowiem moim przeciwnikom "wyklepać" mnie w debiucie jak złoto. Dziwie się temu, że tak często dochodzę do poziomu 25-30 ruchów bez strat większych niż pionek! Niemniej nie chcę sprawdzać co będzie dalej tylko od teraz zapowiadam walkę z "dziurawymi debiutami demona" ;).

5. Braki w dobrej technice liczenia wariantów. Tutaj kłania się ten problem najczęściej gdy są w miarę duże możliwości taktyczne. Aż wstyd się przyznać, ale niekiedy liczę kilka razy warianty, aby nie móc się zdecydować na konkretny z nich... i potem "strzelam" zamiast chłodno, spokojnie i metodycznie (według wskazówek Heismana) stworzyć listę ruchów kandydatów, odpowiednio je ocenić i na końcu wybrać najbardziej obiecujący z nich (najlepszą kontynuację, którą przewiduję). Temu będą służyć zadania taktyczne zarówno z zakresu gry środkowej (w/w testy dla N-kategorii) jak i zadania z gry końcowej, którą będę jednocześnie poszerzał teoretycznie.

6. Plany związane ze strategicznymi metodami walki: wymiana słabego gońca, walka na otwartych liniach, otwieranie i zamykanie linii, manewry, osłabienie przeciwnika i szukanie słabości w jego obozie, itd. To spróbuje zrobić z książki Terjochina "Strategiczne motywy" i z książki 64 szachowe lekcje strategii. 

7. Brak rozgrywania partii z silniejszymi zawodnikami na odpowiednio długi czas. Od końca marca 2010 uczestniczyłem w 5 edycji turniej Powolniaka (gdzie na partie jest przewidziane po 60min+10sek dla każdego zawodnika), natomiast od początku lipca 2010 rozpocząłem grywanie w lidze FICS (gdzie na partie jest przewidziane po 45min+45sek dla każdego zawodnika). W sumie przez ten czas rozegrałem ok. 40 poważnych partii (typu standard). Myślę, że teraz ten element nadrobię także dzięki regularnym rozgrywkom w lidze (od edycji T45 planuję zagrać jak najwięcej partii) oraz meczom zawodnikami w ramach forum szachowe.pl (tam czas na partię to zwykle 30min+15sek). Ten element powinien gwarantować mi STAŁĄ informację zwrotną na temat tego jak praktycznie potrafię radzić sobie z problemami szachowymi i jak zmienia się jakość moich partii. W przeszłości ten element był przeze mnie bardzo zaniedbany. Wystarczy dodać, że POWAŻNYCH partii na kurniku nie grywałem w ogóle (bo poważnymi nie można nazywać partii na 3, 5 czy 10minut!), a w realu w ciągu ostatnich prawie 14 lat rozegrałem jedynie 200 takich partii! W tym roku planuję rozegrać ok. 180-200 POWAŻNYCH rozgrywek, więc szacuję, że dzięki temu moja siła szachowa (razem z treningiem za pomocą książek i rozwiązywaniem zadań) uzyska stabilizację na oczekiwanym przeze mnie poziomie 2000 (1 kategorii). Jak będzie to zobaczymy - czas pokaże. Jednak ja trzymam mocno kciuki :). 

Teraz ktoś pewnie zapyta: JAK TO MOŻLIWE, że z takimi dziurami w grze doszedłeś tak (relatywnie) wysoko w szachach? (kurnik 1700-1750, FICS 1900-1930). Odpowiedź jest prosta. Kiedyś trochę ćwiczyłem, więc "zostało w głowie", dużo grałem (głównie na kurniku), więc "trochę doświadczenia zdobyłem" oraz w każdych WAŻNYCH partiach podchodzę maksymalnie skupiony i staram się dać z siebie wszystko i staję na głowie, aby zagrać jak najlepiej. Dlatego w dużej mierze to często wystarcza. Przy okazji od roku moja obrona zaczęła być znacznie lepsza i bronię się znacznie wcześniej i dużo skuteczniej. To też powoduje, że przeciwnicy niekiedy są zmęczni tym, że nie mogą mnie przebić i w końcu albo coś podstawią albo też oddadzą ważne pole, abym wyrównał grę. Powstaje zatem pytanie: JAK SILNO będę grał gdy te w/w braki uzupełnię (oczywiście nie "do końca", ale przynajmniej na kolejnym poziomie). Moja odpowiedź jest prosta: z siłą stabilnej 1 kategorii (kurnik 1800-1850, FICS 1950-2000). Jak osiągnę ten poziom, to kolejna lista braków i znów sposoby zaradzenia temu oraz praca nad realizacją :). Proste? Jasne, że tak! To dlaczego tak wiele osób "stoi w miejscu" ze swoją grą? Ponieważ zwykle nie eliminuje NAJWIĘKSZYCH (i zarazem najważniejszych) błędów w swojej grze!
Przykład? Proszę bardzo! Jest co najmniej kilku zawodników, którzy na kurniku mają ranking 1300-1400 (Tomasz, Wojtek), a strategiczne pojęcie o grze na poziomie 1800-1900 (a debiutowe niekiedy na poziomie 2100-2200!). Niemniej taktyka i podstawki tak kuleją, że przekroczenie poziomu 1400 to dla tych osób "kamień milowy". Nic dziwnego, ponieważ bez grania partii "czysto" (chodzi o brak elementarnych podstawek przez całą partię, a nie tylko większość!) nie da rady przebić poziomu 1600-1650. Kolega duszek chyba w końcu to zrozumiał, więc w końcu po wielu namowach zaczyna pracować nad swoją grą. W szachach to jest piękne, że "sztuczki" (cwaniactwo, kombinowanie i oszukiwanie samego siebie) kończą się, gdy przychodzi do POWAŻNEJ gry. Wtedy zwykle po 20-30 partiach z różnymi i silniejszymi nieco przeciwnikami wychodzi to co potrafimy i to w czym jesteśmy jeszcze "daleko w tyle". Dlatego tak ważna jest gra w lidze FICS oraz dodatkowo partie w ramach turnieju POWOLNIAKA. Obie z nich dają (w sumie) blisko 2-2,5godzin na całą partię, więc jest wtedy gwarancja, że przeciwnik będzie dawał nam na tyle trudne zadania wielokrotnie, że albo zdamy ten test... albo później po porażce zobaczymy nad czym trzeba jeszcze pracować.

Wszystkich "magików taktyki" mogę zapewnić, że za pomocą samej taktyki nie dojdą wyżej niż do poziomu 1650 (kurnik) oraz 1750 (FICS). Gwarantują to i sprawdzili: autor słów i kolega Irek (duszek). Strategia, końcówki i debiut... to też ważna część gry szachowej. Bez tych elementów szachy nie miałyby tak dużej wartości rozwojowej! Natomiast "super strategów" zapewniam, że bez odpowiedniego poziomu taktyki i grania partii "czysto" nie będzie możliwe przebicie poziomu 1500 (kurnik) oraz 1600 (FICS). Oczywiście dochodzą także czynniki pozaszachowe jak chociażby odporność na stres, wytrwałość psychiczna, opanowanie, zimna krew, umiejętność znoszenia porażek i sukcesów, motywacja do pracy nad szachami, itd.

I najważniejsze na koniec zostawiłem: DO POZIOMU 1800 szachy można traktować jak zabawę. Natomiast jeśli ktoś marzy i chce grać oraz rozumieć szachy na wyższym poziomie (w domyśle 2000+), to ABSOLUTNIE konieczna jest systematyczna, wytrwała - a przede wszystkim efektywna PRACA! Bez tego nawet dość inteligentni ludzie nie będą w stanie się przebić. No i stałe granie z silniejszymi, analizowanie tego co należy poprawić oraz praca nad eliminacją błędów i problemów w naszej grze.... to KLUCZ DO MISTRZOSTWA! Niemal wszyscy chcą zostać mistrzami (najlepiej takimi po 2400+), ale tylko nieliczni (5-8%) są w stanie uczciwie, solidnie, efektywnie i wytrwale pracować nad szachami! Czy ty też będziesz w tym elitarnym gronie? Nie wiem, gdyż to zależy od ciebie! Wiem jednak, że chcę osiągnąć poziom czystej gry i tego, aby przeciwnicy 1950-2100 (FICS) musieli się sporo namęczyć aby ze mną wygrywać! Jeśli uda mi się to osiągąć w ciągu najbliższych 9-10 miesięcy to będzie to mój sukces. Z moim poziomem 2 kategorii (odpowiednio 1720-50 (kurnik) i 1900-40 (FICS) siedzę już jakieś 4-5 lat! Jak widać więc efekty braku solidnej pracy są aż nadto widoczne. I rozegranie w ciągu tego okresu około 10-12 tysięcy partii naprawdę niewiele zmieniło. Natomiast praca, którą rozpocząłem od 1 stycznia tego roku (i zakończę na początku roku 2012) powinna dać wymierne efekty. Już powoli widzę, że w mojej grze coś się zmienia. Widzę u siebie przegrane pozycje znacznie wcześniej niż dawniej - niekiedy na tyle wcześnie, że sam nie wierzę, że tak szybko uzyskuję pozycje do poddania. Na szczęście poziom przeciwników (1900-2000) nie pozwala zwykle na to, abym musiał poddawać po 20-25 ruchach. Ja natomiast chcę "oddychać" szachami, a nie się dusić. Jak powiedział jeden z moich znajomych szachistów (sam mający poziom KM i dawniej po 2150-2200 ELO): "Szachami można odetchnąć dopiero mając 2100 - poniżej tego człowiek ma poczucie, że się nimi dusi"! Nie wiem czy was to przekonuje, bo mnie od kilku lat - jak najbardziej!

Tak więc życzę WAM i sobie....powodzenia w drodze do szachowego mistrzostwa! :)

środa, 2 marca 2011

Dekoncentracja, brak sprawdzenia powstałych gróźb, brak rozpoznawania kombinacji i motywów

Dekoncentracja, brak sprawdzenia powstałych gróźb, brak rozpoznawania kombinacji i motywów. Tym razem taki temat, który wydaje się być nieco długi, prawda?

1. Dekoncentracja. Jeśli rozmawiasz przez telefon czy też żona lub dziewczyna stoi nad tobą albo nie daje ci spokoju, to nie dziw się, że zagrasz ruch, którego się nie spodziewałeś nawet sam po sobie. Jeśli masz problemy, jesteś bardzo zmęczony czy też chory albo po prostu nieźle wkurzony... to NIE OCZEKUJ od siebie tego, że zagrasz partię na poziomie mistrzowskim. Raczej bądź wyczulony na to, aby nie popełnić banalnego błędu! Recepta jest prosta - graj wtedy jak masz ku temu jak najlepsze warunki. Jeśli zaś nie masz to bierz pod uwagę to, że twoja jakość gry (i poszczególnych ruchów) może być daleka od tego czego oczekujesz.

2. Brak sprawdzania gróźb. Nie oszukujmy się - ILU z nas sprawdza co chwilę jaka powstała groźba w wyniku ruchu przeciwnika? Większość z nas sprawdza dopiero wtedy jak się zaczyna "nieźle sypać" albo co gorsza jak "nie ma już co za bardzo zbierać". Recepta? Nie grać partii w której jest bardzo krótki czas do namysłu tylko rozgrywać partie w których mamy 20, 30 czy 60min na zawodnika. Zwłaszcza jak mają to być partie w których sprawdzimy się NA MAXA, a nie w których sobie poprzestawiamy nieco figurki.

3. Brak rozpoznawania kombinacji i motywów. To już bardzo proste. Jak możesz widzieć zagrożenia skoro nie znasz wszystkich podstawowych motywów taktycznych (kombinacyjnych)? Dlatego tak bardzo polecam solidnie przerobić podstawy taktyczne - chociażby z książki "Tajemnice Szachowej Taktyki". Bez naprawdę rzetelnej znajomości motywów i sposobów ich wykorzystywania... nie będziemy w stanie rozpoznawać głębszych zagrożeń. A jeśli nawet będzie nam się to udawało to nie za każdym razem i ze zbyt dużą stratą czasu i energii, której potem brakuje, aby grać końcowki.

Jeśli natomiast mamy przewagę to, aby po pierwsze nie przegrać MUSIMY zadawać sobie stale pytanie: jakbym grał gdybym był na miejscu mojego przeciwnika? Jakie groźby mógłbym stworzyć? W takim wypadku bardzo łatwo jest potem gasić kontrę, bo wiemy czego (najgorszego) możemy się spodziewać. W innym przypadku trudno jest zgadywać gdzie się bronić, gdzie atakować, które figury wymieniać, a które zostawiać.

Jestem absolutnie przekonany, że SYSTEMATYCZNE i WYTRWAŁE ćwiczenia, dzięki którym wbudujemy w nasz system oceny i wyboru ruchów (planów) te oto elementy... z pewnością przyniosą nam duże korzyści. Raz, że nie będziemy przegrywać po "durnych podstawkach", a dwa, że dzięki stosowaniu wyżej wymienionych elementów... nasza gra stanie się bardziej stabilna oraz dojrzała. Oczywiście trudno jest oczekiwać, że po przeczytaniu tego posta nagle wszystko będzie u nas grało jak w szwajcarskim zegarku. Niemniej bez zrozumienia naszych BANALNYCH błędów i "dziur" w myśleniu oraz wybieraniu planów i ruchów... na pewno nie przebijemy poziomu 1600. Pamiętajmy, że im silniejszy zawodnik tym rzadziej zdarzają się u niego podstawki i tym mniejszego kalibru. Dla przykładu mistrz nie powinien podstawiać pionka częściej niż raz na 40-60 lub 80 ruchów (o ile oczywiście nie wpadnie w bardzo trudną pozycję), natomiast amator jest w stanie podstawiać maty (w 1,2,3 ruchach) albo podstawki co 5, 10 czy 20 ruchów. Różnica jest OGROMNA! I na koniec: dopóki nie wyelimnujesz ze swojej gry podstawek, tak długo nie powinieneś mówić, że grasz przyzwoite i solidne szachy. I nie ważne czy masz na imię Wojtek, Irek, Przemek, Tomek czy też Szymek. Wszystko jasne?

Z praktycznych ćwiczeń: po KAŻDEJ poważniejszej partii zapisuj w zeszycie ile razy i co ile ruchów zrobiłeś podstawkę i z czego ona wynikała (z niedoczasu, z dekoncentracji, z niesprawdzenia groźby, itd.). Jeśli zrobisz to kilkadziesiąt razy to potem analiza wykaże, że jakiś 1 lub 2 czynniki wyjątkowo często się u ciebie powtarzają w "tworzeniu podstawek". Potem należy się im przyjrzeć i je eliminować. Czy to zajmie miesiąc, rok czy dziesięć lat... to już zależy od twojej uczciwości, determinacji, wytrwałości oraz pracowitości. Szczególnie jeśli masz na imię Wojtek i przerabiasz książkę o taktyce, a podstawiania matów w 1 ruchu albo figur to dla ciebie "chleb powszedni". Zbieżność imion i znajomych osób zupełnie przypadkowa ;).
Nie mam pojęcia czy to co przeczytasz będzie dotyczyło ciebie. Ale jeśli w ŻADNYM STOPNIU ciebie to nie dotyczy, to albo masz poziom 1800 i wyżej albo jesteś już naprawdę solidnym graczem, albo też grasz bardzo rzadko i ze słabymi graczami... czy też w końcu ściemniasz nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie!

niedziela, 27 lutego 2011

Dlaczego silni gracze grają lepiej od nas i jak stawać się lepszym graczem

Tym razem chciałem się z wami podzielić przemyśleniami, które mam na podstawie wielu ostatnich rozmów oraz własnych analiz. Mianowicie zastanawiałem się dawniej wiele razy DLACZEGO silniejsi gracze grają lepiej od nas. BA! Zastanawiam się często (gdy przeglądam partie danego zawodnika) dlaczego gracze, którzy są lepsi w pewnych elementach ode mnie (od nas) nie wygrywają ze mną (z silniejszymi przeciwnikami). Co jest takiego co różni silnego zawodnika od słabszego? Oto moje hipotezy (większość z nich sprawdzona na własnej skórze):

1) Silny zawodnik wie więcej. No cóż. Trudno oczekiwać, aby silniejszy zawodnik nie miał w ogóle pojęcia o grze czy też o pewnych pozycjach (bez względu na to czy z debiuty czy gry środkowej czy końcowej). Oczywiście nie jest tak, że zawsze i każdy od nas przeciwnik ma we wszystkich elementach gry większą wiedzę! Niemniej zwykle jest tak, że w tych ważnych akurat często jakby "wiedział lepiej" (niekoniecznie więcej!)

2) Silny zawodnik lepiej i wcześniej się broni! Słaby zawodnik zaczyna obronę dopiero wtedy jak już się zbliża mat albo straty materialne. Silny natomiast jak zauważy słabości u siebie czy też jakieś defekty to już "z horyzontu" wypratuje sposobów naprawy tego stanu. BA! Czasem wręcz szuka możliwości oddania materiału (np. jakości) w zamian za to, aby pozycja nie posypała się! Wiem o tym, bo często sam tak robię i widzę ile problemów niekiedy można takim "wczesnym wypatrywaniem" sprawić!

3) Silny zawodnik ma więcej doświadczenia. Nie chodzi jedynie o ilość rozegranych partii, lecz raczej o wnioski oraz przemyślenia dotyczące gry oraz danych typów pozycji, które posiada zawodnik. Słabszy będzie przekonany o tym, że to "już koniec" i myślał kiedy się podda ten silniejszy. Natomiast silny dopiero wtedy "włącza drugi bieg". Im trudniejsza pozycja tym lepiej powinien się bronić silniejszy zawodnik. Jeśli broni się słabo, to znaczy, że jeszcze nie jest silny lub (wyjątkowo) ma bardzo słabą formę.

4) Silny zawodnik bardziej krytycznie patrzy na swoją grę (jakość partii). Nie chodzi o samo to, aby się biczować, lecz raczej, aby brać do siebie to, że są pewne elementy (tak szachowe jak i osobowe), które wymagają zmiany.... o ile zależy nam na rozwoju szachowym. Zauważyłem, że silni gracze nie boją się krytyki i nie szukają usprawiedliwień. Słabi gracze najczęściej używają zwrotów: "miałem lekką wygraną", "normalnie bym to spokojnie wygrał", "nie no, gram dobrze, tylko...", "tak, powinienem to lekko wygrać". Bardzo rzadko w słowach słabego gracza można usłyszeć: "tu masz racje, muszę nad tym popracować, bo to mój słaby punkt", "miałem przegraną pozycję, ale próbowałem z niej wycisnąć ile się da", "być może miałem lepszą pozycję, ale nie wiedziałam i nie miałem planu jak realizować przewagę", "tak, jesteś lepszy ode mnie, ale ciesze się (jestem dumny z tego), że czasem stawiam ci naprawdę dobry opór", "pracuję nad tym, aby kolejne błędy wyeliminować", "pracuję z książką i robię zadania", "analizuje swoje partie i zapisuję wnioski".

5) Silny zawodnik stara się być obiektywny. Owszem, wszyscy wiemy, że żaden człowiek nie może być obiektywny. Nawet jeśli tak jest to przecież można dążyć do tego, aby być obiektywnym prawda? Dlatego właśnie silny zawodnik mówi WPROST bez ściemniania: "miałem przegraną pozycję", "zagrałeś naprawdę świetnie" czy też "ta końcowka była wygrana dla ciebie". Silnego zawodnika nie interesuje szukanie usprawiedliwień dla własnej słabej gry! Raczej szuka tego, aby pozbyć się tych słabości! Nawet za cenę "obciachu" i tego, że wszyscy będą wiedzieli, że gra słabo (element X czy Y czy też debiut A lub B).

6) Silny zawodnik koncentruje się przede wszystkim na JAKOŚCI swojej pracy, a nie na (przejściowych) EFEKTACH (czy też ich braku). Ma to najczęsciej odzwierciedlenie w tym, że silny zawodnik dąży do zrealizowania postawionego sobie celu. Jeśli ma zrobić 1 kategorię to będzie pracował, aby ten cel osiągnąć. Nie ważne czy będzie miał 1300 czy 1800. Ważne, aby widział i rozumiał, że praca którą wykonuje jest właściwa. Nawet jeśli przez pewien czas będzie się wydawało, że "cofa się". Słabszy zawodnik zachwyca się rankingiem i tym ile ma zwycięstw (czy też jak szybko odniesionych). Silny "zachwyca się" (o ile można tak to ująć) tym, gdy realizuje postawione cele i osiąga kolejne etapy.

7) Silny zawodnik stale chce się rozwijać i trenuje, aby być coraz lepszy. Zwykle silny zawodnik nie dlatego jest silny, że popracował 2, 3 czy 10 lat nad szachami i basta.... tylko dlatego, że stale "coś sobie dziubie" i w ten sposób jego siła gry i zrozumienie polepszają się. Silny zawodnik doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że bez pracy nie ma kołaczy oraz o tym, że trening czyni mistrza. Słaby zawodnik zwykle widzi swoje sukcesy i nie patrzy w przyszłość tylko koncentruje się na dotychczasowych osiągnięciach. Potem dziwi się mocno, że jego koledzy, który systematycznie i wytrwale pracują nad szachami w końcu go doganiają a potem przeganiają.

8) Silny zawodnik szuka swoich braków, słabości, błędów oraz koncentruje się na tym jak je wyeliminować. Nie interesuje go za bardzo to w czym jest dobry, lecz raczej w czym jest zbyt słaby (aby być jeszcze lepszym). Silny gracz także dodatkowo stara się stale podwyższać poziom i wie, że to co się nauczył to tylko "schody" do kolejnych etapów wtajemniczenia. Słaby gracz z kolei koncentruje się na tym w czym jest dobry - bez względu na to czy jest to taktyka, końcówki czy gra na czas. Po kilku (a czasami kilkunastu) latach (lub tysiącach rozegranych partii) zauważa, że "coś jest nie tak", gdyż jego poziom "natrafił na mur" i się nie zwiększa. Dopiero wtedy zdaje sobie sprawę, że pewne słabości, którym zaprzeczał hamują jego rozwój.


To chyba najważniejsze moje spostrzeżenia na temat tego dlaczego silny zawodnik wygrywa z nami, chociaż wcale nie jest silniejszy w naszych oczach. Osobiście często spotykam się (teraz już rzadziej, bo tylko z własnych ust/analiz) z tym, że moi przeciwnicy umieją więcej, liczą lepiej, znają lepiej debiuty, grę środkową czy końcową albo lepiej atakują czy się bronią, a jednak "dziwnym trafem" nie wygrywają tak często ze mną jak to powinno mieć miejsce. Powoli wiem dlaczego, chociaż nadal jest to dla mnie bardzo dziwne. Być może jednak włożona praca powoli przynosi efekty. To oczywiście pierwszy "schodek" do tego co sobie założyłem (1/1/2012, poziom 2030-2080 na FICS oraz 1850-1880 na kurniku), ale na pewno widzę, że coraz łatwiej jest mi krytykować samego siebie w sensie jakości pracy, treningu oraz jakości gier. I dlatego czuję, że w końcu "zacznę coś grać" (o czym marzę od 14 lat). Wam także życzę sukcesów, ale jeszcze bardziej ROZWOJU szachowego i życiowego, a dodatkowo nie szukania niepotrzebnych usprawiedliwień. Chyba, że naprawdę chcecie stać w miejscu i wmawiać sobie, że jesteście naprawdę solidni.

Pozdrawiam wszystkich moich wiernych (i nowych) czytelników i zapraszam do komentarzy (także do konstruktywnej krytyki).
PS. Mogę dodać, że z graczy w którymi grywam na miano osób, które nie boją się krytyki i stale pracują nad swoimi szachami a jednocześnie widzą, że "jeszcze dużo pracy przede mną" z pewnością mogę wymienić: 07barcza, cwirualku, LG1702, nick123, scacchis, rzuk20. Te osoby robią na mnie największe wrażenie: mam na myśli to, że zauważam ich stałą pracę nad szachami (nie zawsze bardzo ciężką, ale zwykle systematyczną) oraz brak szukania usprawiedliwień dla własnych porażek czy słabych ruchów.

piątek, 25 lutego 2011

Największy i najczęstszy błąd hamujący szachowy rozwój szachistów

Tym razem mam do przedstawienia niesamowicie ważny element, którego nie rozumieją, nie chcą zrozumieć czy też nie mogą zaakceptować słabsi szachiści (mi zeszło kilka lat, aby to zrozumieć i przestrzegać).

Zobaczmy pozycję: 17.Wfc1... białe ruszyły wieżą z f1 na pole c1. 


1) W pozycji na diagramie skoczek na e4 (na czerwonym polu widoczny) jest atakowany 2x (przez S i G) oraz tyle samo razy broniony (przez G i H).

Gdyby czarne zagrały 17...c4? to białe nic nie tracą, gdyż po 18.Sxf6+ Hxf6 19.Ge4 uzyskują dość dobrą grę i kontrolę nad polem e4 i główną przekątną białopolową.

2) Czarne natomiast zagrały zupełnie niezrozumiały dla białych ruch 17...Kh8. Pojawia się pytanie: czyżby to była zwykła strata tempa czy też jakaś pułapka albo groźba ze strony czarnych? Czy coś się zmieniło? Tak. Co konkretnie? Nic poza jednym ważnym szczegółem. Król czarnych wchodząc do rogu nie będzie szachowany przez pobicie skoczka na polu f6. Ponadto zadajmy sobie pytanie: czy czarne mają teraz jakąś gróźbę? Tak! Teraz zagranie pionem na c4 i zaatkowanie gońca, który broni skoczka będzie kluczowe (wygrywające), ponieważ skoczek nie pobije z szachem natomiast gdy odejdzie goniec z pola d3, to wtedy skoczek straci obrońcę (będzie 2x atakowany a tylko 1x broniony).

3) Teraz mój przeciwnik po 4-5sekundach (!!!) "namysłu" zagrał 18.a4 i reszta partii była już nie do uratowania (można zobaczyć niżej jak się zakończyła)


Poniżej partia w postaci PGN:

[Event "?"] [Site "kurnik"] [Date "2011.02.25"] [Round "-"] [White "rutraartur"] [Black "studentmolowy"] [Result "0-1"] [Time "20:05:09"] [TimeControl "1800+15"] [WhiteElo "1391"] [BlackElo "1650"] 1. d4 d5 2. c4 e6 3. Nc3 Nf6 4. Bg5 Nbd7 5. Nf3 Be7 6. e3 O-O 7. a3 Ne4 8. Bxe7 Qxe7 9. Qc2 Ndf6 10. Bd3 Nxc3 11. bxc3 dxc4 12. Bxc4 c5 13. Bd3 b6 14. O-O Bb7 15. Ng5 h6 16. Ne4 Rac8 17. Rfc1 Kh8 18. a4 c4 19. Nxf6 cxd3 20. Qxd3 Qxf6 21. a5 e5 22. axb6 axb6 23. Rcb1 Qc6 24. f3 exd4 25. cxd4 Ra8 26. Rxa8 Rxa8 27. Qb3 Qe8 28. Qxb6 Qxe3+ 29. Kh1 Re8 30. h3 Bxf3 31. gxf3 Qxf3+ 32. Kg1 Re2 0-1


Wniosek? Do ruchu 18 mój przeciwnik grał na poziomie co najmniej 1700-1800, aby w kolejnym ruchu podstawić figurę, czyli zagrać na poziomie 1200-1300.

Teraz przyjrzyjmy się przyczynie tego stanu:
1) dlaczego zawodnik podstawił figurę (jaka była przyczyna)
2) co zrobić w przyszłości aby uniknąć tego typu błędu
3) dlaczego ten błąd w największym stopniu hamuje rozwój WSZYSTKICH szachistów od poziomu 1000 do 1600-1700 (wyżej zwykle zawodnicy już są na tyle dojrzali szachowo, że taki błąd raczej się nie spotyka u nich)
4) dlaczego tak wiele zawodników nie jest w stanie poradzić sobie z tym szachowym problemem


Odp #1.
Zawodnik podstawił figurę, ponieważ NIE SPRAWDZIŁ tego jakie zagrożenie spowodował jego przeciwnik! Gdyby poświęcił na analizę "bezsensownego" ruchu Kh8 chociaż 1-2minuty to z pewnością zauważyłby, że grozi strata figury (po ruchu piona na c4). Słowem: nie odpowiedział sobie na pytanie: czy to (co zamierza zagrać) jest bezpieczne? ("Is it safe"?). Gdyby poświęcił chwilę na to, aby sprawdził czy coś "nie wisi" to bez problemu by znalazł problem przeciążenia (gońca) i odciągnięcia (przez piona c4). Zawodnik na poziomie 1450-1500 jest w stanie tak proste 1-2 ruchowe groźby rozpoznawać w ciągu nie więcej niż 2-3minut.

Odp #2.
Zrozumieć to, że bez sprawdzenia groźby po KAŻDYM ruchu przeciwnika... nie ma mowy o stabilnym wzroście poziomu gry! Oczywiście pierwszy krok to zrozumienie problemu, a kolejny to jego eliminacja. Pozornie jest bardzo prosta, ale wielu zawodników woli tego nie robić i zasłaniać się tym, że "widziałem to, ale przeoczyłem". Można i tak, ale pytanie dokąd ma takie samooszukiwanie prowadzić. Na pewno nie do rozwoju szachowego. A już na pewno nie dzięki szachom!

Odp #3.
Dlaczego tego typu błąd (brak sprawdzania zagrożeń po ruchu przeciwnika) powoduje zatrzymanie się bardzo wielu zawodników na poziomie 1400-1500? Ponieważ bez taktyki niemożliwa jest poprawna gra oraz rozwój szachowy i sportowy. Na dowód tego można podkreślić, iż sama strategia "ugina się" przed taktyką, gdyż "nawet najlepszy plan strategiczny jest NIC NIE WARTY bez poprawności taktycznej". Słowem: tak długo jak długo podstawiasz figury, tak długo nie przebijesz poziomu 1700! A jeśli ci się to uda to będzie to jedynie chwilowe. Nie ważne także czy debiut będziesz umiał na poziomie 2300 czy 2500, a grę środkową poznasz na poziomie 2200. Końcowkę też możesz mieć na poziomie 2000-2200, ale JEDNA podstawka całkowicie RUJNUJE twoją grę! To tak jakbyś pisał maturalne zadania z matematyki i nagle "przypadkowo" nie sprawdzał warunków zadań. Owszem, rozwiążesz "poprawnie" (pod względem metodologii), ale wynik (efekt) końcowy jaki uzyskasz będzie sie kwalifikował do kosza. Zastanówmy się zatem: jaki jest sens tego, aby męczyć się 2,5 czy 3 godziny, aby jak najlepiej rozwiązywać problemy (zadania), aby potem przez jedną głupią czynność dostać dwóję??? Nie lepiej poświęcić te 20-30minut, aby sprawdzać warunki zadania i dzięki temu spokojnie dostać 3+ lub 4? To pytanie pozostawiam wszystkim tym, którzy grają na poziomie 1700, a nie mogą mnie pokonać na dłuższym dystansie (ilości partii).

Odp #4.
No i na koniec. Zdecydowana większość zawodników nie radzi sobie z tym problemem, ponieważ uważa, że "to nie dlatego przegrywam". Szukają przyczyny gdzie indziej ("za słabo znałem wariant w sycylijce"), ponieważ wtedy łatwiej o usprawiedliwienie! Nieliczny "biorą byka za rogi" i za każdym razem sprawdzają co znowu grozi - jaki szach, jakie pobicie, jaka groźba? Ja kilka lat spędziłem nad tym, aby wyjaśnić (sobie, ale i innym) ten FENOMEN dzięki któremu wygrywam z zawodnikami, którzy przerastają mnie wiedzą w dowolnej z trzech faz: debiucie, grze środkowej czy końcowej (albo też w kilku z nich jednocześnie). WSZYSCY ci silniejsi gracze cechuje jedna właściwość: ŻADEN z nich nie gra partii "czysto" od początku do końca! Wcześniej czy później podstawi G, S czy też kluczowego piona. Chyba nie muszę teraz tłumaczyć co znaczy demonowe powiedzenie: "grasz ode mnie silniej, ale ja wygrywam".

Mam nadzieję, że jego POWAŻNE zrozumienie oraz stosowanie się do jego zasad bardzo szybko da wam większą radość z gry i wasze partie (dzieła sztuki) nie będą KALECZONE przez prymitywne straty materialne! Kieruję te słowa głównie do tych, którzy "siedzą" na poziomie <1600 od dłuższego czasu i nie mogą zrobić postępu chociaż czytają książki, ćwiczą debiuty, grę środkową, końcówkę oraz rozwiązują zadania taktyczne (kombinacje). Panowie! Nie tędy droga!!! Bez zrozumienia i stosowania zasady "Czy to bezpieczne" możecie tak następne 20, 30, 50 czy 100 lat! Wasz "sufit" ani drgnie! Zakład?

Poniżej prezentuje znakomity artykuł Dana Heismana (pod tytułem "Is it Safe"?, czyli "czy to bezpieczne"; po angielsku), który bardzo dobrze omawia to zagadnienie:
http://www.chesscafe.com/text/heisman65.pdf

czwartek, 24 lutego 2011

Układanie planu treningu szachowego

Ostatnio dostałem takie oto zapytanie związane z planem treningu szachowego. Osoby, które chcą POWAŻNIE pracować nad szachami zdarzają mi się 1/50, więc jeśli ktoś dodatkowo pisze plan pracy, który ma zamiar realizować oraz pisze konkrety, to znaczy, że "coś nie gra" (czyli że zawodnik jest dość dojrzały, aby powalczyć o wyższe progi).
Oto poniższy list:


Witam.
Jestem właśnie w trakcie ustawiania sobie planu.Generalnie szkielet mam utworzony według wcześniejszych ustaleń: granie 70-80%, teoria 20-30%. Czuje się jednak troszkę przytłoczony przez dużą ilość wyborów. Starałem się wchłonąć chociaż cześć wiedzy zawartej na blogu i forum. Zebrałem dość sporą ilość notatek, przemyśleń, wątpliwości: 

TEORIA
Około 1 godz: (ramy czasowe zwiększają się w weekend :)

TAKTYKA
Chwilowo dostępna książka (tajemnice taktyki szachowej), Reszta podąża w zamówieniu. jednak jeszcze są strony internetowe oraz programy (Chessmentor, chessimo) do ćwiczenia taktyki. Zastanawiam się czy one mogą równać się z książkami. Jeśli chodzi o indywidualne preferencje nie ma dla mnie większej różnicy między formą papierową a elektroniczną. 

DEBIUTY
Udało mi się zdobyć książkę „Chess Openings For Dummies”. Zawiera ona różne otwarcia które poparte są partiami, jednak mam wrażenie że bez solidnego przerobienia taktyki analizowanie tych partii powyżej 8-10 ruchów jest dla mnie mało wartościowe (może się mylę) Otwarcia staram się rozgrywać według ogólnych zasad w akademii Josha Waitzkina (jakoś książka The Art of Learning przypadła mi bardzo do gustu ) 

KOŃCÓWKI
Na razie tylko Chessmaster, jak pisałem wyżej czekam na książkę :) 

PRAKTYKA (ok.1,5 godz): 
Obecnie najwięcej gram na playchess.com ( wykorzystuje roczny abonament który otrzymałem z programem FRITZ) jednak też mam wątpliwości czy może poziom tam nie jest za wysoki ?? Długość partii zdecydowanie muszę zmienić.
Nawiązuje w miarę wyrównaną walkę z przeciwnikiem o rankingu ok 1300, ale dość często zdarzają mi się straszne błędy z pośpiechu (podstawienie królowej pod jakieś banalne bicie :)), poprzez brak kontroli czasu tj. zastanawianie się na oczywistymi ruchami a kiedy trzeba rzeczywiście pomyśleć brak już czasu. (Ten temat wyjaśniłem sobie dzięki informacjom na blogu) 

ANALIZA
Postanowiłem za twoja namową spróbować sie w analizowaniu swoich partii.
Jako sprawdzenie słuszności swoich przemyśleń postaram się wykorzystać FRITZA, który na razie przytłacza mnie ilością opcji :) W instrukcji ciężko znaleźć praktyczne wykorzystanie pewnych opcji ale metodą prób i błędów powinno się udać. 

Nie wiem czy tak powinien wyglądać przykładowy plan patrząc na jego nieścisłości śmiem przypuszczać że nie :D Bardzo dziękuje jeszcze raz za możliwość konsultacji :)
Pozdrawiam Szymek


Oto moja odpowiedź:

Drogi Szymonie.

Na poziomie początkowym należy dużo grać, a mniej czytać. Dlatego proporcja 70-30 lub 80-20 na korzyść praktyki (grania) jest według mnie właściwa. Musisz zdobyć praktyczne doświadczenie, aby potem widzieć jak się ma do tego teoria. Oczywiście ilość wiedzy na forum szachowym, blogu oraz w innych miejscach może wydawać się przytłaczająca. Niemniej jeśli odpowiednio przefiltrujesz wszystkie informacje oraz wyciągniesz wnioski, to znajdziesz "złoty środek".

Taktyka: książka Tajemnice Taktyki Szachowej jest jedną z najlepszych po polsku, która wyjaśnia co i jak należy robić i na co zwracać uwagę przy uderzeniach taktycznych (kombinacjach). Dlatego powoli, lecz dogłębnie ją przerabiaj. Chodzi o maksymalne zrozumienie tego co się dzieje, ponieważ bez taktyki niemożliwe jest solidne granie w szachy. Ja braki w taktyce i podstawki porównuję najczęściej do malarza, który (grając partię szachową) tworzy dzieło sztuki. Przy podstawkach lub braku odpowiedniej odpowiedzi na zagrożenia (taktyczne) niejako robi czerwoną grubą kreskę przez cały obraz... a potem już nie ma co podziwiać - zarówno jeśli chodzi o partię jak i o obraz. Bez taktyki nie ma dobrej gry w szachy: tego nikt nigdy nie może podważyć. Chyba, że przedstawi miażdzące argumenty, ale jeszcze się z takimi nie spotkałem.

Debiuty: tutaj musisz popytać kogoś kto się bardziej zna na tej działce. Na pewno jednak w początkowym etapie nie warto poświęcać zbyt dużo czasu na naukę debiutów (chyba, że jedynie ogólne zasady i naukę tego jak wykorzystywać błędy w debiutach - brak rozwoju, opóźnianie w roszadzie, rozbijanie pozycji króla, przewagę w danej części szachownicy i matowanie króla, itp.). Na naukę wariantów oraz opracowywanie tzw. repertuaru debiutowego jeszcze przyjdzie czas. Niemniej książka o której mówisz może być bardzo dobrym wprowadzeniem do tego o co chodzi w debiutach, więc polecam gorąco jej przerabianie. Nie musisz bardzo głęboko wnikać, ale powiedzmy czytać sobie codziennie po 2 strony. To jedna z książek, która pokazuje wszystkie najważniejsze pomysły związane z debiutami na konkretnych przykładach. Sporo jest też wskazówek dotyczących tego co robić a czego unikać i dodatkowo w ładnej, ciekawej dla oka i umysłu formie. Dlatego GORĄCO polecam te książkę. Nie musisz jej przerabiać szybko, ale na pewno wnikanie w nią powolutku i z zaciekawaniem.... powinno przynieść dużo korzyści.

A co z poważnymi debiutami? Już mówię: Na poważne debiuty (czyli takie nad którymi trzeba już samodzielnie usiąść i je porządnie przygotować) jeszcze przyjdzie czas, więc na razie próbuj i testuj swoje własne pomysły, a potem będziesz musiał grać tak jak teoria mówi. Jednak nie zabijaj swojej twórczości, bo potem twoja gra będzie sucha i nudna. A tak zobaczysz RÓŻNICĘ dzięki temu, że twoje własne zagrania nie wytrzymają próby czasu z silniejszymi zawodnikami. Co wtedy? Wtedy bierzesz książkę (książki) do nauki debiutów (albo konkretnego jednego) i patrzysz co mówi najnowsza teoria na temat tego co chcesz grywać. Ja do poziomu 1600 (III kategorii) doszedłem znając jedynie ogólnie debiuty (do 8-9 ruchu jak się najczęściej zagrywa) oraz głównie te podstawowe i najczęściej grywane przez amatorów i początkujących (obrona dwóch skoczków, partia włoska, partia szkocka, itp.)

Końcówki: odnośnie końcówek, to jak już będziesz miał tę książkę (chodzi o: Silman's Complete Endgame Course: From Beginner to Master), to z pewnością końcówki (do poziomu 2000) możesz już zaczynać i stale je zgłębiać. Jest to najlepsza na świecie książka do nauki końcówek, ponieważ zawiera absolutne podstawy na danym poziomie - od początkującego (1000) do silnego amatora (2100). Dzięki niej będziesz w stanie widzieć oraz nauczyć się dokładnie tego co na twoim poziomie jest niezbędne, aby przyzwoicie grać w tym ostatnim stadium gry szachowej. Dlatego natychmiast jak będziesz ją miał u siebie... zaczynaj pracę :). Zwłaszcza, że na początku jest nauka matowania, a potem stopniowo autor przechodzi do nieco trudniejszych końcówek. Wszystko jest znakomicie ułożone, ponieważ pod kątem poziomów szachowych. Masz zatem gwarancję, że nie będziesz tracił czasu na naukę kóńcówek, których nie wykorzystasz w praktyce. Mistrz Międzynardowy Jeremy Silman wykonał wspaniałą pracę pisząc tę książkę. Osobiście jestem nią zachwycony i polecam KAŻDEMU, kto zna język angielski i ma możliwość zdobycia tej pozycji.

Praktyka: jak już mówiłem na tym etapie powinieneś mieć jej jak najwięcej. Nie chodzi o granie byle często, lecz granie z głową i nabywanie praktyki poprzez testowanie różnych swoich pomysłów i samodzielne próby rozwiązywania problemów szachowych. To gdzie grasz nie ma większego znaczenia - tak długo jak granie z przeciwnikami jest dla ciebie korzystne. Mi bardziej odpowiada granie na kurniku, ale w ramach ligii grywam także na FICS. Dlatego jeśli podoba ci się granie na Playchess czy ICC, to nie widzę przeszkód, abyś nadal tam grywał. Ja bardziej preferuję kurnik, ponieważ jest po polsku i można z przeciwnikiem pogadać, poradzić się oraz czasem po partii wspólnie poanalizować. Tak więc graj tam gdzie lubisz i czerp z tego radość oraz korzyści! Tak zwane podstawki i straszne błędy oraz odpowiednie zarządzanie czasem na partie... trzeba stale ulepszać. Wymaga to praktyki oraz świadomego myślenia o tym co należy zmieniać. Po pewnym czasie staje się to automatyczne, ale wymaga świadomego wysiłku i pewnej systematyczności w działaniu.

Analiza: W tym przypadku staraj się najpierw samemu przeanalizować partię. Nie musi być ona obszerna, lecz taka jaką w danej chwili potrafisz zrobić. Na pewno absolutnie musi ona opierać się o wychwytywanie błędów taktycznych (podstawek lub nie wykorzystanych przez ciebie sytuacji w której mogłeś w miarę szybko zdobyć przewagę materialną). Dodatkowo warto także pisać jakie miałeś plany i jakie według ciebie miał plany przeciwnik. Z czasem i praktyką zobaczysz, że twoje analizy będą coraz pełniejsze i będziesz wiedział (wyczuwał) na co zwrócić większą uwagę. Jak będzie okazja to wrzucę na bloga taką analizę jednego z amatorów szachowych (najpierw jednak zapytam go o zgodę na opublikowanie).
Jak już to wszystko zrobisz, wtedy wykorzystując Fritza i zapuszczając tryb "Pełna analiza" będziesz mógł PORÓWNAĆ swoje możliwości oraz oceny... z tym co sugeruje Fritz (czy też Houdini, Stockfish, Rybka, itd.). Przy okazji rada praktyczna - ściągnij sobie silnik Houdini i nim się posługuj, gdyż z tego co wiem to jest to obecnie najsilniejszy silnik świata (3400 ELO). Oczywiście możesz też zrobić analizę Fritzem, potem Houdinimi i porównać który co i jak wskazywał oraz wyjaśniał.

Kończąc powiem, że jesteś jednym z nielicznych, którzy przedstawił najlepszą wersję roboczą planu z jakim się spotkałem. Pewnie widzisz w nim nieścisłości, więc jest jeszcze okazja do nanoszenia poprawek. Na pewno jednak masz już bardzo dobry zarys tego co i jak należy ćwiczyć. Gratuluję poważnego podejścia do tematu i ciesze się, że mogłem ci jakoś pomóc. Przy okazji dziękuję za możliwość publikacji tego, bo mam poczucie, że innym także się to przyda.


Dodatek odnośnie książek o które pytałeś:
1) taktykę powinieneś zgłębić dzięki Tajemnicom Taktyki Szachowej
2) dodatkowo najważniejsze ćwiczenia (a w zasadzie to dziesiątki takowych) rozpoznasz i przećwiczysz (nauczysz się liczyć i dostrzegać warianty) dzięki "komputerowemu oku", czyli Forcing Chess Moves: The Key to Better Calculation (FCM),
3) dzięki książce How to Reasses Your Chess (4 edycja!) poznasz znakomicie grę środkową poprzez elementy, które wpływają na jej ocenę i jak je razem "zebrać",
4) końcówki (do poziomu 2000) możesz zaczynać i stale zgłębiać dzięki Silman's Complete Endgame Course: From Beginner to Master.

Mam nadzieję, że ta odpowiedź upewni cię co do dalszej drogi ku szachowemu mistrzostwu. Pierwszy krok już za Tobą! Życzę powodzenia i wytrwałości w dążeniu do celu.... no i oczywiście odniesienia sukcesu - tak na szachownicy jak i w życiu :)

PS. Przy okazji partię 5 rundy ligii szachowej FICS (TL FICS 45) rozgrywam w sobote (2011-02-26) o godzinie 12:00, więc nie spać zbyt długo jeśli ktoś chce zobaczyć jak sobie radzę :). Natomiast runda półfinałowa w Szachowej Lidze Mistrzów będzie w sobotę od godz. 22:00 (na kurniku w pokoju wipsowo).

wtorek, 22 lutego 2011

Nauka dostrzegania atakowanych bronionych bierek i pól

Ostatnio pomyślałem o tym w jaki sposób można jak najszybciej pomóc dziecku w nauce rozpoznawania zagrożenia polegającego na tym, aby nie stawiało (ruszało) figur na pola na których mogą zostać pobite. W tym celu bardzo pomocne i jednocześnie ciekawe może okazać się takie ćwiczenie jak "LABIRYNTY". Pozornie jest to bardzo proste, ale można bardzo łatwo stopniować trudność. Mianowicie zadanie jest bardzo proste: wykonuje ruchy tylko jedna ze stron. Celem jest pobicie (zbicie) wszystkich bierek. Nie wolno jednak żadnym ruchem (także tym, którym bijemy) wchodzić pod atakowane pole ("pod bicie", czyli nie wolno pobić bronionej bierki). Jest to znakomite ćwiczenie na rozpoznawanie zagrożeń oraz planowanie gry - tego jakimi drogami i sposobem można się dostać do danej bierki, nie stając na atakowanym polu. Dzieci powinny być tym dość mocno zainteresowane i odczuwać radość z myślenia oraz wykonania. Poniżej przykład takiego zadania, które mój student (8 latek) wykonywał 6x, ale za kolejnym razem już mu się udało.

Zadanie to musi być kontrolowane przez rodzica lub instruktora i za każdym razem, gdy dziecko wejdzie na pole atakowane... zaczynamy od nowa! (pokazujemy pod bicie której bierki weszło). Może to początkowo powodować nieco frustracji, ale potem RADOŚĆ, DUMA oraz POCZUCIE SPRAWSTWA da dziecku naprawdę dużą nagrodę... za włożony trud i wysiłek, które zainwestowało w rozwiązywanie tego zadania.

Dzięki temu ćwiczeniu można sprawdzać u dziecka pamięć oraz wyobraźnię wzrokową. Przy okazji należy dziecku powiedzieć, aby starało się wykonać zadanie w jak najmniejszej ilości ruchów. Jeśli zrobi w nieco większej to też zaliczamy. Jednak jeśli "mota się" to wtedy prosimy o zastanowienie się i podpowiadamy, że można to zrobić szybciej. W ten sposób dziecko uczy się "nie podstawiać". Chyba nie muszę przypominać tego, że wyeliminowanie (prostych) podstawek jest NAJWAŻNIEJSZYM ELEMENTEM, którego osiągnięcie jest jednym z milowych kroków w kierunku zrozumienia szachów i rozwijania się nimi oraz odczuwanie większej radości z pełniejszego ich wykorzystania! A więc... bawmy się z dziećmi w labirynty!

Poniżej przedstawiam przykład takiego zadania i obok jego rozwiązanie



Rozwiązanie zadania: Se5-f3-d2-f3-g1-h3-f2-d3-e5-c4.

Ważne jest to, aby dziecko prawidłowo wykonało zadanie: nie zawsze musi prowadzić do niego jedyna droga (na wyższym poziomie trudności można tak układać, że jest tylko jedno rozwiązanie).
Kolorami zaznaczyłem: niebieski, żółty, zielony, czerwony (kolejność pobijania danych bierek).

Logika zadania jest taka: nie mogę pobić (od razu) wieży na c4 ani gońca na d3, bo oba są bronione. Dziecko musi poszukać bierki, która nie jest broniona - w zadaniu MUSI BYĆ bierka (przynajmniej jedna), która jest niebroniona. W końcu dziecko widzi, że taką jest Gg1 i Wd2. Musi więc poszukać BEZPIECZNEJ drogi, które prowadzą do ich pobicia. Potem jak już wybije je... zostaje ostatnia część: jak pobić Gd3 i Wc4? Która z nich jest niebroniona? Więc najpierw pobiję tę niebronioną (G), a potem tę ostatnią (W). Może się wydawać, że to ćwiczenie to zwykła zabawa, ale zapewniam, że to zadanie naprawdę powoduje, że dziecko uczy się WYSZUKIWAĆ DROGĘ do sukcesu (do rozwiązania zadania). Im więcej dziecko poprawnie zrobi takich zadań oraz im szybciej będzie je bezbłędnie wykonywać... tym większe korzyści. Pamiętajmy, że zaczynamy od najprostszych, a kończymy na jak najtrudniejszych. To samo można robić dają dziecku zamiast skoczka: wieżę lub hetmana.

PS. Mój student robił to w/w zadanie 6 razy, ale za ostatnim razem wszystko zrobił znakomicie! Na jego twarzy pojawiła się radość oraz poczucie dumy i sprawstwa. Aby wzmocnić jego poczucie sprawstwa (oraz relację z tatą) poprosiłem, aby pokazał tacie jak to zrobił - i żeby wspólnie w domu mogli razem tak ćwiczyć. Normalnie aż serce rośnie gdy się widzi taką niesamowitą sytuację, gdy chłopiec komunikuje tacie (niewerbalnie): "zobacz tato! jestem naprawdę dobry, bo kilka razy próbowałem, włożyłem dużo wysiłku, jednak w końcu dałem radę!". Wszystko inne można kupić za pomocą kart XYZ, ale tej chwili nie można kupić za żadne pieniądze!

Podobną co miesięczną kolumnę prowadzi Bruce Alberston (poniżej link)

niedziela, 20 lutego 2011

Najlepsza książka szachowa do nauki komentowania oraz analizowania partii - autorstwa Dana Heismana

Jak już mówiłem... analiza partii w pewnym okresie jest NIEZBĘDNA, aby postęp i rozwój szachowy miał miejsce. Polecam zatem najlepszą książkę jaką znam do tego, aby zobaczyć w jaki sposób podawane są analizy partii. Głównie chodzi o amatorów i pasjonatów, którzy chcieliby to robić, ale nie wiedzą jak. Zawodnicy od poziomu 2 lub 1 kategorii zazwyczaj już potrafią to dość dobrze robić (oczywiście nie wszyscy to robią, bo wymaga to pewnej pracy, czasu i wysiłku).

Ostatnio jeden z czytelników bloga zapytał jak należy komentować (i analizować) rozegrane partie. Być może właśnie ta książka odpowie na te (i podobne) pytania.

Poniżej prezentuję krótki opis książki jednego z najlepszych instruktorów szachowych na świecie - Dana Heismana.


"Annotating games will improve your play."



Co można przetłumaczyć jako: "Komentowanie partii polepszy twoją grę."

16-latek usłyszał i rozważył radę. Wiedział, że późno rozpoczął grę w turniejach szachowych, jednak zdecydował dać sobie szansę. Najpierw skomentował mecz pomiędzy jego dwojga przyjaciółmi. Następnie przez okres ponad 3 lat, skomentował 18 swoich partii. Próbował być obiektywny oraz identyfikować swoje słabości, aby nie powtarzać nadal błędów. W pierwszych dwóch latach, jego ranking wzrósł o 600 punktów rankingowych. W trzecim roku, przed jego 19 urodzinami, stał się kandydatem na mistrza ("ekspertem" - taka szachowa nazwa funkcjonuje w USA).

Tym nastolatkiem byłem ja, Dan Heisman. Wygrałem Mistrzostwa Filadelfii, otrzymałem tytuł mistrza krajowego (NM = National Master) od Amerykańskiej Federacji Szachowej, a także zdobyłem tytuł Kandydata na Mistrza (CM = Candidate Master) od Międzynarodowej Federacji Szachowej - FIDE. To Okazało się, że te analizy będą wspaniałą okazją na moją drugą (z 10!) książek, a moja kolumna "Novice Nook" pisana dla Chess Cafe (www.chesscafe.com) wygrała kilka nagród z kategorii "Najlepszy Poradnik".

Poniżej można ściągnąć fragment tej (wg mnie znakomitej) książki w formacie PDF:
http://www.mongoosepress.com/downloads/Annotator_sample.pdf


The Improving Annotator: From Beginner to Master;

Autor: Dan Heisman; 192 strony; język angielski

Wydawca: Mongoose Press; wydanie poprawione i poszerzone (February 16, 2011);