

Jakiś czas temu zafascynowały mnie prawa sformułowane przez pierwszego mistrza świata – Wilhelma Steinitza. Sformułował on kilka praw, które obowiązują każdego szachistę – bez względu na styl gry i czas (w sensie okresu w którym panuje dana szachowa moda). Pozwolę sobie na ich przytoczenie. Następnie spróbuję pokrótce je skomentować. Mam nadzieję, że będzie to ciekawe odniesienie dla wielu pasjonatów i amatorów szachowych. Tak więc oto i one!
7 praw Wilhelma Steinitza:
1) Na początku partii siły obu stron znajdują się w stanie równowagi (tzw. stan equilibrium).
2) Prawidłowa gra z obu stron utrzymuje równowagę i prowadzi do remisu (czyli partii nie dającej się wygrać przez żadną ze stron).
3) Z uwagi na powyższe, gracz może wygrać tylko w konsekwencji błędu popełnionego przez przeciwnika. (Stąd nie ma czegoś takiego jak "wygrywający ruch"; jest najwyżej ruch utrzymujący ocenę pozycji - jeśli jest wygrana to wystarczy wykonać taki ruch, który nie zmienia jej oceny).
4) Tak długo jak zostaje zachowana równowaga - atak, jakkolwiek zręczny (silny), nie może odnieść skutku (zakończyć się sukcesem) przeciwko prawidłowej obronie. Tego typu obrona w konsekwencji wymusi konieczność wycofania i przegrupowania sił atakujących, zaś gracz atakujący nieuchronnie poniesie stratę (pozycyjną bądź materialną).
5) Dlatego gracz nie powinien atakować dopóki nie uzyska (nie posiada) przewagi (spowodowanej błędem przeciwnika), która usprawiedliwia decyzję (rozpoczęcia) ataku.
6) Na początku partii, gracz nie powinien od razu (natychmiast) dążyć do ataku. Zamiast tego, gracz powinien najpierw starać się doprowadzić do zakłócenia równowagi na jego korzyść przez wywołanie błędu przez przeciwnika - jest to pewnego rodzaju wstęp przed atakiem.
7) W momencie, gdy wystarczająca (odpowiednio duża) przewaga została uzyskana, gracz musi atakować - w przeciwnym wypadku przewaga ulegnie roztrwonieniu.
Lasker nieco rozwinął ostatni punkt Steinitza, który w pełnej postaci wygląda następująco:
Prawo do ataku przynależy tylko tej stronie, która ma przewagę pozycyjną. I nie jest to tylko prawo, lecz obowiązek: w innym wypadku istnieje ryzyko utraty przewagi. Atak musi być skierowany przeciwko najsłabszemu punktowi w obozie przeciwnika.
Mój komentarz do 7 praw Steinitza
1) Na początku partii siły obu stron znajdują się w stanie równowagi (tzw. stan equilibrium).
Obie armie znajdują się w identycznym położeniu – takie same jednostki bojowe i tyle samo u każdej ze stron. Można powiedzieć, że idealna remisowa pozycja. Dopiero pierwszy ruch białych zaburza równowagę (equilibrium) i sprawia, że trzeba odpowiednio reagować na plany i zagrożenia, które narzucają białe. Za jakiś czas pojawi się artykuł (napisany wspólnie z profesorem molem), w którym zostanie przedstawiona hipoteza dotycząca remisowej śmierci szachów (według wielkiego mistrza Capablanki).
Jakie możliwe obalenie widzę w tym prawie? Otóż należałoby wykazać, że białe są w stanie uzyskać kluczową przewagę, a czarne nie są w stanie temu przeciwdziałać. Jeśli to się uda (a zakładam, że nie jest to możliwe), wówczas oznacza to, że pozycja wyjściowa nie jest równa. Jaka to hipoteza? Zaczekajmy na oficjalną publikację artykułu, a wówczas wrócimy do tego tematu ponownie.
2) Prawidłowa gra z obu stron utrzymuje równowagę i prowadzi do remisu (czyli partii nie dającej się wygrać przez żadną ze stron).
Tutaj nie mam żadnych wątpliwości – zarówno teoretycznych jak i praktycznych. Silnym dowodem ku temu są tak zwane bazy końcówek (słynne tablice Nalimowa). Można sprawdzić w nich dowolną końcówkę do 6 bierek (w tym obowiązkowo oba króle). W szachowym języku mówimy o manewrowaniu lub o prawidłowej grze – obie formy prowadzą do równej pozycji (oczywiście zakładając, że pozycja jest równa). Natomiast biorąc pod uwagę zasady szachowe (zasada 50-ruchów, 3-krotne pojawienie się tej samej pozycji) w końcu musi dojść do remisu (albo zostają dwa króle bądź też niewystarczający materiał do mata). Osoby znające dość dobrze matematykę obliczyły, że teoretycznie najdłuższ parta nie może trwać dłużej niż 5949 ruchów.
3) Z uwagi na powyższe, gracz może wygrać tylko w konsekwencji błędu popełnionego przez przeciwnika. (Stąd nie ma czegoś takiego jak "wygrywający ruch"; jest najwyżej ruch utrzymujący ocenę pozycji - jeśli jest wygrana to wystarczy wykonać taki ruch, który nie zmienia jej oceny).
W tym miejscu także w pełni zgadzam się z podanym prawem. Nie da się wygrać pozycji równej jeśli przeciwnik nie popełni błędu. Ekstremalnym przykładem jest gra K+H na K+H i próba wygrania tego typu pozycji. Jeśli przeciwnik nie wyjdzie poza „strefę remisową”, to nie ma siły, aby wygrać tego typu pozycję. Podobne możliwości daje także tak zwana twierdza – sytuacja w której jedna ze stron wyczekuje mając plan obronny, którego (bez błędu) nie można przełamać. Prostym i jaskrawym przykładem może być pozycja K+S+S na K czy też K+G+p (bandowy) na K, w którym goniec nie kontroluje pola przemiany, zaś strona broniąca na nim już stoi (albo może zająć). Można także wymienić pozycję typu K+H na K+W+p, w której strona słabsza nie dopuszcza do przejścia króla przez zasłonę, zaś sam hemtan nie jest w stanie sforsować twierdzy.
4) Tak długo jak zostaje zachowana równowaga - atak, jakkolwiek zręczny (silny), nie może odnieść skutku (zakończyć się sukcesem) przeciwko prawidłowej obronie. Tego typu obrona w konsekwencji wymusi konieczność wycofania i przegrupowania sił atakujących, zaś gracz atakujący nieuchronnie poniesie stratę (pozycyjną bądź materialną).
Kolejne prawo, którego zrozumienie może być nieco trudniejsze. Często okazuje się, że słabsi gracze zbyt płytko i jednostronnie oceniają pozycję, mówiąc „ten atak musi wygrywać”. Z kolei poproszenie o pomoc krzemowego przyjaciela (zwanego Houdini, Stockfish, Komodo czy Critter) po chwili pokazuje, że owszem – była obrona, niemniej wymagała nieco więcej wnikliwości i wiedzy. Z kolei atak (niektórzy nazywają go dość kolokwialnie „na chama”) bez uzyskanej przewagi powoduje pogorszenie pozycji. Później nagle okazuje się, że atakowaliśmy przeciwnika, ten się „jakimś cudem” wybronił, a teraz „nagle” mamy gorszą pozycję?! Jak to możliwe? Tak jak już kiedyś podkreślałem – „Steinitz rules”! (gra słów: „rules” – „zasady, prawa”, oraz „rządzić, panować”). Wielokrotnie sprawdziłem tego typu ataki (bez uzasadnienia) zarówno będąc stroną atakującą jak i broniącą się. Cały trick polega na tym, że dużo trudniej jest się dokładnie bronić (zwłaszcza przez kilkanaście lub kilkadziesiąt ruchów), więc przy niższym poziomie „nie widać” tej zasady w praktyce. Jednak jeśli ktoś nie wierzy, to niechaj zagra z mistrzem (lub programem szachowym) i zacznie go stale atakować – już od pierwszego ruchu. Gwarantuję, że po 30-40-50 ruchach pozycja strony atakującej (bez uzyskania wcześniej wystarczającej przewagi – tak jak wskazywał Steinitz) będzie bliska beznajdziejnej.
5) Dlatego gracz nie powinien atakować dopóki nie uzyska (nie posiada) przewagi (spowodowanej błędem przeciwnika), która usprawiedliwia decyzję (rozpoczęcia) ataku.
To prawo jest kontynuacją poprzedniego. Można jednak dodać, że niekiedy przedwczesny atak będzie prowadził do zredukowania materiału i nawet posiadana przewaga nie będzie kluczowa (wystarczająca) do wygrania partii. Z tego właśnie względu wielu obecnych szachowych mistrzów nie atakuje nawet jeśli ma taką możliwość. Atak jest prowadzony dopiero wtedy, gdy jest już pewność, że uzyskanie przewagi będzie dobrą decyzją. Jeśli ktoś uważnie śledzi silniki szachowe, to zauważy, że czasami wolą one zagrać obiektywnie silniej i pokusić się o atak, aniżeli gromadzić przewagę aż do momentu, gdy atak będzie kluczowy. Człowiek natomiast często woli zaczekać na bardziej dogodny moment, chyba że nie można już zwlekać, bo przeciwnik przejmie inicjatywę.
6) Na początku partii, gracz nie powinien od razu (natychmiast) dążyć do ataku. Zamiast tego powinien najpierw starać się doprowadzić do zakłócenia równowagi na jego korzyść przez wywołanie błędu przez przeciwnika - jest to pewnego rodzaju wstęp przed atakiem.
Tu dość jasna teza. Początkujący grają często na tak zwanego mata szewskiego (popularnego „szewczyka”). Okazuje się, że tego typu zagrania (nieuprawnione) dość szybko sprawiają, że wojsko za chwilę zostaje zepchnięte spowrotem, zaś przeciwnik za każdym ruchem nieznacznie polepsza swoją pozycję. Po 10-15 ruchach okazuje się, że pozycja atakującego stopniowo wymaga obrony i zmieniają się role. Często bywa także to widoczne, gdy przeciwnik zajmuje się „zjadaniem” pionków, które nie mają strategicznego znaczenia. Następnie musi wycofywać hetmana dzięki czemu armia przeciwnika może już zaczynać atak, zaś przeciwnik nagle wraca do obrony tyle, że w dużo gorszej pozycji (niekiedy nawet pomimo zysku materialnego). Podsumowując: atak przeprowadzamy dopiero wtedy, gdy mamy już wystarczającą przewagę.
7) W momencie, gdy wystarczająca (odpowiednio duża) przewaga została uzyskana, gracz musi atakować - w przeciwnym wypadku przewaga ulegnie roztrwonieniu.
Lasker nieco rozwinął ostatni punkt Steinitza, który w pełnej postaci wygląda następująco:
Prawo do ataku przynależy tylko tej stronie, która ma przewagę pozycyjną. I nie jest to tylko prawo, lecz obowiązek: w innym wypadku istnieje ryzyko utraty przewagi. Atak musi być skierowany przeciwko najsłabszemu punktowi w obozie przeciwnika.
Dalsza kontynuacja i poszerzenie poprzedniej myśli. Dla mnie oczywiste jest to, że dopiero, gdy mamy przewagę pozycyjną (rozumianą jako lepszą pozycję), wtedy musimy zacząć działania atakujące. W innym wypadku zbyt długie wyczekiwanie spowoduje, że przeciwnik sam zacznie nas atakować, spychać nasze figury na gorsze pozycje, a następnie uzyska przewagę (pozycyjną i/lub materialną). Rzadko można spotkać pozycje w których można dłużej czekać i przeciwnik nic nie może nam popsuć (zwykle są to pozycje o charakterze zamkniętym, ale i te można odpowiednio „otworzyć”).
Natomiast atak musi być skierowany przeciwko najsłabszemu punktowi właśnie dlatego, że taki punkt jest najłatwiej zdobyć (a od strony broniącej – najtrudniej jest go obronić). Czasami bywa tak, że przeciwnik ma dużo słabych punktów – wtedy nie jest absolutnie konieczne (chociaż na pewno pożądane) atakowanie najsłabszego punktu, lecz tego, który dla nas wydaje się być najbardziej pewnym do zdobycia. Wystarczy wspomnieć, że niekiedy nie musimy doliczać się do mata (w 12-15 ruchach), jeśli za darmo możemy pobić figurę, a przeciwnik nie będzie miał za jej utratę żadnej rekompensaty. Niemniej z pedagogicznego i teoretycznego punktu widzenia – Steinitz (oraz Lasker) miał rację: warto zająć się atakiem na punkt, który jest najsłabszy – wtedy środki do jego zdobycia nie muszą być bardzo duże.
Mam nadzieję, że prezentacja tych praw i krótki do nich komentarz sprawią, że stopniowo będziecie nieco inaczej patrzyli na szachy. Dodam na koniec, że
dopiero gra na wyższym poziomie (1600+) pozwala lepiej zrozumieć te zasady. Oczywiście bez praktyki bardzo trudno jest pojąć to „na własnej skórze”. Mnie udało się do tego dotrzeć dopiero nie po kilkunastu tysiącach partii (blitzów), lecz po kilkuset, które poddałem bardziej wnikliwej analizie (wraz z silnikiem, które pokazywały mi ocenę pozycji i możliwe warianty – zarówno obrony jak i ataku). Wierzę, że będziecie stale sprawdzali te prawa Steinitza i na nowo je odkrywali. Mnie one fascynowały od dawna, lecz dopiero teraz świadomie je zgłębiam i się nimi zachwycam. Czego i wam życzę…