Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przegrana czy remis - krotkie rozwazania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przegrana czy remis - krotkie rozwazania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2012

Pewny remis jeśli masz plan obrony – czyli prawidłowy plan jest najważniejszy

W jaki sposób można zremisować pozycję, która wygląda naprawdę kiepsko? Otóż należy znaleźć prawidłowy plan obrony: jeśli przeciwnik nie będzie w stanie go obalić, wówczas przewaga (nie ważne jak wielka) nie będzie rozstrzygająca. Krótko mówiąc – osiągniemy remis, ale tylko wtedy jeśli znajdziemy prawidłowy plan (oczywiście pozycja musi być obiektywnie możliwa do zremisowania). Pokażę na przykładzie jak można tego dokonać – podam analizę konkretnej pozycji. Od razu uprzedzam, że dla graczy początkujących może być dosyć trudny ten wykład, niemniej po kilkukrotnym przeczytaniu oraz wnikliwym i uważnym przestudiowaniu różnic między kolejnymi pozycjami… wszystko powinno się wyjaśnić!

Pojawia się teraz pytanie: co jest konieczne, aby tworzyć takie dalekosiężne plany? Czy trzeba być super arcymistrzem, aby liczyć warianty na 20-30 ruchów do przodu czy też może da się to zrobić dużo łatwiejszym sposobem?

Pewny remis jeśli masz plan obrony – czyli mały wykład (i analiza) wykazujący to, że właśnie prawidłowy plan jest najważniejszy. Znacznie ważniejszy niż (bardzo) głębokie obliczenia, które człowiek nie jest w stanie wykonywać na wzór silnika szachowego (zwłaszcza obecnych potworów, które na silnym sprzęcie wgryzają się w ciągu kilku minut na głębokość 15-20 ruchów!). Jeśli przeciwnik nie może zrealizować planu, wówczas nie będzie w stanie wygrać „wygranej” pozycji – a to na pewno oznacza… REMIS!?! Jeśli ktoś interesuje się planem i prawidłową oceną pozycji, to koniecznie należy zapoznać się z poniższym opracowaniem. Naprawdę warto!


Skąd wiedział, że po 36 ruchu czarnych gońcem na pole g3 jest remis? Po 64 ruchu czarnych następuję powtarzanie pozycji przez obie strony. Tak więc jakim cudem remis widział niemal 30 ruchów wcześniej??! Jak to możliwe? Czyżby oszustwo? A może czary? Czy to w ogóle możliwe, aby z tak daleka widzieć (wiedzieć) jakie będzie zakończenie partii? Czy da się to w jakiś racjonalny sposób wyjaśnić? Jak tego dokonał? Magik?!


Poniżej prezentuję poszerzenie wpisu - podaję dwa załączniki: (pliki w formacie PDF: odpowiednio 16 i 7 stron) jako głębsze i dokładniejsze omówienie tematu. Pierwszy z nich to artykuł analityczny, zaś drugi to testowa forma sprawdzenia zrozumienia wykładu (w postaci 56 pozycji - diagramów).

Są one dostępne (do ściągnięcia, przejrzenia, zapisania i/lub wydrukowania) na poniższej stronie: http://beginnerchessimprovement.weebly.com


Życzę miłej lektury oraz zadowolenia z własnej intelektualnej aktywności oraz smakowania przygody szachowej za pomocą drobnego wykładu (artykułu).

czwartek, 2 lutego 2012

Szachy – wygrana czy remis? Jakim wynikiem zakończy się partia przy najlepszej grze obu stron

W ostatnim czasie dużo poruszanych wątków dotyczyło remisu w szachach oraz różnych jego przejawów. Mówiliśmy o strefie remisowej, o niewystarczającym materiale do mata oraz twierdzy o konieczności posiadania krytycznej (decydującej) przewagi oraz planie, którego nie będzie mógł powstrzymać przeciwnik.

Tym razem przyjrzyjmy się jednemu z najgłębszych pytań jakie stawiają sobie szachiści oraz naukowcy. Mianowicie: jakim wynikiem zakończy się partia przy najlepszej grze obu stron? Remisem czy też wygraną którejś ze stron? Jeśli tak (lub nie), to dlaczego? Jakie są najbardziej prawdopodobne hipotezy? Przez setki lat napisano wiele artykułów: dziś mamy okazję zobaczyć esencję (w telegraficznym skrócie) rozważań na dzień dzisiejszy.

      

Zastanówmy się nad pytaniem zawartym w tytule, to jest: czy partia szachów, przy bezbłędnej grze obu stron, zakończy się wygraną któregoś z graczy, czy może też nieunikniony jest remis? Do dziś nie jest znana odpowiedź na to pytanie i to pomimo faktu, że w rozwiązaniu tego problemu mogłyby nam pomóc odpowiednio napisany program i posłużenie się superkomputerem (a najlepiej mocą obliczeniową wielu takich urządzeń połączonych w jedną sieć – tak jak w przypadku globalnej sieci Internet).

http://www.deltami.edu.pl/temat/matematyka/gry_zagadki_paradoksy/2012/01/30/Szachy_wygrana_czy_remis


Autorzy serdecznie zapraszają do zapoznania się z całym artykułem. Jest on dostępny w lutowym wydaniu czasopisma "Delta", a także na stronie internetowej wydawnictwa - pod poniższym adresem:
http://www.deltami.edu.pl/temat/matematyka/gry_zagadki_paradoksy/2012/01/30/Szachy_wygrana_czy_remis

PS. Podziękowania dla dr Idziaszka (oraz redakcji Delty) oraz jednego z autorów - za pomoc w opracowaniu i opublikowaniu artykułu :)

AKTUALIZACJA: Z nieoficjalnych źródeł dowiedziałem się, że nasz artykuł otrzymał ok. 10.000 odsłon (tj. wejść na stronę) od czasu opublikowania (01.02.2012) do końca tygodnia (5.02.2012). Myślę, że to naprawdę solidny wynik, wskazujący na to, że czytelnicy wykazali spore zainteresowanie! Dziękujemy :).

Przy okazji mała partyjka ukazująca "siłę strefy remisowej" - mam nadzieję, że będzie ona ciekawym dodatkiem do artykułu - klasyczne zakończenie partii poprzez dojście do pozycji patowej :).

niedziela, 29 stycznia 2012

Pozycja wygrana czy remisowa: czyli o tym, co decyduje o tym kiedy mamy wygraną a kiedy nam się tylko tak wydaje

Z tej strony Emanuel Lasker: chciałem powiedzieć, że niestety, ale nie sposób obalić poniższych wywodów dotyczących poprawności wnioskowania. Rzeczywiście zarówno wygrana jak i remisowa pozycja musi charakteryzować się poniższymi elementami, które opisuje autor. Wypada tylko zdjąć czapkę z głowy i pogratulować autorowi poczucia humoru oraz wnikliwości i oryginalności wpisów. Życzę powodzenia w kolejnym odkrywaniu szachowych prawideł! Byłbym zapomniał: nigdy bym nie przypuszczał, że można korzystać z mojej fachowości w taki nieszablonowy sposób!

Najdłużej (bo aż 27 lat!) panujący mistrz świata w szachach - Emanuel Lasker (tak, tak - ten sam, którego kolegą był wielki fizyk Albert Einstein, który odkrył ciekawy i znany wszystkim wzór E = mc^2)


Tym razem powiemy sobie o tym, co decyduje o tym kiedy mamy wygraną a kiedy nam się tylko tak wydaje. Słowem po czym poznać i odróżnić pozycję wygrana od remisowej.

Czasami zdarza się tak, że jesteśmy pewni, że mamy pozycję wygraną. Potem (w analizie) dziwnym trafem okazuje się, że jednak był to tylko remis. Pytanie więc po czym rozpoznać (odróżnić) pozycję remisową od wygranej. Oto moje przemyślenia, wnioski oraz wskazówki (na podstawie rozegranych setek partii, artykułów i książek) dotyczące pewności co do wygranej pozycji.

Pozycja wygrana musi składać się z takich elementów jak:
1. Przewaga musi mieć charakter decydujący (ang. "decisive advantage"). Słowem musi to być tzw. krytyczna (decydująca) przewaga.
2. Musimy mieć możliwość zrealizowania przewagi - a więc musimy mieć konkretny plan dotyczący tego na czym będzie polegać "przejście" przeciwnika (realizacja przewagi dzięki polepszaniu pozycji i robieniu tzw. postępu - zmienianie pozycji pod kątem wymuszenia na przeciwniku dojścia do pozycji matowej).
3. Przeciwnik nie jest w stanie zapobiec realizacji naszego planu.

Jeśli nie ma dowolnego z 3 wyżej wymienionych elementów, to nie ma wygranej! Wszystkie powyższe warunki muszą być spełnione, aby była pozycja wygrana. Jeśli dowolny z w/w punktów zostanie "podważony" (tzn. obalimy dowolne ze stwierdzeń), wówczas na pewno nie ma wygranej! Zapamiętajmy to, gdyż będzie to kluczowe dla zrozumienia kolejnych przykładów.

Ad #1. Przewaga, która nie jest decydująca to przykładowo K+G, czy też K+2S, jak też K+G (nie kontrolujący pola przemiany) +pion bandowy. W pierwszym przykładzie żadna seria prawidłowych ruchów nie doprowadzi do mata. W kolejnym jedynie wchodząc na mata można przegrać. W ostatnim natomiast trzeba pomóc przeciwnikowi i opuścić narożnik oraz nie kontrolować pola przemiany piona. We wszystkich jednak przypadkach - przy odpowiedniej grze będzie remis.

Ad #2. Realizowanie przewagi musi wynikać z planu! Jeśli będziemy mieli nawet K+H na gołego K, to samym hetmanem nie da rady zamatować króla. Dlatego konieczne jest postępowanie według pewnego planu oraz stopniowe robienie postępu (ang. progress). Jedynym znanym "wyjątkiem" (w sensie specyficznym środkiem) jest tak zwany "zugzwang". W takiej sytuacji nie możemy już wzmocnić pozycji, lecz wymuszenie ruchu na przeciwniku powoduje, że z pozycji "idealnej" przechodzi on w krytyczną (przegraną). Niemniej wykorzystanie tego środka także wymaga planu i stopniowej jego realizacji.

Ad #3. Nie ważne jak duża jest nasza przewaga (chociażby hetman więcej!), możemy mieć też plan polegający na przejściu przeciwnika (chociaż w istocie będzie on "dziurawy"). Pamiętajmy, że jeśli przeciwnik jest w stanie zapobiec realizacji naszego planu (zamiany przewagi na pozycję matową), wówczas nie możemy wygrać.


Podsumowując mamy dwa przypadki - pozycja remisowa (A) oraz wygrana (B). Teraz zobaczmy jakie warunki muszą być spełnione, aby wystąpiła każda z nich.

A) pozycja jest zawsze remisowa*, jeśli:

1) nie mamy żadnej przewagi (zarówno materialnej jak i pozycyjnej)
2) nie da się serią prawidłowych ruchów dojść do pozycji matowej (nawet jeśli przeciwnik będzie z nami współpracował); czyli tak zwany bity remis, pozycja typu "niewystarczający materiał do mata"
3) uzyskana przewaga nie jest decydująca; a więc nie ma możliwości jej zrealizowania (czyli jesteśmy w tzw. strefie remisowej)
4) nie mamy planu, który pozwoli nam na zrealizowanie przewagi
5) przeciwnik jest w stanie ustawić pozycję, której nie będziemy mogli przebić (tzw. twierdza).

* - w konsekwencji nie można doprowadzić do mata bez pomocy przeciwnika, czyli nie jesteśmy w stanie wymusić przejścia do pozycji matowej.


B) pozycja jest zawsze wygrana**, jeśli:

1) mamy decydującą (krytyczną) przewagę (czyli pozycja jest poza tzw. strefą remisową).
2) mamy konkretny plan, który pozwoli nam na zrealizowanie przewagi
3) przeciwnik nie może zapobiec realizacji naszego planu

* - w konsekwencji można doprowadzić do mata bez pomocy przeciwnika, czyli jesteśmy w stanie wymusić przejście do pozycji matowej.

Mam nadzieję, że to krótkie wprowadzenie związane z rozróżnianiem wygranej i remisu będzie pomocne. Niebawem postaram się pokazać wszystkie najbardziej istotne przypadki szachowych remisów. Wbrew pozorom jest ich kilka, więc warto się będzie im przyjrzeć i zrozumieć ich mechanizmy.

Poniżej prezentuję poszerzenie wpisu - podaję dwa załączniki: (pliki w formacie PDF: odpowiednio 8 i 4 strony) jako głębsze i dokładniejsze omówienie tematu. Pierwszy z nich to artykuł analityczny, zaś drugi to testowa forma sprawdzenia zrozumienia wykładu (w postaci 36 pozycji - diagramów). Są one dostępne (do ściągnięcia, zapisania i/lub wydrukowania) na stronie:

niedziela, 22 stycznia 2012

Repertuar debiutowy – luksus, konieczność czy też niezbędny obecnie element gry

Repertuar debiutowy – luksus, konieczność czy też niezbędny obecnie element gry*

Partia szachowa składa się najczęściej z 3 faz: debiut (otwarcie), gra środkowa i końcowa. Jeśli w debiucie nie uzyskamy pozycji co najmniej równej, wówczas będzie trzeba się bronić. Z kolei jeśli jakość rozegranego debiutu będzie niska, wówczas strata będzie na tyle duża, że konieczne będzie jej odrabianie na następnych etapach. Natomiast od poziomu 1700+ lub 1800+ granie pozycji w których jesteśmy na skraju przegranej mija się z celem. Dlatego konieczne wydaje się być grywanie takich (typów) pozycji, które dobrze nam leżą, czujemy się w nich pewnie, komfortowo oraz wiemy co trzeba w nich grać i na co uważać.

Jeśli nie uwzględnimy cech zawodnika i zamiłowania do określonego stylu gry (np. gra taktyczna, manewrowa czy typowo strategiczna), wówczas pozycje, które zawodnik będzie otrzymywał mogą całkowicie nie odpowiadać jego gustowi (predyspozycjom). A w takich pozycjach nawet przewaga piona czy jakości na nic się zda, gdyż nie będzie wiadomo jak przejść grę środkową – do czego dążyć, jak zmieniać pozycje, co wymieniać, które linie zajmować, na jakie punkty zwracać uwagę. Tak więc trzeba grać pozycje, które nam pasują. A wiadomo, że z danego debiutu czy nawet systemu debiutowego – powstają określonego typu pozycje. Dopiero na tej podstawie warto określić jakie warianty (systemy) debiutowe chcemy mieć w swoim debiutowym repertuarze. No i na koniec jak już wiemy jakie debiuty i warianty chcemy grywać, wówczas trzeba ustalić w jaki sposób będziemy doskonalili swój warsztat debiutowy.
Warto zaznaczyć, że stworzenie repertuaru debiutowego i stosowanie go w praktyce (zwłaszcza w ważnych partiach turniejowych, ligowych, meczowych) ogromnie pomaga nam w tym, abyśmy mogli dawać z siebie wszystko. Przede wszystkim nie musimy tracić czasu na wymyślanie przy desce tego czy w 6 ruchu zagrać Gg4 czy też Sbd7 oraz czy dopuścić do wymiany czy nie. Kolejnym powodem jest to, aby dostawać pozycje w których będziemy mieli wiele okazji by się zdążyć wykazać. Na pewno repertuar trzeba stopniowo pogłębiać oraz na bieżąco uaktualniać (bazy danych – partii, które są rozgrywane w interesującym nas wariancie lub typie pozycji).

Jak stworzyć repertuar debiutowy? Pamiętajmy, że chodzi w maksymalnym stopniu o to, aby jak najmniejszym wysiłkiem oraz poświęceniu minimalnej (koniecznej) ilości czasu – otrzymywać pozycje, które będą w naszym stylu. Idealnie byłoby mieć jeden system, którym odpowiadamy na dowolną (logiczną) serię ruchów przeciwnika. W takim układzie będziemy w stanie dostawać pozycje, które rozumiemy, znamy i wiemy na co zwracać uwagę – jaki mamy plan realizować, do jakiego typu końcówki można przechodzić, na jakie punkty zwracać uwagę i do czego nie wolno dopuszczać.

W jaki sposób to zrobić? Sposobów jest wiele: każdy ma swoje zalety. Jedni kupują specjalistyczne książki (np. Jak grać partię włoską, Obrona skandynawska, itp.), inni zaś biorą na warsztat bazę partii wybranych pod kątem danego wariantu debiutowego i filtrują partie i pozycje, które są dla nich istotne. Następnie stopniowo zapoznają się z materiałem, aż do osiągnięcia pewnej minimalnej biegłości w danym wariancie. Istotne jest to, że w zależności od wariantu, a także ilości wolnego czasu – debiut można zgłębiać do poziomu 8, 12, 16 czy nawet 20 ruchu. Moje zdanie jest takie, że do poziomu 2000 (1 kategoria) wystarczy obecnie znać debiut do 14-16 posunięcia (za wyjątkiem forsownych kontynuacji, gdzie trzeba znać „aż do końca wariantu, zakończonego oceną”). Ważniejsze niż głębokość ruchów wydaje się poznanie planów i tzw. typowych (klasycznych) partii, które pokazują główne idee danego debiutu (wariantu). Jeśli jeszcze będziemy w stanie przejrzeć kilkadziesiąt najbardziej istotnych partii, wówczas powinniśmy nabrać podstawowego „czucia debiutu” – konieczne jest jednak  „ogranie” go w kilkudziesięciu partiach szybkich (15-30 min) i kilku dłuższych. Po takim zabiegu, a następnie poddaniu analizie ogólnej (w przypadku partii szybkich) oraz nieco głębszej (w partiach dłuższych), można szybko wychwycić błędy, które robimy rozgrywając dany wariant (debiut). Następnie konsultacja odejścia od teorii – z trenerem, instruktorem czy też książką lub bazą danych i znalezienie właściwej drogi. Stopniowo nasze zrozumienie debiutu powinno pogłębić się na tyle, aby spokojnie można było „odklepać” 8-10 ruchów w ciągu nie więcej niż 3-5 minut (jeśli przeciwnik gra zgodnie z debiutową teorią), a następnie zacząć myśleć o tym na ile powstała pozycja pasuje do ogólnie pojętych schematów i planów gry, które poznaliśmy (poznajemy), ucząc się danego debiutu.

Co jeszcze? Moim zdaniem warto poszukiwać takich narzędzi i metod pracy, które będą dla nas najbardziej odpowiednie. Osobiście preferuje poradniki typu „starting out”, w których ukazane są główne idee oraz podawane wskazówki na co zwracać uwagę, a czego nie wolno robić. Przy okazji oczywiście podane ogólne plany jak też zarys gry środkowej i końcówej – w oparciu o formację pionów (tzw. strukturę pionową). Wówczas nasza praca będzie o niebo szybsza (efektywniejsza?!), gdyż będziemy mieli wstępne rozeznanie dotyczące tego w jaką stronę zmierzać (plan, polepszanie pozycji, realizacja przewagi, obrona) jak i to, na które elementy pozycji (oraz punkty i obszary szachownicy) zwracać szczególną uwagę.

I na koniec jeszcze jedna uwaga: czy nie można grywać „wszystkiego po swojemu”? Oczywiście, można. Jednak stale wymyślanie po 3, 5 czy 7 ruchach co należy grać dalej i tracenie na pierwszych 10-12 ruchów 25-30 minut będzie skutkowało tym, że na dalszych etapach będzie brakowało czasu do namysłu, nie mówiąc o braku planu dalszego polepszania pozycji (na który będzie trzeba zużyć duuuuużo więcej czasu niż normalnie). Podsumowując: nie da się grywać wszystkiego, gdyż ilość wszystkich wariantów debiutowych jest ogromna. Dlatego trzeba się zdecydować – albo w poważnych partiach (w takich, które są dla mnie w pewien sposób ważne) gram według swojego repertuaru (wtedy można oczekiwać stałego wzrostu wyników), albo też rozgrywam partie „po swojemu” (za każdym razem to na co mam ochotę), lecz jednocześnie godząc się na to, że będziemy robili postęp tylko do pewnego poziomu (najczęściej „ścianą” jest poziom 1800, 1900 czy rzadziej 2000).

Moje blisko 10-letnie doświadczenie turniejowe (ok. 120 turniejów, w tym kilkanaście długich) jak też rozegranie kilkudziesięciu tysięcy blitzów - wykazało, że bez stworzenia (oraz stosowania) repertuaru debiutowego... postęp powyżej poziomu 1900-2000 jest bardzo trudny czy też niemożliwy. Zanim dojdziemy do gry środkowej, to będziemy bez piona albo w pozycji, w której zrealizowanie pozycyjnej przewagi to kwestia nie więcej niż 30-40 ruchów. W moim przypadku granie bez repertuaru było skuteczne do poziomu 1850-1950: przekonałem się, iż zbyt duże straty czasu oraz uzyskiwanie bardzo wątpliwych pozycji nie dają podstaw do realnego i trwałego przebicia poziomu 2000 (1 kategorii). I nie ma tu znaczenia czy będziemy "szli po swojemu" przez 2, 3, 5, 10 czy 20 albo 50 lat. Oczywiście są osoby, które naturalnie czują gdzie jakie figury mają stać, ale ja z pewnością do nich nie należę.
*PS. Osoby o słabych nerwach i te, które już mają opracowany swój repertuar debiutowy oraz znają temat o wiele lepiej... proszonę są o opuszczenie tego tematu. Nie jest moim celem, aby komuś się zbyt podniosło ciśnienie czy też zastawka w sercu zatrzymała ;).

środa, 11 stycznia 2012

Nie wymieniaj ostatniej figury, jeśli nie jesteś absolutnie pewien, że pionkówka będzie remisowa

Nie przechodź do przegranej pionkówki jeśli masz piona mniej, a powstała pozycja nie może być forsownie sprowadzona do remisu (np. K+p na K jeśli słabsza strona nie da zająć pól kluczowych, ma opozycję, itp.). Poniżej zaprezentuję partię w której czarne zdecydowały się wziąć piona kosztem drobnej odstałości w rozwoju i pozbycia się pary gońców.

Zobaczmy pozycję na diagramie: czarne mają piona więcej, więc białych ratuje jedynie głęboka obrona. Ich słabości są aż nadto widoczne. Białopolowy goniec i wszystkie (!) piony na tych samych kolorach pól. Wiadomo, że skoczek za każdym razem zmienia kolor pola (na którym staje i które atakuje), zaś goniec już tego zrobić nie jest w stanie. Tak więc mając jeszcze ruch temu dwa gońce należało je zostawić i stopniowo wzmacniać pozycję (pozbywając się słabości). Wówczas obrona miałaby bardzo dużą szansę na wyrwanie remisu. Mając jednego gońca (i to słabego w tej pozycji) białe mają bardzo trudne zadanie. Co się jednak stanie jeśli pozbędą się ostatniej figury wymieniając za skoczka? Otóż forsownie przechodzą do przegranej pionkówki.

Dlaczego powstała (po wymianie) pionkówka jest przegrana. Oto powody:

1. Czarne mają piona więcej - nie jest to pion zdwojony. W takich wypadkach jeśli nie można wymusić (przejść forsownie do) remisu, to 95% końcówek (z pionem mniej) jest niestety przegranych. Taka jest reguła - są oczywiście wyjątki i warto je znać. Tutaj akurat nie ma mowy o jakimkolwiek z nich.

2. Czarne są w stanie zrobić przełom, dzięki któremu uzyskają wolnego piona. Bez tego białe miałyby bardzo duże szanse na zablokowanie pozycji i lekki remis.

3. Białe nie są w stanie wymienić wystarczającej ilości pionów, aby powstała pozycja remisowa. Ponadto przy poprawnej grze czarnych, białe będą zmuszone oddać przestrzeń - a dzięki temu król czarnych przedostanie się do obozu białych i wybije pionki (a następnie wolniak będzie spokojnie zmierzał na hetmana).

Wniosek: czarne mają łatwo wygraną pionkówkę. Białe mogą próbować jedynie opóźniać realizację przewagi. Tak czy inaczej po następnych 10-15 ruchach białe będą absolutnie przekonane, że nie da się tego zremisować. Jak można jednak próbować? Jest wiele sposobów: jednym z nich to zagranie pionem na g5, kolejno pionem na h4 i wyczekiwanie na czarne. Niemniej czarne grają Kg7, h6, f6 i dwa razy wymieniają na g5. Następnie pion g6 staje się wolniakiem i stopniowo białe są zmuszone wycofywać się, zaś król czarnych wspina się (broniąc piona) po linii h. Następnie naszym wolnym pionem g przechodzimy pole wyżej i manewr się powtarza (aż osiągnie pole g3). A wtedy król czarnych oddaje tego piona wzamian zabierając piona e4 i prowadzi nowonarodzonego wolniaka (piona e5) do pola przemiany. Proste jak drut, prawda? Pamiętajmy, że skuteczny plan, któremu nie jesteśmy w stanie zapobiec jest wart więcej niż super silnik, która gra z siłą 3000 ELO. Stąd powiedzenie, które wiele razy jest powtarzane: "gra bez planu czyni z nas głupców, gra planowa - bohaterów (zwycięzców)".

Najciekawsze jest to, że Houdini (najsilniejszy obecnie silnik na świecie!) po wymianie ostatniej figury ocenia pozycję na -0,6 do -0,8. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach "domyśla się", że pionkówka jest przegrana, więc ocena dość mocno rośnie (na niekorzyść strony słabszej). Gwoli ścisłości dodam, że Houdini rezygnuje z wymiany ostatniej figury dopiero na głębokości 20 deep (czyli 10 pełnych ruchów), widząc że prowadzi ona forsownie do przegranej.

Być może w ten sposób niektórzy z was przekonają się, że prawidłowa ocena pozycji i poprawny (logicznie) plan jest znacznie więcej wart niż liczenie wariantów na 10-20 ruchów do przodu. Jeśli daną pozycję dogłębnie rozumiemy i oceniamy prawidłowo, to jeśli nie ma wyjątku (np. zugzwang lub twierdza), wówczas zrealizujemy swój cel (bez względu czy będzie to remis czy wygrana). Dlatego kilka razy udało mi się "odgadnąć" wynik końcowy (remis lub wygraną) 15-20 ruchów wcześniej niż widzieli to kibice (lub silnik). To właśnie przyczyna dla której STALE podkreślam korzyści oraz konieczność prawidłowej oceny pozycji oraz znalezienia odpowiedniego planu. Stosowanie tych algorytmów sprawia, że wcale nie trzeba do tego przeszukiwać warianty na głębokości 15, 20 czy 25 półruchów* (tzw. 15, 20 lub 25 deep). Dzięki grze planowej oraz poprawnej ocenie pozycji jesteśmy w stanie grać naprawdę logiczne, sensowne, poprawne i niekiedy głębokie szachy. I to właśnie nazywam rozwojem poprzez szachy - przede wszystkim logicznego oraz konstruktywnego myślenia.

* - półruch (z ang.) ruch jednej ze stron. Z uwagi na to na pełny ruch składają się 2 półruchy. Ocena programu (silnika) typu: "20 deep" oznacza, że program wyszukuje (i ocenia) ruchy na 10 posunięć do przodu. Najczęściej poprawna ocena pozycji "zaczyna się", gdy program osiągnie głębie 20-22 półruchów (zwykle osiągana po 60-80sekundach: w zależności od mocy komputera). Wyjątkiem mogą być końcówki i/lub pozycji natury strategicznej, których program nie będzie w stanie poprawnie ocenić na danej głębokości. Zdarza się to jednak dość rzadko (mowa o braku poprawnej oceny, gdy program osiągnie głębie co najmniej 22 półruchów).

piątek, 30 grudnia 2011

Bezbłędna albo idealna gra: nieistniejąca roz(g)rywka bez pomyłków jako niedoścignione marzenie – czyli o wielbłędach na wesoło słów kilka na (szczę)ście

Dziś spróbujemy nieco dobrego humoru przemycić: mam nadzieję, że przymrużenie oka będzie tu wysoce wskazane. Tematem będzie bezbłędna albo idealna gra: roz(g)rywka bez błędów jako niedoścignione marzenie – czyli o błędach na wesoło słów kilkanaście.

Błędy są na pewno po to, aby je popełniać. Bez błędu nie można wygrać partii szachowej. Błąd jest konsekwencją niewłaściwej oceny pozycji lub braku realnego planu. Na błędach się uczymy. Sztuką jest nie popełniać tego samego błędu po raz drugi. Ten, kto boi się popełnić błąd nie powinien zabierać się za granie w szachy. Błędna ocena pozycji spowodowała obranie złego planu gry. Gdyby nie popełnienie tego błędu, partia byłaby remisowa (lub wygrana). Bez błędu nie jest możliwe wygranie tej pozycji. Mój przeciwnik popełnił błąd, którego nie wykorzystałem. Partia pełna błędów jest jak obraz bez treści – niby wszystko gra, a nic głębszego nie można odkrywać ani się czym zachwycać. Gdyby nie błędy, które popełnia, byłby z pewnością mistrzem świata. Błędy pokazują nam, że jest jeszcze nad czym pracować. Takich błędów nie wolno popełniać. Jeśli uda się skonstruować szachowy ideał, będzie to maszyna grająca bezbłędnie. Błąd na błędzie, więc z partii na pewno nic nie będzie. A może jednak błędy są jedynie po to, aby ich unikać?


I na koniec kilka prostych za-gadek – jaki jest jeden z największych błędów możliwych do popełnienia?! Podstawienie mata, a może hetmana…?! Nie, to z pewnością… Wiel-błąd!
Jak się nazywa ten, kto nie popełnia błędów?! Heh, to banalne! Ten jegomość nazywa się… Chuck Norris, zwany z angielska „the avoid-mistake&error freefailurechessman”.
A co robi osoba, która bawi się w błędy?! Otóż ten kto błądzi, na pewno popełnia wiele błędów… albo poszukuje małych błądzików (czyli nie „wiel-błądzików”, lecz tych mini).

I na początek łyk matematyki (a może mat e-mat, i Ki?!). Zadanie, które niebawem pojawi się na teście gimnazjalnym (albo maturalnym – to zależy od komisji czy zdąży wyłapać błąd). Podkreślę, że jest to łamigłówka, która nawet zapalonym szachistom (logikom) sprawiała wyjątkowo dużo problemów i powodowała powstawanie wielu błądów… ups, błenduff!

Zadanie, którego bezbłędne rozwiązanie nie jest możliwe bez popełnienia błędu *.
Jeśli do wartości „błędu” dodamy element „mistake”, a potem pomnożymy jeszcze przez dwumian „error”, to wyjdzie nam błędny wynik oceny pozycji. Takiej w której jedynym prawidłowym ruchem jest zamatowanie króla… własnym królem, poprzez dorobienie (promocja!) go przez dojście pionem przeciwnika do przeciwnego rzędu (ostatniej lub pierwszej linii – zależy od koloru bierek). Oblicz jak wiel(ki) błąd popełni nieomylny szachista, który błędnie ocenia pomyłkę popełnioną przez nieprawidłową ocenę pozycji. Odpowiedź uzasadnij i wyjaśnij z czego powstał pierwotny błąd dotyczący nieprawidłowego zrozumienia pojęcia „mistake” jak też omyłkowego oszacowania terminu „error”. Pamiętaj, aby zrobić to jak najbardziej bezbłędnie, gdyż za każdy wykonany błont będzie dodawany minusowo-ujemny punkt dodatni na niekorzyść ucznia, mającego wartość pracy oszacowanej w kategorii ujemnych plusów bądź (tu mądry?!) dodatnich minusów.

* - jeśli nie jesteś w stanie rozwiązać tego zadania bezbłędnie, to spróbuj chociaż przeczytać je osobie, która będzie udawała, że je (z)rozumie... Po to, aby było ciekawej (tudzież trudniej), zrób to w ciągu 20-30 sekund, oczywiście nie popełniając żadnej pomyłki ani błędu. Nagrodą będzie satysfakcja związana z tym, że udało ci się dokonać sztuczki lepszej aniżeli tradycyjne łamańce w stylu "w czasie suszy szosa sucha" czy też "król Karol kupił królowej Karolinie..". Powodzenia w bezbłędnym wypowiedzeniu! Niechaj wyjątkowy brak logiki sprzyja twojej mowie!


Glurujatę sznercidee wkisstzym, kótrym ułado się prytzeaczć cośałć dsijszeegzio wktąu na bgolu!
Fajna sztuczka z tymi zymamnioniei lmeritai, prawda?

czwartek, 29 grudnia 2011

7 niezłomnych praw mistrza świata Wilhelma Steinitza - czyli fundamenty szachów na których opieram swoją grę




Jakiś czas temu zafascynowały mnie prawa sformułowane przez pierwszego mistrza świata – Wilhelma Steinitza. Sformułował on kilka praw, które obowiązują każdego szachistę – bez względu na styl gry i czas (w sensie okresu w którym panuje dana szachowa moda). Pozwolę sobie na ich przytoczenie. Następnie spróbuję pokrótce je skomentować. Mam nadzieję, że będzie to ciekawe odniesienie dla wielu pasjonatów i amatorów szachowych. Tak więc oto i one!


7 praw Wilhelma Steinitza:

1) Na początku partii siły obu stron znajdują się w stanie równowagi (tzw. stan equilibrium).

2) Prawidłowa gra z obu stron utrzymuje równowagę i prowadzi do remisu (czyli partii nie dającej się wygrać przez żadną ze stron).

3) Z uwagi na powyższe, gracz może wygrać tylko w konsekwencji błędu popełnionego przez przeciwnika. (Stąd nie ma czegoś takiego jak "wygrywający ruch"; jest najwyżej ruch utrzymujący ocenę pozycji - jeśli jest wygrana to wystarczy wykonać taki ruch, który nie zmienia jej oceny).

4) Tak długo jak zostaje zachowana równowaga - atak, jakkolwiek zręczny (silny), nie może odnieść skutku (zakończyć się sukcesem) przeciwko prawidłowej obronie. Tego typu obrona w konsekwencji wymusi konieczność wycofania i przegrupowania sił atakujących, zaś gracz atakujący nieuchronnie poniesie stratę (pozycyjną bądź materialną).

5) Dlatego gracz nie powinien atakować dopóki nie uzyska (nie posiada) przewagi (spowodowanej błędem przeciwnika), która usprawiedliwia decyzję (rozpoczęcia) ataku.

6) Na początku partii, gracz nie powinien od razu (natychmiast) dążyć do ataku. Zamiast tego, gracz powinien najpierw starać się doprowadzić do zakłócenia równowagi na jego korzyść przez wywołanie błędu przez przeciwnika - jest to pewnego rodzaju wstęp przed atakiem.

7) W momencie, gdy wystarczająca (odpowiednio duża) przewaga została uzyskana, gracz musi atakować - w przeciwnym wypadku przewaga ulegnie roztrwonieniu.

Lasker nieco rozwinął ostatni punkt Steinitza, który w pełnej postaci wygląda następująco:
Prawo do ataku przynależy tylko tej stronie, która ma przewagę pozycyjną. I nie jest to tylko prawo, lecz obowiązek: w innym wypadku istnieje ryzyko utraty przewagi. Atak musi być skierowany przeciwko najsłabszemu punktowi w obozie przeciwnika.


Mój komentarz do 7 praw Steinitza

1) Na początku partii siły obu stron znajdują się w stanie równowagi (tzw. stan equilibrium).

Obie armie znajdują się w identycznym położeniu – takie same jednostki bojowe i tyle samo u każdej ze stron. Można powiedzieć, że idealna remisowa pozycja. Dopiero pierwszy ruch białych zaburza równowagę (equilibrium) i sprawia, że trzeba odpowiednio reagować na plany i zagrożenia, które narzucają białe. Za jakiś czas pojawi się artykuł (napisany wspólnie z profesorem molem), w którym zostanie przedstawiona hipoteza dotycząca remisowej śmierci szachów (według wielkiego mistrza Capablanki).
Jakie możliwe obalenie widzę w tym prawie? Otóż należałoby wykazać, że białe są w stanie uzyskać kluczową przewagę, a czarne nie są w stanie temu przeciwdziałać. Jeśli to się uda (a zakładam, że nie jest to możliwe), wówczas oznacza to, że pozycja wyjściowa nie jest równa. Jaka to hipoteza? Zaczekajmy na oficjalną publikację artykułu, a wówczas wrócimy do tego tematu ponownie.


2) Prawidłowa gra z obu stron utrzymuje równowagę i prowadzi do remisu (czyli partii nie dającej się wygrać przez żadną ze stron).

Tutaj nie mam żadnych wątpliwości – zarówno teoretycznych jak i praktycznych. Silnym dowodem ku temu są tak zwane bazy końcówek (słynne tablice Nalimowa). Można sprawdzić w nich dowolną końcówkę do 6 bierek (w tym obowiązkowo oba króle). W szachowym języku mówimy o manewrowaniu lub o prawidłowej grze – obie formy prowadzą do równej pozycji (oczywiście zakładając, że pozycja jest równa). Natomiast biorąc pod uwagę zasady szachowe (zasada 50-ruchów, 3-krotne pojawienie się tej samej pozycji) w końcu musi dojść do remisu (albo zostają dwa króle bądź też niewystarczający materiał do mata). Osoby znające dość dobrze matematykę obliczyły, że teoretycznie najdłuższ parta nie może trwać dłużej niż 5949 ruchów.


3) Z uwagi na powyższe, gracz może wygrać tylko w konsekwencji błędu popełnionego przez przeciwnika. (Stąd nie ma czegoś takiego jak "wygrywający ruch"; jest najwyżej ruch utrzymujący ocenę pozycji - jeśli jest wygrana to wystarczy wykonać taki ruch, który nie zmienia jej oceny).

W tym miejscu także w pełni zgadzam się z podanym prawem. Nie da się wygrać pozycji równej jeśli przeciwnik nie popełni błędu. Ekstremalnym przykładem jest gra K+H na K+H i próba wygrania tego typu pozycji. Jeśli przeciwnik nie wyjdzie poza „strefę remisową”, to nie ma siły, aby wygrać tego typu pozycję. Podobne możliwości daje także tak zwana twierdza – sytuacja w której jedna ze stron wyczekuje mając plan obronny, którego (bez błędu) nie można przełamać. Prostym i jaskrawym przykładem może być pozycja K+S+S na K czy też K+G+p (bandowy) na K, w którym goniec nie kontroluje pola przemiany, zaś strona broniąca na nim już stoi (albo może zająć). Można także wymienić pozycję typu K+H na K+W+p, w której strona słabsza nie dopuszcza do przejścia króla przez zasłonę, zaś sam hemtan nie jest w stanie sforsować twierdzy.


4) Tak długo jak zostaje zachowana równowaga - atak, jakkolwiek zręczny (silny), nie może odnieść skutku (zakończyć się sukcesem) przeciwko prawidłowej obronie. Tego typu obrona w konsekwencji wymusi konieczność wycofania i przegrupowania sił atakujących, zaś gracz atakujący nieuchronnie poniesie stratę (pozycyjną bądź materialną).

Kolejne prawo, którego zrozumienie może być nieco trudniejsze. Często okazuje się, że słabsi gracze zbyt płytko i jednostronnie oceniają pozycję, mówiąc „ten atak musi wygrywać”. Z kolei poproszenie o pomoc krzemowego przyjaciela (zwanego Houdini, Stockfish, Komodo czy Critter) po chwili pokazuje, że owszem – była obrona, niemniej wymagała nieco więcej wnikliwości i wiedzy. Z kolei atak (niektórzy nazywają go dość kolokwialnie „na chama”) bez uzyskanej przewagi powoduje pogorszenie pozycji. Później nagle okazuje się, że atakowaliśmy przeciwnika, ten się „jakimś cudem” wybronił, a teraz „nagle” mamy gorszą pozycję?! Jak to możliwe? Tak jak już kiedyś podkreślałem – „Steinitz rules”! (gra słów: „rules” – „zasady, prawa”, oraz „rządzić, panować”). Wielokrotnie sprawdziłem tego typu ataki (bez uzasadnienia) zarówno będąc stroną atakującą jak i broniącą się. Cały trick polega na tym, że dużo trudniej jest się dokładnie bronić (zwłaszcza przez kilkanaście lub kilkadziesiąt ruchów), więc przy niższym poziomie „nie widać” tej zasady w praktyce. Jednak jeśli ktoś nie wierzy, to niechaj zagra z mistrzem (lub programem szachowym) i zacznie go stale atakować – już od pierwszego ruchu. Gwarantuję, że po 30-40-50 ruchach pozycja strony atakującej (bez uzyskania wcześniej wystarczającej przewagi – tak jak wskazywał Steinitz) będzie bliska beznajdziejnej.


5) Dlatego gracz nie powinien atakować dopóki nie uzyska (nie posiada) przewagi (spowodowanej błędem przeciwnika), która usprawiedliwia decyzję (rozpoczęcia) ataku.
To prawo jest kontynuacją poprzedniego. Można jednak dodać, że niekiedy przedwczesny atak będzie prowadził do zredukowania materiału i nawet posiadana przewaga nie będzie kluczowa (wystarczająca) do wygrania partii. Z tego właśnie względu wielu obecnych szachowych mistrzów nie atakuje nawet jeśli ma taką możliwość. Atak jest prowadzony dopiero wtedy, gdy jest już pewność, że uzyskanie przewagi będzie dobrą decyzją. Jeśli ktoś uważnie śledzi silniki szachowe, to zauważy, że czasami wolą one zagrać obiektywnie silniej i pokusić się o atak, aniżeli gromadzić przewagę aż do momentu, gdy atak będzie kluczowy. Człowiek natomiast często woli zaczekać na bardziej dogodny moment, chyba że nie można już zwlekać, bo przeciwnik przejmie inicjatywę.


6) Na początku partii, gracz nie powinien od razu (natychmiast) dążyć do ataku. Zamiast tego powinien najpierw starać się doprowadzić do zakłócenia równowagi na jego korzyść przez wywołanie błędu przez przeciwnika - jest to pewnego rodzaju wstęp przed atakiem.

Tu dość jasna teza. Początkujący grają często na tak zwanego mata szewskiego (popularnego „szewczyka”). Okazuje się, że tego typu zagrania (nieuprawnione) dość szybko sprawiają, że wojsko za chwilę zostaje zepchnięte spowrotem, zaś przeciwnik za każdym ruchem nieznacznie polepsza swoją pozycję. Po 10-15 ruchach okazuje się, że pozycja atakującego stopniowo wymaga obrony i zmieniają się role. Często bywa także to widoczne, gdy przeciwnik zajmuje się „zjadaniem” pionków, które nie mają strategicznego znaczenia. Następnie musi wycofywać hetmana dzięki czemu armia przeciwnika może już zaczynać atak, zaś przeciwnik nagle wraca do obrony tyle, że w dużo gorszej pozycji (niekiedy nawet pomimo zysku materialnego). Podsumowując: atak przeprowadzamy dopiero wtedy, gdy mamy już wystarczającą przewagę.


7) W momencie, gdy wystarczająca (odpowiednio duża) przewaga została uzyskana, gracz musi atakować - w przeciwnym wypadku przewaga ulegnie roztrwonieniu.

Lasker nieco rozwinął ostatni punkt Steinitza, który w pełnej postaci wygląda następująco:
Prawo do ataku przynależy tylko tej stronie, która ma przewagę pozycyjną. I nie jest to tylko prawo, lecz obowiązek: w innym wypadku istnieje ryzyko utraty przewagi. Atak musi być skierowany przeciwko najsłabszemu punktowi w obozie przeciwnika.

Dalsza kontynuacja i poszerzenie poprzedniej myśli. Dla mnie oczywiste jest to, że dopiero, gdy mamy przewagę pozycyjną (rozumianą jako lepszą pozycję), wtedy musimy zacząć działania atakujące. W innym wypadku zbyt długie wyczekiwanie spowoduje, że przeciwnik sam zacznie nas atakować, spychać nasze figury na gorsze pozycje, a następnie uzyska przewagę (pozycyjną i/lub materialną). Rzadko można spotkać pozycje w których można dłużej czekać i przeciwnik nic nie może nam popsuć (zwykle są to pozycje o charakterze zamkniętym, ale i te można odpowiednio „otworzyć”).

Natomiast atak musi być skierowany przeciwko najsłabszemu punktowi właśnie dlatego, że taki punkt jest najłatwiej zdobyć (a od strony broniącej – najtrudniej jest go obronić). Czasami bywa tak, że przeciwnik ma dużo słabych punktów – wtedy nie jest absolutnie konieczne (chociaż na pewno pożądane) atakowanie najsłabszego punktu, lecz tego, który dla nas wydaje się być najbardziej pewnym do zdobycia. Wystarczy wspomnieć, że niekiedy nie musimy doliczać się do mata (w 12-15 ruchach), jeśli za darmo możemy pobić figurę, a przeciwnik nie będzie miał za jej utratę żadnej rekompensaty. Niemniej z pedagogicznego i teoretycznego punktu widzenia – Steinitz (oraz Lasker) miał rację: warto zająć się atakiem na punkt, który jest najsłabszy – wtedy środki do jego zdobycia nie muszą być bardzo duże.


Mam nadzieję, że prezentacja tych praw i krótki do nich komentarz sprawią, że stopniowo będziecie nieco inaczej patrzyli na szachy. Dodam na koniec, że dopiero gra na wyższym poziomie (1600+) pozwala lepiej zrozumieć te zasady. Oczywiście bez praktyki bardzo trudno jest pojąć to „na własnej skórze”. Mnie udało się do tego dotrzeć dopiero nie po kilkunastu tysiącach partii (blitzów), lecz po kilkuset, które poddałem bardziej wnikliwej analizie (wraz z silnikiem, które pokazywały mi ocenę pozycji i możliwe warianty – zarówno obrony jak i ataku). Wierzę, że będziecie stale sprawdzali te prawa Steinitza i na nowo je odkrywali. Mnie one fascynowały od dawna, lecz dopiero teraz świadomie je zgłębiam i się nimi zachwycam. Czego i wam życzę…

środa, 28 grudnia 2011

Piękne hetmańskie partie ktore mogą zrobić wrażenie na tobie

Poniżej prezentuję dwie partie, które mogą przekazać miłe estetyczne wrażenia. W obu z nich do czynienia mamy z hetmanem. I to nie jeden raz. Mam nadzieję, że z chęcią przejrzycie te partie, bo nie często udaje się takie cuda wyczarować ;).

Pierwsza z nich to miniaturka w której dokładnie w 20 ruchu następuje mat. Jednak to w jaki sposób może na pewno lekko zdziwić :). Zapraszam do małej intelektualnej uczty ;).


PARTIA 1:




Następna partia pokazuje to, że trzeba być czujnym i w sytuacji gdzie idą wzajemne ataki matowe na króla, trzeba być... o ten ruch szybszy - tak: ten jeden, jedyny, który w takich pozycjach decyduje o wygranej bądź porażce.


PARTIA 2:

niedziela, 27 listopada 2011

Podstawowe zasady w końcówce pionowej – czyli dlaczego opozycja nie pozwala na wtargnięcie do przeciwnego obozu

Dzisiaj omówimy sobie podstawowe zasady w końcówce pionowej – czyli wyjaśnię dlaczego opozycja (nie) pozwala na wtargnięcie do przeciwnego obozu.

Warto zobaczyć dwa proste obrazy (przykłady) związane z opozycją.

Białe zajmują opozycję i zajmują jedno z pól na ostatniej linii; Jeśli natomiast czarne zaczynają, to dzięki wykorzystaniu opozycji... zatrzymują białe na 1 linii! (ani na trochę nie puszczą króla białych)!

W tej oto pozycji zaczynają białe: czarne nie są w stanie zapobiec wtargnięcia na jedno z pól na ostatniej (8) linii! Tak, to właśnie siła opozycji – można zdobyć pole, które początkowo wydaje się mało możliwe do osiągnięcia. Sprawdźcie oba przykłady – przekonajcie się sami!

A teraz zobaczmy co się stanie jeśli czarne będą na posunięciu! W tej sytuacji (przy poprawnej grze) biały król NIGDY nie wyjdzie z pierwszej linii! Czy to nie piękne?

Czym zatem jest opozycja?

Opozycja to ustawienie obu króli na jednej linii: pionowej, poziomej lub ukośnej. Dodatkowym kryterium (szachowym) jest konieczność, aby oddzielała je nieparzysta liczba pól (1, 3 lub 5). Natomiast ze specyfiki kolorów pól na desce wynika także to, że zawsze (!) muszą one stać na polu tego samego koloru (czyli albo na białych albo na czarnych polach).

Pojawia się pytanie: kto ma opozycję – jeśli są spełnione powyższe 2 warunki? Otóż opozycję ma ta strona, która NIE JEST na ruchu (czyli inaczej mówiąc, ta która jako ostatnia wykonała ruch). Nie zapomniajmy, że definicja jest nieco szersza niż większość z was słyszała, gdyż chodzi o stronę będącą na ruchu (a nie wykonanie ruchu królem bądź pionem – o ile jest takowy na szachownicy).

Teraz pokażę, iż wyróżniamy opozycję: pionową, poziomą i ukośną (skośną). Dodatkowo można (chociaż nie jest to ogromnie ważne) także zaznaczyć, że opozycja może być długa (oddalona) lub krótka (bliska) – przy czym długa (oddalona), to taka, gdy między królami jest 3 lub 5 pól.


Poniżej na rysunkach wyróżniłem i zaznaczyłem opozycje: pionową, poziomą i ukośną (a także długą i krótką). Kolor żółty pokazuje opozycję bliską (krótką), zaś pozostałe (niebieski i zielony) długą – lub jak kto woli: oddaloną.

Opozycja pionowa (długa, krótka), Opozycja pozioma (długa, krótka), Opozycja ukośna (długa, krótka)

Co daje opozycja? Pamiętajcie, że opozycja nie jest po to, aby „króle sobie stały naprzeciw siebie”! Pomysł opozycji służy do tego, aby zająć (przejść na) ważne pole w obozie przeciwnika – takie, dzięki któremu będziemy mieli możliwość zrealizowania ważnego celu (np. wygrania kluczowego piona czy też zablokowania możliwości promocji piona przeciwnika). Ja na to pojęcie (jego dogłębne zrozumienie) straciłem kilka miesięcy, więc mam nadzieję, że nie będzie musieli podobnie jak ja – wyważać otwartych drzwi.

Jeszcze raz wyraźnie podkreślę: opozycja sama w sobie nie jest najważniejsza! Opozycja jest (albo może być) jedynie środkiem do tego, aby zrealizować swój cel (np. zająć tzw. krytyczne lub kluczowe pole – dzięki któremu partia {końcówka} jest wygrana).

Na koniec proste zadanie: jeśli białe zaczynają - wygrywają, przegrywają czy remisują? A co jeśli zaczynają czarne? Odpowiedź uzasadnij - dlaczego partia zakończy się takim wynikiem? Co powoduje, że białe (czarne) osiągną swój cel? Co będzie celem dla białych i dla czarnych - przy ich ruchu i ruchu przeciwnika?

Ruch białych - jaki wynik? A co będzie przy ruchu czarnych? Która ze stron będzie zwycięzcą pojedynku?


Teraz zobaczmy prosty a zarazem pouczający przykład jak partia rozegrana na dobrym poziomie może być zaprzepaszczona dzięki braku znajomości podstawowych idei (chociażby takich jak właśnie opozycja).



W pozycji na powyższym diagramie (z partii) czarne są na ruchu: wyjaśnij co mają zrobić - czy ich pozycja jest remisowa czy przegrana? Jeśli remis jest możliwy to dzięki czemu?

piątek, 11 listopada 2011

A może by tak zremisować? Czyli o tym jak w niezwykłym stylu można uratować się przed porażką

Niektórych pozycje nie można wygrać. Niemniej nie zawsze trzeba załamywać się! Czasami warto poszukać… ostatniej deski ratunku! W poniższych pozycjach widzimy sytuacje w których przewaga wydaje się rozstrzygająca: pionkówka w której 2 wolne piony decydują o tym, że sam król ich nie zatrzyma, czy też związany hetman na linii z królem. Twoim zadaniem będzie więc znaleźć wyjście z tych beznadziejnych pozycji. Dodam, że należy znaleźć plan i następnie go zrealizować. W obu przypadkach są to forsowne ruchy – wszystkie inne odejścia od głównego planu… prowadzą do porażki. Zatem do szachownic… i powodzenia!


W pozycji po lewej zaczynają czarne, zaś w pozycji po prawej białe*

Przypominam, ze wyróżniamy takie formy remisu jak: 1) pat, 2) wieczny szach, 3) 3-krotne pojawienie się tej samej pozycji (zwykle przez 2-krotne jej powtórzenie), 4) brak materiału matującego oraz 5) zgoda obu graczy.



* Drobną wskazówką (która może pomóc w rozwiązaniu zadań) niechaj będzie to, że rozwiązaniem obu zadań nie jest żadna z dwóch ostatnich możliwości.

piątek, 28 października 2011

Nauka podstawowych terminów szachowych: atak, obrona, wymiana, przewaga, strata, równowaga


Dzisiaj powiemy sobie kilka słów związanych z nauką podstawowych terminów szachowych: atak, obrona, wymiana, przewaga, strata, równowaga. Mam nadzieję, że będzie to przydatne narzędzie dla wszystkich, którzy nie chcą przegapić istotnych wskazówek co do podstaw nauczania taktyki. No to zaczynamy!

Warto zaznaczyć, że często zawodnicy, którzy już opanowali podstawowe sprawy z zakresu zasad gry nie wiedzą za co się dalej zabrać. Moim zdaniem potrzebują wprowadzenia w świat taktyki. Jak to zrobić? Jest wiele różnych pomysłów, jednak ja uważam, że warto zacząć od zupełnych podstaw i z czasem dawać coraz bardziej złożone przykłady. Oto jedna z możliwości proponowanych przeze mnie.


Pozycja powyżej pokazuje prosty układ: białe i czarne posiadają po wieży i skoczku. Teraz należy zadawać poszczególne pytania:
1) ile razy jest atakowana biała i czarna wieża
2) czy jeśli zaczynają białe i pobiją wieżę to będzie zysk czy dojdzie do stanu równowagi (wymiana zwykła)?
3) to samo co w pkt 2: czy jeśli zaczynają czarne…
4) dlaczego zarówno po ruchu białych jak i czarnych nie można zdobyć przewagi poprzez pobicie wieży?

Dalej pokazujemy następną pozycję (pozornie niemal taką samą, ale w istocie zupełnie inną).


Pozycja powyżej pokazuje niemal tak samo prosty układ: białe i czarne posiadają po wieży i skoczku. Teraz należy zadawać poszczególne pytania:
1) ile razy jest atakowana wieża białych i wieża czarnych
2) ile razy jest broniona wieża białych i wieża czarnych

Następnie pokazujemy dwa warianty:
Nr 1: białe zaczynają: SxW, czarne SxW. Pytamy kto uzyskał przewagę
Nr 2: białe zaczynają: WxW. Wracamy do podstawowej pozycji i czarne zaczynają: WxW. W obu przypadkach pytamy co się zmieniło w stosunku do poprzedniego wariantu. Czy któraś ze stron uzyskała przewagę? Jeśli tak, to która i dlaczego?

Kolejny bardzo ważny etap, to naprowadzenie na to, jakie są różnice oraz korzyści związane z tym, że białe (albo jeśli zaczynają to czarne) najpierw pobijają wieżę przeciwnika za pomocą swojej wieży.

Wnioski (korzyści) wynikające z zastowania wariantu nr 2: a) wieża zdobywa wieżę, b) wieża likwiduje atakującą figurę, c) wieża staje na polu bronionym, d) wieża odchodzi spod dwóch źródeł ataku (wieży i skoczka). Jeśli już nasi podopieczni są przekonani o tym, że wszystkie elementy są istotne, wówczas można przystąpić do kolejnych przykładów. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nie tylko zbijamy przeciwną bierkę (figurę), lecz co jeszcze ważniejsze – sami odchodzimy spod bicia! Tak długo jak uczestnicy tego dobrze nie zrozumieją, tak długo będzie problem z dobrym ocenianiem pozycji (wariantów) taktycznych. Tutaj akurat są bardzo proste przykłady, więc przy trudniejszych będzie znacznie ciężej.

Następnie należy pokazać proste przykłady związane z taką samą i różną ilością figur atakujących oraz pokazać jak seria wymian wpływa na ocenę taktyczną. Słowem pokazać na szachownicy serię wymian i powiedzieć: kto (i ile) zyskał, a kto stracił. Następnie zapytać dlaczego tak się stało. Przypominam, że przy równej ilości (równowadze) atakujących i broniących figur… nie można nic wygrać (co najwyżej wymienić). Natomiast jeśli jest większa ilość atakujących niż broniących, wówczas będziemy w stanie wygrać materiał. I odwrotnie: przy mniejszej ilości broniących, stracimy go. To bardzo proste, jednak warto pokazać to wyraźnie na diagramie (szachownicy).

Jak widzimy powyżej – każda ze stron ma taką samą ilość figur. Czarne dodatkowo mają piona, który jest atakowany tyle samo razy co broniony (czyli równowaga). Dlatego ten, który zacznie wymiany… straci. Zobaczmy (białe zaczynają): SxP, SxS, GxS, GxG, WxG, WxW i pozostaje wieża czarnych na końcu.



Następnie pokazujemy przykład w którym atakujących figur jest więcej niż broniących. W tym przykładzie białe atakują piona 3x, a czarne bronią tylko 2x. Tak więc przewaga ataku nad obroną pozwala na wygranie materiału. Zobaczmy (białe zaczynają): GxP, GxG, WxG, WxW, SxW i pozostaje jedynie skoczek. Po wymianach białe zyskały przewagę (w postaci pobicia czarnego piona).

Na koniec należy wyraźnie pokazać także, iż ważna jest także kolejność wymian. Przykładowo w powyższym przykładzie jeśli biała wieża zbije piona jako pierwsza, wówczas dojdzie do serii wymian: WxP, GxW, GxG i dalej już czarne nie biją (bo stracą cały zysk). I pokazujemy jakie konsekwencje przyniosła ta wymiana. Białe zyskały p+G, a straciły W. Czyli zysk +4, a strata -5. Wniosek: strata była większa niż zysk (czyli ta wymiana nie była dobra dla białych).


Podsumowując: uważam, że początkującym szachistom należy najpierw pokazać istotę taktyki, a dopiero po tym przejść do omawiania poszczególnych przykładów taktycznych środków (tzw. motywów). Inaczej szachista będzie umiał pobijać, a nie do końca będzie potrafił myśleć oraz oceniać. To tak jak z wyuczeniem na pamięć tabliczki mnożenia (do 100). Można wiedzieć (odtworzyć z pamięci) to ile jest 8x8, ale jeśli nie wiemy na jakiej zasadzie jest to obliczane, to w sytuacji gdy dojdzie do obliczeń „poza bazą danych”, pojawią się duże problemy – a co za tym idzie także błędy. Warto o tym pamiętać.

czwartek, 27 października 2011

Wybierz sobie najbardziej oczywiste zakończenie - czyli o strefie remisowej słów kilka...

Poniżej prezentuję partię, której mini-analizę kluczowej pozycji zawartej w tajemniczym terminie "strefa remisowa". Mam nadzieję, że chętni będą zadowoleni z dwustronicowej pracy, w której pokazałem 5 wariantów, które mogły się wydarzyć w kluczowej pozycji. Każdy z nich prowadził do remisu. Piękne jest jednak to, że w każdym z nich jest inny rodzaj końcówki. Tak więc bez względu na to jakby czarne później grały (po 32...c5), to białe są w stanie bez większych problemów uciągnąć remis. A jak to należałoby zrobić w przypadku różnych kontynuacji przedstawia mini-analiza (artykuł w pliku PDF), który można ściągnąć stąd: ARTYKUL_super_koncowka_roznego rodzaju_strefa_remisu


Przy okazji poniżej pokażę jedną z kontynuacji, która najbardziej mnie zadziwiła: w pozycji wydawałoby się wygranej dla czarnych... białe wymuszają wieczne powtarzanie pozycji! (inne możliwości także prowadzą do remisu, co jest ukazane w artykule).

Mam nadzieję, że warto było poczekać 2 miesiące na tę małą perełkę ;-) :-).
 
Zobacz pozycję po 32 ruchu czarnych (32..c5) i zastanów się dlaczego jest możliwy remis pomimo braku figury u białych?!

środa, 28 września 2011

Uważaj na końcówki hetmańskie - trudna realizacja przewagi

Poniżej przykład końcówki hetmańskiej.

Jej realizacja nie jest zbyt prosta, niemniej jeśli przeciwnik zaczyna pomagać, wówczas raczej nie jest to problemem. Najciekawsze jest, że zgodność z silnymi silnikami jest w całej partii (od momentu podstawienia piona) w granicach 90% (!). Jak widać udało nam się zagrać na poziomie Houdika (3000+), więc obaj jesteśmy z tego dumni. Paweł nawet mówi, że nie wierzy, że taki silny algorytm ma w głowie, aby mógł widzieć tak dokładnie :))). Obiecał jednak, że jak się weźmie za końcówki, to z jego rankingu obecnego 1761, będzie za rok w granicach 1911 (+150 oczek). Trzymam kciuki, aby się to spełniło :).

(realizacja przewagi po 44. Kg2 powinna wyglądać mniej więcej tak: 44. ... Kf6 45. Qf2+ Ke7 46. Kg3 Qh1 47. Qe2 Qg1+ 48. Kh3 f6 49. Qd2 Qh1+ 50. Kg3 Qh4+ 51. Kg2 Qxg4+ 52. Kf1 Qxh5 53. Qb4+ Kf7 54. Qb7+ Kf8 55. Qxe4 Qd1+ 56. Kf2 Qd2+ 57. Kf1 Qc1+ 58. Kf2 Qb2+ 59. Kf1 h5 60. Qd3 h4 61. Qh7 Qe5 62. e4 Qf4+ 63. Ke2 Qg4+ 64. Ke3 Qg3+ 65. Ke2 Qg2+ 66. Ke3 Qg1+ 67. Ke2 Qh2+ 68. Kd3 Qg3+ 69. Kc4 Qf2 70. Qh8+ Ke7 71. Qg7+ Ke6 72. Qg8+ Ke5 73. Qd5+ Kf4 74. Qd8 Qc2+ 75. Kb5 Qxe4 76. Ka6 Qc6+ 77. Ka7 h3 78. Qd4+ Kg3 79. Qg1+ Kh4 80. Qf2+ Kg4 81. Qd4+ Kh5 82. Qd3 g4 83. Qh7+ Kg5 84. Qg8+ Kf5 85. Qh8 Ke4 86. Qh7+ f5 87. Qe7+ Kf4 88. Qb4+ Qe4 89. Qd6+ Qe5 90. Qb4+ Kg5 91. Qd2+ f4 92. Qh2 Qd4+ 93. Kb7 f3 i reszta już banalnie prosta). Z pewnością można zobaczyć, że plan wygranej nie jest zbyt trudny - zwłaszcza jak się wie o pewnych zasadach, którymi rządzą się końcówki (także hetmańskie).

Niestety przejście do końcówki pionowej jest lekko przegrane (nawet na 2 sposoby można ją wygrać). Tak więc można niejako stwierdzić, że dopuszczenie do wymiany hetmanów to ruch na poziomie 1200-1300. A wcześniejsze były na poziomie co najmniej 2000-3000 (w zależności od tego, które). Wyraźnie widać, że "wystarczy jedna wpadka" (aby się cała partia posypała).

Oto przebieg partii (granej tempem 90min na zawodnika). Zwróćmy uwagę na gruby błąd (45.Kh3??), po którym powstaje NATYCHMIASTOWA forsowna przegrana: poprzez wymuszenie przejścia do pionkówki).

poniedziałek, 16 maja 2011

Systematyczne granie poważnych partii na FICS: uzyskane efekty po 14 miesiącach

Po nieco ponad roku grania (dokładnie 14 miesięcy) poważnych partii zauważam, że moja praktyczna siła zaczyna się nieco podnosić, a co najważniejsze zaczyna być widoczna TWARDOŚĆ w grze, stawianie dobrego oporu oraz dużo myślenia oraz liczenia! Jak z powyższych wykresów i danych wynika od marca 2010 do maja 2011 mój poziom na FICS wzrósł o jakieś 90-100 punktów. Jest to bardzo duża zasługa rozgrywanych trudnych pojedynków z różnymi graczami. Gram bowiem w lidze (obecnie w 3 drużynach) jak i w Powolniaku oraz w 2 turniejach (STC Bunch oraz Rainbow Warriors). To gwarantuje mi, że zwykle w tygodniu zagram 5-6 partii poważnych. Może wydawać się to niewiele, niemniej jeśli porównamy to do tego, że w ciągu 14 lat rozegrałem ok 240 partii klasycznych (w tym 200-210 na zapis jako oficjalnie w turnieju lub lidze szachowej).
 
Natomiast w ciągu ostatnich 14 miesięcy już 90... to widać DUŻĄ różnicę, prawda?! Na serwerze FICS udaje mi się osiągać ranking w granicach 1900-1950. Gram na 95% mocy, więc teraz kolejny wzrost poziomu będzie związany nie tylko z graniem, lecz z dodatkowym przyswajaniem wiedzy.

Szczerze mówiąc to podejrzewałem, że po roku efekty samego grania (niestety jeszcze nie zacząłem treningu poza 1 zbiorem zadań przerobionym w ostatnim roku i jednej książeczce) będą oscylowały w ramach +50 do +60 punktów (tzn. 1830 na 1890). Niemniej po 90 partiach i maksymalnym wysiłku z mojej strony poziom mojej gry wzrósł od 1830 do 1930! Czyli aż 100 oczek! Rzecz jasna nie jest on jeszcze maksymalnie stabilny, niemniej jeśli się poważnie skupię, bo zwykle jestem w stanie nawiązywać walkę z zawodnikami nawet poziomu 1900-1960 (rok temu ledwie 1820-1860).

W tym momencie czuję, że dalej ranking raczej już sam nie urośnie (max do 2000-2020), gdyż brakuje zasobu wiedzy oraz rozwiązywanych zadanek (kombinacje i końcówki zwłaszcza, ale strategia i plany oraz debiuty też by się przydało w końcu ruszyć).

Dlatego jeśli jesteście ambitnymi pasjonatami i amatorami szachowymi i chcecie się sprawdzić z POWAŻNYMI zawodnikami (a za takich uważam tych w granicach 1800-2200), to koniecznie pomyślcie o rozgrywkach na FICS. Dla mnie to jedyna realna droga dzięki której mogę czuć, że moja gra coraz bardziej zawiera plany, ocenę, liczenie oraz dużo myślenia i walki! :). Coś czego dawniej nie było, bo w blitzach nie było na to czasu, zgody oraz chęci ;).

Zapraszam do komentowania - jeśli macie ochotę :)

PS. Na kurniku rzadko już grywam, bo szkoda mi czasu: wolę zamiast 10 blitzów zagrać 1 lub 2 poważne partie. Obecnie to moje priorytety (poza zabraniem się za czytanie książek oraz jakieś zadanka w końcu).

niedziela, 6 marca 2011

Słabe strony oraz ich eliminowanie - diagnoza, leczenie oraz oczekiwane efekty

Moje obecne słabości (najważniejsze, bo na wszystkie nie starczyłoby miejsca!), które powodują, że gra nie jest płynna i wystarczająco stabilna. Oto proszę Państwa SIEDEM SZACHOWYCH GRZECHÓW GŁÓWNYCH


1. Braki w taktyce. Od kiku lat rozwiązałem jedynie kilkaset zadań, więc z pewnością moje możliwości taktyczne są na średnim poziomie. Dlatego konieczne będzie odświeżenie zadań na poziomie 1600-1700 (testy dla 3 kategorii) oraz rozpoczęcie zadań 1800+ (czyli testy dla 2 kategorii). I konieczne jest także to, abym przyswoił umiejętność wygrywania materiału w pozycjach w których "coś wisi". Nie chodzi o 1-2 ruchowe strzały, ale takie na 4-6 ruchów dzięki którym spokojnie będzie można nie tylko zdobywać, ale i realizować przewagę (ewentualnie bronić się jeśli zajdzie taka potrzeba). Odczuwam bowiem od kilku miesięcy dość duże trudności w liczeniu wariantów oraz widzeniu zmieniającej się pozycji. Granie na warianty 1-2 ruchowe już się skończyło (poziom 1850+ na FICS). Dlatego zamierzam zacząć uzupełniać te braki.

2. Braki w końcówkach. Od dłuższego czasu (2-3 lata!) nie miałem w rękach książki o końcówkach, prócz tych, które omawiają elementarne podstawy. Dlatego niebawem zabieram się również za poszerzanie końcówek nieco bardziej niż elementarne. Mam na myśli książkę "Końcówki szachowe" (cz. 2) napisaną przez Bogdana Zerka. Złote czasy "zgadywania" w końcówkach skończyły się na poziomie 1800. Dlatego kolejny element, który będę poszerzał (bez powtarzania podstaw, bo te już raczej mam w miarę przyzwoicie opanowane i kilka razy powtarzałem - z różnych książek).

3. Braki w strategii. Głównie chodzi o kolejne tematy, które omawiają takie zagadnienia jak: przełom pionowy w centrum, centrum i jego rodzaje oraz sposoby grania w zależności od tego czy mamy zamknięte, otwarte czy też innego rodzaju centrum. Przy okazji muszę również zająć się zagadnieniem walki ciężkich figur, ponieważ często mam problemy z tym, aby ocenić czy H+W mają grać aktywnie czy pasywnie oraz jak przełamywać opór przeciwnika. Złote czasy "wymyślania" w grze środkowej skończyły się na poziomie 1800-1850.

4. Braki w debiutach. Tutaj głównie chodzi o przyswajanie planów związanych z grą w różnych debiutach oraz stopniowe opracowywanie sobie repertuaru debiutowego: czegoś co będzie można stale grać i nie martwić się o to, żeby wymyślać pozycje do 12-14 ruchu i tracić na to 25-40minut (zamiast 10-15). Przy okazji także debiuty będę poszerzał pod kątem ataków w debiucie oraz form realizacji osiągniętej przewagi. Te braki chcę uzupełniać dzięki kolejnym tomom serii książek Józefa Sławina (po rosyjsku), a ogólne debiuty z Encyklopedii debiutów Kaliniczenko (też po rosyjsku) przeglądając najpierw najbardziej główne kontynuacje i widząc jaki rodzaj pozycji z nich wynika. Poza partią włoską, szkocką i nieco obrony 2, 3, 4 skoczków (czyli klasyki dla amatorów) nie znam bowiem żadnego innego debiutu i gram je "na czuja". Niestety znów muszę się przyznać (zwłaszcza przed sobą, co nie jest łatwe), że złote czasy "wymyślania" w debiucie skończyły się na poziomie 1750-1800. Oczywiście można tak dalej grać, ale zawodnicy poziomu 1950-2000 będą mnie w ramach ligii FICS regularnie klepać. Jedna partia, którą grałem z teoretycznie dużo słabszym przeciwnikiem (1756, podczas gdy ja miałem wtedy 1966) zakończyła się moim zwycięstwem nie dlatego, że grałem świetnie, lecz dlatego, że przeciwnik się za bardzo rozluźnił. Dodam, że był to debiut, który teoretycznie najlepiej umiem i najwięcej razy grałem i o nim czytałem (studiowałem to zbyt poważne słowo). Dlatego jeśli w partii włoskiej ledwie wychodze na równą pozycję znając debiut naprawdę dobrze, to JAK mam wygrywać z zawodnikami poziomu 1900+? Przez przypadek czy też czekając aż zasłabną albo padną? Jasne jest więc, że "debiuty czas zacząć"! Nawet pomimo tego, że to najmniej dla mnie ulubiona i ciekawa faza gry. Niemniej chcąc zrealizować mój cel (co najmniej 1800 na kurniku i 2000 na FICS - na STALE!) muszę grać debiuty na przyzwoitym poziomie. Obecne technologie (bazy danych debiutowe, partie rozegrane do ściągnięcia i przeanalizowania, dostępne silniki szachowe na poziomie 3300, itp.) pozwalają bowiem moim przeciwnikom "wyklepać" mnie w debiucie jak złoto. Dziwie się temu, że tak często dochodzę do poziomu 25-30 ruchów bez strat większych niż pionek! Niemniej nie chcę sprawdzać co będzie dalej tylko od teraz zapowiadam walkę z "dziurawymi debiutami demona" ;).

5. Braki w dobrej technice liczenia wariantów. Tutaj kłania się ten problem najczęściej gdy są w miarę duże możliwości taktyczne. Aż wstyd się przyznać, ale niekiedy liczę kilka razy warianty, aby nie móc się zdecydować na konkretny z nich... i potem "strzelam" zamiast chłodno, spokojnie i metodycznie (według wskazówek Heismana) stworzyć listę ruchów kandydatów, odpowiednio je ocenić i na końcu wybrać najbardziej obiecujący z nich (najlepszą kontynuację, którą przewiduję). Temu będą służyć zadania taktyczne zarówno z zakresu gry środkowej (w/w testy dla N-kategorii) jak i zadania z gry końcowej, którą będę jednocześnie poszerzał teoretycznie.

6. Plany związane ze strategicznymi metodami walki: wymiana słabego gońca, walka na otwartych liniach, otwieranie i zamykanie linii, manewry, osłabienie przeciwnika i szukanie słabości w jego obozie, itd. To spróbuje zrobić z książki Terjochina "Strategiczne motywy" i z książki 64 szachowe lekcje strategii. 

7. Brak rozgrywania partii z silniejszymi zawodnikami na odpowiednio długi czas. Od końca marca 2010 uczestniczyłem w 5 edycji turniej Powolniaka (gdzie na partie jest przewidziane po 60min+10sek dla każdego zawodnika), natomiast od początku lipca 2010 rozpocząłem grywanie w lidze FICS (gdzie na partie jest przewidziane po 45min+45sek dla każdego zawodnika). W sumie przez ten czas rozegrałem ok. 40 poważnych partii (typu standard). Myślę, że teraz ten element nadrobię także dzięki regularnym rozgrywkom w lidze (od edycji T45 planuję zagrać jak najwięcej partii) oraz meczom zawodnikami w ramach forum szachowe.pl (tam czas na partię to zwykle 30min+15sek). Ten element powinien gwarantować mi STAŁĄ informację zwrotną na temat tego jak praktycznie potrafię radzić sobie z problemami szachowymi i jak zmienia się jakość moich partii. W przeszłości ten element był przeze mnie bardzo zaniedbany. Wystarczy dodać, że POWAŻNYCH partii na kurniku nie grywałem w ogóle (bo poważnymi nie można nazywać partii na 3, 5 czy 10minut!), a w realu w ciągu ostatnich prawie 14 lat rozegrałem jedynie 200 takich partii! W tym roku planuję rozegrać ok. 180-200 POWAŻNYCH rozgrywek, więc szacuję, że dzięki temu moja siła szachowa (razem z treningiem za pomocą książek i rozwiązywaniem zadań) uzyska stabilizację na oczekiwanym przeze mnie poziomie 2000 (1 kategorii). Jak będzie to zobaczymy - czas pokaże. Jednak ja trzymam mocno kciuki :). 

Teraz ktoś pewnie zapyta: JAK TO MOŻLIWE, że z takimi dziurami w grze doszedłeś tak (relatywnie) wysoko w szachach? (kurnik 1700-1750, FICS 1900-1930). Odpowiedź jest prosta. Kiedyś trochę ćwiczyłem, więc "zostało w głowie", dużo grałem (głównie na kurniku), więc "trochę doświadczenia zdobyłem" oraz w każdych WAŻNYCH partiach podchodzę maksymalnie skupiony i staram się dać z siebie wszystko i staję na głowie, aby zagrać jak najlepiej. Dlatego w dużej mierze to często wystarcza. Przy okazji od roku moja obrona zaczęła być znacznie lepsza i bronię się znacznie wcześniej i dużo skuteczniej. To też powoduje, że przeciwnicy niekiedy są zmęczni tym, że nie mogą mnie przebić i w końcu albo coś podstawią albo też oddadzą ważne pole, abym wyrównał grę. Powstaje zatem pytanie: JAK SILNO będę grał gdy te w/w braki uzupełnię (oczywiście nie "do końca", ale przynajmniej na kolejnym poziomie). Moja odpowiedź jest prosta: z siłą stabilnej 1 kategorii (kurnik 1800-1850, FICS 1950-2000). Jak osiągnę ten poziom, to kolejna lista braków i znów sposoby zaradzenia temu oraz praca nad realizacją :). Proste? Jasne, że tak! To dlaczego tak wiele osób "stoi w miejscu" ze swoją grą? Ponieważ zwykle nie eliminuje NAJWIĘKSZYCH (i zarazem najważniejszych) błędów w swojej grze!
Przykład? Proszę bardzo! Jest co najmniej kilku zawodników, którzy na kurniku mają ranking 1300-1400 (Tomasz, Wojtek), a strategiczne pojęcie o grze na poziomie 1800-1900 (a debiutowe niekiedy na poziomie 2100-2200!). Niemniej taktyka i podstawki tak kuleją, że przekroczenie poziomu 1400 to dla tych osób "kamień milowy". Nic dziwnego, ponieważ bez grania partii "czysto" (chodzi o brak elementarnych podstawek przez całą partię, a nie tylko większość!) nie da rady przebić poziomu 1600-1650. Kolega duszek chyba w końcu to zrozumiał, więc w końcu po wielu namowach zaczyna pracować nad swoją grą. W szachach to jest piękne, że "sztuczki" (cwaniactwo, kombinowanie i oszukiwanie samego siebie) kończą się, gdy przychodzi do POWAŻNEJ gry. Wtedy zwykle po 20-30 partiach z różnymi i silniejszymi nieco przeciwnikami wychodzi to co potrafimy i to w czym jesteśmy jeszcze "daleko w tyle". Dlatego tak ważna jest gra w lidze FICS oraz dodatkowo partie w ramach turnieju POWOLNIAKA. Obie z nich dają (w sumie) blisko 2-2,5godzin na całą partię, więc jest wtedy gwarancja, że przeciwnik będzie dawał nam na tyle trudne zadania wielokrotnie, że albo zdamy ten test... albo później po porażce zobaczymy nad czym trzeba jeszcze pracować.

Wszystkich "magików taktyki" mogę zapewnić, że za pomocą samej taktyki nie dojdą wyżej niż do poziomu 1650 (kurnik) oraz 1750 (FICS). Gwarantują to i sprawdzili: autor słów i kolega Irek (duszek). Strategia, końcówki i debiut... to też ważna część gry szachowej. Bez tych elementów szachy nie miałyby tak dużej wartości rozwojowej! Natomiast "super strategów" zapewniam, że bez odpowiedniego poziomu taktyki i grania partii "czysto" nie będzie możliwe przebicie poziomu 1500 (kurnik) oraz 1600 (FICS). Oczywiście dochodzą także czynniki pozaszachowe jak chociażby odporność na stres, wytrwałość psychiczna, opanowanie, zimna krew, umiejętność znoszenia porażek i sukcesów, motywacja do pracy nad szachami, itd.

I najważniejsze na koniec zostawiłem: DO POZIOMU 1800 szachy można traktować jak zabawę. Natomiast jeśli ktoś marzy i chce grać oraz rozumieć szachy na wyższym poziomie (w domyśle 2000+), to ABSOLUTNIE konieczna jest systematyczna, wytrwała - a przede wszystkim efektywna PRACA! Bez tego nawet dość inteligentni ludzie nie będą w stanie się przebić. No i stałe granie z silniejszymi, analizowanie tego co należy poprawić oraz praca nad eliminacją błędów i problemów w naszej grze.... to KLUCZ DO MISTRZOSTWA! Niemal wszyscy chcą zostać mistrzami (najlepiej takimi po 2400+), ale tylko nieliczni (5-8%) są w stanie uczciwie, solidnie, efektywnie i wytrwale pracować nad szachami! Czy ty też będziesz w tym elitarnym gronie? Nie wiem, gdyż to zależy od ciebie! Wiem jednak, że chcę osiągnąć poziom czystej gry i tego, aby przeciwnicy 1950-2100 (FICS) musieli się sporo namęczyć aby ze mną wygrywać! Jeśli uda mi się to osiągąć w ciągu najbliższych 9-10 miesięcy to będzie to mój sukces. Z moim poziomem 2 kategorii (odpowiednio 1720-50 (kurnik) i 1900-40 (FICS) siedzę już jakieś 4-5 lat! Jak widać więc efekty braku solidnej pracy są aż nadto widoczne. I rozegranie w ciągu tego okresu około 10-12 tysięcy partii naprawdę niewiele zmieniło. Natomiast praca, którą rozpocząłem od 1 stycznia tego roku (i zakończę na początku roku 2012) powinna dać wymierne efekty. Już powoli widzę, że w mojej grze coś się zmienia. Widzę u siebie przegrane pozycje znacznie wcześniej niż dawniej - niekiedy na tyle wcześnie, że sam nie wierzę, że tak szybko uzyskuję pozycje do poddania. Na szczęście poziom przeciwników (1900-2000) nie pozwala zwykle na to, abym musiał poddawać po 20-25 ruchach. Ja natomiast chcę "oddychać" szachami, a nie się dusić. Jak powiedział jeden z moich znajomych szachistów (sam mający poziom KM i dawniej po 2150-2200 ELO): "Szachami można odetchnąć dopiero mając 2100 - poniżej tego człowiek ma poczucie, że się nimi dusi"! Nie wiem czy was to przekonuje, bo mnie od kilku lat - jak najbardziej!

Tak więc życzę WAM i sobie....powodzenia w drodze do szachowego mistrzostwa! :)