piątek, 13 maja 2011

Efekty grania poważnych partii - krótkie podsumowanie

Od marca 2010 roku gram POWAŻNE (jak dla mnie) partie, które są typu standard. Oznacza to, że jest minimum 30 minut na zawodnika. Najczęściej jest to tempo 45+45 lub 60+10 (ew. 60+30).

Grywam na FICS w takich rozgrywkach jak: 6 edycja Powolniaka (kilkanaście partii w ciągu pół roku); ligowe rozgrywki na FICS: T44, i obecnie T45 (w 3 drużynach); uczestniczę w turnieju STC Bunch i Rainbow Warriors. Prócz tego od czasu do czasu (2-4 partie tygodniowo) na FICS grywam z kolegami na 45 lub 60 minut na FICS.

Jak widać od końca marca 2010 do połowy maja 2011 (czyli w 14 miesięcy) z początkowego poziomu 1840 udało mi się uzyskać dość stabilny poziom 1940 (obecnie).

Wymagało to ode mnie rozegrania 82 partii (!). Dawniej rocznie rozgrywałem (w realu (na necie grywałem jedynie na 5 lub 7 minut, czasami na 10) rocznie około 15 partii typu standard (45 lub 60 minut). Obecnie jestem ABSOLUTNIE przekonany o tym, że konieczne jest praktyczne doświadczenie oraz przynajmniej ogólna analiza tego co rozegraliśmy. Dzięki analizie bowiem jesteśmy w stanie dowiedzieć się tego co robimy nieprawidłowo i jak (dzięki ćwiczeniom) to poprawić. Tak więc KLUCZEM do sukcesu (mistrzostwa) szachowego z pewnością jest rozgrywanie poważnych partii, ich analiza oraz poprawianie błędów dzięki diagnozie na podstawie partii.

Dawniej nie zdawałem sobie sprawę, że praktycznego doświadczenia (z poważnych partii) nie da się wyczytać z książek. Teraz jestem o tym absolutnie przekonany i rozumiem dlaczego osiągnąłem jedynie (jak dla mnie to "aż"!) 2 kategorię.

Poniżej przedstawiam wykres moich statystyk: (ranking jaki mam na przestrzeni 14 miesięcy oraz odpowiednio z jakimi przeciwnikami uzyskuje osiągnięcia rankingowe - rating performance):



wykres rozgrywanych partii na FICS typu standard i uzyskiwany ranking w danym okresie


Ranking przeciwników z różnych grup (przedziałów rankingowych) oraz uzyskiwane z nimi wyniki rankingowe (na zielono ilość przeciwników z danego przedziału, a obok po prawej na czerwono uzyskany wynik w danej grupie)


Podsumowując: jeśli NAPRAWDĘ zależy ci na stałym podnoszeniu poziomu gry... to rozgrywaj poważne partie! Takie w któych czas do na namysłu to przynajmniej 45 lub 60 minut dla zawodnika (oczywiście jeśli masz możliwość grania na 90 lub 120 minut i z silnymi przeciwnikami, to jest to idealne rozwiązanie).

Rozgrywanie partii długich sprawia, że masz szansę na to, aby w ciągu przeciętnie 40-60 ruchów (po tylu ruchach zazwyczaj partia jest rozstrzygnięta, chociaż niekiedy bywają także po 80-100) znaleźć najlepsze ruchy: ocenić pozycję, znaleźć odpowiedni plan, sprawdzić poprawność tego co sam zagrywasz i co przeciwnik zagrał. Bez przynajmniej 60 minut nie będziesz w stanie tego dokonać. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy twój przeciwnik nie stawia odpowiedniego oporu (słowem jest zbyt słaby) - wtedy zwykle wystarcza nawet 20 czy 30 minut. Niemniej przy silnych przeciwnikach będziesz musiał bardzo dużo myśleć, liczyć, oceniać i sprawdzać - z uwagi na to, że szachy to bardzo skomplikowana gra (na poziomie mistrzowskim).

sobota, 23 kwietnia 2011

Bez grania wielu poważnych partii nie da się grać solidnie

Na początek, aby dyskusja nabrała rozpędu... trochę statystyk:

W sumie w ciągu 13 miesięcy (w okresie od 2010-03-27 do 2011-04-22) rozegrałem na serwerze FICS aż* 70 poważnych partii (2 partie rozegrane na czas 15+0 nie uznaje za poważne). Za takie uznaję bowiem partie rozgrywane tempem minimum 30 minut na zawodnika (najlepiej to 45, a idealnie to 60 minut). 

* - aż oznacza, że wcześniej na Internecie nie grywałem tego typu partii w ogóle. Wydawało mi się, że nikt nie gra tak długich partii (mit nr 1) oraz że ja po kilkunastu tysiącach blitzów nie będę w stanie grywać na tak długi czas (30 lub 45 minut na zawodnika dla blitzkarza to wieczność, a partie typu 60 lub 90 minut to coś jak dobry sen w czasie partii). Najkrótsza miała 12 ruchów, zaś najdłuższa 76. Najlepsze osiągniete wyniki to remis z 2210 i 2026 oraz wygrana z 1997, 1995 i 1964. Jeśli chodzi o długość partii to kilka z nich trwały po 3 do 3,5 godzin! Proszę sobie wyobrazić jaki to ogromny wysiłek, gdy przez 3 godziny stale rozwiązuje się problemy widoczne na szachownicy (najlepiej porównać to z pisemnym egzaminem maturalnym z matematyki, chociaż o ile się orientuje to obecnie trwa on około 2 lub 2,5 godziny).

Pewnie wielu z was zastanawia się w jakim celu o tym piszę. Może chce się pochwalić? A może raczej chce na coś znowu zwrócić uwagę? Jeśli wybraliście wariant nr 2 to trafiliście ;).

No i zobaczmy tytuł dzisiejszego wpisu: Bez grania wielu poważnych partii nie da się grać solidnie.

Co to w praktyce oznacza? Pisało o tym wielu autorów (m.in. Dan Heisman) oraz zaleca wielu trenerów oraz instruktorów. Co takiego? To, aby GRAĆ dużo partii poważnych! Jak dużo? Zwykle dawka gry w realu nie powinna przekraczać 80 partii. Czemu? Ponieważ jest to naprawdę duże obciążenie dla organizmu, a człowiek to nie maszyna! Musi mieć czas na odpoczynek, regeneracje oraz trening między graniem w szachy. Natomiast 80 partii to zwykle jakieś 9 turniejów (zwykle na turnieju rozgrywane jest 9 rund). Natomiast 9 turniejów oznacza cały rok grania w szachy "na okrągło". Oczywiście w czasie wakacji jak mamy wolne (mowa o uczniach i studentach), to wówczas można więcej rozegrać partii. Jednak w okresie pracy (czy to szkoła czy praca, gdy jest się już dorosłym) zwykle trudno jest rozegrać więcej niż 40-50 partii (wychodzi średnio rozgrywanie turnieju co 1,5 miesiąca!).

Co daje rozgrywanie partii poważnych? Przede wszystkim PRAKTYCZNE doświadczenie! Można bardzo dużo czytać, trenować z komputerem oraz rozwiązywać różnego typu zadania. Jednak jeśli nie grywamy partii poważnych (w realu czy na Internecie - ważne, aby były rozgrywane z odpowiednim nastawieniem, dłuższym czasem do namysłu oraz silnymi przeciwnikami), wówczas nasz poziom raczej nie będzie szybko miał okazji się zwiększać.

W Internecie (głównie na kurniku) rozegrałem ok. 25 tysięcy blitzów (3 i 5minutówek). Przeliczając to na doświadczenie to uważam, że 100 partii poważnych jest warte około 5 do 6.000 blitzów. Tak więc polecam rozgrywanie poważnych partii jeśli ktoś chce myśleć o tym, aby jego poziom szedł w górę (nie od razu, ale powoli i systematycznie do przodu). Zwłaszcza, że w tego typu partiach gdzie na zawodnika jest 60 lub 90 minut jesteśmy w stanie dać z siebie naprawdę dużo. Czemu? Ponieważ mamy czas, aby stworzyć plan swój, odkryć (i najlepiej jeszcze pokrzyżować) plany przeciwnika oraz sprawdzić różne kontynuacje gry i wybrać jedną z nich (w domyśle najlepszą na jaką się zdecydujemy). Wbrew pozorom partia trwająca 40 ruchów z odpowiednio silnym przeciwnikiem (1900 mający formę potrafi nas już naprawdę nieźle zmęczyć) daje dużo myślenia, sprawdzania, testowania, oceniania. No i co niezwykle ważne w mojej ocenie: w tego typu partiach czynnik losowy schodzi do zera. Nie ma bowiem konieczności wykonywania ruchu tylko dlatego, żeby nie przegrać na czas, lecz można się odpowiednio długo zastanowić, ocenić, przeliczyć, sprawdzić i dopiero potem wybrać najlepszą kontynuację. Pewnie lepiej sobie wyobrazicie to o czym myślę, gdy powiem, że tak naprawdę w takiej poważnej partii rozgrywamy niejako kilka partii na raz - przy czym jedną jako główną, a inne (jako sprawdzanie wariantów i ich ocena) jako krótsze, które po "przegranej" (tzn. ocenie pozycji na końcu danego wariantu, że nie jest tym co nas zadowala) natychmiast kończymy. I tak 20, 30 a niekiedy nawet i 50 razy w każdej partii! Z tego właśnie płynie siła szachowa! Nie tylko z tego, że "siedzimy dłużej". Dlatego właśnie wykorzystanie <80-90% czasu do namysłu w tego typu partii jest marnotrawstwem! Bo to zwykle oznacza, że nie wykorzystaliśmy wszystkich możliwości, aby sprawdzić najlepsze możliwości, które tkwią w pozycji! Zwykle analiza z trenerem lub instruktorem pokazuje to jak wiele znacznie lepszych możliwości uciekło naszej uwadze. Z kolei analiza silnikiem (obecne mają po około 3000 ELO na średnio mocnym komputerze!) pokazuje nam jak ogromne taktyczne możliwości zostały przez nas pominięte!

Wracając jeszcze do statystyk. Co dało mi rozegranie na FICS w ciągu okresu 13 miesięcy 70 poważnych partii? Otóż to, że powoli nabieram czucia związanego z tym jak należy grać w danych pozycjach, kiedy atakować, kiedy się bronić... oraz nawet po pobieżnej analizie - ile błędów (zwłaszcza taktycznych!) jest w moich partiach! Szczerze mówiąc, to przez kilkanaście lat w których rozgrywałem poważne partie w realu (na turniejach i w ramach ligii szachowej) nie zdawałem sobie sprawy z ich wartości. A tym bardziej z tego, że rozegrane w ciągu 11 lat zaledwie 200 partii to mniej więcej odpowiednik 3 lat poważnego grania! (średnio powinno się rozgrywać 60-70 partii poważnych).

Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że rok temu, gdy zaczynałem rozgrywać poważne partie... to zamiast myślenia były wyłącznie odruchy (skutek kilkunastu tysięcy blitzów!). Obecnie odruchy blitzowe zanikają, niemniej jeszcze moja gra jest nie tylko zbyt szybka, ale przede wszystkim za płytka. Niemniej cieszy, że udało mi się osiągnąć i ustabilizować poziom 1900 na FICS. Nie jest to jakoś specjalnie dużo, ale jeśli wziąć pod uwagę to, że ranking nie spadał poniżej 1850 to myślę, że należy to uznać za sukces. Wielu moich kolegów, którzy także grywają na FICS nie osiągnęło jeszcze poziomu 1900 (lub wyższego) na stale, pomimo że rozegrali dużo więcej partii ode mnie. Osobiście doświadczam tego, że nie jest to takie łatwe jak się wydaje, zwłaszcza gdy gra się w ramach rozgrywek ligowych. Są one bowiem jednymi z najbardziej prestiżowych i najpoważniejszych rozgrywek, więc zdecydowana większość zawodników rozgrywa wówczas swoje partie "na 200% mocy".

Wniosek: jeśli zależy ci na solidnym rozgrywaniu partii oraz nauce zrozumienia szachów na coraz to wyższym poziomie... to granie POWAŻNYCH partii jest niezbędne! Dodam, że jeden z rosyjskich trenerów zalecił swojemu podopiecznemu rozgrywanie wyłącznie partii na co najmniej 45 lub 60 minut i po 1,5 roku takiego treningu z kandydata na mistrza uzyskał poziom (a z nim i tytuł) mistrza! Tak więc chyba jest w rozgrywaniu poważnych partii jest coś więcej, prawda? ;) :).

PS. Mój ranking i poziom na długich partiach ma dość duży związek z tym, że w taktyce szukam ratunku: zarówno gdy pozycja jest równa jak i znacznie częściej - gdy jest gorsza. Jeśli bowiem odpowiednio długo stawia się bardzo silny opór, to często przeciwnik nie wytrzymuje i w końcu popełnia błąd, a tym sposobem "wracamy do gry". Oczywiście także końcówki są bardzo ważne bo dzięki nim można zremisować pozycje, które na pierwszy rzut oka wydają się naprawdę mało sensowne do uratowania!

sobota, 16 kwietnia 2011

Osiągnięcia i postęp w szachach - oczekiwania, plany i ich realizacja, czyli o tym jak mierzyć siły na zamiary

Ostatnio nieco myślałem nad tym, co powoduje sytuacje "ściany", czyli takie w których "stoimy w miejscu i nie wiadomo co ćwiczyć". Uważam, że takie zjawiska mają miejsce gdy:

1) nie robimy analiz, więc nie do końca wiadomo w których elementach odbiegamy znacznie bardziej
2) nie mamy określonego celu, który chcemy osiągnąć
3) przeskoczyliśmy na poziom w którym można powiedzieć, że "już coś gramy" - zwykle jest to poziom w granicach 1600-1800


No i teraz czemu tak się dzieje, że dalszego postępu nie widać, a my nie do końca wiemy "nad czym teraz trzeba pracować".

1) Na samym początku, gdy zaczynamy szachową edukacje zrobienie postępu jest stosunkowo najłtawiejsze i najszybsze. Dojść od poziomu 1000 do 1800 można w 12 do 18 miesięcy ciężkiej, systematycznej, wytrwałej i efektywnej pracy. Jeśli zaś pracuje się "losowo" to zwykle zajmuje to wtedy 4 do 8 lat.

2) Gdy już osiągniemy poziom 1700-1800, wtedy "gra sama się nie poprawia". Można dużo grać, ale zwykle nie będzie większych zmian na plus w naszym zrozumieniu gry i/lub sile praktycznej. Dlaczego? O tym za chwilę.

3) Osiągnięcie poziomu "końca automatycznego postępu" powoduje, że kolejne wskakiwanie na wyższe poziomy wymaga przemyślanego planu i jego realizacji. Bez nie raczej będzie to trudne, a niekiedy nawet niemożliwe. Zobaczcie wokół i popytajcie jak wielu jest graczy, którzy nie pracują nad szachami planowo i systematycznie (zwykle mając do dyspozycji trenera czy instruktora oraz będąc członkiem klubu szachowego) oraz mają ranking wyższy niż 1900-2000. Zapewniam, że to zwykle nie więcej niż 7-8% wszystkich pasjonatów i amatorów szachowych.


No i teraz mam nadzieję, że powoli widać, iż w szachach od poziomu 1800 (odpowiednik 2 kategorii szachowej męskiej) POSTĘP WYMAGA ZAPLANOWYCH DZIAŁAŃ i ICH REALIZACJI. Słowem - ten kto nie pracuje odpowiednio (w domyśle planowo oraz systematycznie i efektywnie) ten zwykle "nie przechodzi do następnej klasy". To układa się mniej więcej podobnie do tego jakbyśmy mieli do czynienia z czymś w rodzaju edukacji szkolnej.

Analogicznie w szachach można wyróżnić pewne etapy (kolorem zaznaczyłem ostatni etap, którego ukończenie daje możliwość bycia ekspertem - o tym niżej):

a) żłobek (wiek około 4-5 lat i okres 1-2 lat przebywania), to szachowe 900-1050.
b) przedszkole (wiek około 5-6 lat i okres 1-2 lat przebywania) to szachowe 1051-1200.
c) szkoła podstawowa (wiek około 6-7 lat i okres 6 lat przebywania) to szachowe 1201-1600.
d) szkoła gimnazjalna (wiek około 12-13 lat i okres 3 lat przebywania) to szachowe 1601-1900.
e) szkoła średnia (wiek około 15-16 lat i okres 3-4 lat przebywania) to szachowe 1901-2100.
f) szkoła wyższa [licencjat] (wiek około 19-20 lat i okres 3 lat przebywania) to szachowe 2101-2300.
g) szkoła wyższa [magister] (wiek około 22-23 lata i okres 2 lat przebywania) to szachowe 2301-2400.
h) szkoła wyższa [doktorat] (wiek około 24-25 lat i okres 3 lat przebywania) to szachowe 2401-2600.


Oczywiście nie są to konkretne dokładne wyliczenia z badań na dużej grupie, lecz myślę, że mogą pomóc LEPIEJ zrozumieć te idee, które chcę przekazać. Powyższy schemat jest czymś na kształt wzorca pokazującego jaki poziom powinien osiągać zawodnik, który ma swój plan pracy oraz systematycznie (optymalnie) pracuje nad szachami i zalicza kolejne egzaminy semestralne i końcowe. Dla amatorów i pasjonatów szachowych, którzy nie pracują "na poważnie" (czyli planowo, systematycznie, wytrwale, itp.) zwykle te poziomy są obniżone o około 100-200 oczek (w zależności od tego na ile profesjonalnie pracuje dany zawodnik - im bardziej tym mniejsze odchylenie od wzorca).

Zobaczmy wokół i popytajmy znajomych (można także samego siebie oceniać):

1) jaki % z nich wszystkich (100% to wszyscy, a 0% to nikt) kończy szkołę podstawową, gimnazjalną
2) jaki % z nich wszystkich kończy szkołę średnią,
3) jaki % z nich wszystkich kończy szkołę wyższą:
a) na poziomie licencjata (3 letnie studia)
b) na poziomie magistra (3 letnie studia + kolejne 2 lata)
c) na poziomie doktoratu (3 letnie studia + 2 lata + kolejne 3 lata)

W moim przypadku 90% znajomych kończy szkołę średnią, 80% z nich kończy licencjata, 60% skończyło magistra, a doktorat to już tylko 10%. Tak więc widać, że "ścianą" w przypadku moich znajomych jest poziom (zdobycia) magistra.

Według mnie szachowo odpowiada to mniej więcej amatorom i pasjonatom szachowym, którzy bez odpowiedniej edukacji szachowej osiagają "ścianę" na poziomie 1900-2000. 95% graczy, którzy mają poziom wyższy niż 2000 to osoby, które grywają lub grywały w wielu turniejach, ligach szachowych, chodzą lub dłuższy czas chodziły do klubu i pobierały formalne szkolenie oraz analizowali (analizują) swoje partie. Dodatkowo są to osoby, które co najmniej 8-10 lat grywają w szachy (w tym przynajmniej 6 lat "na poważnie").

I teraz wracając do wyjściowych naszych rozważań - zobaczmy JAKI procent naszych znajomych (i my sami) zaczyna SAMODZIELNIE studiować szachy oraz "robi studia szachowe" (w sensie edukacji). Z moich spostrzeżeń wynika, że zdecydowana większość (90-95%) kończy edukację na poziomie szkoły średniej. Czy to coś złego? Absolutnie nie. Po prostu pokazuje to, że od poziomu skończenia szkoły średniej nie jest możliwe (albo jest bardzo trudne jak kto woli) robienie postępów w takim tempie jak poprzednio bez PROFESJONALNEGO podejścia - a z tym się wiąże plan pracy i jego realizacja.

Dlatego zadajmy sobie sami pytanie - czy jestem gotowy na to, aby samodzielnie realizować plan i zakres studiów (bez względu na to jakiej dziedziny). Czy być może wystarczy mi jak skończę szkołę średnią? A może też jedynie gimnazjum? Nie każdy musi być mistrzem, nie wszyscy muszą być doktorami czy magistrami. Oczywiście nie oznacza to, że nie można próbować "na własną rękę", ale pamiętajmy o tym, aby "nie wyskakiwać z motyką na słońce" i aby nasze oczekiwania (zamierzenia) były adekwatne do naszych możliwości (tych tak do końca nie sposób zmierzyć, ale na pewno można szacować wszelkimi testami oraz wynikami osiągniętymi oraz umiejętnościami posiadanymi wraz z zasobem wiedzy i doświadczenia) połączonej z odpowiednim podejściem (postawą) i pracowitością. Większość sukcesów (nie tylko w szachach) to przede wszystkim systematyczna praca nad realizacją planu. Jednym zajmuje osiągnięcie go 2 lata, innym 10 czy 20, a jeszcze inni ustawiają zbyt wysoko poprzeczkę, a później dziwią się, że "stale próbuje, ale nigdy nie mogę tego osiągnąć". Być może warto zastanowić się nad tym czy odpowiednio pracuje i czy zamierzony (zaplanowany) cel jest realistyczny. No i nie bez znaczenia: za jaką cenę chcę osiągnąć dany cel? Wszystko bowiem co CENNE wymaga zwykle większego lub mniejszego POŚWIĘCENIA. A mówiąc prostszym językiem: "(wieloletni, systematyczny i efektywny) Trening czyni mistrza" oraz "bez pracy nie ma kołaczy".

Mówi się, że aby zostać ekspertem w dowolnej dziedzinie (nauki, sportu, itp.) konieczne jest zrealizowanie tzw. zasady "10.000 godzin". Zwykle prosto jest sobie wyobrazić jak długo i cierpliwie oraz wytrwale trzeb pracować na status "eksperta" - zakładając codzienną pracę po 3 godziny, rocznie wychodzi ich 1000 (333x3, czyli mamy 30dni na odpoczynek i chorowanie). Natomiast jeśli w ten sposób (codziennie 3 godziny pracując) będziemy pracowali przez okres 10 lat, wtedy jest gwarancja, że staniemy się ekspertami wdanej dziedzinie (mistrzami jak kto woli).

Być może teraz głębiej zrozumiemy szachową analogię w oparciu o edukację szkolną. Zobaczymy wówczas, że szachowy ekspert to zwykle szachista, który ma poziom zrozumienia co najmniej na poziomie 2300 (Mistrz Fide lub mistrz krajowy jak ktoś nie chce mieć międzynarodowego). A to oznacza, że trzeba co najmniej mieć ukończony poziom szkoły wyższej na poziomie co najmniej licencjata (szachowe 2101-2300). A teraz policzmy ilu godzin nauki to wymaga (analogicznie biorąc nasz system edukacji jako łatwy i zrozumiały system). Policzmy od rozpoczęcia żłobka do ukończenia licencjata. Wychodzi nam: 4 lata (żłobek + przedszkole) + 9 lat (podstawowa i gimnazjalna szkoła) + 7 lat (szkoła średnia i licencjat). Razem daje nam to około 20 lat nauki (nie liczę tzw. powtarzania klasy). W ciągu roku szkolnego uczymy się (odliczam wakacje i wszelkie święta, ferie oraz innego typu wolne od nauki dni) dokładnie pół roku, co daje nam 26 tygodni; chodzimy do szkoły 5dni (razy) w każdym tygodniu i średnio uczymy się w szkole po 4,5 godziny (liczę "czystą" naukę bez przerw), więc wychodzi (rok szkolny "szachowy" jako): 26x5=130dni nauki, 130x4,5=585 godzin. No i ucząc się w ten sposób przez 20 lat wyjdzie nam: 20x585=11.700 godzin. Jeśli teraz weźmiemy pod uwagę to, iż ok. 10% czasu, zwykle nie jest efektywnie wykorzystany (jesteśmy wszak ludźmi a nie maszynami), to wyjdzie nam 11.700 - 1.170 = 10.530 godzin.

Tak więc tym oto "dziwnym trafem" (niektórzy zarzucają mi, że "z kosmosu biorę obliczenia", które są zupełnie w oderwaniu od realiów) wyszło nam, że rzeczywiście poziom eksperta szachowego może być osiągnięty po dłuższym okresie systematycznej, wytrwałej oraz efektywnej nauki.

Zauważmy również, że uczniowie, którym zależy na osiągnięciu sukcesu (tzw. kujony) zaczynając się uczyć angielskiego (od pierwszej klasy szkoły podstawowej) pod koniec szkoły średniej zwykle osiągają bardzo wysoki poziom (co najmniej B2 lub C1), gdyż nie traktują nauki na zasadzie "byle zdać", lecz na bieżąco ćwiczą oraz stale polepszają swoje umiejętności i wiedzę. Przy okazji zwykle uczęszczają na korepetycje, więc nie uczą się dziennie angielskiego po 5 godzin, lecz na pewno średnio po 2-3 godziny (zarówno w szkole, jak i na korkach oraz samodzielnie - biorąc łącznie wszystkie sposoby pod uwagę), więc kończąc szkołę średnią zdają maturę z angielskiego na tzw. rozszerzonym poziomie. Potem już tylko 3 (lub 5) lata studiów i stają się ekspertami (mistrzami) w języku angielskim (oczywiście wymagana jest codzienna praktyka, aby nie tylko mieć teorię w głowie, lecz stale szlifować umiejętności). Zwykle poziom mistrza nazywany bywa "magister". Być może nie od parady ;-).

Osobiście uczę się angielskiego (niestety nie systematycznie, lecz tak jak mi się podoba) ok. 20 lat. Natomiast od 10 lat stale czytuję materiały w języku angielskim: czy to wydanie gazety szachowej (Chessbase news) czy też różne materiały w książkach oraz artykułach. Przy okazji od kilku dobrych lat pomagam także innym w edukacji z języka angielskiego zwykle na poziomie gimnazjum i także szkoły średniej. I teraz słuchając szachowych audycji czy też oglądając filmy zwykle w 90% wyłapuję sens tego co się dzieje. Miałem także praktykę w postaci możliwości rozmawiania z kilkoma osobami z całego świata (z krajów takich jak: Niemcy, Francja, Anglia, Japonia, Hiszpania, Grecja, Ukraina, Norwegia, itp.) i ze wszystkimi z nich bez większych problemów dogadywaliśmy się (najgorszy jest stres i obawa, że "a co jak się zatnę i nie będę wiedział co powiedzieć"). Tak więc potwierdzam "zasadę 10.000 godzin" - bez odpowiednio długiego okresu stałej nauki i utrwalania, powtarzania... nie sposób osiągnąć wysokiego (eksperckiego) poziomu. Proces ten można jednak przyspieszyć poprzez maksymalnie efektywną i systematyczną oraz planową naukę. Jeśli zaś posiada się wyjątkowe cechy (zwykle nazywa się to talentem), wówczas wszystko jeszcze bardziej przyspiesza. Dlatego niektórzy dochodzą do poziomu mistrza (od zera) w ciągu 6-7 lat, co teoretycznie mogłoby wydawać się niemożliwe. Niemniej "w teorii nic nie ginie", więc pamiętajmy, że wtedy, gdy my odpoczywamy albo się bawimy, to inni mogą ciężko pracować. Więc ile muszę pracować, aby być ekspertem? Nie dzień, nie tydzień, nie rok czy aż dwa lata. Jednak po 5, 8, 10 czy 15... stanie się ekspertem jest możliwe jeśli tylko odpowiednio będziemy na to gotowi (i solidnie się do tego przygotujemy). Dlaczego? Ponieważ....


"Mastery is only possible if you prepare to grow"
(Mistrzostwo jest możliwe jedynie wtedy, gdy jesteś na to gotowy/dojrzały do tego) - Josh Waitzkin (bohater filmu "Szachowe Dzieciństwo"; mistrz szachowy i wielokrotny mistrz świata w sztukach walki, tzw. martial arts)


PS. Ja postanowiłem, że szachowo zakończę swoją edukację na poziomie szkoły średniej (jestem w ostatniej klasie), a zakres studiów będę sobie czasami "dziubał", ale nie idę na studia szachowe i nie potrzebuję mieć licencjata czy magistra szachowego :). Zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że wymaga to odpowiedniego podejścia oraz poświęcenia. A na to się nie zgadzam. Znacznie bardziej kręci mnie to, aby się przyglądać, badać i obserwować jak inni to realizują i co o tym piszą oraz własna twórczość (dowodem ten oto blog z radami, wskazówkami i przemyśleniami szachowymi).
PS. Jeśli wszystko dobrze pójdzie to za 2 tygodnie powinienem ukończyć prace nad książkami szachowymi. Jak wszystko będzie zakończone to poinformuję tutaj wszystkich zainteresowanych.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Jak często trzeba wygrywać i o tym czy zbyt rzadkie wygrywanie może być nie najlepsze

Tym razem chciałem z Wami się podzielić tym jak często wygrywać.

Otóż wszyscy wiemy, że ranking zaczyna się od 1000, a kończy na 3000 (to taki model, tak naprawdę nikt jeszcze nie przekroczył 2850 - rekord Kasparowa sprzed kilku dobrych lat). Jeśli więcej wygrywamy z silniejszymi (przynajmniej rankingowo) zawodnikami, to szybciej nam ranking rośnie. Natomiast gdy przegrywamy więcej ze słabszymi, to szybciej spada.
Z kolei procent zwycięst jest obliczany jako ilość zwycięstw na 100 partii (wynik %). Przykładowo jeśli na 100 partii wygrywamy 70, to nasz wskaźnik % wygranych wynosci = 70%. Słowem - im więcej wygrywamy (bez względu na to z jak silnymi czy słabymi przeciwnikami) tym wyższy wskaźnik uzyskujemy.

Teraz zastanówmy się czy może być coś w rodzaju optymalnego i zbyt wysokiego lub niskiego wskaźnika. Przykładowo - czy posiadając wskaźnik na poziomie 90% rozwijamy się optymalnie czy nie? A co jeśli nasz wskaźnik utrzymuje się na poziomie 15-20%? To dobrze czy źle? A w ogóle ma to jakiekolwiek znaczenie? Otóż moim zdaniem ma. Dlaczego? O tym poniżej.

Jeśli chcemy się rozwijać szachowo to konieczny jest proces, który zawiera co najmniej dwa czynniki:
1) przegrywanie z zawodnikami silniejszymi (nauka na błędach, które wykorzystują przeciwnicy)
2) wygrywanie z równymi sobie i słabszymi (ćwiczenie i sprawdzanie zdobytej wiedzy i jej wykorzystywanie)

Jeśli zabraknie któregokolwiek z tych czynników (elementów), wówczas nasz rozwój nie będzie optymalny. Oczywiście ważna jest też proporcja obu z nich. Zakładamy, że razem tworzą one całość (100%). Teraz zobaczmy kilka układów i spróbujmy je krótko omówić:

Rozkład A:
Czynnik 1 (przegrywanie) ma wartość 10%, Czynnik 2 (ćwiczenie) osiąga wartość 90%. Co wtedy? Wtedy wychodzi na to, że zawodnik dobiera sobie (albo są mu przydzielani - jeśli to nie od niego zależne) takich przeciwników, którzy nie wpływają na niego pozytywnie. Czemu? Z uwagi na to, że prawie w ogóle (tylko 1/10 przypadków, bo to 10%) nie uczy się niczego nowego, a stale utrwala sobie (wygrywając) zdobytą już wiedzę. Jeśli taki stan będzie trwał dłużej to można szacować, że taki zawodnik będzie stał w miejscu ze swoim postępem. Oczywiście pewnie radość z gry będzie nadal, ale rozwój szachowy raczej będzie zahamowany (a przynajmniej mocno opóźniony w stosunku do optymalnego).

Rozkład B:
Czynnik 1 (przegrywanie) ma wartość 90%, Czynnik 2 (ćwiczenie) osiąga wartość 10%. Co wtedy? Wtedy wychodzi na to, że zawodnik dobiera sobie (albo są mu przydzielani - jeśli to nie od niego zależne) takich przeciwników, którzy również nie wpływają na niego pozytywnie. Czemu? Z uwagi na to, że prawie w ogóle (tylko 1/10 przypadków, bo to 10%, różnica między 100 i 90) nie uczy się niczego nowego, tylko stale przegrywa. Teoretycznie dobrze, bo na błędach się uczymy, prawda? Jednak nie do końca (wyjaśnie poniżej). Natomiast utrwala sobie (wygrywając) zdobytą już wiedzę jedynie w co 10 partii. Jest to zdecydowanie zbyt rzadko, więc tak naprawdę wiedza, którą powinien mieć "w małym paluszku" nie będzie u niego na poziomie automatu (nawyku bez świadomego wysiłku). Jeśli taki stan będzie trwał dłużej to można szacować, że taki zawodnik także będzie stał w miejscu ze swoim postępem (chociaż jeśli będzie ciężko pracował i szybko poprzez analizę wyłapywał błędy oraz je eliminował - to wtedy może "przebić" się wyżej). Oczywiście pewnie radość z gry będzie nadal, ale rozwój szachowy raczej będzie zahamowany (a przynajmniej mocno opóźniony w stosunku do optymalnego).

Teraz krótko o tym, czemu nie możemy za często przegrywać. Otóż są ku temu ważne powody:
a) jeśli przegrywamy za często - nie mamy możliwości utrwalać tego co się nauczyliśmy
b) jeśli przegrywamy za często - zwykle spada nasza wiara w sukces i rodzi się frustracja
c) jeśli przegrywamy za często - to może oznaczać, że albo się nieefektywnie uczymy albo niedostatecznie angażujemy w to co robimy
d) jeśli przegrywamy za często - to może oznaczać, że przegrywamy nie do końca wiedząc w którym miejscu już pozycja była nie do uratowania

Jakie są więc idealne proporcje? Myślę, że takich nie ma, bo KAŻDY zawodnik jest indywidualny oraz każdy jest na innym poziomie. Czasem więc będzie trzeba wskaźnik "podkręcić" (czyli zwiększyć ilość zwycięstw, a więc czynnik sprawdzania i utrwalania zdobytej wiedzy i doświadczenia), a niekiedy konieczne będzie "podkręcenie" wskaźnika nauki (na błędach, czyli popularne "zebranie batów, aby zobaczyć w czym jeszcze jesteśmy słabi/najsłabsi").

Niemniej jeśli nie ma konieczności podkręcania wskaźnika nr 1 czy 2, to moim zdaniem należy starać się, aby wskaźnik zwycięstw utrzymywał się w granicach 45-60%. Czemu taki przedział? Z uwagi na to, że w zależności od naszego poziomu oraz formy (sportowej) wówczas trzymamy się "złotego środka" (teoretycznego) w postaci 50-50. I zauważmy, że odchylenie nie jest takie samo, ponieważ znacznie lepiej (w perspektywnie rozwojowej) jest nieco więcej przegrywać aniżeli wygrywać. Jednak z uwagi na to, że jesteśmy ludźmi (z naszymi potrzebami, pragnieniami, lękami, oczekiwaniami oraz emocjami i umysłem jak i całym charakterem czy też osobowością), to musimy zwracać uwagę na to, aby się często nagradzać. Zwykle najprostszy i najskuteczniejszy ku temu sposób to poprzez zwycięstwa (oczywiście niezbyt łatwe, bo wtedy raczej będzie znużenie, zniechęcenie oraz rozczarowanie).

Podsumowując: starajmy się nieco częściej wygrywać, a nie katujmy się zbyt częstymi (stałymi!?) porażkami czy też zwycięstwami. Oba rozwiązania na dłuższą metę będą niekorzystne dla naszego szachowego rozwoju. Analizowałem przez dłuższy czas statystyki graczy i doszedłem do wniosku, że utrzymywanie wskaźnika powyżej 70% oraz poniżej 30% zwycięstw z reguły powoduje, że nasz rozwój zostaje poważnie (!) zahamowany. Dlatego jeśli mamy taką okazję [a zwykle na kurniku jest taka informacja w statystykach w postaci: "zwycięstw: 4128 (73.4%)"], to co jakiś czas sprawdzajmy (wystarczy 1-2 razy w miesiącu) na jakim poziomie się on kształtuje. Pozwoli to na lepsze dobieranie odpowiednich partnerów do gry (zarówno tych silniejszych jak i tych słabszych).


Na koniec mały przykładzik (często prosicie, aby była nie tylko teoria, więc proszę bardzo):


Zawodnik X: (ranking: 1213)
liczba partii: 1291
zwycięstw: 511 (39.6%)
porażek: 708
remisów: 72

    Widać, że wskaźnik zwycięstw jest zbyt niski (powinien być co najmniej 45%, a jest tylko niecałe 40). Będzie to powodowało, że ten zawodnik nie będzie miał wystarczająco dużo okazji, aby ćwiczyć utrwaloną wiedzę. W tym przykładzie dany zawodnik zdecydowanie za często przegrywa, więc powinien "podkręcić" (podwyżyć) wskaźnik wygranych (do poziomu ok. 55%). Za kilka tygodni, gdy już uzyska wskaźnik w granicach 55-60 to wówczas może znowu wziąć się za dużo silniejszych zawodników i zbierać od nich "szachowe lanie". 


    Zawodnik Y: (ranking: 1712)
    liczba partii: 5622
    zwycięstw: 4128 (73.4%)
    porażek: 1184
    remisów: 310

      Widać, że wskaźnik zwycięstw jest zbyt wysoki (powinien być na poziomie nie wyższym niż 65%, a jest prawie 75). Będzie to powodowało, że ten zawodnik nie będzie miał wystarczająco dużo okazji, aby zdobywać nową wiedzę (uczyć się na błędach, które będą wykazywali mu silniejsi przeciwnicy). W tym przykładzie dany zawodnik zdecydowanie za często wygrywa, więc powinien "podkręcić" (obniżyć) wskaźnik przegranych (do poziomu ok. 55%). Za kilka tygodni, gdy już uzyska wskaźnik w granicach 55-60 to wówczas może znowu wziąć się za nieco słabszych (lub równych sobie) zawodników i sprawdzać na nich zdobytą wiedzę poprzez uzyskane od silniejszych "szachowe lanie".

      niedziela, 3 kwietnia 2011

      Wstęp do polepszania swojej gry - przyczyny porażek i ich eliminowanie

      Każdy robi błędy kiedy gra w szachy - jednak silni gracze nie robią tego samego błędu dwa razy.


      Możemy wyróżnić takie kroki do polepszania swojej gry jak:

      1) Samokrytycyzm. Nie chodzi tutaj o stałe obwinianie się o granie "głupich ruchów" (czy też partii), lecz raczej o to, że jeśli rozgrywasz partię (nie jesteś chory czy też poważnie wyczerpany) to nie powinieneś szukać usprawiedliwień swojej porażki. Zamiast tego w dłuższej perspektywie jest lepiej, abyś poszukał przyczyn porażki - przeanalizował partię i znalazł wszystkie błędy, które popełniłeś (zwłaszcza, te największego kalibru).

      2) Post-mortem. Taka fachowa nazwa określa "analizę partii po zakończeniu" (dosłownie post-mortem znaczy "po śmierci"). Jeśli masz możliwość przeanalizowania partii od razu ze swoim przeciwnikiem czy też chętnymi ku temu osobami (trener, instruktor, silny gracz, szachowi analitycy, itp.) to na pewno będziesz mógł zobaczyć to co widział twój przeciwnik i porównać swoje analizy z jego ocenami. I najważniejsze: nie próbuj "wygrywać" takich analiz. Nie chodzi o to, żeby jedna ze stron miała rację, lecz o to, aby obie strony nauczyły się czegoś nowego i na nowo spojrzały na to co się działo w partii. Tak więc: jeśli jest okazja - analiz i wymieniaj się swoimi wskazówkami na temat partii!

      3) Rozpoznawanie przyczyn porażek i ich eliminowanie. Wśród nich mogą być takie jak: niedoczas, powody psychologiczne, powody techiczne.

      W przypadku niedoczasu to najczęściej scenariusz jest następujący: zawodnik nie gospodaruje czasem w sposób optymalny i pod koniec partii wpada w niedoczas. Następnie potrzeba jeszcze wykonać 20 lub 30 ruchów, aby partia zakończyła się remisem, jednak na każdy z nich potrzeba pewnej ilości czasu, a zawodnik ma go coraz mniej. W efekcie musi ruszać coraz szybciej (dochodzi też zdenerwowanie i czasem nawet panika!) i jego dokładność ruchów już nie jest taka jak być powinna. W rezultacie po 8-10 ruchach podstawia piona albo figurę... i potem przeciwnik spokojnie może "wyklepać" naszego bohatera. Morał? Nie wpadaj w niedoczasy (nie da się tego zawsze unikać, ale warto, aby nie była to reguła, lecz wyjątek) i przy okazji naucz się w nich grać przyzwoicie.

      Jeśli mowa o powodach psychologicznych to można wyróżnić chociażby takie: rozgrywanie pozycji, których się nie lubi, zbytnia pewność siebie, strach przed porażką, strach przed zawodnikiem z wyższym rankingiem (czy też silniejszym od nas), granie pod presją ("muszę wygrać, bo.."), załamanie się porażkami, brak wiary we własne umiejętności, rozbicie psychiczne i emocjonalne. W takich warunkach rozgrywanie partii najlepiej jak tylko potrafimy może być bardzo trudne lub też niemożliwe. Tak więc miejmy świadomość tego, że w pewnych okolicznościach nie będziemy w stanie zagrać tak jak oczekujemy. Oczywiście warto się sobie przyglądać i eliminować wszystkie w/w probemy, które nam towarzyszą. Jeśli boisz się przegrać to pomyśl dlaczego przegrane są dla ciebie powodem do tego, aby się bać. Jeśli nie wierzysz we własne umiejętności (zwykle, gdy zbierzemy "niezłe baty", których nie oczekiwaliśmy i nie potrafimy zrozumieć czy zaakceptować), to pomyśl czy potrafiłeś dawniej grać dobrze czy też nigdy nie byłeś w stanie ograć nawet swojego ukochanego psa.

      Powody techniczne zwykle są związane z tym co się dzieje w czasie partii szachowej, ale jest to niemal całkowicie niezależne od nas. Przykładowo: zbyt wysoka lub niska temperatura, hałas, oświetlenie, bierki szachowe (i szachownica), które są mało estetyczne i jednolite, kibice, którzy nas rozpraszają. W tym przypadku znowu do dyspozycji naszej jest to, aby sprawdzić jaki mamy wpływ na zmianę tych niekorzystnych dla nas elementów. Trudno bowiem rozgrywać dobrą partię, gdy jest nam tak zimno, że musimy ręce trzymać w rękawiczkach czy też gdy słońce bezpośrednio świeci nam w twarz. Ponadto jeśli na sali gry panuje hałas albo wokół nas są kibice, którzy wyraźnie zachowują się zbyt głośno... to nie oczekujmy, że będziemy w stanie zagrać "idealnie". Co wtedy zrobić? Jeśli to możliwe to zmienić, a jeśli nie jest możliwe, aby to jakoś zneutralizować, to starać się tym nie przejmować i "grać swoje". Oczywiście na tyle na ile potrafimy, bo trudno nie przejmować się tym, że dobiega do nas hałas przy którym musimy się skupić i znajdywać stale jak najlepsze ruchy!


      Na dzisiaj jako wstęp mam nadzieję, że to wystarczy. Kolejnym razem spróbuję zająć się opisywaniem poszczególnych elementów o których pisałem poprzednio. A na teraz - polecam przyjrzeć się sobie i zapisywać sobie (w zeszycie, aby mieć pod ręką źródło notatek) te spostrzeżenia dzięki którym zobaczymy, że nasza gra wymaga poprawy. Pamiętajmy, że gra w szachy jest często porównywana do "umysłowego boksu", więc jeśli nie zadbamy o siebie przed wyjściem na "ring", to potem nie miejmy pretensji, że zostajemy za każdym razem poobijani (a niekiedy i nokautowani). Im lepiej rozpoznamy W SOBIE problemy i trudności, które hamują naszą grę i rozwój szachowy... tym wcześniej nasza gra ma szansę na to, aby mogła wspinać się na kolejne wyżyny! Powodzenia!

      czwartek, 31 marca 2011

      Rezygnacja z katowania się treningami oraz stałym podnoszeniem poziomu

      Oto moja szachowa decyzja (podjęta w dniu 2011-03-29) i krótki jej opis.

      acidity napisał(a):...samo słowo "trening" kojarzy się z koniecznością ciężkiej pracy w celu odniesienia korzyści w postaci sukcesów sportowych i zwyciężania. Można jednak do tego podchodzić na zasadzie pasji. Otwierać książkę, nie po to, aby trenować, ale aby zaspokoić głód wiedzy, aby zgłębić tajniki szachów.
      ...Żadnych dramatów i żadnych wyskoków radości. To 100% przeciętny hobbysta, który książki szachowe czyta bo lubi szachy, a nie po to, aby komuś zaimponować, odegrać się itd. Dodam - czyta, nie o wyznaczonych porach i w konkretnym limicie czasu, aby odbębnić odpowiednią liczbę godzin, tylko gdy ma chęci w wolnym od obowiązków czasie.

      Jeśli ktoś mówi o stracie czasu, to oznacza, że prawdopodobnie obarczył się wcześniej zbyt ambitnymi zadaniami. Jego plany i marzenia przerosły możliwości własnej natury (np brak zacięcia do regularnej pracy, jakieś wady charakteru itd.). W rzeczywistości dla naszego ego taka "porażka", to ciężka pigułka do przełknięcia i najczęściej prowadzi do zniechęcenia.

      ...Od tamtej pory zacząłem pracować ze swoimi dziećmi, a później też w klubie. Lubię rozwiązywać zadania i czytać książki szachowe, ale nie śpieszno mi stawać do boju. Po prostu to jak teraz traktuję szachy, jest dla mnie satysfakcjonujące.

      POWAŻNIE zastanawiam się nad tym samym: czy całkiem nie odpuścić konieczności i presji na samym sobie dotyczącej stałego, lepszego grania w szachy i osiągania wyników, rankingów, poziomów. Skoro przez kilka lat próbowałem i nic z tego nie wyszło i nawet wyszydzania (niestety słuszne) nie sprawiły, że POWAŻNIE zacząłem ćwiczyć (nie 1-3x na miesiąc tylko regularnie) nie dały żadnych efektów... to chyba czas sobie odpuścić. Zwłaszcza, że bez treningu już nic więcej nie osiągnę, a wmawianie sobie, że "w końcu zacznę pracować" po kilkudziesięciu próbach (i kilkuset dniach) nie daje żadnych efektów.

      Może zacząć nieco czytać i pisywać o szachach (dla siebie - w formie bloga) oraz jeśli będzie możliwość to przekazywać szachowego bakcyla i pasję... innym pokoleniom jeszcze nieświadomych tego co się takiego kryje w szachach.

      Mam dziwne poczucie, że zabijam (duszę, morduję, dławię, krępuję, unicestwiam) w sobie pasję szachową próbując sobie i innym udowodnić, że dam radę grać znacznie lepiej niż obecnie. Zamiast cieszyć się grą, czytać książki te które chce i kiedy chce oraz pisać sobie bloga, zaś pomysł na "wskoczenie wyżej" traktować jako nierealną (niespełnioną) możliwość (hipotetyczną).

      Nie wiem czemu, ale zupełnie nie mam zapału w sobie do pracy (treningu) i nie potrafię go wykrzesać. A im bardziej na siłę próbuję tym bardziej się to na mnie odbija (presja psychiczna, że "musisz, bo inaczej...").


      Żal będzie mi się rozstawać z tymi wszystkimi, których miałem okazję męczyć szachowo na kurniku (ew. FICS) przez te niemal 10 lat! Niemniej myślę, że pasja na siłę to największe katowanie i oszukiwanie się jakie można sobie zafundować. Powstaje jedynie pytanie "po co"?

      PS. Książek szachowych nie oddaje ani nie sprzedaje: po prostu będę sobie je czytywał tak jak będzie mi się podobało, bez konieczności monitorowania czy robię te właściwe i czy ranking rośnie czy maleje.


      Co o tym myślicie? Dobry pomysł?. W końcu jak ktoś nie chce pracować nad szachami (a dziesiątki razy się zmuszał i tak nic z tego nie wychodziło), to jaki jest sens, aby myślał realnie o podwyższaniu poziomu swojej gry? Myślę, że spróbuję także przy okazji mocniej ograniczyć ilość rozgrywanych partii oraz spędzanego czasu na kafejkach i serwerach szachowych. W końcu jeśli mam mieć czas sobie czytywać książki (których jest naprawdę dużo do przeczytania i delektowania się nimi), to coś kosztem czegoś, prawda?

      Tak więc w końcu podjąłem dość trudną decyzję, że nie chce już więcej się katować szachami - na własne życzenie. Mogę mieć ranking 1000, 1300, 1900, 2700 - to bez znaczenia. Mogę ćwiczyć po 1g rocznie albo 1g na 20 lat - to też bez znaczenia. KOCHAM SZACHY, a nie tylko to czy mój poziom (albo ranking) rośnie czy nie. Nie kocham trenować (zwłaszcza systematycznie, wytrwale i ciężko) i nie cierpię męczyć się z silnymi zawodnikami. Uwielbiam za to "machnąć sobie partyjkę" tak jak inni kochają wypić sobie filiżankę pysznej kawy z mlekiem, lody z bitą śmietaną oraz posłuchać dobrej muzyki.

      Nie wiem kto zrozumie, a kto zaakceptuje MOJĄ decyzję. Niemniej nie obchodzi mnie to tak bardzo, ponieważ bardziej pragnę tego, aby cieszyć się szachami, a nie katować. Robić to co chce, kiedy chce i jak chce - a nie tak jak trzeba, kiedy trzeba i ile trzeba. To mniej więcej tak jak z artystą, który musiałby codziennie malować bez względu czy by się czuł na siłach czy nie. W końcu stajemy się katem samego siebie. Ja już więcej nie chcę i nie będę się katował szachami - w końcu nie to po tyle się o nich uczyłem i czytałem, aby się nimi ograniczać oraz dusić.

      Wszystkim, którzy czują, że nie chcą grać w szachy, ale dobrze się czują w ich towarzystwie (bez względu czy oglądając jak inni grają czy też na turnieju albo rozwiązując zadanie czy czytając relacje szachowe albo czasopismo)... radzę przemyśleć W JAKIM CELU robią to co robią. Inaczej może się okazać, że szachy staną się narzędziem zniewolenia a nie radości, przyjemności i satysfakcji!

      niedziela, 27 marca 2011

      Solidna i gramotna gra oraz lepiej jest znać, a nie wyważać otwarte drzwi

      Tym razem parę słów na temat solidnej i gramotnej (przyzwoitej) gry oraz posiadaniu wiedzy na temat danego typu pozycji, a nie wymyślanie "na miejscu"

      1) Solidna gra to partia szachów (może być i mecz, liga, turniej, itp.) w której są zachowane (przynajmniej) takie elementy jak:

      a) cała partia - bez względu na to ile ruchów trwa - jest BEZ PODSTAWEK. Mam na myśli takie proste "niezaplanowane" podstawki, które rujnują DOWOLNĄ partię szachową. Maksymalny próg na błąd to podstawienie 1 pionka w całej partii. Przypominam, że jest to podstawka lub przeoczenie, a nie świadome oddanie w celu uzyskania dobrej (czy też praktycznie korzystnej) pozycji szachowej - nawet jeśli oddajemy jakość czy figurę lekką za 2-3 piony.

      b) w całą partię wkładamy maksymalny wysiłek - chodzi o to, że poziom przeciwnika i stopień trudności rozgrywanej partii (a więc różnych pozycji) jest na tyle duży, że musimy mocno pracować nad tym, aby zagrać najlepiej jak tylko potrafimy

      c) partia trwa co najmniej 40 ruchów i jej zakończenie jest WYŁĄCZNIE w fazie końcowej. Jeśli kończy się w debiucie lub grze środkowej to znaczy, że jedna ze stron nie stanęła na wysokości zadania. Oczywiście jeśli trafi się partia w której już 35 ruchów, ale już "nie ma gra" - czyli jak slangowo mawiają szachiści "wysuszyła się gra", to wtedy też można taką rozgrywkę zaliczyć do udanych (dobrych).

      d) na partie przeznaczone jest co najmniej 60 min dla zawodnika (zakładając minimum 40 ruchów w partii) - bez względu czy będzie to z czasem dodawanym czy też bez. Przykładowo tempo 45+15 to w przeliczeniu na "nasze" będzie 45min + (15sek X 40 ruchów) = 45min + 10min = 55min. Czyli odrobinę brakło, aby partia była w pełni przyzwoita. Jednak już tempo 60min+10sek czy 45+45 (wtedy wychodzi po 40 ruchu w sumie 45min+30min = 75min) jest już w pełni spełnionym wymogiem "przyzwoitości czasowej".

      Teraz zastanówcie się drodzy amatorzy i pasjonaci szachowi: ILE partii solidnych rozgrywacie w roku? (najlepiej w realu). Czy jest to 5, 10 czy 50 partii? Przypominam, że nie chodzi w tym miejscu o wynik, lecz o "formalne" spełnienie warunków przyzwoitej, solidnej partii.


      2) A teraz wątek wyważania otwartych drzwi. Zdarzają się zawodnicy, którzy "wyważają otwarte drzwi". W jaki sposób? Otóż zamiast wcześniej nauczyć się tego jak grywać w danych pozycjach (najczęściej dotyczy to końcowek, ale i w grze środkowej też jest b.ważne!) to wymyślają oni to co już DAWNO wiadomo ... przy szachownicy. Abyście nie myśleli, że piszę o was, to powiem, że niestety, ale mówię z własnego doświadczenia. Wstyd się przyznać, ale jeszcze większy powiedzieć, że "nie no, Panowie! mnie to nie dotyczy!" ;-).

      W przypadku gry środkowej przejawia się to w ten sposób, że gracz rozgrywa partię ZUPEŁNIE niezgodnie z tak zwanym duchem pozycji, lecz "gra tak jak uważa, że może być dobrze" (a niestety nie jest, chociaż dowiaduje się to dopiero po partii i zwykle podczas dokładnej analizy). Wystarczy wziąć końcówki wieżowe czy też W na G z dowolną ilością pionów u każdej ze stron. Często włos się na głowie jeży, gdy dany gracz po swojemu sobie próbuje "mieszać". Z kolei w grze środkowej natychmiast widać, że zawodnik zamiast dobrze ocenić pozycję i grać zgodnie z zasadami wymyślonymi już przez Steinitza... to "próbuje raz tu, raz tam" (Nimzo mówił o tym "pływanie w planach - jako strategiczny błąd!").

      Dlatego dla ambitnych szachistów moja rada: uczcie się TYPOWYCH pozycji gry końcowej oraz środkowej. Dopóki nie zrozumiecie, że silniejsi gracze "widzą dużo wcześniej" to będzie wam się wydawało, że wygrywają, bo wy podstawiliście (np. lekką figurę albo mata w 2-3). Prawda jest natomiast taka, że tacy zawodnicy i tak by was LEKKO WYKLEPALI, tyle że sami wcześniej wbiliście sobie gwóźdź do trumny (poprzez podstawkę).

      No i na koniec: jeśli nie cierpisz danej części szachowej (nie ważne czy chodzi o debiut czy końcówkę) to NA BANK jest pewne, że ta sfera będzie poważnie zaburzała twoje zrozumienie pozycji oraz uzyskiwane wyniki. Jak nie teraz to wtedy, gdy nieco się wzmocnisz. Nie chodzi o to, aby od razu wszystkiego się nauczyć, lecz raczej, aby nie mieć "czarnych dziur", bo będą one BEZLITOŚNIE wykorzystywane przez silniejszych zawodników. A nam się będzie wydawało, że "gdybym nie podstawił to bym nie przegrał". Niestety prawda jest znacznie mniej wygodna i kryje się głębiej. Dlatego zamiast "wymyślać wymyślone", to nauczmy się tego wcześniej.... zamiast wyważać otwarte drzwi! :-0.

      piątek, 18 marca 2011

      Po prostu wygrywaj oraz prosty chociaż dla wielu niemożliwy do realizacji sposób na postęp szachowy

      Jeśli chcesz wygrywać (w sensie sportowym) to nie przejmuj się jakością gry przeciwnika. Nawet jeśli gra ruchy dziwne, niezrozumiałe, niedokładne czy też obiektywnie nie najlepsze. Jeśli zaś przeciwnika ogrywasz stale i nie czujesz, że stawia ci wystarczający opór, wówczas zmieniasz na innego (w domyśle - silniejszego).

      Dlatego jeśli uważasz, że jesteś lepszy od przeciwnika, to "niestety" (ale i też na szczęście) udowadniaj to na szachownicy! Najprościej jest to udowodnić poprzez stałe wygrywanie. Jeśli zaś uważasz, że jesteś lepszy, a twój przeciwnik gra słabo (albo niezbyt silno), a Ty nie wygrywasz z nim (z jakiejkolwiek przyczyny poza taką na którą nie masz wpływu)... to chyba coś jest z Tobą nie tak jak być powinno. Zasada jest prosta: jesteś lepszy, więc wygrywasz. Jeśli zaś gorszy - przegrywasz. Proste?! Proste! :). I nie ma co kombinować, że gracz X, Y czy Z gra ruchy zupełnie "oderwane" i specjalnie prowokuje ku temu, aby mnie zdenerwować słabymi ruchami! Ja to już przerabiałem i dopóki nie nauczyłem się "sprzątać" takiego przeciwnika na szachownicy... tak długo WYDAWAŁO mi się, że gram dobrze! Pamiętajmy też, że niektórzy gracze mają określony styl grania, więc jeśli oddaje ci pionka, potem jakość, a Ty z nim nie wygrywasz... to chyba czas NA SIEBIE popatrzeć i przyjrzeć się sobie bliżej, prawda? Wszak jeśli jesteś lepszy (silniejszy), to obowiązek wygrywania trzeba realizować, nie? ;)

      Postęp szachowy jest bardzo prostą - aczkolwiek dla wielu amatorów (zwłaszcza od pewnego poziomu) - sprawą bardzo trudną. Czemu? Bo trzeba mieć pewną POSTAWĘ i CHARAKTER. Bez tego zwykle ciężko jest przebić pewien sufit (zwykle jest on na poziomie 1800-2000).

      1. Grasz dużo POWAŻNYCH partii - czyli takich w których jest wystarczająca ilość czasu do namysłu i przeciwnik równy Tobie lub silniejszy o 100-200 punktów

      2. Analizujesz te partie i wyszukujesz wszystkie najbardziej istotne błędy - czyli coś w rodzaju stawiania diagnozy. Jeśli będziesz szczery w stosunku do siebie, to zwykle te błędy będziesz w stanie rozpoznać. Jeśli nie to warto poprosić trenera, instruktora czy chociażby silniejszego zawodnika.

      3. Gdy już zakończysz analizowanie KAŻDEJ partii.... wówczas wyjdzie lista tego co robisz źle. Słowem: to co robisz źle trzeba poprawiać - inaczej nie będzie postępu (a co za tym idzie także i punktów oraz wysokich miejsc i solidnych partii).

      4. Następnie szukasz odpowiednich narzędzi (książki, komputer, trener, instruktor albo samodzielnie) po to, aby wyeliminować (poprawić) wszystkie największe błędy i te, które uniemożliwiają ci lepszą grę

      5. Rozgrywasz kolejne partii i jedziesz od punktu 2 do 5.

      6. Powtarzasz ten proces tak długo jak będzie to konieczne, aby osiągnąć zamierzony poziom - bez względu na to czy będzie to poziom 1600 czy 2200 albo 2400.


      A teraz czemu 90% osób tego nie będzie w stanie zrobić? To bardzo proste (chociaż dla mnie zawsze było dziwne i niewyjaśnione oraz częściowo niezrozumiałe czy też niemożliwe)

      1. 90% osób, które grają amatorsko NIE BĘDZIE zainteresowana graniem POWAŻNYCH partii. Dlaczego? Raz, że "szkoda czasu", a dwa, że "nie ma sensu się męczyć tak długo, a potem dodatkowo będzie trzeba jeszcze coś z tym zrobić (czytaj: przeanalizować)". To nie dla mnie, ja se chce pograć i nie zawracaj mi głowy.

      2. 92% osób nie będzie chciało analizować. Czemu? Ano dlatego, że też trzeba poświęcić temu sporo czasu jak i też wysiłku. A do tego często trzeba mieć narzędzia (jak np. program analizujący) oraz następnie chcieć znaleźć wszystkie najważniejsze błędy. A kto lub sam siebie krytykować? Oj nie ma tak wielu chętnych. A jeszcze, żeby się publicznie chłostać? Co to, to nie! Nie będę mówił jakie popełniam błędy, tylko "grał sobie i się tym nie przejmował".

      3. 94% osób nie będzie chciało wypisać sobie na liście to co robi źle i to co koniecznie trzeba poprawić. Przecież każdy sam wie o tym, więc po co pisać? A analizować nie trzeba bo bez analizy też widać, nie? Więc co się chłopie mnie czepiasz? No właśnie :P

      4. 96% osób nie będzie zainteresowanych tym, aby podjąć wysiłek eliminowania błędów (słabych stron), zwłaszcza, że to może być bardzo męczące i czaso oraz pracochłonne. Niekiedy będzie trzeba też zapłacić za konsultacje trenera czy instruktora, aby ten pomógł nam dobrać odpowiednie narzędzia (i materiały), abyśmy mogli jak najlepiej wyeliminować "kalafiory", które nam uniemożliwiają wskoczenie na wyższy poziom.

      5. 98% osób nie będzie powtarzało tego procesu, ponieważ "stale to samo i stale trzeba się z tym męczyć!". A naprawdę to nie jest ani łatwe, ani lekkie ani przyjemne (chyba, że ktoś jest WYTRWAŁY oraz dodatkowo ODPORNY na zmęczenie, powtarzalność, rutynę oraz działania, które stale mają ten sam rozkład).

      6. 99,9999999% nie będzie w stanie robić tego WYSTARCZAJĄCO DŁUGO i EFEKTYWNIE. Jeśli będzie konieczne przepracowanie w postaci rozgrywania partii i analiz ok. 5000 godzin (np. aby dojść do poziomu Mistrza Fide) to zwykle osoba zrezygnuje po 50 godzinach, które zrealizuje w ciągu 2-3 lat. A jeśli by już zrealizowała 500 godzin w ciągu lat 5, to jest to dopiero 10% całości pracy. Jeśli ktoś sądzi, że to co piszę to stanowczas przesada, to pragnę poinformować, że badania naukowe wykazały, że aby osiągnąć poziom eksperta (niemal bez względu na dziedzinę w której chcemy się nim stać!), to konieczne jest poświęcenie temu około 10.000 godzin! Tak - dziesięć tysięcy godzin! Nie 50, 100, 200 czy nawet 500! A jeśli podkreślimy, że w szachach ekspert to FM, IM lub GM to zobaczymy natychmiast dlaczego jest tak mało ekspertów! Dodam, że granie na kurniku nawet 20.000 godzin nie oznacza, że pracujemy efektywnie. Oznacza tylko tyle, że NIE ZALEŻY nam na lepszym poziomie gry, ale oszukujemy siebie, że ciężko pracujemy i niebawem poziom mistrza osiągniemy. A jak się to nie dzieje w ciągu najbliższych 10 czy 20 lat "treningu", to wtedy wyjaśniamy, że za późno zaczęliśmy trening, za mało mamy talentu, za mało było dobrych okoliczności, aby to się udało (np. osiągnięcie poziomu 2100, 2200 czy 2400) albo dlatego, że "nie urodziliśmy się w odpowiednich czasach lub też z odpowiednim poziomem zdolności, inteligencji czy też zapału do szachów).


      Jeśli jesteś jedną z takich osób: czyli charakterystyka wyżej podana pasuje do ciebie jak ulał, to od razu mówię, abyś NIE ZDZIWIŁ SIĘ, że trafisz na "sufit", którego możesz nie przebić w następnych kilku lub kilkudziesięciu latach! Zwykle jest to poziomu 1800-2050, gdyż powyżej nie jest możliwe robienie istotnych postępów (np. 80-100 oczek co 1 lub 2 lata). Dlatego lepiej zastanowić się czy grać dla przyjemności czy też dla realizacji celów szachowych (przy czym jedno nie musi wykluczać drugiego). Niemniej jeśli wierzymy, że "sama dobra gra" przyjdzie z czasem (bez odpowiedniego podejścia, treningu oraz analiz i eliminacji błędów), to możemy się MOCNO rozczarować!

      niedziela, 6 marca 2011

      Słabe strony oraz ich eliminowanie - diagnoza, leczenie oraz oczekiwane efekty

      Moje obecne słabości (najważniejsze, bo na wszystkie nie starczyłoby miejsca!), które powodują, że gra nie jest płynna i wystarczająco stabilna. Oto proszę Państwa SIEDEM SZACHOWYCH GRZECHÓW GŁÓWNYCH


      1. Braki w taktyce. Od kiku lat rozwiązałem jedynie kilkaset zadań, więc z pewnością moje możliwości taktyczne są na średnim poziomie. Dlatego konieczne będzie odświeżenie zadań na poziomie 1600-1700 (testy dla 3 kategorii) oraz rozpoczęcie zadań 1800+ (czyli testy dla 2 kategorii). I konieczne jest także to, abym przyswoił umiejętność wygrywania materiału w pozycjach w których "coś wisi". Nie chodzi o 1-2 ruchowe strzały, ale takie na 4-6 ruchów dzięki którym spokojnie będzie można nie tylko zdobywać, ale i realizować przewagę (ewentualnie bronić się jeśli zajdzie taka potrzeba). Odczuwam bowiem od kilku miesięcy dość duże trudności w liczeniu wariantów oraz widzeniu zmieniającej się pozycji. Granie na warianty 1-2 ruchowe już się skończyło (poziom 1850+ na FICS). Dlatego zamierzam zacząć uzupełniać te braki.

      2. Braki w końcówkach. Od dłuższego czasu (2-3 lata!) nie miałem w rękach książki o końcówkach, prócz tych, które omawiają elementarne podstawy. Dlatego niebawem zabieram się również za poszerzanie końcówek nieco bardziej niż elementarne. Mam na myśli książkę "Końcówki szachowe" (cz. 2) napisaną przez Bogdana Zerka. Złote czasy "zgadywania" w końcówkach skończyły się na poziomie 1800. Dlatego kolejny element, który będę poszerzał (bez powtarzania podstaw, bo te już raczej mam w miarę przyzwoicie opanowane i kilka razy powtarzałem - z różnych książek).

      3. Braki w strategii. Głównie chodzi o kolejne tematy, które omawiają takie zagadnienia jak: przełom pionowy w centrum, centrum i jego rodzaje oraz sposoby grania w zależności od tego czy mamy zamknięte, otwarte czy też innego rodzaju centrum. Przy okazji muszę również zająć się zagadnieniem walki ciężkich figur, ponieważ często mam problemy z tym, aby ocenić czy H+W mają grać aktywnie czy pasywnie oraz jak przełamywać opór przeciwnika. Złote czasy "wymyślania" w grze środkowej skończyły się na poziomie 1800-1850.

      4. Braki w debiutach. Tutaj głównie chodzi o przyswajanie planów związanych z grą w różnych debiutach oraz stopniowe opracowywanie sobie repertuaru debiutowego: czegoś co będzie można stale grać i nie martwić się o to, żeby wymyślać pozycje do 12-14 ruchu i tracić na to 25-40minut (zamiast 10-15). Przy okazji także debiuty będę poszerzał pod kątem ataków w debiucie oraz form realizacji osiągniętej przewagi. Te braki chcę uzupełniać dzięki kolejnym tomom serii książek Józefa Sławina (po rosyjsku), a ogólne debiuty z Encyklopedii debiutów Kaliniczenko (też po rosyjsku) przeglądając najpierw najbardziej główne kontynuacje i widząc jaki rodzaj pozycji z nich wynika. Poza partią włoską, szkocką i nieco obrony 2, 3, 4 skoczków (czyli klasyki dla amatorów) nie znam bowiem żadnego innego debiutu i gram je "na czuja". Niestety znów muszę się przyznać (zwłaszcza przed sobą, co nie jest łatwe), że złote czasy "wymyślania" w debiucie skończyły się na poziomie 1750-1800. Oczywiście można tak dalej grać, ale zawodnicy poziomu 1950-2000 będą mnie w ramach ligii FICS regularnie klepać. Jedna partia, którą grałem z teoretycznie dużo słabszym przeciwnikiem (1756, podczas gdy ja miałem wtedy 1966) zakończyła się moim zwycięstwem nie dlatego, że grałem świetnie, lecz dlatego, że przeciwnik się za bardzo rozluźnił. Dodam, że był to debiut, który teoretycznie najlepiej umiem i najwięcej razy grałem i o nim czytałem (studiowałem to zbyt poważne słowo). Dlatego jeśli w partii włoskiej ledwie wychodze na równą pozycję znając debiut naprawdę dobrze, to JAK mam wygrywać z zawodnikami poziomu 1900+? Przez przypadek czy też czekając aż zasłabną albo padną? Jasne jest więc, że "debiuty czas zacząć"! Nawet pomimo tego, że to najmniej dla mnie ulubiona i ciekawa faza gry. Niemniej chcąc zrealizować mój cel (co najmniej 1800 na kurniku i 2000 na FICS - na STALE!) muszę grać debiuty na przyzwoitym poziomie. Obecne technologie (bazy danych debiutowe, partie rozegrane do ściągnięcia i przeanalizowania, dostępne silniki szachowe na poziomie 3300, itp.) pozwalają bowiem moim przeciwnikom "wyklepać" mnie w debiucie jak złoto. Dziwie się temu, że tak często dochodzę do poziomu 25-30 ruchów bez strat większych niż pionek! Niemniej nie chcę sprawdzać co będzie dalej tylko od teraz zapowiadam walkę z "dziurawymi debiutami demona" ;).

      5. Braki w dobrej technice liczenia wariantów. Tutaj kłania się ten problem najczęściej gdy są w miarę duże możliwości taktyczne. Aż wstyd się przyznać, ale niekiedy liczę kilka razy warianty, aby nie móc się zdecydować na konkretny z nich... i potem "strzelam" zamiast chłodno, spokojnie i metodycznie (według wskazówek Heismana) stworzyć listę ruchów kandydatów, odpowiednio je ocenić i na końcu wybrać najbardziej obiecujący z nich (najlepszą kontynuację, którą przewiduję). Temu będą służyć zadania taktyczne zarówno z zakresu gry środkowej (w/w testy dla N-kategorii) jak i zadania z gry końcowej, którą będę jednocześnie poszerzał teoretycznie.

      6. Plany związane ze strategicznymi metodami walki: wymiana słabego gońca, walka na otwartych liniach, otwieranie i zamykanie linii, manewry, osłabienie przeciwnika i szukanie słabości w jego obozie, itd. To spróbuje zrobić z książki Terjochina "Strategiczne motywy" i z książki 64 szachowe lekcje strategii. 

      7. Brak rozgrywania partii z silniejszymi zawodnikami na odpowiednio długi czas. Od końca marca 2010 uczestniczyłem w 5 edycji turniej Powolniaka (gdzie na partie jest przewidziane po 60min+10sek dla każdego zawodnika), natomiast od początku lipca 2010 rozpocząłem grywanie w lidze FICS (gdzie na partie jest przewidziane po 45min+45sek dla każdego zawodnika). W sumie przez ten czas rozegrałem ok. 40 poważnych partii (typu standard). Myślę, że teraz ten element nadrobię także dzięki regularnym rozgrywkom w lidze (od edycji T45 planuję zagrać jak najwięcej partii) oraz meczom zawodnikami w ramach forum szachowe.pl (tam czas na partię to zwykle 30min+15sek). Ten element powinien gwarantować mi STAŁĄ informację zwrotną na temat tego jak praktycznie potrafię radzić sobie z problemami szachowymi i jak zmienia się jakość moich partii. W przeszłości ten element był przeze mnie bardzo zaniedbany. Wystarczy dodać, że POWAŻNYCH partii na kurniku nie grywałem w ogóle (bo poważnymi nie można nazywać partii na 3, 5 czy 10minut!), a w realu w ciągu ostatnich prawie 14 lat rozegrałem jedynie 200 takich partii! W tym roku planuję rozegrać ok. 180-200 POWAŻNYCH rozgrywek, więc szacuję, że dzięki temu moja siła szachowa (razem z treningiem za pomocą książek i rozwiązywaniem zadań) uzyska stabilizację na oczekiwanym przeze mnie poziomie 2000 (1 kategorii). Jak będzie to zobaczymy - czas pokaże. Jednak ja trzymam mocno kciuki :). 

      Teraz ktoś pewnie zapyta: JAK TO MOŻLIWE, że z takimi dziurami w grze doszedłeś tak (relatywnie) wysoko w szachach? (kurnik 1700-1750, FICS 1900-1930). Odpowiedź jest prosta. Kiedyś trochę ćwiczyłem, więc "zostało w głowie", dużo grałem (głównie na kurniku), więc "trochę doświadczenia zdobyłem" oraz w każdych WAŻNYCH partiach podchodzę maksymalnie skupiony i staram się dać z siebie wszystko i staję na głowie, aby zagrać jak najlepiej. Dlatego w dużej mierze to często wystarcza. Przy okazji od roku moja obrona zaczęła być znacznie lepsza i bronię się znacznie wcześniej i dużo skuteczniej. To też powoduje, że przeciwnicy niekiedy są zmęczni tym, że nie mogą mnie przebić i w końcu albo coś podstawią albo też oddadzą ważne pole, abym wyrównał grę. Powstaje zatem pytanie: JAK SILNO będę grał gdy te w/w braki uzupełnię (oczywiście nie "do końca", ale przynajmniej na kolejnym poziomie). Moja odpowiedź jest prosta: z siłą stabilnej 1 kategorii (kurnik 1800-1850, FICS 1950-2000). Jak osiągnę ten poziom, to kolejna lista braków i znów sposoby zaradzenia temu oraz praca nad realizacją :). Proste? Jasne, że tak! To dlaczego tak wiele osób "stoi w miejscu" ze swoją grą? Ponieważ zwykle nie eliminuje NAJWIĘKSZYCH (i zarazem najważniejszych) błędów w swojej grze!
      Przykład? Proszę bardzo! Jest co najmniej kilku zawodników, którzy na kurniku mają ranking 1300-1400 (Tomasz, Wojtek), a strategiczne pojęcie o grze na poziomie 1800-1900 (a debiutowe niekiedy na poziomie 2100-2200!). Niemniej taktyka i podstawki tak kuleją, że przekroczenie poziomu 1400 to dla tych osób "kamień milowy". Nic dziwnego, ponieważ bez grania partii "czysto" (chodzi o brak elementarnych podstawek przez całą partię, a nie tylko większość!) nie da rady przebić poziomu 1600-1650. Kolega duszek chyba w końcu to zrozumiał, więc w końcu po wielu namowach zaczyna pracować nad swoją grą. W szachach to jest piękne, że "sztuczki" (cwaniactwo, kombinowanie i oszukiwanie samego siebie) kończą się, gdy przychodzi do POWAŻNEJ gry. Wtedy zwykle po 20-30 partiach z różnymi i silniejszymi nieco przeciwnikami wychodzi to co potrafimy i to w czym jesteśmy jeszcze "daleko w tyle". Dlatego tak ważna jest gra w lidze FICS oraz dodatkowo partie w ramach turnieju POWOLNIAKA. Obie z nich dają (w sumie) blisko 2-2,5godzin na całą partię, więc jest wtedy gwarancja, że przeciwnik będzie dawał nam na tyle trudne zadania wielokrotnie, że albo zdamy ten test... albo później po porażce zobaczymy nad czym trzeba jeszcze pracować.

      Wszystkich "magików taktyki" mogę zapewnić, że za pomocą samej taktyki nie dojdą wyżej niż do poziomu 1650 (kurnik) oraz 1750 (FICS). Gwarantują to i sprawdzili: autor słów i kolega Irek (duszek). Strategia, końcówki i debiut... to też ważna część gry szachowej. Bez tych elementów szachy nie miałyby tak dużej wartości rozwojowej! Natomiast "super strategów" zapewniam, że bez odpowiedniego poziomu taktyki i grania partii "czysto" nie będzie możliwe przebicie poziomu 1500 (kurnik) oraz 1600 (FICS). Oczywiście dochodzą także czynniki pozaszachowe jak chociażby odporność na stres, wytrwałość psychiczna, opanowanie, zimna krew, umiejętność znoszenia porażek i sukcesów, motywacja do pracy nad szachami, itd.

      I najważniejsze na koniec zostawiłem: DO POZIOMU 1800 szachy można traktować jak zabawę. Natomiast jeśli ktoś marzy i chce grać oraz rozumieć szachy na wyższym poziomie (w domyśle 2000+), to ABSOLUTNIE konieczna jest systematyczna, wytrwała - a przede wszystkim efektywna PRACA! Bez tego nawet dość inteligentni ludzie nie będą w stanie się przebić. No i stałe granie z silniejszymi, analizowanie tego co należy poprawić oraz praca nad eliminacją błędów i problemów w naszej grze.... to KLUCZ DO MISTRZOSTWA! Niemal wszyscy chcą zostać mistrzami (najlepiej takimi po 2400+), ale tylko nieliczni (5-8%) są w stanie uczciwie, solidnie, efektywnie i wytrwale pracować nad szachami! Czy ty też będziesz w tym elitarnym gronie? Nie wiem, gdyż to zależy od ciebie! Wiem jednak, że chcę osiągnąć poziom czystej gry i tego, aby przeciwnicy 1950-2100 (FICS) musieli się sporo namęczyć aby ze mną wygrywać! Jeśli uda mi się to osiągąć w ciągu najbliższych 9-10 miesięcy to będzie to mój sukces. Z moim poziomem 2 kategorii (odpowiednio 1720-50 (kurnik) i 1900-40 (FICS) siedzę już jakieś 4-5 lat! Jak widać więc efekty braku solidnej pracy są aż nadto widoczne. I rozegranie w ciągu tego okresu około 10-12 tysięcy partii naprawdę niewiele zmieniło. Natomiast praca, którą rozpocząłem od 1 stycznia tego roku (i zakończę na początku roku 2012) powinna dać wymierne efekty. Już powoli widzę, że w mojej grze coś się zmienia. Widzę u siebie przegrane pozycje znacznie wcześniej niż dawniej - niekiedy na tyle wcześnie, że sam nie wierzę, że tak szybko uzyskuję pozycje do poddania. Na szczęście poziom przeciwników (1900-2000) nie pozwala zwykle na to, abym musiał poddawać po 20-25 ruchach. Ja natomiast chcę "oddychać" szachami, a nie się dusić. Jak powiedział jeden z moich znajomych szachistów (sam mający poziom KM i dawniej po 2150-2200 ELO): "Szachami można odetchnąć dopiero mając 2100 - poniżej tego człowiek ma poczucie, że się nimi dusi"! Nie wiem czy was to przekonuje, bo mnie od kilku lat - jak najbardziej!

      Tak więc życzę WAM i sobie....powodzenia w drodze do szachowego mistrzostwa! :)

      środa, 2 marca 2011

      Dekoncentracja, brak sprawdzenia powstałych gróźb, brak rozpoznawania kombinacji i motywów

      Dekoncentracja, brak sprawdzenia powstałych gróźb, brak rozpoznawania kombinacji i motywów. Tym razem taki temat, który wydaje się być nieco długi, prawda?

      1. Dekoncentracja. Jeśli rozmawiasz przez telefon czy też żona lub dziewczyna stoi nad tobą albo nie daje ci spokoju, to nie dziw się, że zagrasz ruch, którego się nie spodziewałeś nawet sam po sobie. Jeśli masz problemy, jesteś bardzo zmęczony czy też chory albo po prostu nieźle wkurzony... to NIE OCZEKUJ od siebie tego, że zagrasz partię na poziomie mistrzowskim. Raczej bądź wyczulony na to, aby nie popełnić banalnego błędu! Recepta jest prosta - graj wtedy jak masz ku temu jak najlepsze warunki. Jeśli zaś nie masz to bierz pod uwagę to, że twoja jakość gry (i poszczególnych ruchów) może być daleka od tego czego oczekujesz.

      2. Brak sprawdzania gróźb. Nie oszukujmy się - ILU z nas sprawdza co chwilę jaka powstała groźba w wyniku ruchu przeciwnika? Większość z nas sprawdza dopiero wtedy jak się zaczyna "nieźle sypać" albo co gorsza jak "nie ma już co za bardzo zbierać". Recepta? Nie grać partii w której jest bardzo krótki czas do namysłu tylko rozgrywać partie w których mamy 20, 30 czy 60min na zawodnika. Zwłaszcza jak mają to być partie w których sprawdzimy się NA MAXA, a nie w których sobie poprzestawiamy nieco figurki.

      3. Brak rozpoznawania kombinacji i motywów. To już bardzo proste. Jak możesz widzieć zagrożenia skoro nie znasz wszystkich podstawowych motywów taktycznych (kombinacyjnych)? Dlatego tak bardzo polecam solidnie przerobić podstawy taktyczne - chociażby z książki "Tajemnice Szachowej Taktyki". Bez naprawdę rzetelnej znajomości motywów i sposobów ich wykorzystywania... nie będziemy w stanie rozpoznawać głębszych zagrożeń. A jeśli nawet będzie nam się to udawało to nie za każdym razem i ze zbyt dużą stratą czasu i energii, której potem brakuje, aby grać końcowki.

      Jeśli natomiast mamy przewagę to, aby po pierwsze nie przegrać MUSIMY zadawać sobie stale pytanie: jakbym grał gdybym był na miejscu mojego przeciwnika? Jakie groźby mógłbym stworzyć? W takim wypadku bardzo łatwo jest potem gasić kontrę, bo wiemy czego (najgorszego) możemy się spodziewać. W innym przypadku trudno jest zgadywać gdzie się bronić, gdzie atakować, które figury wymieniać, a które zostawiać.

      Jestem absolutnie przekonany, że SYSTEMATYCZNE i WYTRWAŁE ćwiczenia, dzięki którym wbudujemy w nasz system oceny i wyboru ruchów (planów) te oto elementy... z pewnością przyniosą nam duże korzyści. Raz, że nie będziemy przegrywać po "durnych podstawkach", a dwa, że dzięki stosowaniu wyżej wymienionych elementów... nasza gra stanie się bardziej stabilna oraz dojrzała. Oczywiście trudno jest oczekiwać, że po przeczytaniu tego posta nagle wszystko będzie u nas grało jak w szwajcarskim zegarku. Niemniej bez zrozumienia naszych BANALNYCH błędów i "dziur" w myśleniu oraz wybieraniu planów i ruchów... na pewno nie przebijemy poziomu 1600. Pamiętajmy, że im silniejszy zawodnik tym rzadziej zdarzają się u niego podstawki i tym mniejszego kalibru. Dla przykładu mistrz nie powinien podstawiać pionka częściej niż raz na 40-60 lub 80 ruchów (o ile oczywiście nie wpadnie w bardzo trudną pozycję), natomiast amator jest w stanie podstawiać maty (w 1,2,3 ruchach) albo podstawki co 5, 10 czy 20 ruchów. Różnica jest OGROMNA! I na koniec: dopóki nie wyelimnujesz ze swojej gry podstawek, tak długo nie powinieneś mówić, że grasz przyzwoite i solidne szachy. I nie ważne czy masz na imię Wojtek, Irek, Przemek, Tomek czy też Szymek. Wszystko jasne?

      Z praktycznych ćwiczeń: po KAŻDEJ poważniejszej partii zapisuj w zeszycie ile razy i co ile ruchów zrobiłeś podstawkę i z czego ona wynikała (z niedoczasu, z dekoncentracji, z niesprawdzenia groźby, itd.). Jeśli zrobisz to kilkadziesiąt razy to potem analiza wykaże, że jakiś 1 lub 2 czynniki wyjątkowo często się u ciebie powtarzają w "tworzeniu podstawek". Potem należy się im przyjrzeć i je eliminować. Czy to zajmie miesiąc, rok czy dziesięć lat... to już zależy od twojej uczciwości, determinacji, wytrwałości oraz pracowitości. Szczególnie jeśli masz na imię Wojtek i przerabiasz książkę o taktyce, a podstawiania matów w 1 ruchu albo figur to dla ciebie "chleb powszedni". Zbieżność imion i znajomych osób zupełnie przypadkowa ;).
      Nie mam pojęcia czy to co przeczytasz będzie dotyczyło ciebie. Ale jeśli w ŻADNYM STOPNIU ciebie to nie dotyczy, to albo masz poziom 1800 i wyżej albo jesteś już naprawdę solidnym graczem, albo też grasz bardzo rzadko i ze słabymi graczami... czy też w końcu ściemniasz nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie!