wtorek, 19 marca 2013

Strategiczny repertuar debiutowy dla białych - czyli IM John Watson pokazuje jak budować perspektywiczne pozycje od pierwszego ruchu

Osobiście nigdy wcześniej nie zajmowałem się debiutami jako że nie miały one dla mnie żadnej (twórczej) wartości. Traktowałem je wyłącznie jako „wykuwanie na blachę a potem bezmyślne odtwarzanie”. Taki okres nienawiści do tej „mechanicznej fazy” trwał aż 14 lat. Nie byłoby pewnie w tym nic dziwnego, gdyby nie to, iż niestety brutalna rzeczywistość zmusiła, aby przełamać niechęć także i do tej fazy gry. I pojawiła się w końcu konieczność (chęć to zbyt delikatne określenie), aby zbudować solidne podstawy repertuaru debiutowego grając białym kolorem. Tak więc po podjęciu decyzji zdecydowałem się na znalezienie i zakup najbardziej odpowiedniej dla mnie książki. Wiedziałem, że będzie to dosyć trudne zadanie, ale byłem pewien, że nie mogę tego na dłużej odkładać. W końcu trafiłem na jedną z książek, która była dla mnie przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Poniżej podzielę się moimi wrażeniami i krótkim jej opisem.

Jedną z najnowszych pozycji, którą stworzył niejaki John Watson jest książka dotycząca budowy repertuaru debiutowego: A Strategic Chess Opening Repertoire for White (Strategiczny repertuar debiutowy dla białych).

Dlaczego akurat ta książka mnie przekonała do tego, aby się nią bliżej zainteresować? Otóż udało mi się znaleźć recenzje wiarygodnych szachowych teoretyków w których wyraźnie widać, że autor dość solidnie zrealizował postawione przed sobą zadanie. Na czym ono polegało? Przede wszystkim na tym, aby wyszukać takie warianty, które zapewnią białym dobrą strategiczną grę, a jednocześnie nie będzie konieczne poświecenie kilkunastu lat na przygotowania związane z tysiącami wariantów i rozpracowanych pozycji do 26-30 ruchu! Główna idea tej książki tkwi w tym, aby opanować wszystko co niezbędne do tego, aby bez problemu wiedzieć jak reagować białymi na wszelkie (sensowne) próby czarnych. A jakimi ruchami zajął się autor? Otóż przedstawił on plan rozwoju za pomocą ustawienia pionów d2-d4 i c2-c4. Na okładce zresztą znajduje się ciekawy napis: „kompletny plan ataku po 1.d4 i 2.d4”.

Kim jest jej autor? Otóż to dobrze znany John Watson – mistrz międzynarodowy i ceniony autor wielu książek szachowych. Poniżej lista pozycji, które wyszły spod pióra tego teoretyka:
Secrets of Modern Chess Strategy, Chess Strategy in Action, Mastering the Chess Openings volume 1, Mastering the Chess Openings volume 2, Mastering the Chess Openings volume 3, Mastering the Chess Openings volume 4, Chess Openings for Kids.

Widać zatem wyraźnie, że jego skrzywienie szachowe dość wyraźnie koncentruje się wokół słowa strategia oraz debiut. Warto podkreślić, że stał się dość znany dzięki dwóm książkom: Tajemnice nowoczesnej strategii oraz Szachowa strategia w akcji. Te dwie książki w bardzo ciekawy sposób omawiają tematy związane ze strategią (zwłaszcza zawierają krytykę teorii słynnego Arona Nimzowitscha, twórcy „Mojego systemu”).

Dla kogo jest przeznaczona ta książka? Według mnie dla wszystkich ambitnych graczy, którzy chcą zbudować repertuar debiutowy, który jest oparty o strategię – stopniowe budowanie pozycji i dopiero po tym rozpoczęcie działań o charakterze atakującym. To jest właśnie powód dla którego gracze, którzy chcą grać ostre i szybkie szachy – nie znajdą w niej nic wartościowego.

Obaj recenzenci, posiadający tytuł IM (czyli mistrza międzynarodowego) – zarówno Jeremy Silman jak i John Donaldson – stwierdzają zgodnie, że to znakomita pozycja dla wszystkich zawodników poziomu 1800-2400. Bardzo trudno mi powiedzieć czy osoby mające poziom 2300+ rzeczywiście są w stanie skorzystać z tej książki, niemniej jestem pewien, że niewiele osób mających poziom poniżej 1800 – będzie w stanie z niej skorzystać w pełni czerpiąc z jej zawartości. Przede wszystkim z uwagi na to, że autor podaje wiele wariantów z opisem w stylu „i czarne mają wiele słabości”, „czarne są ścieśnione”, „białe mają niewielką, ale stabilną przewagę”.

Poniżej podaję linki do recenzji przeprowadzonej przez wspominanych powyżej mistrzów:

Pewnie kilka osób zastanowi się co w takim razie mnie przekonało, aby nabyć tę książkę? Przede wszystkim pozytywne recenzje jak też bardzo wyraźnie określony poziom (zakres rankingowy) dla którego jest ona polecana. No i na koniec styl w jakim została opisana. A cóż w nim takiego urzekającego? Otóż moim zdaniem opisanie wszystkich najważniejszych wariantów oraz bogatych komentarzy do pozycji wynikających z danych otwarć – i to na jedynie 270 stronach... musiało wymagać bardzo dużej biegłości! Do tego znany i wysoko ceniony autor, analizy sprawdzane komputerowo, wiele napisanych wcześniej książek związanych ze szlifowaniem debiutów oraz bardzo świeża pozycja (data wydania to 24 lipiec 2012 roku). Obecnie jest bardzo wiele książek o debiutach i repertuarach debiutowych – niemniej myślę, że wybranie odpowiedniej dla graczy poziomu (rankingu) 1700-1800-1900 wcale nie musi być takie łatwe. Z jednej strony bowiem nie chodzi o zakup encyklopedii debiutowej, zaś z drugiej polecane warianty muszą gwarantować stabilność (czyli to, aby za kilka miesięcy nie okazało się, że trzeba znowu rezygnować z tego co polecał autor) jak też być opisane tak, aby bez problemu można było zrozumieć jakie plany w danym wariancie towarzyszą obu stronom.

Osobiście jest bardzo zadowolony z tej książki, nawet pomimo tego, że jej przerobienie będzie wymagało co najmniej 400-600 godzin solidnej pracy przez okres co najmniej 9-12 miesięcy. Niemniej świadomie podjąłem decyzję o kupnie tej książki i jej stopniowym zgłębianiu. Granie w szachy bez repertuaru debiutowego – po blisko 15 latach braku wyników i co najważniejsze postępu – naprawdę mi się mocno znudziło, a nawet „przejadło”. To właśnie był powód dla którego zaprzyjaźniłem się z tą świetną książką Johna Watsona, która bardzo mi przypadła do gustu. Być może jeszcze będzie kiedyś okazja, aby napisać o tym w jaki sposób pomogła mi ona osiągnąć stabilny poziom 2000-2100 (czyli siła pierwszej kategorii). Wierzę, że dzięki systematycznemu przerabianiu tej książki w końcu uda mi się ta sztuka!

I na koniec: osoby, które chcą wiedzieć co (czyli opis jakich debiutów i wariantów) zawiera ta książka – na pewno będą mogły zobaczyć na spis treści (poniżej link do pliku PDF):


niedziela, 10 marca 2013

W 1000 dni do poziomu 2000: część 7 – informacja zwrotna dotycząca rozgrywanych partii: interpretacja i wykorzystanie celem poprawy

W poprzednim wykładzie powiedzieliśmy sobie o planie pracy w postaci arkuszu (tabeli). Tym razem chciałbym poruszyć temat związany z tak zwaną informacją zwrotną (po angielsku „feedback”). Podstawą ku temu będzie informacja zwrotna związana z ilością rozegranych partii, ich jakością i popełnianymi błędami, ich analizą oraz wyciąganymi wnioskami a następnie zastosowaniu planu poprawy tego co nie działa optymalnie.

Powiemy sobie w skrócie na czym polega interpretacja informacji zwrotnej i jej wykorzystanie celem poprawy naszej pracy (treningu).

Jeśli już posiadamy najważniejsze elementy, które określiliśmy jako gwarancja sukcesu, wówczas możemy na bieżąco sprawdzać jaką wiadomość zwrotną nam to daje.

A. Rozegrane partie: czy partie treningowe były rozgrywane systematycznie, z pełnym zaangażowaniem, koncentracją oraz wolą zwycięstwa? Czy zakładana ilość (tygodniowa lub miesięczna) została zrealizowana? Jeśli nie to dlaczego? Czy przychodziłeś punktualnie na partie i czy byłeś wypoczęty przed ich rozpoczynaniem? Czy w niektórych partiach miałeś poczucie, aby jak najszybciej „odklepać” i mieć je już za sobą? Czy bałeś się rozgrywać partie z silniejszymi (lub słabszymi) przeciwnikami – z uwagi na możliwą stratę rankingu? Czy pojawiały się jakieś nieprzewidywane trudności z ich rozgrywaniem (zbyt dużo innych obowiązków, trudności finansowe, choroba, złe połączenie internetowe, brak odpowiednich przeciwników, nieodpowiednie pory ich rozgrywania, itp.).

B. Jakość partii i popełniane błędy: czy w partiach zdarzały się podstawki? Jeśli tak to jak wielkie (strata wieży, gońca, piona) jak często (w każdej partii, co 2-3 partie, co 30 ruchów) i co było tego przyczyną? Czy jesteś zadowolony ze wszystkich partii i włożonego wysiłku w czasie ich rozgrywania? Które z partii były dla ciebie szczególnie trudne do rozgrywania i dlaczego? Czy błędy tego samego rodzaju stale się powtarzają? Czy zauważasz pewne grupy (typy) pozycji w których najczęściej popełniasz błędy? Jak sobie radzisz gdy zobaczysz, że popełniłeś błąd? Czy sprawdzasz każdy ruch (zwłaszcza pod kątem taktycznego obalenia) przed jego wykonaniem? Czy wykorzystujesz błędy przeciwnika (szczególnie taktyczne) i czy potrafisz nadal grać twardo, gdy zdobędziesz przewagę?

C. Analiza partii i wyciągane wnioski: czy za każdym razem analizujesz rozegrane partie? Czy masz tendencje ku temu, aby analizować tylko swoje wygrane rozgrywki? W jaki sposób wygląda twoja analiza? Czy poszukujesz błędów w każdej pozycji czy masz tendencje do tego, aby znajdować tylko grube (oczywiste) błędy? A jak wygląda poszukiwanie planów w partiach? Czy twoja gra jest spójna, logiczna oraz harmonijna? Jak często zapisujesz wnioski wyciągnięte po każdej partii? Czy układają się w jedną wspólną całość? Jak reagujesz na stale powtarzające się błędy oraz na brak wiedzy związany ze znajdywaniem planów gry dla obu stron?

D. Plan poprawy na podstawie wniosków: czy dzięki wnioskom wiesz nad czym należy pracować? Czy koncentrujesz się na poprawie wybranych elementów czy wszystkich? Czy zapisujesz na bieżąco, które elementy najbardziej hamują twój szachowy rozwój oraz realizację planu? Czy zdarza ci się pisać plan poprawy, który jest zbyt obszerny lub nieadekwatny do wyciąganych wniosków? Czy modyfikujesz plan treningowy w oparciu o spostrzeżenia dotyczące wniosków? Czy sprawdzasz co jakiś czas na ile twój zmodyfikowany plan pomaga ci w realizowaniu celów (zadań) cząstkowych? Czy boisz się modyfikować plan i dostosowywać go do aktualnych potrzeb?

 
Poniżej zobaczymy jak może wyglądać przykładowa (hipotetyczna) samoocena.

A. Rozegrane partie – ocena 7/10. Do pełni szczęścia brakuje rozgrywania partii z silniejszymi przeciwnikami oraz bardziej systematycznie. Należy zdecydowanie poprawić przychodzenie punktualne na partie oraz bycie możliwie maksymalnie wypoczętym przed ich rozpoczynaniem. Nadal trzeba mocno pracować nad koncentracją w czasie partii oraz unikania partii „do odklepania”.

B. Jakość partii i popełniane błędy – 6/10. Brakuje zdecydowanie lepszej taktyki i wykorzystywania okazji – zarówno w ataku jak i w obronie. Bywają niestety także wpadki taktyczne (1-2 ruchowe) i bardzo często (!) wykonywane ruchy bez wcześniejszego (nieco głębszego) sprawdzenia ich konsekwencji (często nie ma żadnej analizy pod kątem poprawności taktycznej!). Dodatkowo brakuje dalszej twardej gry po okresie obrony – bardzo często następuje rozluźnienie i bardzo szybko „wpadka”. Szczególnie widoczny jest brak dobrej taktyki na wyższym poziomie (1800-2100) oraz trudności z patrzeniem na elementy (rozwiązania) kombinacyjne – bardzo często następuje etap koncentrowania się wyłącznie na własnym planie.

C. Analiza partii i wyciągane wnioski – 7/10. Brakuje analizy partii pod kątem debiutowym – zwłaszcza dotkliwe są braki związane z tym jakie są plany gry w danych otwarciach, systemach czy wariantach. Stale powtarza się wniosek dotyczący braku sprawdzania ruchu przed jego zagraniem jak też uzupełnienia wiedzy (dziury!) debiutowej. Bywają nieliczne pozycje w których nie wiadomo jaki plan gry należy obrać. Należy popracować nad większym dystansem siebie jak i porażek. Ponadto trzeba uczyć się radzenia sobie ze stresem – przede wszystkim nie wściekaniu się i zbyt długim rozdrapywaniu ran (oraz obwinianiu siebie) związanych z „głupimi błędami” czy też spadkiem rankingu oraz kryzysem formy.

D. Plan poprawy na podstawie wniosków – 3/10. Brakuje motywacji i zrozumienia konieczności ciężkiej i systematycznej pracy nad najbardziej dotkliwymi błędami i słabościami. Należy dogadać się ze sobą odnośnie nie pomijania błędów, które bywają niewygodne. Dodatkowo pracować nad akceptacją własnych słabości i ich poprawy – głównie bazując na wnioskach wyciąganych na podstawie analizy partii. Konieczna jest większa koncentracja na efektach (uzyskiwanych wynikach) a nie jedynie na nierealnych oczekiwaniach. Należy odpuścić sobie testowanie elementów, które już zostały setki razy sprawdzone. Nie bać się patrzeć i akceptować własne słabości (tak te natury czysto szachowej jak i pozaszachowe). Nadal śmiało modyfikować plan w zależności od uzyskiwanych efektów oraz wniosków, które mają największą siłę.


Pamiętajmy, że powyższa interpretacja może być dużo bardziej rozbudowana. Niemniej warto podkreślić, że za każdym razem należy mieć na uwadze to czemu ma ona służyć. Absolutnie nie chodzi o to, aby się biczować, lecz krytycznym okiem spojrzeć na własną twórczość. Wiele zawodników boi się tego, że ich partie oraz popełniane błędy świadczą o nich jako o osobach głupich, leniwych czy „nie nadających się” do tej gry (tak, do szachów). Bardzo często nie chcą analizować swoich błędów, słabości czy też słabych stron... lecz wolą uciec od tego tematu. Pamiętajmy, że mają oni do tego prawo. Wiele razy powtarzałem, że każdy może czerpać z szachów tyle ile chce oraz potrzebuje. Jedni zatem będą kibicowali innym zawodnikom, zaś inni będą stale „siedzieli w analizach i książkach”. Kolejni będą się zachwycali pięknymi pozycjami czy nawet kombinacjami albo końcówkami. Jeśli jednak wszystkim z nich będzie sprawiać to przyjemność i dzięki temu będą mogli w pożyteczny sposób spędzić czas... to należy tylko bić brawo! :).

W przypadku zawodników, którzy chcą podwyższać swoje umiejętności oraz poziom (ranking), konieczne jest nieco inne podejście. Mianowicie - im bardziej będziemy obiektywni w stosunku do samego siebie, tym szybciej uda nam się osiągać kolejne szczeble szachowego wtajemniczenia. Droga do mistrzostwa nie jest ani łatwa ani szybka ani także bezbolesna. Dlatego jednak tak bardzo inni cenią tych, którzy osiągnęli wysoki poziom w tej dziedzinie. Nie każdy musi być mistrzem szachowym i nie wszyscy są w stanie nimi zostać. Najczęściej zostają nimi osoby, które wiedzą czego chcą, wytrwale dążą do celu oraz zgadzają się poświęcić część swojego życia na to, aby osiągnąć coś do czego inni mogą nigdy w życiu nie dojść. I to też jest piękne – zwłaszcza jeśli zobaczymy, że na sukces trzeba sobie solidnie zapracować.

środa, 6 marca 2013

Najpierw ruszaj, później pomyśl - czyli o tym w jaki sposób można grać bezbłędnie bez myślenia

Tym razem zaprezentuję dość ciekawy sposób, w którym spróbuję wykazać, że w pewnych pozycjach nie musi być konieczne myślenie, lecz może wystarczyć dobra pamięć i stosowanie pewnych określonych reguł (zasad). Jako przykład posłuży nam najprostsza na świecie końcówka, czyli K+p przeciwko K. Zapraszam do lektury.

Podam przykład tego w jaki sposób siła dobrze ustalonego "kodu" (elementu systemu?) jest w stanie sprawić, że daną pozycję (w tym przypadku końcówkę danego typu) nie przegra NIKT, kto będzie stosował się do ściśle określonych (podanych poniżej) zasad:

Poniżej zobaczymy kilka rysunków (diagramów). Co należy z nich zrozumieć i zapamiętać? Oto najważniejsze elementy:

a) kolor czerwony – pole na którym stoi pion, jeśli staniemy na nim królem, wówczas zbijamy piona! Automatycznie następuje remis (bez względu na to czy przeciwnik się na to zgadza czy nie).

b) kolor zielony – pole na którym blokujemy ruch piona; leży ono zawsze bezpośrednio przed pionem i nazywamy je (głównym) polem blokady. Jeśli na nim staniemy, to nie ma możliwości, abyśmy przegrali tę pozycję – oczywiście grając poprawnie.

c) żółty kolor – pole na którym mamy ostatnią szansę na to, aby „nie wypaść z pól”; warto pamiętać, że jest ono zawsze o jedną linię niżej niż pole blokady; nazywamy je polem rezerwowym

d) kolor niebieski - opozycja pionowa – sytuacja w której króle stoją naprzeciwko siebie w odległości nieparzystej liczby pól (1, 3 lub 5): w tym przypadku musimy pamiętać o stosowaniu „opozycji pionowej”, czyli stanięciu na linii pionowej względem króla przeciwnika – w odległości nieparzystej liczby pól (w naszym przykładzie będzie to niemal zawsze jedno pole odległości)

Na diagramie widoczne pola czerwone (bij piona), zielone (blokada i pion nie ruszy, a mucha nie siada!) oraz żółty (spuszczamy się po linie od piona, który jest naszym hakiem). Natomiast kolorem niebieskim zaznaczono opozycję pionową - położenie króli względem siebie w nieparzystej liczbie pól (tutaj 1). Warto zapamiętać, że zawsze oba króle gdy będą w opozycji - muszą zajmować pole tego samego koloru.

Rysunek po lewej: Kxb5 (zasada 1: bij piona), Kd5 (zasada 2: blokada piona) i ta sama zasada po Kg5! (pion g6 nie ma prawa ruszyć, bo na jego drodze stanął monarcha, barykadując mu drogę naprzód)
Rysunek po prawej: Kb2 (zasada nr 2), Kd1 (zasada nr 3) i ostatnia pozycja: Kg1 (zasada nr 4).

Teraz mamy poniższe zasady (od najważniejszej do najmniej istotnej - studenci nazywają takie zasady "4Z"), których musimy przestrzegać, aby zremisować. Należy je przeczytać, następnie dobrze zrozumieć i bezbłędnie zapamiętać (ich sens!).

1. Zbij piona - musi on być niebroniony (i stać obok naszego króla, czyli być atakowany przez nas)

2. Zajmij (główne) pole blokady - zahamuj ruch piona!

3. Zejdź na pole rezerwowe - stań przed pionem na jego drodze!

4. Zajmij opozycję pionową (krótką) względem króla.


Teraz krótkie wyjaśnienie. Powyższe zasady musimy stosować od 1 do 4. Czyli jeśli jest możliwe zastosowanie pierwszej, wówczas zbijamy (ostatniego) piona i natychmiast pojawia się remis. W przypadku, gdy nie można zastosować ani 1 ani 2, wtedy stosujemy "najwyższą dostępną", czyli 3. A jeśli już nie można żadnej z 3 pierwszych, to zostaje ostatnia deska ratunku czyli zasada 4.

A co jeśli nie będzie możliwe zastosowanie żadnej z wyżej wymienionych zasad? Wówczas możliwe są w zasadzie jedynie dwa rozwiązania:

1) Nasz król jest jeszcze zbyt daleko od piona, więc nie ma możliwości zrealizowania którejkolwiek zasady. Wówczas staram się tak kroczyć naszym monarchą, aby nie pozwolić stronie silniejszej na wejście królem przed piona.

2) Pozycja jest po prostu przegrana, bo nie udało nam się zająć na tyle dobrej pozycji, aby mieć możliwość korzystania z „czterech sposobów obrony”.

A jakie będzie zadanie domowe? Spróbujcie ustawiać różne pozycje w których strona słabsza będzie miała króla nie dalej od piona niż w odległości 2-3 pól. Starajcie się rozegrać kilkanaście razy tę pozycję (król z pionem przeciwko królowi) na dowolnej z kolumn (od a do h) czy też rzędów (pion na linii od 2 do 7). Testujcie dotąd aż zrozumiecie na czym polega cała „magia” tego systemu. Pamiętajcie, aby za każdym razem stosować reguły od góry od numeru 1 do 4. Przy okazji można w ten sposób nauczyć obrony tej konkretnej pozycji (końcówki) dziecko w wieku lat 4 czy 5. Starsze dzieci można testować poprzez ustawienie pozycji na szachownicy – następnie przyjrzenie się jej przez 30-40 sekund... a potem już opaska na oczy – i sprawdzamy nie tylko zapamiętanie powyższych zasad, ale także znajomość pól szachownicy! W ten sposób działamy w myśl zasady: wilk syty i owca cała – lub jak kto woli: pamięć pełna i szachista bezpieczny! Życzę powodzenia w testowaniu „kodu” tego mini-systemu. Może komuś uda się go złamać? Z pewnością programiści bliżej będą chcieli się przyjrzeć temu "algorytmowi", aby go zoptymalizować ;) :).

PS. Ostrzegam, że dzieci mogą być mega zadowolone, gdy tato (lub mama, ciocia, siostra, wujek, dziadek bądź przyjaciel albo dobry kolega) pokażą i nauczą w jaki sposób można magicznie zremisować tego typu końcóweczkę. Jeśli zaś jeszcze do tego dołączymy element zabawy (np. ściganie się na czas, aż do momentu pata, tak aby nie popełnić żadnego błędu w obronie), to... cel tego artykułu zostanie osiągnięty, zaś autor będzie bardzo szczęśliwy i zadowolony, że mógł podsunąć ciekawy pomysł.

Powodzenia w nauce kochani Tatusiowie i Mamusie, niechaj szachowo wymiatają.... wasze synusie i córusie! Z pewnością dzięki temu będzie szansa, aby odkrywali talenty wasi przyszli geniusze! :)

wtorek, 26 lutego 2013

Statystyka, szachowy ranking i jego zmiany: drobne matematyczne cuda szachowe okiem amatora (1)

Co prawda obiecałem sobie, że nie będę publikował nic na czym się dostatecznie dobrze nie znam, jednak walory edukacyjno-motywujące są dla mnie znacznie ważniejsze niż moje kalectwo w danych tematach. Liczę na wyrozumiałość ze strony grona osób zajmujących się nauką (zwłaszcza statystyką i przetwarzaniem danych) i bardzo mocne przymrużenie obu oczu przy czytaniu poniższego wpisu. Dziękuję.

Czy ranking nie kłamie? Jak interpretować i odczytywać dane statystyczne, które widnieją na różnych wykresach? Dlaczego ranking jest podatny na manipulację? Jak tego unikać? Czy ktoś gra silno (solidnie) czy ma jedynie wysoki ranking? Czy jest możliwe posiadanie zawyżonego lub zaniżonego rankingu? O co w tym wszystkich chodzi?

Pytań jest wiele. Dziś spróbuję odpowiedzieć na jedno z nich. Mianowicie pokażę w jaki sposób można stosunkowo niewielkim wysiłkiem sprawić sobie dość ładnie wyglądający ranking. A zatem do dzieła!

Co by się stało gdyby 2 graczy zagrało ze sobą mecz składający się co najmniej ze 100 partii? Jakie wnioski można byłoby wyciągnąć z danych mówiących o ilości wygranych i remisów? Przypomnijmy symbole i ich znaczenie w tym kontekście. Plusem (+) oznaczamy partie wygrane, z kolei minusem (-) przegrane. W przypadku remisu pojawia się magiczny znaczek równości (=). Czyli przykładowo rozegrano 162 partie, zwycięzca uzyskał 148.5 pkt. Jak wyglądają magiczne znaczki? Otóż można to zapisać w ten oto sposób: +144 (zwycięstw), -9 (porażek), =9 (remisów). A jak wysoki procent zwycięstw daje taki wynik? Otóż dodajemy do siebie wszystkie zwycięstwa (warte po 1 pkt) oraz remisy (każdy po 0,5 pkt) i następnie dzielimy tę sumę przez liczbę partii (tutaj 162). Wychodzi zatem wskaźnik zwycięstw (w skrócie "wz") w wysokości 91.7%.

Teraz zastanówmy się o ile silniejszy był zawodnik A (zwycięzca) od gracza B (pokonanego). Jak można to oszacować? Otóż w tym celu posługujemy się tabelą, którą opracowali matematycy (o statystycznym zacięciu). Po angielsku nazywa się to "Elo rating vs. winning probabilities" i można sobie o tym poczytać w tym miejscu: http://www.ascotti.org/programming/chess/elo.htm


Tabela wartości (procentowych) zwycięstw (wz) w stosunku do różnicy poziomu między zawodnikami

Powyżej zobaczymy tabelę w której mamy następujące dane: w lewej kolumnie (.99, .67, czy .12) oznaczenie dotyczące procentu zwycięstw (nasz wskaźnik "wz" w ujęciu procentowym). Przykładowo .99 oznacza 99%, zaś .67 dokładnie 67%. Z kolei po prawej stronie obok tego wskaźnika mamy wartość dodatnią bądź ujemną (jeśli wskaźnik jest wysoki to będzie zawsze dodatnia, a jak niski to ujemna). Oznacza on odniesienie silniejszego gracza względem słabszego. I tak ".92 +401" oznacza, że gracz A, który uzyskuje 92% wskaźnik zwycięstw nad przeciwnikiem B, może być (przynajmniej statystycznie) traktowany jako silniejszy o +401 punktów. Przykładowo jeśli gracz B ma ranking 1580, wówczas jego przeciwnik ma mieć ranking powiększony o 401, czyli aż 1981. Słowem? Wystarczy znać wartość procentową zwycięstw (lub ilość partii rozegranych z wynikiem końcowym), aby można było oszacować o ile punktów jeden gracz jest silniejszy od drugiego.

Czy same te dane są wystarczające? Otóż nie. Należy jeszcze uwzględnić następujące zmienne (elementy), które będą zapewniały jak największą wiarygodność tego wskaźnika (a następnie wyciągane z nich wnioski). Przede wszystkim musimy spełnić takie kryteria jak:

a) minimalna ilość partii - nie mniejsza niż 20. Poniżej tej wartości będzie ciężko uznać, iż wynik nie był w dużej (tzn. istotnej statystycznie) mierze przypadkowy. Natomiast od 100 partii w górę można być niemal całkowicie pewnym, iż nie ma w nim więcej niż 1-2% przypadku. Jest to bowiem praktycznie zbyt duża ilość partii, aby przypadek mógł odgrywać jakąkolwiek istotną statystycznie rolę.

b) jednolitość partii - czyli wszystkie powinny być rozgrywane w takim samym (lub bardzo podobnym) tempie. To proste. Chodzi o to, aby partie było jednakowe pod względem czasu do namysłu dla obu graczy. Idealnie gdy wszystkie są takie same, a w praktyce można dopuścić pewne wyjątki polegające na tym, że partie są bardzo zbliżone do siebie. Chociażby tak. Rozegrano 100 partii, z tego 90 z nich tempem po 20 minut na zawodnika, zaś pozostałe z nich po 15 minut. Im mniejsze różnice między zmianą czasu do namysłu między grupami partii, tym większa wiarygodność.

c) partie powinny być rozgrywane naprzemiennie - raz białym kolorem, a następnie czarnym. W ten sposób dostaniemy wynik dla każdego gracza który rozegrał tę samą liczbę partię kolorem białym jak i czarnym. Ważne jest także to, aby stale (co partię) zmieniać kolor albo jeśli nie ma takiej możliwości to rozegrać hurtem połowę partii jednym kolorem, a następnie pozostałą część - kolorem przeciwnym.

d) warunki dla obu graczy powinny być identyczne. Tutaj chodzi głównie o to, aby każdy miał takie same szanse na wygrywanie jak i na przegrywanie. Jeśli jednemu z przeciwników będzie przeszkadzała żona lub dziecko, zaś drugi będzie miał "święty spokój" w czasie rozgrywek, wówczas wyniki partii nie mogą być uznawane za wiarygodne. Tak samo w przypadku, gdy jeden z graczy ma techniczne warunki znacznie gorsze niż jego przeciwnik. Prostym przykładem będzie słabe połączenie internetowe powodujące tzw. lagi czy chociażby niesprawna myszka, zbyt mała (niewyraźna) szachownica, bierki czy też inne istotne elementy związane z grą w szachy.

e) postawa w stosunku do meczu (badania) - obaj zawodnicy powinni w każdej z partii starać się dawać z siebie wszystko (popularne określenie "cisnąć na wygraną ile fabryka daje"). Nawet jeśli styl gry jest ryzykowny lub też przeciwnik wykorzystuje słabości nie związane bezpośrednio z umiejętnościami szachowymi. Warto dodać, że chodzi przede wszystkim o to, aby zbadać różnicę w sile (poziomie) gry w warunkach optymalnych. A za takie możemy uznać te w których obaj przeciwnicy pokazują pełnię swoich możliwości. Pamiętajmy, że wliczamy w to także strategię meczową, która przykładowo może zakładać to, że dany gracz będzie "zapierał na remis", dotąd aż uzna to za skuteczną metodę pozwalającą na wygranie meczu.

Wszystko ładnie, pięknie, tyle że to rozważania teoretyczne, prawda? Świetnie byłoby gdybyśmy pokazali jak to się ma na praktycznym przykładzie. No to proszę bardzo! W ramach "eksperymentu naukowego" przeprowadziłem test polegający na symulacji takiego meczu z jednym z zawodników (nota bene kolega, który czasami stawiał tak potężny opór, że wydawało mi się jakbym przepychał się i walczył z czołgiem).

Test ten rozpoczął się w dniu 2011-06-05, natomiast zakończył się dokładnie w 2013-02-24. To dość długi okres, bo aż blisko dwa lata. Niemniej bardzo ważnym elementem było to, że był to tak zwany eksperyment naturalny. Otóż badany nie miał najmniejszego pojęcia o tym, że uczestniczy w badaniu - w przeciwnym razie wyniki byłyby mocno zniekształcone (możliwość manipulacji, aby pokazać się z lepszej strony lub stresu związanego z tym, aby "nie dać plamy").

Statystyka z rozegranego "meczu" - pokazano przegląd końcowego wyniku z hipotetycznym przeciwnikiem. Tutaj na 162 partie (+144, -9, =9) uzyskano 148,5 pkt, co daje wynik procentowy blisko 92%. To z kolei odpowiada statystycznie różnicy +401 pkt na korzyść zwycięzcy

W ramach meczu rozegrano 162 partie następującymi tempami: 2 partie P60+10 (60+10 oznacza, że każdy zawodnik ma 60 minut na partię i za każdy wykonany ruch dostaje dodatkowe 10 sekund; niewykorzystane dodatkowe sekundy sumują się w pozostałym czasem); 4 partie P45+45, 13 gier P45+15, 16 partii 30+30, 44 gry P30+15, 28 gier P30+10, 4 partie P20+10, 3 partie P15+15, 43 partie P15+10 (oraz pomijane w dalszych rozważaniach: 1 partia P15+5, 3 partie P10+10 i jedyna partia bez dodawanego czasu P15+0). Białym kolorem rozegrałem 74 partie, zaś czarnym pozostałe 88. Było także kilka "bloków jednokolorowych" (gdzie dany gracz grał pod rząd więcej niż 2 partie).

W skrócie ujmując: wszystkie partie miały czas dodawany przynajmniej 10 lub 15 sekund. Najczęściej królowały takie tempa jak: P30+15 (44 gry), P15+10 (43 partie), P30+10 (28 gier), 30+30 (16 partii), P45+15 (13 gier), co daje łącznie 144 partie (pominięto pozostałe 18).

Natomiast uzyskano wynik o którym była mowa powyżej (tak, w naszych rozważaniach teoretycznych). Mianowicie +144 (zwycięstw), -9 (porażek), =9 (remisów) daje wskaźnik zwycięstw (w skrócie "wz") w wysokości 91.7% (zaokrąglamy do 92%). Zatem różnica (statystyczna) gracza A nad przeciwnikiem B, może być (przynajmniej statystycznie) traktowana jako wartość +401 punktów. Przykładowo jeśli gracz B ma ranking 1580, wówczas jego przeciwnik ma mieć ranking powiększony o 401, czyli aż 1981.

Warto zaznaczyć, że rzeczywistości mój przeciwnik posiada od kilku miesięcy 3 kategorię, zaś ja od kilku dobrych lat 2. Często wykorzystywałem swoje doświadczenie, spryt i szachowe niespodzianki, tak aby ratować się w bardzo trudnych sytuacjach. W innym wypadku niemożliwym byłoby uzyskanie tak imponującego statystycznie wskaźnika zwycięstw, gdyż realnie dzieli nas mniej więcej około 1,5 klasy gry (ok. 220-250 oczek), a nie jak można zbyt szybko uwierzyć: +401 punktów (wynikających z odczytywanego wartości dla 92% wskaźnika zwycięstw).

W rzeczywistości na FICS zakres rankingowy mojego przeciwnika waha się w ostatnim czasie pomiędzy 1620 a 1680 (średni 1645), natomiast mój pomiędzy 1940 a 2000 (średni 1970). Widać zatem wyraźnie, że różnica statystyczna powinna wynosić między nami 325 punktów. I jak łatwo odczytać z tabeli - najbliższa różnica dla wartości +322 pkt to .87, co oznacza wskaźnik zwycięstw na poziomie jedynie 87%. Skąd zatem ta rozbieżność kilku procent w otrzymanym wyniku statystycznym (92%) a realną różnicą (87%)? Przede wszystkim odpowiada za to dość mocno "mieszane" tempo gry (pkt b), nieco lepsze warunki gry - zwłaszcza na początku, gdy mój przeciwnik nie miał biegłości w obsługiwaniu programu do rozgrywania partii przez Internet (pkt e), początkowe granie partii niekoniecznie "na maxa" oraz istotnie mniejsza liczba partii białym kolorem (pkt c). Wszystko to po zsumowaniu bez problemu powinno wyjaśnić powstałą wyżej rozbieżność. Wierzę, iż podane przeze mnie rozumowanie i interpretacje mogą zostać przyjęte jako "dość rozsądne". Ostrzegam szczególnie przed tym, aby zawsze krytycznie przyjmować (interpretować) uzyskiwane wyniki jak też w jak największym stopniu eliminować wszelkie możliwe istotne błędy. W przeciwnym wypadku dostaniemy tak zwane artefakty (co oznacza to słowo - można sprawdzić w Wikipedii).

Oczywiście jest to tylko pewne dość duże przybliżenie istotnego tematu, który opiera się o statystykę. Niemniej mam nadzieję, że pomimo zastosowania dość dużych uproszczeń udało mi się pokazać w jaki sposób może to wyglądać w praktyce. Przepraszam wszystkich statystyków i osoby pasjonujące się tą niezwykłą dziedziną za przekazywanie "dziwnych wniosków" na podstawie dość mało krytycznie wyszukanych danych. Niemniej dla amatorów szachowych konieczna była "realnie uproszczona, żywa wersja".

Na koniec drobna zagadka i pozdrowienia dla jednej z osób, która nie wierzy w cuda. Mam nadzieję, że uda się sprawić, aby doszło do czegoś co statystycznie jest trudno wytłumaczalne ;). Pozdrawiam serdecznie niedowiarka i liczę na to, że pamięć i refleks będą na tyle dobre, aby nie zaspać... gdy pociąg wskaże niebezpieczną prędkość kosmiczną!




Just 5 months and that high train?! Are you kidding me??! It's simply unbelievable. Twenty one hundred?! Did I really hear that correctly? It's impossible - it would have been a miracle if he would be able to do it - even just once! No way! Please don't fix (FICS) me up that way my dear friend! It's not that funny as you think!!!

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Mistrz kontra amator – porówanie podejścia w dążeniu do mistrzostwa

Zobaczmy jak może wyglądać porównanie modelu mistrza i amatora. Najpierw krótka lista punktów, a następnie ich omówienie.


Mistrz zauważa pewne elementy i relacje między bierkami, gdyż jego doświadczenie oraz „radar” w głowie natychmiast wychwytuje to co najbardziej istotne. Z kolei amator próbuje poszukiwać po całej szachownicy czegoś „na czym można oko zawiesić”.

Mistrz na poziomie świadomym nie dostrzega pewnych ruchów – są one niejako dla niego niewidoczne. Natomiast amator widzi wszystko, więc dopiero musi stosować filtry, które pomogą mu odrzucić ruchy beznadziejne od dobrych.

Mistrz jest w stanie widzieć nie więcej niż 2-3 kontynuacje i spośród nich wybrać tę najlepszą. Natomiast amator mając problem z tym, aby widzieć te najbardziej sensowne możliwości – analizuje wszystko, tak aby nie przeoczyć tych ruchów, które mogą okazać się naprawdę silne.

Mistrz bardzo często używa intuicji i na niej polega. Natomiast amator zastanawia się, stara się wszystko uzasadniać, obliczać i oceniać. Brak doświadczenia i nikła intuicja nie pozwala mu na to, aby oszczędzać czas i energię – zwłaszcza w momentach, gdy należy zagrać naturalny, logiczny ruch.

Mistrz myśli, to znaczy, iż nastała pozycja w której dość trudno jest odróżnić jedną możliwość od drugiej – wymaga to głębokiego wniknięcia w pozycję i umiejętnego wyciągania wniosków wraz z dokładną oceną pozycji. Natomiast amator zwykle wie lepiej, bo nawet nie ma pojęcia (często także ochoty), iż w danej pozycji trzeba „mocno wniknąć, aby ją przewiercić”. Jest bowiem święcie przekonany, że wszystko jest już tak proste, że nie wymaga żadnego wysiłku.

Mistrz w procesie znajdywania najlepszych ruchów – opiera się w bardzo dużym zakresie na swoim doświadczeniu, zaś amator – jedynie na obliczeniach. Doświadczenie nabyte przez mistrza sprawia, że pewne charakterystyczne pozycje są znacznie szybciej odrzucane bądź pogłębiane. Z kolei stałe obliczenia prowadzone przez amatora bardzo często kończą się jednym wielkim chaosem w głowie.

Mistrz przed ostatecznym podjęciem decyzji co do swojego ruchu – poszukuje obalenia tego co znalazł. Próbuje odnaleźć coś, co sprawi, że jego zakładany ruch (oraz obrany plan) zostanie przez przeciwnika obalony. Natomiast amator znajduje tylko potwierdzenia tego, że w końcu znalazł najlepszą możliwość. Brak krytycznego podejścia do swojej oceny i wybranej kontynuacji powoduje, że bardzo często jego przeciwnik wykonuje ruch, który niweczy zamiary amatora. Niekiedy tak szybko i skutecznie, że już po kilku ruchach pozycja jest natychmiast do poddania.

Mistrz stale poszukuje różnych sposobów na poprawianie swojej pozycji. Nie wystarcza mu to, że wyprowadził figury czy to, że piony kontrolują centrum, a wieże otwarte linie. Stara się znajdywać optymalne miejsca na to, aby figury i piony wypełniały jak najlepiej swoje funkcje. Natomiast amator ma tak dobrą pozycję, że robi ruchy „byle do przodu” i nie wnika w to gdzie ma słabości i jak się ich pozbywać, systematycznie polepszając pozycję.

Mistrz wykonuję ciężką pracę, by wyciągać wnioski i je stosować w kolejnych partiach (oraz pozycjach, które w nich uzyskuje i do których dąży). Stara się o to, aby znaleźć pewne schematy, reguły czy też zasady, które pozwolą na jeszcze lepsze i efektywniejsze znajdywanie optymalnych ruchów. W przypadku amatora zwykle mamy do czynienia z tym, że znajduje on jedynie rozwiązania poszczególnych problemów na szachownicy. Rzadko kiedy ma on ochotę i siłę na to, aby wyciągać wnioski i znajdywać pewne uniwersalne reguły rozgrywania danych grup pozycji.


Warto na koniec podkreślić, że używane tutaj słowo "mistrz" odnosi się do pewnej postawy charakteryzującej się dążeniem do mistrzostwa. Nie zawsze jest ono tożsame z uzyskanym poziomem gry czy też tytułem. Często może się to pokrywać, ale niekiedy mogą zdarzać się przypadki w której osoba nosząca tytuł mistrza - wcale nim nie jest - ma jedynie nadany szachowy tytuł.

piątek, 28 grudnia 2012

Power Mates – potężne matowanie jest dla każdego wyzwaniem (4)

Kolejny zestaw pozycji do rozwiązania – w postaci dwóch diagramów: początkowego (pozycji wyjściowej w której dana strona zaczyna) i końcowego (pozycji w której jest mat).


Zadanie i rozwiązanie z partii nr 5 i 6

Zadanie nr 5: pozycja wyjściowa i obok końcowa: czarne zaczynają i matują w 2 ruchach
 
Zadanie nr 6: pozycja wyjściowa i obok końcowa: białe zaczynają i matują w 3 ruchach

środa, 26 grudnia 2012

Rozpoznajesz motywy taktyczne czy poszukujesz rozwiązania – mały test biegłości taktycznej

Od czasu do czasu warto sprawdzać swoje umiejętności. Tym razem poddamy małemu testowi twoją biegłość taktyczną. Daj z siebie wszystko i zobacz na ile jesteś dobry.

Za chwilę zobaczysz przed sobą zestaw 18 zadań: są to pozycje (o różnej skali trudności) w których zawsze zaczynają białe. Twoim zadaniem jest jak najszybsze (poprawne) rozwiązanie każdego zadania. Na każde z nich możesz poświęcić nie więcej niż 15 sekund. Pamiętaj, aby nie „wisieć” nad żadnym z zadań: jeśli nie potrafisz rozwiązać w podanym czasie, wówczas przechodzisz do następnego. Nastaw stoper i jeśli jesteś gotowy do testu... to zaczynamy!

WE WSZYSTKICH POZYCJACH ZACZYNAJĄ BIAŁE!












Jeśli wszystkie zadania rozwiążałeś poprawnie w ciągu jednej minuty, wówczas oznacza to, że podstawowe motywy taktyczne są u ciebie na tyle solidne, że bardzo szybko rozpoznajesz wzorce. Jeśli natomiast rozwiązanie zadań zajęło ci więcej niż 3-4 minuty, to oznacza, że musisz nadal pracować nad taktyką: motywami, zadaniami i kombinacjami.

Dopiero jeśli będziesz biegle rozpoznawał podstawowe motywy, wówczas możesz się spodziewać, że w partiach będziesz miał szanse nie tylko natychmiast „odgadywać” motywy i je wykorzystywać, ale także pojawi się okazja do następnego kroku: samodzielnego tworzenia pozycji w których tego typu pozycje są możliwe. W przeciwnym wypadku nawet najlepsze plany strategiczne będą niszczone przez proste "dziury taktyczne", które będą wykorzystywane przez silniejszych taktycznie przeciwników.

wtorek, 25 grudnia 2012

Power Mates – potężne matowanie jest dla każdego wyzwaniem (3)

Kolejny zestaw pozycji do rozwiązania – w postaci dwóch diagramów: początkowego (pozycji wyjściowej w której dana strona zaczyna) i końcowego (pozycji w której jest mat).


Zadanie i rozwiązanie z partii nr 3 i 4

Zadanie nr 3: pozycja wyjściowa i obok końcowa: czarne zaczynają i matują w 2 ruchach

Zadanie nr 4: pozycja wyjściowa i obok końcowa: czarne zaczynają i matują w 5 ruchach

[* - podpowiedź do zadania nr 4: tylko dwa ostatnie ruchy czarnych są z szachem]

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Pasjonat szachowy w ogniu pytań - 32 interesujące i nietypowe wypowiedzi dotyczące fascynacji tajemnicami królewskiej gry (3)

Następna część sesji pytań i odpowiedzi. Zapraszam do lektury.

Q3: Czy obecnie jest dużo informacji o szachach?

A3: To akurat jedno z moich ulubionych pytań.

Jeśli chodzi o źródła i ilość informacji dotyczących gry w szachy, to obecnie mamy stosunkowo łatwy dostęp do ogromnej skarbnicy wiedzy.

O szachach informują tygodniki, miesięczniki, kwartalniki czy też roczniki – w tym wypadku to publikacje specjalistyczne. Obecnie cyfrowe wydania coraz bardziej wypierają te drukowane. Dlaczego? Otóż koszty publikacji i dystrybucji zmieniają się drastycznie, zaś czas oczekiwania na upragnioną gazetkę... zmniejszył się do minimum. Co więcej: powstają nie tylko magazyny czy biuletyny szachowe, lecz przede wszystkim tzw. newslettery. Najczęściej są to informacje szachowe, które są dostępne w formie pliku PDF – najbardziej uniwersalny i rozpowszechniony dziś format. Dostęp do globalnej sieci Internet całkowicie zmieniła naszą (także szachową) rzeczywistość. Zasoby całego świata są na wyciągnięcie ręki... ups, raczej na kliknięcie myszki! Są tysiące stron, które oferują darmowe lub płatne publikacje – tak w formie tekstowej jak i zbiorów partii. Do tego dochodzą jeszcze blogi prowadzone przez amatorów i pasjonatów szachowych – jedne na niskim, większość na średnim, a nieliczne na bardzo wysokim poziomie. Nie trzeba dodawać, że są także dostępne wszelkiego rodzaju badania szachowe czy też ich omówienie w różnej postaci. Prócz tego artykuły szachowe pisane przez amatorów i zawodowców – zarówno udostępniane w popularnych serwisach jak i na stronach czy blogach szachowych.

Poza tym są także materiały w postaci filmów szkoleniowych. Wystarczy wymienić serwis YouTube, który jest pod tym względem światową potęgą. Są na nim publikowane wszelkie materiały związane z szachami – nie tylko dotyczące technicznej strony szachowej, ale także filmy dokumentalne, reportaże z turniejów czy też analizy partii prowadzone przez różnych autorów.

Warto wspomnieć, że są również filmy szkoleniowe z takich znanych serwisów jak chess.com, czy też chesslecture.com. Są one naprawdę wysokiej jakości, gdyż bardzo często ich autorami są mistrzowie lub osoby, które mają bardzo wysoki poziom umiejętności związanych ze szkoleniem - analizą różnych partii czy poszczególnych pozycji. To także cenne źródło informacji o szachach.

Dodatkowo są także ogromne zbiory partii zwane „bazami szachowymi”. Najczęściej pod tym pojęciem kojarzą szachiści bazy debiutowe albo bazy wszystkich rozegranych partii turniejowych. Niemniej są także dostępne oraz tworzone bazy końcówek, wybranych pozycji z gry środkowej czy też dość popularne wśród amatorów miniatury – partie, które kończą się w granicach 20-25 ruchu. Z kolei tak zwane tablice Nalimowa coraz bardziej są dostępne dla każdego chętnego – wystarczy mieć odpowiednio dużo miejsca na dysku komputera bądź też dostęp do sieci Internet – wówczas konieczne jest tylko wejście na odpowiednią stronę i możemy sprawdzać dowolną pozycję (mającą w sumie nie więcej niż 6 bierek). Szacuję, że wszystkich partii, które zostały zapisane w postaci elektronicznej (format PGN lub CBV) jest około jednego miliarda. Tak, to niesamowicie wielka liczba, więc na pewno nie jest możliwe przejrzenie ich wszystkich. Korzysta się z takich baz podobnie jak dawniej z encyklopedii – wyszukuje się daną informację i następnie przetwarza.

Ostatnim ze źródeł są książki szachowe w wydaniu papierowym. I jak się można łatwo domyślić, mamy tak wiele różnych publikacji, że niewiele dyscyplin sportowych może się równać właśnie z szachami. Jeszcze 15-20 lat temu było nie więcej niż 300-400 ogólnodostępnych książek, które każdy szachista mógł zakupić. Dzisiaj jest mniej więcej 3 do 5 tysięcy różnych tytułów szachowych (liczone są jedynie książki), więc na pewno jest w czym wybierać. Warto podkreślić, że wraz z upływem czasu i ilością wydawanych publikacji... rośnie także ich jakość oraz dostępność. Można stwierdzić, że jest już coraz mniej obszarów szachowych, które w ogóle nie zostały opisane. Co więcej: dzięki nowych technologiom publikują także osoby, które nie są ekspertami, lecz pasjonatami chcącymi podzielić się z innymi swoimi pomysłami.

Na koniec można jeszcze dodać, że wiele informacji na temat szachów można pozyskać dzięki różnym forom czy grupom dyskusyjnym. Fora szachowe pozwalają na bieżące informowanie się o aktualnych wydarzeniach oraz dyskusje na wszelkie tematy związane z życiem szachowym.

W tym miejscu pomijam źródła informacji o szachach zawarte w programach szkoleniowych oraz tworzone aplikacje na współczesne urządzenia przenośne (typu tablet, e-czytnik, Ipad, Iphone, itp.). Jest to stosunkowo najmniejszy wycinek ogólnodostępnych informacji o szachach, więc został pominięty.

Podsumowując: Obecnie mamy wiele źródeł z których możemy czerpać wiedzę o szachach: tak ogromnej ilości szachowej wiedzy i wszelkich reportaży z życia szachowego oraz wydarzeń szachowych – nigdy przedtem nie było. Dziś wyzwaniem pozostaje umiejętność znalezienia potrzebnej informacji jak i jej odpowiednia selekcja (filtrowanie). Wszystkiego nie sposób bowiem przeczytać i obrobić, więc trzeba wybrać wyłącznie to co uznamy za istotne. Inaczej szybko utoniemy w oceanie informacji, które wszędzie wokół nas się pojawiają.

niedziela, 23 grudnia 2012

Pomyśl zanim uwierzysz – co nieco o mitach, stereotypach i dziwnych szachowych cudach (3)

Poniżej zaprezentuję kilka kolejnych przykładów nieprawdziwych twierdzeń z dziedziny szachów. Sami oceńcie na ile są one wam znane i czy znacie ich obalenie:

MIT 5: Refleks szachisty oznacza, że szachiści mają strasznie słaby refleks. Niestety to kolejny krzywdzący stereotyp, którymi posługują się ludzie nie mający zielonego pojęcia o szachach. Słynne „refleks szachisty” jest porównywane do prędkości biegu żółwia. Głównie jest to kojarzone ze scenami w których widać znaczny upływ czasu (zwykle kilkadziesiąt minut), a jeden z graczy nadal duma nad ruchem. Ci, którzy grywają w szachy wiedzą, że zwykle na jeden ruch poświęca się kilka minut, a w naprawdę poważnych, długich partiach (gdzie zawodnik na całą partię ma aż 2,5-3 godziny!) niekiedy bywają momenty, że w krytycznym momencie na głębokie zastanowienie szachista poświęca 20, 30 czy nawet 40 minut! Niemniej takich momentów w partii jest nie więcej niż 2 lub 3, więc szachista ma do wyboru: a) zagrać szybko i po kilku kolejnych ruchach poddać się, albo b) wniknąć w pozycję tak głęboko jak to tylko możliwe (a ściślej: konieczne) i wyszukać taką opcję, która gwarantuje największe szanse „zostania w grze”.

Najbardziej widoczny „refleks szachisty” jest jednak widoczny w partiach w których szachiści mają po 5 minut na całą partię. W ostatniej fazie gry, gdy jeszcze nie doszło do rozstrzygnięcia – bywa, że zawodnicy są w stanie wykonać około 30-40 ruchów w ciągu 15-20 sekund! Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej, że na każdą DECYZJĘ poświęcają (włącznie z przesunięciem bierki i drogą ręki do miejsca naciśnięcia zegara) około pół sekundy! Można sobie mniej więcej to wyobrazić w ten sposób, że na maturze z matematyki w ciągu ostatnich 5 minut egzaminu okazuje się, że trzeba napisać wyniki mnożenia 300 iloczynów (np. 5x6, 8x12, 9x8, itd., składających się z 2 czynników w zakresie od 9 do 300). Średnio wychodzi na to, że w ciągu jednej sekundy trzeba poprawnie obliczyć i wpisać każdy wynik. I tak aż 300 razy! Czy teraz widać „refleks szachisty”?

Bywają także specjaliści, którzy grywają (za pośrednictwem Internetu) partie w których każdy zawodnik ma jedynie 3 minuty. Czasami dochodzi do tego, że wykonują oni około 80-100 ruchów – i co istotne – większość z nich jest wysokiej lub bardzo wysokiej jakości! Dla osób, które są szczególnie zainteresowane tym zagadnieniem – dodam, że są specjaliści, którzy potrafią w grze na żywo (w końcówce) wykonać w ciągu 1 sekundy aż 3-4 ruchy! Jest to wówczas typowy „sprint na szachownicy”. Gdyby zatem ktoś was kiedyś pytał co znaczy słynny „refleks szachisty”, to wystarczy, że powiecie, iż są tylko dwie grupy sportowców, który mają lepszy refleks. Pierwsza z nich to tenisiści stołowi, a druga to sprinterzy (refleks mierzony jako czas reakcji między sygnałem startu a reakcją zawodnika). Kto stanowi trzecią grupę? Tak, to właśnie szachiści!

MIT 6: W szachach zawsze się da przewidzieć wszystko do końca. Następny mit, który bywa groźny, ponieważ pokazuje rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Bywają pozycje w których rzeczywiście można bez problemu wszystko dokładnie przewidzieć (zwykle w końcówkach lub pozycjach związanych z atakiem matowym na króla), lecz większość pozycji jest rozgrywana w oparciu o poczucie tego, że gramy zgodnie z „duchem pozycji”. To mniej więcej tak jakbyśmy jechali samochodem i nasz cel był odległy o kilkaset kilometrów. Czy już na początku podróży widzimy z okna samochodu nasze miejsce docelowe? Oczywiście, że nie! Jednak na pewno można na mapie posługiwać się wskazówkami, które pozwolą nam na dotarcie do celu. Zwykle konieczny jest właściwy kierunek jazdy oraz następnie trochę precyzji, aby nie „objechać” tego do czego zmierzamy. Niemal tak samo jest w szachach. Bywają pozycje w których bez problemu widzimy do czego dojdzie, ale większość pozycji to właśnie poszukiwanie właściwej drogi, a czasami nawet i kierunku!

A co z komputerami? One także nie widzą „do końca”, chociaż zwykle znacznie głębiej „przekopują się” we wszystkich pozycjach. Dopiero w ostatniej fazie gry, gdy już pozostanie kilka bierek (nie więcej niż 6), są w stanie natychmiast z idealną precyzją podać końcowy wynik (zakładając, że obie strony będą grały możliwie najlepiej). Osiągają to dzięki dostępowi do tak zwanych tablic końcówek (zestaw, który zawiera wszystkie pozycje i ich oceny typu wygrana, przegrana, remis – gdy są to pozycje, w których nie ma więcej niż 6 bierek).

Warto dodać, że ograniczenie o którym mówimy nazywa się „efektem horyzontu”. W zależności od tego jak bardzo nasz teren jest czysty i nie ma przeszkód – tak daleko możemy coś dojrzeć. Jeśli jednak jest gęsta mgła i wiele innych obiektów – wówczas nasza linia horyzontu jest bardzo blisko.

Można wspomnieć, że w przypadku gdy jeden z graczy „widzi wszystko do końca”, wówczas tak naprawdę następuje „logiczny koniec”. Co to oznacza? Otóż kończy się nauka, ponieważ zawodnik już doskonale zna resztę rozgrywki i nie ma żadnej możliwości, aby przy poprawnej grze nastąpiła zmiana wyniku. To mniej więcej tak jakby na maturze rozwiązać trudne zadanie z matematyki, a następnie ostatnia „trudność” ma polegać na wymnożeniu dwóch czynników typu 8x6. Nie ma w tym ani magii, ani trudności ani tym bardziej procesu uczenia się. To już tylko „mechanika”.

PRAWDA: Refleks szachisty oznacza, że szachiści mają bardzo dobry refleks, lecz niektóre media (zwłaszcza telewizja) nie do końca pokazują realny obraz rzeczywistości. Stąd niektórzy widząc w telewizji zawodnika, który przez kilkadziesiąt minut nie wykonał żadnego ruchu... sądzi, że albo zasnął (nic nie robi) albo jest osobą, która popularnie nazywamy flegmatykiem. Fakty są jednak takie, że bardzo niewielu sportowców ma lepszy refleks od szachistów. Widać to szczególnie, gdy są rozgrywane partie typu „blitz”, gdzie każdy zawodnik ma na całą partię nie więcej niż 5 minut.

W szachach poza nielicznymi wyjątkami nie jest możliwe przewidzenie wszystkiego do końca. Ludzie stale poszukują sposobów, aby „rozgryźć szachy”, ale jak na razie udało się to jedynie dla grupy pozycji, które nie zawierają więcej niż 6 bierek. Jednym z ważniejszych elementów, który przyciąga ludzi do gry w szachy... jest właśnie to, aby sprawdzić się na ile poprawnie jesteśmy w stanie iść poprawną drogą (sprawdza się to po partii za pomocą analizy). Przy czym im bardziej skomplikowana pozycja, tym większa szansa, że pobłądzimy. Dlatego przewidzenie wszystkiego do końca jest jak na razie niedościgłym marzeniem każdego szachisty, naukowca czy też programisty.