wtorek, 11 października 2016

W 1000 dni do poziomu 2000: część 12 - taktyka od dwójki do kandydata: wybór zadań do treningu

Z uwagi na to, że doskonale wiem, iż na wyższym poziomie trzeba umieć taktykę naprawdę dobrze, więc najpierw trzeba nauczyć się ją rozpoznawać znacznie wcześniej jak i rozumieć dużo lepiej. Jako, że taktyka dość często na wyższym poziomie decyduje o wyniku partii... to trzeba być albo tym, który ją widzi z daleka albo tym, który zbiera drzazgi z szachownicy. Ja decyduję się na to, aby być tym graczem, który będzie ją dostrzegał z dalekiego horyzontu.

Być może są gracze (albo czytelnicy), którzy są zainteresowani tym jakie pozycje wybrałem do tego celu. Poniżej zaprezentuję książki, które mają mi pomóc w lepszym widzeniu i liczeniu uderzeń taktycznych oraz matowych kombinacji (książki i materiał o strategii ataku są zaplanowane na inną część treningu). Są nimi następujące książki:

1) Hertan "Klucz do lepszej kalkulacji". Tutaj autor koncentruje się na tym, aby lepiej obliczać krótkie serie taktyczne, ale zwraca szczególną uwagę na to, żeby nie przeoczać "komputerowych ruchów". Są to takie ruchy, które bywają trudne do zauważenia czy rozpoznawania przez człowieka. Dzięki przerobieniu tej książki będą bardziej świadomy pozycji w których ludzkie oko może nie dostrzegać "krzemowego taktycznego dotyku".

2) Chenkin "1000 matowych kombinacji". Jak sam tytuł wskazuje książka opisuje 1000 kombinacji, których zakończeniem jest mat. Miałem przyjemność przeczytać ją dwukrotnie w roku 2003. Tym razem moim zadaniem będzie nie tylko jej przestudiowanie, lecz także rozwiązanie wszystkich zadań w niej zawartych. Dzięki niej będzie możliwe przypomnienie i utrwalenie schematów matowych oraz konieczny dodatkowy wysiłek przy rozwiązywaniu 456 zadań. Uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że są w niej wszystkie najważniejsze schematy (konstrukcje matowe).

3) Nejsztadt "Popraw swoją taktykę szachową". Jak dla mnie to taka mała klasyka. Są w niej opisane wszystkie najważniejsze motywy taktyczne i kombinacyjne. Jeśli jest 736 diagramów (w tym także zadania te w formie do samodzielnego rozwiązania), a książka ma blisko 400 stron, to chyba już widać, że to może być dobre narzędzie do tego, aby poszerzyć zrozumienie taktyki i jednocześnie przećwiczyć je na danych (opisywanych) tematach. Mogę jeszcze wspomnieć, że rozwiązania słowne (!) zajmują blisko połowę książki, a więc autor wcale nie poszedł do linii najmniejszego oporu. Przy okazji książka została wydana po angielsku, więc zaletą jest też to, że nie trzeba będzie się męczyć z językiem rosyjskim.

4) Nejsztadt "Szachowy praktikum" cz.2. Można powiedzieć, że to wcześniejsza rosyjska wersja powyższej książki (jednak znacznie uboższa i mniejsza zarówno objętościowo jak i formatem). Kiedyś miałem okazję odrobinę w niej posiedzieć i wiele zadań mnie wtedy przerastało. Obecnie podejmuję rękawicę, więc będę chciał rozwiązać tak dużo (i poprawnie) jak to tylko możliwe.

5) Suchin "1000 najbardziej znanych kombinacji szachowych". Ta pozycja to akurat świetny rys historyczny ukazujący taktykę mata realizowaną za pomocą kombinacji. Tę książkę traktuje jako deser, gdy inne treści szachowe będą mnie zbyt mocno męczyły. Czasami dobrze jest popatrzeć na szachy z nieco innej perspektywy niż czysto technicznej, prawda? Posiadanie kultury szachowej to wcale nie grzech, lecz raczej powód do dumy.

6) Gallagher "Kombinacje szachowe". W tej pozycji znajdziemy 365 zadań, które zostały podzielone na 5 poziomów trudności. I co niesamowitego w niej to system oceny zadań dzięki któremu można będzie sprawdzić na ile poprawnie jesteśmy w stanie znaleźć "wygrywający wariant". To będzie w pewien sposób taki solidny test ogniowy, który wyraźnie pokaże, iż nastał czas najwyższy, aby w końcu oddzielić chłopców od mężczyzn. I od razu zaznaczę, że interesuje mnie wynik co najmniej 110 punktów (poziom KM), a jeśli dojdę do dowolnego wyższego to będzie znaczyło, że świetnie opanowałem materiał tej książki (jak na amatora). Maksymalny wynik z trzech testów to 150 punktów, który oznacza poziom arcymistrza. Inaczej mówiąc nie muszę się obawiać, że robiąc zadania na maksa... przypadkiem braknie skali dla mnie! (tak, kiedyś tego się obawiałem!)

Oto moja lista 22 wybranych pozycji (wyłącznie zbiory zadań i książki dotyczące taktyki oraz kombinacji), których przerobienie powinno gwarantować przebicie na taktyczny poziom z 1800 na 2200 (tzn. przesiadkę z drugiej kategorii na kandydata na mistrza). W sumie jedynie nieco ponad 16 tysięcy zadań do przerobienia! Czy to naprawdę bardzo dużo czy też jedynie absolutnie niezbędne minimum przyzwoitości?! Jak sądzisz?

Oczywiście już pewnie wiadomo, iż pozostałe książki to zbiory zadań w których nie ma nic poza zadaniami i rozwiązaniami (bez komentarza). W sumie z tego co obliczyłem, to w obu kategoriach (teoria i zadania) jest przynajmniej 16 tysięcy zadań. Czy to bardzo dużo? Trudno mi określić, ponieważ dla mnie naprawdę dużo to 80 czy 100 tysięcy. Niemniej nie chodzi o licytację, lecz raczej o to jaki jest cel oraz sens przerabiania tych pozycji. Ja na moje potrzeby określiłem to w prosty sposób: przeskoczenie w poziomie taktycznym od 1800 do 2200. Pamiętajmy, że to zaledwie 400 punktów, ale już z dużo wyższego poziomu. Stąd właśnie taka ilość zadań, a nie przykładowo 3 czy 5 tysięcy. Pamiętajmy, że kandydat na mistrza to już początek zawodowego poziomu. Mnie zależy na tym, aby mieć właśnie taki level w taktycznych bataliach (w których zbyt często się gubię, zwłaszcza gdy mocniejsi gracze "siądą" na mnie).

Na koniec pojawia się klasyczne pytanie: Jak długo będę chciał rozwiązywać te zadania i przerabiać książki (teorię) z powyższej listy? Wstępnie daję sobie czas do lipca 2020 roku (czyli zaledwie 3 lata i 9 miesięcy). Po tym okresie oczekuję, że będę w stanie widzieć taktyczne uderzenia i kombinacyjne rozwiązania nie tylko dużo szybciej, ale i poprawniej! To właśnie cel mojego treningu taktycznego.

Przyznam się jeszcze na koniec, że w przeciągu ostatnich 15 lat miałem okazję rozwiązać (a raczej "przelecieć") około 10-15% zadań z powyższej listy, więc realnie do rozwiązania zostało mi zaledwie 15 tysięcy zadań. Niemniej zawsze marzyłem o przerobieniu tych mocniejszych łamigłówek, więc teraz nadszedł najwyższy czas, aby w końcu tego dokonać! Tak więc już niebawem wyruszam do boju!

PS. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to będę chciał także przedstawić opis (recenzję) tych książek, więc to może być dodatkowy efekt uboczny przerabiania materiału o taktyce, aby znacznie podnieść poziom tego co się nazywa "taktycznym widzeniem" (a przy okazji także umiejętność poprawnego i efektywnego liczenia wariantów).

EDIT: Do listy przerabianych pozycji dodaję jeszcze dwie pozycje - mam na myśli takie pozycje testowe (zbiory zadań) jak "Podwójne uderzenie" (250) i "Związanie" (300). W sumie zatem wyjdzie 16794 zadań (blisko 17 tysięcy). Zdecydowałem o tym, ponieważ skala trudności tych książeczek jest wystarczająca, aby zaliczyć je w poczet całości podkręcania taktyki: obie pozwalają na to, aby przy ich rozwiązywaniu można było nieźle się spocić. Jak sam autor podaje - poprawne rozwiązanie wszystkich zadań to poziom 2000 (w określonych motywach). To w zupełności wystarcza, aby uznać te zbiory zadań za wartościowe i istotne w realizacji mojego celu.

piątek, 7 października 2016

Taktyka szachowa totalnie odlotowa: właśnie to chciałem wiedzieć (13)

...Kolejnym razem przyjrzymy się zbiorowi zadań, który jest nieoficjalną czwartą częścią serii "Szachowa szkoła taktyki: końcówki". Mam nadzieję, że dzięki rozwiązywaniu zadań z tych zbiorów wiele osób nie tylko polepszy swój szachowy (taktyczny) poziom, ale również doceni jakość pracy trenera Pawła Dobrynieckiego. Moim zdaniem niezbyt często udaje się trafić na tak solidne opracowania dzięki którym możemy szlifować (czy też testować) nasze szachowe mistrzostwo.... - i właśnie nastał czas, aby zrealizować to postanowienie (czy też obietnicę).

Książka szkoła szachów - końcówki, to czwarta część z serii "Szachowej szkoły" wydanych przez mistrza Fide Pawła Dobrynieckiego - dobrze nam znanego ukraińskiego trenera. Tym razem będziemy mieli okazję sprawdzić nasz poziom taktyki, ale w ostatniej części szachowej rozgrywki.

Kto jest ciekawy tego co oferuje nam ta książeczka? Otóż ten zbiór (wydany w roku 2010) zawiera 516 zadań, które zostały zawarte na stu stronach. Do tego dochodzą także rozwiązania, które są w środkowej części, a więc można je łatwo wyjąć. Sprawdźmy jednak na ile dobry jest ten zbiór zadań dotyczący końcówek. Spis treści pokazuje wyraźnie, że to świetny test wszystkich zakończeń szachowych. Znajdziemy w nim podział tematów na: końcówki pionowe (10), skoczkowe (4), gońcowe (4), wieżowe (9) i hetmańskie (7). Dochodzą do tego jeszcze tematy idei w końcówkach, którymi są: remis, łapanie (zamykanie) figur czy też realizacja przewagi (przejście do pionowej końcówki). Dzięki temu wystarczy rzut oka na dany temat, otworzenie zbioru na określonej stronie... i voila! Można więc szybko sprawdzać w których miejscach uczeń ma problemy z końcówkami!


Nauczyciel za jej pomocą testuje naszą umiejętność rozwiązywania łamigłówek, oferując konkurs w którym za zdobycie odpowiedniej ilości punktów otrzymujemy daną kategorię. I tak (według sugestii autora): prawidłowe rozwiązanie 100 zadań to poziom gry, któremu odpowiada: 3 kategoria (ranking 1600), 200 - 2 (1800), 300 - 2+ (1900), 400 - 1 (2000) zaś 500 - normie na kandydata na mistrza (2100). Dzięki temu każdy może oszacować jaką kategorię (poziom) może osiągnąć - w zależności od ilości zdobytych punktów. Do dyspozycji w tej części mamy aż 516 zadań (we wszystkich zaczynają białe), więc czeka nas sporo pracy.

Książeczka jest adresowana do młodych szachistów, trenerów, rodziców, osób prowadzących szachowe kółka (kluby) szachowe jak i do nauczycieli. Zbiór może być wykorzystany w celu przeprowadzenia zajęć treningowych jak i do samodzielnej pracy. Jak we wstępie pisze autor - pozycja zalecana dla szachistów posiadających kategorie. Jak na chwilę obecną to ten zbiór jest zakończeniem serii "Szkoły szachowej". Dodam, że jednej z najlepszej serii testów (zbiorów zadań) z jaką miałem do czynienia.

Przerabianie tej książeczki (rozwiązywanie zadań) wcale nie wymaga znajomości języka obcego (ukraińskiego, rosyjskiego, angielskiego czy niemieckiego - w takich bowiem językach jest podane krótkie wprowadzenie). Na każdej stronie znajdziemy 6 zadań: dodatkowo jest podany nagłówek, który informuje nas o tym do jakiej kategorii należy dana grupa zadań. Jeśli nie chcemy się sugerować tego typu podpowiedziami, wówczas można zakryć nagłówek i rozwiązywać zadania w taki sposób jak w prawdziwej partii - bez jakiejkolwiek podpowiedzi. Dodatkowo w środku książeczki mamy 8 stron rozwiązań, które można spokojnie wyjąć. Dodatkowo ostatnia część rozwiązań jest wydrukowana na przedostatniej stronie, więc można wyciąć ostatnią kartkę, aby nie było u ucznia niepotrzebnej pokusy zaglądania przed samodzielnym znalezieniem rozwiązania.

Teraz na koniec kilka słów dlaczego tak wysoko cenię sobie tę serię zbiorów zadań. Przede wszystkim te zbiory znakomicie pokazują jak można odpowiednio dobrać zadania, aby przekazać maksimum idei w minimalnej ilości bierek. Kolejnym dowodem i powodem dla którego tak bardzo podobają mi się te reszebniki jest ich jakość - obecnie diagramy są wyraźne i przejrzyste, wydrukowane na jasnym papierze i przy zachowaniu bardzo dobrego kontrastu (wersja wydana 10 lat wcześniej była dużo słabsza pod względem wydania). Nie trzeba już wpatrywać się i zgadywać jakie bierki stoją na danym diagramie. Dodatkowy plus to umieszczone w środku rozwiązania (w międzynarodowej notacji jako obrazki figur i pionów) - w razie konieczności można je wyjąć, tak aby nasz uczeń (lub my sami) nie musiał się sztucznie wspomagać (jak kto woli - rozwiązywać bez użycia własnej głowy). Zbiory te są nie tylko stale poddawane testom, ale każde kolejne wydania są poprawiane (ulepszane). Co jeszcze bardzo pozytywnie świadczy o tym zbiorze to recenzenci (testerzy) - czterech mistrzów i sędzia, którzy pomagają w tym, aby zadania były ciekawe i poprawne - czyli dbają o to, aby miały miano najwyższej jakości.

Dla jakiego grona odbiorców (czyli jakiego poziomu zawodników) ten zbiór jest zalecany? Uważam, że najwięcej skorzystają z niego zawodnicy poziomu 1800-2000 (odpowiednio 2 i 1 kategoria). Niemniej w przypadku zawodników, którzy posiadają silną pierwszą kategorię (albo słaby poziom kandydata) - można wykorzystać ten zbiór, aby sprawdzić ich znajomość różnych motywów ukrytych w tym zbiorze (czyli w formie typowo testowej, która ma za zadanie wychwycić dziury i zaległości w wiedzy oraz umiejętnościach taktycznych danego zawodnika czy ucznia).

Końcowa ocena tego zbioru to 10/10. Jest to jedna z nielicznych pozycji, która została świetnie przemyślana (pomysł) jak i zrealizowana (wydanie). Poprzednie wydania były niestety wydawane na średnim poziomie edytorskim, więc czekałem na to, aby w końcu autor poprosił kogoś by zrobił to na najwyższym poziomie. I tym razem się to w pełni udało! Pomysł znakomity, wykonanie rewelacyjne! Naprawdę??! Tak! Okładka, papier, poziom edytorski oraz jakość druku - to już najwyższy poziom. Właśnie w ten sposób wyobrażam sobie idealną książkę szachową czy też zbiór zadań.

Dodam, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat spędziłem wiele godzin podczas rozwiązywania tych łamigłówek. Za każdym razem porażała mnie jakość tych zadań - pozornie proste, a jakże głębokie i różnorodne idee. Przyznam, że początkowo wpadałem w wiele pułapek, a część zadań uznawałem za nierozwiązywalne. Niemniej wyciągniecie wniosków z popełnianych błędów pozwoliło mi zobaczyć realizację przewagi (lub walkę o remis) w fazie końcowej w zupełnie innym świetle. Raz jeszcze podkreślę - te zbiory (cała seria) nie są dobre, one są po prostu rewelacyjne! Tutaj nie ma co szukać "dziury w całym" - to po prostu klasyka!

Mogę jeszcze dodać, że ten zbiór pierwszym razem zakończyłem rozwiązywać 6,5 roku temu (tak, wówczas jeszcze byłem w miarę aktywny i ćwiczyłem nieco szachy). Udało mi się tego dokonać po 10 miesiącach, niemniej warto wziąć pod uwagę, że te łamigłówki rozwiązywałem "z doskoku". Wówczas wersja miała 540 zadań, a mój poziom poprawności to w pełni rozwiązane 460 zadań, zaś pozostałe albo wcale nie ruszone albo tylko rozpoczęte (tj. z adnotacją "do dalszej analizy"). Można zatem uznać, iż przerobiłem ten zbiór w około 85%, a reszta była dla mnie zbyt trudna. Obecna wersja jest skrócona o 24 zadania, ale to praktycznie niemal w żadnym stopniu nie wpływa na ocenę zbioru. Realnie przerobienie tej książki testowej zajmuje około 40-45 godzin (zakładam średnio zużycie nie więcej niż 5 minut na rozwiązanie każdego zadania). Nie warto jednak spieszyć się albo "wisieć" nad zadaniem dłużej niż 15 minut. W tych testach chodzi bowiem o sprawdzenie jak też  znalezienie miejsc, które są słabościami danego zawodnika (ucznia). W ten sposób bez problemu można przygotować lekcje związane z konkretnymi przykładami, tak aby szachista był w stanie jak najszybciej usunąć swoje słabości w tym obszarze szachowej wiedzy.

Być może ktoś chciałby zapytać jaki skutek przyniosło rozwiązywanie tych zadań z tego rewelacyjnego zbioru. Proszę bardzo. Po pierwsze od razu miałem gotowy profil tego na jakim poziomie są moje podstawowe końcówki. Następnym plusem było to, że wszystkie nierozwiązane zadania (lub te z dopiskiem "do analizy") pokazały mi jakiego typu końcówki muszę przerobić. Poza tym jeszcze troszkę końcówek przerabiałem z legendarnej serii Sławina (głównie były to podobnego typu zakończenia), więc na pewno mam w głowie pewien solidny zarys podstaw końcówek. Niemal za każdym razem mocno się dziwię, gdy dość dobrzy zawodnicy na FICS (zwłaszcza ci z rankingiem w przedziale od 1700 do 2000) stale mi powtarzają, że naprawdę dobrze rozgrywam końcówki. Ja się nieco śmieję, że "wśród ślepców jednooki jest królem", ale z pewnością kilka ligowych partii miałem na tyle dobrze rozegranych, iż widać było wyraźnie, że mam orientację co do ostatniej fazy gry. Tym razem zamierzam rozwiązać zadania z tego zbioru (wersji o której napisałem czyli najnowszej) na poziomie 95-100%.

Tak na marginesie przyznam, iż nie wyobrażam sobie zawodnika poziomu pierwszej kategorii, który nie byłby w stanie biegle poruszać się w tego typu podstawowych końcówkach, które absolutnie obowiązują każdego silnego amatora. Dlatego właśnie jestem bardzo wdzięczny Pawłowi Dobrynieckiemu za to, że dzięki niemu mam szansę na to, aby mieć do dyspozycji świetne narzędzie testowe dotyczące końcówek. Wierzę, że każdy dobry szkoleniowiec czy też poważny zawodnik również będzie miał wiele radości z tego, że nie musi samodzielnie opracowywać takich pozycji testowych (treningowych).

Następne dwa artykuły w tej serii będą poświęcone kolejnym opracowaniom Pawła Dobrynieckiego. Mam na myśli takie pozycje testowe (zbiory zadań) jak "Podwójne uderzenie" (250) i "Związanie" (300). Pomimo ogromu pracy i obowiązków postaram się, aby obie recenzje (jak kto woli - poszerzone opisy) ukazały się jeszcze przed końcem miesiąca. Uważam bowiem, że warto dzielić się ważnymi informacjami na temat dobrych pozycji z innymi amatorami* i pasjonatami królewskiej gry, gdyż zdecydowanie brakuje opisów właśnie tego typu pozycji (przynajmniej według mojej oceny i rozeznania, które ostatnio przeprowadziłem)

EDIT: * jeśli na bloga zaglądają nie tylko amatorzy, ale także mistrzowie (bywają też i arcymistrzowie!), trenerzy oraz instruktorzy i wszyscy z  nich korzystają z tego skromnego amatorskiego źródła... to dla mnie jest istotne potwierdzenie (a zarazem wyróżnienie). Daje to bowiem nadzieję ku temu, iż prowadzenie bloga jest potrzebne i celowe (każdy kto prowadzi swoją stronę lub bloga zdaje sobie sprawę ile wymaga to wysiłku). Cieszy mnie to bardzo i jest mi zarazem miło, że również zawodowi szachiści zajmujący się procesem szkolenia... chętnie zaglądają i korzystają z treści, do których według mnie wszyscy powinni mieć bezpłatny i nieograniczony dostęp (a trenerzy i instruktorzy mogą zawsze mieć pod ręką niezbędną wiedzę, którą później mogą się podzielić ze swoimi podopiecznymi). To tyle tytułem krótkiego wyjaśnienia. Dziękuję!

czwartek, 6 października 2016

Pomyśl zanim uwierzysz – co nieco o mitach, stereotypach i dziwnych szachowych cudach (8)

Poniżej zaprezentuję kolejny przykład z wielu nieprawdziwych twierdzeń z dziedziny szachów. Sami oceńcie na ile są one wam znane i czy znacie ich obalenie:

MIT 11: Wymienianie wszystkich figur i pionków to najłatwiejszy i najpewniejszy sposób na remis z silniejszym zawodnikiem.

Ten mit akurat jest doświadczany przez zawodników, którzy już poznali dość dobrze podstawy gry. Głównie chodzi o zawodników poziomu 2 kategorii, którzy żyją tym przekonaniem. Za chwilę przekonamy się czemu jest to jedynie iluzja.

Zanim przejdziemy do wyjaśnienia istoty wątku zastanówmy się jak przebiega walka między słabszym i silniejszym zawodnikiem. Najczęściej silniejszy zawodnik posiada większą wiedzę bądź też doświadczenie, stąd słabszy zawodnik musi bardzo mocno się pocić, aby tak pokierować partią, żeby ten silniejszy nie był w stanie się odnaleźć.

Główna idea, która przyświeca zawodnikowi słabszemu tkwi w tym, że amator opiera swoje fałszywe przekonanie na pewnych elementach. Są nimi takie stwierdzenia jak:

1. Jeśli nie będzie odpowiedniego materiału do mata, wówczas przewaga (strata) materialna nie ma już znaczenia. Przykładem niechaj będzie pozycja typu K+B czy K+N przeciwko samotnemu królowi. Nieco bardziej drastyczny przykład to K+B+p bandowy przeciwko K przy czym goniec nie kontroluje pola przemiany, zaś król strony słabszej jest w kwadracie piona i nie można go z niego wygonić. A największe spustoszenie sieje przykład K+2N przeciwko K. Dlaczego? Otóż dlatego, że tutaj przewaga aż dwóch lekkich figur nie wystarcza do tego, aby wymusić mata (generalnie mat jest możliwy, ale tylko i wyłącznie przy współpracy strony słabszej). Stąd prosty wniosek: skoro tak duża przewaga materialna gwarantuje remis, to równie dobrze nie będzie problemu z jego uzyskaniem przeciwko silniejszemu graczowi.

2. Wymiana figur nie prowadzi do polepszenia pozycji przeciwnika, lecz jedynie do redukcji materiału pozostałego na szachownicy. I chodzi tutaj o tak zwaną równą (lub równorzędną) wymianę, gdzie wymieniamy skoczka za gońca albo inne bierki tej samej wartości. Tak więc możemy (ba! nawet powinniśmy) wymieniać możliwie dużo i szybko (jak popadnie), bo wówczas przeciwnik nie będzie posiadał wystarczającego materiału do mata.

3. Jeśli szybko wymienię figury to przeciwnik już nie będzie w stanie mnie zamatować w grze środkowej. Skoro atak 4 czy 5 figur na pozycję króla jest niemal zawsze skuteczny (zwykle końcowy finał to mat albo duże straty materialne), więc jeśli wymienię 2 czy 3 figury to możliwości ataku matowego znikają do niemal zera. W ten oto sposób pozbędę się ataku matowego a przy okazji także redukcja materiału spowoduje, że w końcu bez problemu sobie poradzę z utrzymaniem (lub uzyskaniem) remisu.

4. Wymiana figur prowadzi do tego, że możliwości popełnienia prostego błędu (tzw. podstawki) znowu spadają praktycznie do zera. Pilnowanie 7 czy 8 figur może być bardzo trudne, ale jeśli będę miał jedynie 2 albo 3, wówczas nawet dziecko sobie z tym poradzi, prawda? Tym oto sposobem mamy wilka sytego i owcę całą: przeciwnik nie będzie miał wystarczającej amunicji, aby mnie pokonać a ja będę mieć święty spokój ze stałym monitorowaniem moich figur. Jeśli nie masz figur na szachownicy, to nie musisz już się nimi zajmować! Czy może być coś lepszego?


A teraz zobaczymy dlaczego powyższe punkty w końcowym rozrachunku nie będą dawały nam szans na to, aby rzeczywiście bez problemu remisować z silniejszymi zawodnikami.

1. Jeśli nie będzie wystarczającego materiału do mata, to tutaj nawet mistrz świata nic na to nie poradzi. Jednak jest jeden drobny problem. Do tego, aby doszło do takiej pozycji... to silniejszy zawodnik musi nam na to pozwolić. On jednak będzie stawał na głowie, aby nie dopuszczać do takiej redukcji materiału, która nie daje mu szansy na zwycięstwo. Innymi słowy: będzie poszukiwał wszelkich (!) dróg, które dają mu szanse na wygraną i przeciwnikowi na popełnienie błędu. I nie ma tutaj znaczenia czy gra będzie wymagała wykonania 100 czy 200 posunięć i czy będzie trwała 3 czy 5 godzin. W przypadku zawodników profesjonalnych nie ma taryfy ulgowej: tutaj się liczy wygrana, a remis jest niejako wypadkiem przy pracy. Zdarza się on jedynie wtedy, gdy w danej partii nie udało się przeciwnika oszukać na desce, więc naturalnym wynikiem jest pokojowe zakończenie. Niemniej to wymaga naprawdę dużego wysiłku a nie podejścia typu "powymieniamy trochę i nie będziesz mnie miał czym zamatować". Gdyby tak było to gra w szachy już setki lat temu by odeszła do lamusa. Musi być w niej coś co powoduje, że nie wszyscy są w stanie być w niej mistrzami, a ci którzy z boku patrzą na szachistów - w końcu zachwycają się czymś więcej niż tylko obserwowaniem jak dwaj zawodnicy przesuwają kawałki drewna, prawda?

2. Amator myśli, że wymiana figur nie prowadzi do polepszenia pozycji przeciwnika, lecz jedynie do redukcji materiału pozostałego na szachownicy. A jaka jest prawda? Zawsze jest nią druga część, bo nie sposób podważyć tego, że po wymianie skoczków na szachownicy nagle coś przybyło. Zobaczmy zatem na początek stwierdzenia. Czy rzeczywiście wymiana nie wiąże się z polepszeniem pozycji przeciwnika? To zależy od konkretnej pozycji. Są dwie możliwości: jeśli konkretna wymiana spowodowała w naszej pozycji brak harmonii i/lub wypełniania konkretnych funkcji (zadań), wówczas ta wymiana ma wpływ na pozycję. Inaczej mówiąc, przy nieuzasadnionej wymianie 'przypadkowo' straciliśmy jeszcze piona (tak jakby nam spadł z szachownicy i żadna ze stron by tego nie zauważyła). W teorii mówi się o tym jako o strategicznym (lub pozycyjnym) błędzie. I w każdym wypadku stawia się po takim ruchu znak zapytania, a ten jest równorzędny z popełnieniem błędu! Wyjątkiem będzie sytuacja, gdzie wymiana figur nie prowadzi do polepszenia pozycji przeciwnika... niemniej musi to być związane z tym, że kontrolujemy istotne punkty na szachownicy i jesteśmy w stanie albo zapobiec realizacji planu albo mamy odpowiednią rekompensatę w postaci kontrataku, który gwarantuje nam (co najmniej) remis. Teoria mówi o tym, że wymiana jest uzasadniona jedynie w dwóch przypadkach. Pierwszy z nich to sytuacja w której bez dokonania wymiany natychmiast sypie nam się pozycja, natomiast drugi dotyczy sytuacji w której dzięki wymianie wygrywamy forsownie materiał (bądź zdobywamy wystarczającą przewagę pozycyjną). W każdym innym przypadku wymiana jest strategicznym błędem. I nie ma znaczenia czy chodzi o wymianę figury czy chociażby piona. Jednym z najprostszych sposobów zapamiętania tej reguły jest: "To take is a mistake", co oznacza "ślepe wymienianie jest błędem" (czy też inaczej: "gdy bezcelowo wymieniasz to popełniasz strategiczny błąd").

3. Kolejne obalenie przekonania o tym, że zmniejszenie ilości figur to brak kłopotów ze stałą obroną przed matem w grze środkowej... ma pewien sens. Otóż najczęściej jest to prawda, że mata w grze środkowej zwykle już nie dostaniemy. Jedyny problem polega na tym, że bezcelowymi (nieuzasadnionymi) wymianami sprawimy, że przeciwnik uzyska wygraną strategicznie pozycję. I wówczas powstaje pytanie czy naprawdę to taka dobra wiadomość, iż nie dostaniemy mata do 30 ruchu, skoro nie dalej niż w ruchu 50 trzeba będzie poddać partię? Gdybyśmy analizowali wyłącznie partie grane tempem superszybkim (tzw. bullet chess) to miałoby to nieco sensu. Jednak w partiach klasycznych czy szybkich - spokojnie wystarczy kilka minut (a niekiedy nawet i kilkadziesiąt sekund jeśli pozycja jest wyjątkowo prosta), aby zrealizować odpowiednio dużą przewagę pozycyjną. Tutaj nie ma wiele pola do dyskusji, bo dobry gracz (poziom 1 kategorii i wyżej) bez problemu powinien już umieć realizować dużą przewagę pozycyjną (zwłaszcza przeciwko słabszym przeciwnikom).

4. I ostatni z mitów, którym karmią się amatorzy, będąc święcie przekonanymi, że idą właściwą drogą. Chodzi o to, że rzeczywiście pilnowanie 7 czy 8 figur może być bardzo trudne, ale jeśli wymienię poprzednie w taki sposób, że przeciwnik dostanie bardzo dużą przewagę pozycyjną, to wówczas co mi z tego, że będę miał jedynie 2 albo 3 figury do monitorowania... skoro nawet dziecko poradzi sobie z tym, aby zrealizować (wystarczającą) przewagę? Czy na pewno o to chodzi? A pamiętajmy o tym, że silniejszy przeciwnik ma umieć w taki sposób ustawiać pozycje na szachownicy, aby KAŻDA nieuzasadniona wymiana przynosiła stratę stronie dokonującej tej operacji. O ile w przypadku błędów taktycznych strata jest widoczna gołym okiem, to w przypadku błędów pozycyjnych okaże się, że albo nie da się zatrzymać ataku przeciwnika albo nie mamy możliwości rozwoju własnej gry i to tylko kwestia czasu w ilu ruchach przeciwnik dobierze się do naszej pozycji i zrobi z niej jesień średniowiecza.

PRAWDA: Kto bezcelowo wymienia, ten po prostu traci. Problematyka wymiany jest ściśle związana z funkcjami jakie mają dane figury czy piony, a także z celem tego działania. Jest to podobne do zasady związanej z roszadą. Na wyższym poziomie brzmi ona: "zrób roszadę gdy musisz, a nie gdy możesz". Jeśli zastosujemy tę samą zasadę do wymiany ("wymieniaj materiał tylko wtedy, gdy musisz, a nie gdy możesz"), wówczas może się okazać, że nasi przeciwnicy zaczną mieć "nagle" większe trudności, aby z takim samym wysiłkiem remisować z nami partie. Najbardziej drastycznym i jednocześnie jaskrawym przykładem wymiany jest rozgrywanie gambitu. W tym wypadku mamy do czynienia z tym, iż przeciwnik celowo nie odbija materiału, aby szybciej rozwinąć figury i stworzyć zagrożenie w obozie przeciwnika. Taka gra jest najczęściej dużo trudniejsza od zwykłej wybijanki (w której przeciwnicy zamiast tworzyć skomplikowane pozycje w których każdy ma duże szanse na popełnienie błędu... po prostu biją co popadnie). Zbyt proste pozycje (i warianty debiutowe w których jest zbyt dużo wymian) nie są grywane przez zawodników na wyższym poziomie. Powód jest prosty - nie będzie wówczas realnych szans na to, aby tworzyć pozycje w których przeciwnik będzie w stanie pobłądzić.

Na koniec dodam, że ten pomysł jest dużo trudniejszy do zrozumienia stąd dopiero zawodnicy na poziomie 2 kategorii zaczynają mieć z nim do czynienia. Zwykle komentarz zawodnika po partii jest taki: "chciałem wszystko wymienić, ale okazało się, że jakimś cudem wygrał partię" czy też "po wymianie kilku bierek (pionów) nagle nie było możliwości obrony". To błędne przekonanie może mieć jednak różne przyczyny. Może brać się stąd, że ktoś nie chce lub nie lubi grywać pozycji, które są dynamiczne czy taktyczne albo też stąd, że ktoś wierzy, że "jeśli szybko i dużo wymienię, to nie będzie miał mnie czym zamatować". Oba podejścia prowadzą do zahamowaniu rozwoju szachowego. Miałem ostatnio okazję spotkać się z drugą stroną medalu, gdy zawodnik poziomu 2150-2200 za wszelką cenę unikał wymian! I to nawet wtedy, gdy wystarczyło dokonać 1 czy 2 wybić (wymian), aby powstawała pozycja, gdzie nagle widać dużą przewagę pozycyjną. Niemniej to także błąd opisany wyżej: w tym przypadku jest nim brak realizowania wymiany, gdy daje ona (widoczną) przewagę. Najczęściej jednak słabsi zawodnicy za bardzo się skupiają na wymianach, bo utrzymywanie napięcia jest naprawdę trudne. Wymaga bowiem zrozumienia pozycji, a czasami robienia "cichych" ruchów, które nic nie zmieniają w pozycji.

Błędne przekonania dotyczące istoty gry w szachy są często widoczne w grze słabszych graczy, ale także nieco bardziej zaawansowani chorują na tę przypadłość. Przy silniejszym przeciwniku taka strategia nie będzie miała szans powodzenia. Warto o tym pamiętać i przemyśleć temat, tak aby nie musieć robić sobie wyrzutów sumienia, że kilka czy kilkanaście lat straciliśmy na popełnianie tego samego błędu, którego nikt nam wcześniej nie uświadomił.

Myślę, że warto tę regułę skonsultować z instruktorem czy trenerem szachowym, aby nam wyjaśnił jego istotę i pokazał na kilku przykładach dlaczego zasada "kto (bezmyślnie) wymienia, ten traci" musi być brana pod uwagę na nieco wyższym szczeblu szachowego wtajemniczenia. Przypomnę, że celem tego artykułu jest jedynie zasygnalizowanie problemu (tematu), więc resztą trzeba się samemu zaopiekować.

sobota, 1 października 2016

Legendarna seria Józefa Sławina - podręczniki do treningu - od amatora do (arcy)mistrza (7)

Uczebnik zadacznik szachmat - czyli po polsku "Podręcznik i zbiór zadań", to właśnie nazwa serii kilkunastu znakomitych książek, które składają się na program szkolenia Józefa Sławina. Ostatnio był opisywany tom piąty, a więc kolej na recenzję części szóstej. Co w nim znajdziemy? Za chwilę się przekonamy o tym co piszczy w niniejszym woluminie. A z pewnością jest o czym napisać - oj, tak!

Przednia i tylna okładka fantastycznej serii książek. Józef Sławin: Podręcznik i zbiór zadań (tom 6)

Na początek warto wspomnieć, że tom szósty zawiera część teoretyczną z dodatkowymi ćwiczeniami (zadaniami), które pozwalają sprawdzić i utrwalić materiał. A co zostało w nim zawarte? Otóż są zagadnienia dotyczące debiutów, strategii gry środkowej oraz gry końcowej. I jak pisze autor: "przedstawiono wystarczającą ilość przykładów szkoleniowych, które wyjaśniają istotę tematów".

Autor rozpoczyna od metodyki szachowego treningu. Pisze o analizie (omawianiu) partii i pozycji szkoleniowych, analizie rozegranych partii jak też o ciekawych formach nauki w postaci różnych odmian gier (na bazie szachów). Tej części Sławin poświęca tylko 10 stron. To jednak tylko pewne ukierunkowanie dla trenera czy instruktora. Przykładowo jeśli chodzi o analizę partii to wymienia 5 elementów na których trener powinien skupiać uwagę. Wymieniam je tylko po to, aby mieć niewielki wgląd w to jakimi tematami dzieli się z nami autor. Są nimi: 1) Szybkie ruchy, które prowadzą do grubych błędów, które zupełnie nie odzwierciedlające kwalifikacji (umiejętności i poziomu) szachisty. 2) Niezrozumienie idei rozgrywanego debiutu. Schematyczna gra w początkowej fazie partii i brak związku (połączenia) z grą środkową. 3) Niewystarczające zrozumienie głównych zasad gry końcowej. Słaba technika w końcówce. 4) Słabości w kombinacyjnym widzeniu. Błędy i przeoczenia przy liczeniu wariantów. 5) Słaba (niepewna) technika realizacji materialnej i pozycyjnej przewagi. Jak zatem widzimy ten tom będzie poświęcony zagadnieniom, które najbardziej sprawiają problemy graczom poziomu drugiej kategorii.

Całość pracy to 284 strony - tym razem dostajemy aż 6 rozdziałów. Pierwszy z nich to opis technicznych przykładów gry w końcówce pionowej. Tak jak wspomina Sławin te zagadnienia są dla uczniów (szachistów) na średnim poziomie nauki zatem traktujmy to jako absolutne podstawy. W tej części autor porusza takie tematy jak: oddalony wolny pion, broniony wolny pion oraz pionowy przełom. Te zagadnienia trzeba nie tylko mieć w małym palcu, ale i rozpoznawać z daleka. Widać gołym okiem, że właśnie od tego tomu zaczyna się praca a kończy się zabawa. Tak, poziom drugiej kategorii to zawodnik, który potrafi ogrywać graczy kawiarnianych. Zatem musi mieć tajemną wiedzę, której nie mają inni grajkowie.

Co natomiast odnajdziemy w rozdziale drugim? Jest w nim teoria debiutowa oraz typowe ataki w której nasz trener mówi o podstawach współczesnej teorii debiutów. Wybrał do tego partię szkocką i gambit szkocki, potem omówił partię włoską, a dalej to już typowe ataki w różnych debiutach. Tutaj drobna uwaga: ten zakres materiału wyciska niezłe soki z graczy, którzy podobnie jak ja - wolą omijać debiut szerokim łukiem. Niemniej bez przerobienia tego rozdziału będzie duży problem ze zrozumieniem istoty walki w debiucie. Na szczęście na samym mechanicznym zapamiętywaniu (i odtwarzaniu) wariantów debiutowych nie da się w szachach daleko zajść.

Część trzecia to już zasady szachowej strategii. Jak dla mnie to klasyka w najlepszym wydaniu. O czym mowa? Przede wszystkim o celowym rozwoju i aktywności figur oraz walce o centrum - na tym bowiem polega bitwa w debiucie. Natomiast w przypadku gry środkowej autor skutecznie przekonuje nas, że przewagą jest lepsze rozmieszczenie pionów. Niby wydaje się, że to niewiele, ale zapewniam, że te zagadnienia będą kontynuowane w kolejnych tomach. Dodatkowo pamiętajmy, że nasz trener musi także zmieścić się ze swoim całym przekazem... na zaledwie 300 stronach!

A kogo interesuje to czym jest strategia ataku? Właśnie o tym dowiemy się w czwartej części: o ataku na króla w centrum czy też o ataku przy jednostronnych i różnostronnych roszadach. Przy okazji poczytamy również o ataku na skrzydle hetmańskim. I to wszystko na bazie partii mistrzowskich (a dokładniej: mistrzowskich i arcymistrzowskich) według zasad stworzonych i opisanych przez takich szachowych gigantów jak Lasker czy Steinitz. Czy trzeba czegoś więcej? Po co nosić wodę do studni?!

Pozostają jeszcze dwie części. Przedostatnia kontynuuje tematykę podstaw teorii debiutowej i typowych ataków. Tym razem zobaczymy to na przykładzie obrony dwóch skoczków, którą autor dość dokładnie prezentuje i stale sprawdza naszą wiedzę poprzez zadania do rozwiązywania. No dobrze: a na jakich debiutach nasz szachowy pedagog testuje typowe ataki? Akurat na warsztat poszły tym razem partia hiszpańska i gambit hetmański - odpowiednio po 9 i 6 przykładów. Wydaje się niewiele, ale gdy jesteś co chwila zasypywany pytaniami typu: co było lepsze, dlaczego to jest błędem... wówczas zdajesz sobie sprawę, że musisz dużo i intensywnie myśleć, by być w stanie odpowiadać na takie pytania.

Ostatnia część poświęcona jest podstawowym zasadom gry w końcówce. Centralizacja i aktywność króla, wzrost roli wolnych pionów, współdziałanie i aktywizacja figur oraz pionów: nie każdy o tym wie, prawda? Zostały oczywiście pokazane pozycje z gry końcowej w których trzeba nie tylko znaleźć pierwszy ruch, ale także odnaleźć (opisać) i zrealizować plan. Z kolei przykłady są tak różnorodne i ciekawe, że każdy kto uwielbia grę środkową... musi zacząć od tego rozdziału! Wielu graczy posiadających drugą kategorię z pewnością mogłoby cienko piszczeć w tego typu testach (pozycjach). Osobiście miałem to szczęście, że kilka razy poprawiałem autora... Inaczej mówiąc  znalazłem kilka wzmocnień, błędów czy też pobocznych rozwiązań. Rzecz jasna, w wielu przypadkach nie miałem zupełnie pojęcia jak się dobrać do danej pozycji... niemniej Józef Sławin stale mnie wspierał, gdy upadałem na szachową podłogę w geście bezradności.

No i na koniec pochwalę tego szachowego mistrza, pedagoga i pisarza, który mnie stale nie tylko zaskakuje... ale i jednocześnie zachwyca. Mianowicie w przykładach w których autor pokazuje i omawia wieżówki uderzyła mnie przede wszystkim prostota i jasność komentarzy (wyjaśnień), a w przypadku graczy - spójność i logika gry oraz dokładność ruchów. Nie ukrywam, że te komentarze Sławina... to miód na moje serce. Jak bardzo są dobre? Otóż są tak znakomite, że tylko w kilku miejscach musiałem samodzielnie domyśleć się jaki jest sens i cel danego ruchu czy też sprawdzić dodatkowy wariant. Ważne jest to, że takie podejście i wykonana praca jednak nie poszły na marne.

Czytelnik zapewne oczekuje odpowiedzi na pytanie: a czy ja mając trójkę mam przerabiać tę książkę czy jeszcze za wcześnie? Moim zdaniem do efektywnego przerabiania tego tomu konieczny (czy też raczej zalecany) jest poziom drugiej kategorii (wyjątkowo - bardzo silna trzecia kategoria), a więc siła gry w przedziale 1750-1850. W innym wypadku może dojść do sytuacji w której uczeń się szybko zniechęci lub też nie będzie rozumiał w czym tkwi sens tego co czyta.

Jak długo zajęło mi przerobienie tej pozycji? O ile poprzedni tom zajął mi około 25-30 godzin, to ten był przysłowiowym wrzodem na tyłku. I znowu szybkość (i efektywność) przerabiania tego tomu zależy od stopnia zaawansowania (umiejętności i wiedzy) danego szachisty. Jako, że u mnie debiuty praktycznie nie istnieją i do tego bardzo ich unikałem przez ostatnie 18 lat gry w szachy, więc dlatego musiałem wielokrotnie podchodzić do tej książki, aby w końcu ją zakończyć. Szacuję, że przyzwoite przerobienie tego tomu przez zawodnika posiadającego średni poziom drugiej kategorii, to mniej więcej przedział 60-80 godzin (podejrzewam, iż mnie zajęło około 70 godzin przy kilkunastu podejściach, które w końcu dały oczekiwany rezultat!).

Inaczej mówiąc: cały miesiąc (a może nawet i dwa!) solidnej pracy, tak aby po przestudiowaniu tego tomu być w stanie więcej widzieć i rozumieć na szachownicy. To z kolei powinno przełożyć się na lepsze wyniki w szachowych bitwach. Jak bardzo lepsze? Tego nie wiem, ale poniższy obraz może pokazać skutki tego co się u mnie stało po przerobieniu tego tomu.

UWAGA! Czytanie (przerabianie) znakomitych tomów Józefa Sławina MOŻE BYĆ BARDZO NIEBEZPIECZNE dla twojego poziomu szachowego... dlatego dużo lepiej jest trzymać się od tej serii z daleka (na szczęście jest ona napisana po rosyjsku, więc nie trzeba szukać dodatkowych wymówek, aby jej nie przerabiać... uff!).

Dodam jeszcze na sam koniec, że ten tom zasługuje na piątkę (5/6). Ocena nieco niższa z uwagi na to, że obecna teoria debiutowa mogła nieco zmienić ocenę niektórych wariantów debiutowych (zatem niewielki zakres wiedzy debiutowej może być niezbyt dokładny czy też niepoprawny). Do tego udało mi się znaleźć kilkanaście drobnych błędów (przede wszystkim wzmocnienia i uzupełnienia wariantów) dlatego tym razem ocena nie może być wyższa niż 5 (w skali od 1 do 6).

wtorek, 27 września 2016

Legendarna seria Józefa Sławina - podręczniki do treningu - od amatora do (arcy)mistrza (6)

Część piąta to kolejna publikacja (tak, to już tom piąty) klasycznej serii. Rozpoczyna ona drugi cykl kompleksowego programu szkolenia. Warto zatem przyjrzeć się jej zwartości i udzielić odpowiedzi na pytanie: co w niej znajdziemy?

Przednia i tylna okładka fantastycznej serii książek. Józef Sławin: Podręcznik i zbiór zadań (tom 5)

Przede wszystkim warto pamiętać, iż jest to nieparzysty tom, więc jest nim zbiór zadań. Akurat w tym woluminie jest jeszcze krótkie omówienie dodatkowych motywów taktycznych - o czym za chwilę. Mamy w sumie nieco ponad 1150 zadań ze wszystkich tematów taktyki, zaś szachowa praktyka to trzy cykle (w skali trudności A, B i C: po 252 pozycje na każdym etapie), a więc 756 zadań do rozwiązania.

W ramach teoretycznego omówienia sześciu motywów/tematów taktycznych mamy 93 przykłady. A jakie to tematy? Otóż są nimi: zniszczenie obrońcy (13), blokada pola (12), przesłona (16) oraz 20 przykładów z tematu zwolnienie i zajęcia pola lub linii. Po to, aby mieć także pojęcie o tym na czym polega rozbicie osłony króla jak też czym są remisowe kombinacje... autor przemycił jeszcze serię przykładów (odpowiednio po 20 i 12). Do tego obowiązkowa praktyka (jak kto woli - rozgrzewka), a więc 324 zadania (po omawianych motywach taktycznych).

Gdyby ktoś chciał dokładnie policzyć, to wychodzi nieco więcej niż 1150 zadań, gdyż 324 + 93 + 756 (3*252) daje razem 1173 zadania. Tak czy inaczej Józef Sławin nie oszczędza nas w tym, abyśmy szli trudną, lecz pewną drogą do mistrzostwa. Ktoś zapyta dlaczego? Odpowiem krótko: to znak firmowy tego znakomitego trenera i pedagoga - wymaga dużo, ale jednocześnie gwarantuje solidną wiedzę (w praktyce oznacza to podnoszenie poziomu umiejętności). Natomiast, gdy ktoś poważnie będzie traktował przerabianie (studiowanie) jego pozycji, wówczas ma gwarancję sukcesu. Coś za coś.

Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza część omawia taktyczne przykłady i typowe kombinacje natomiast druga to już praktyka szachowa, czyli test związany ze stopniem przyswojenia przez nas teorii. Ktoś może się nieco zdziwić i zapytać: "a dlaczego autor zaprezentował jedyne sześć motywów?". Odpowiedź jest oczywista: otóż dlatego, iż pozostałe cztery motywy przemycił w poprzedniej części (związanie, odciagnięcie, podwójne uderzenie i odkryty atak). W sumie zatem w 4 i 5 tomie omówił 10 motywów. Oczywiście nadal nie są to wszystkie obecnie znane, ale z całą pewnością można je określić jako najważniejsze i najczęściej spotykane w szachowych bitwach.

Tom piąty ma zaledwie 286 stron (z tego część pierwsza niecałe 120). I nie jest to żart, gdyż biorąc pod uwagę format książki (podobny do zeszytów w jakich piszą uczniowie w szkole) i to jak wiele wiedzy oraz zadań zostało przekazane... to naprawdę widać, że autor musiał nieźle pogłówkować, aby się z tym wyrobić. Na każdej stronie mamy po 6 diagramów i wszystkie z nich są dość czytelne. Jedyne co wygląda dla mnie nieco mało elegancko to wygląd bierek na diagramach - z pewnością przy dzisiejszych możliwościach można byłoby je poprawić na znacznie ładniejsze.

Oczywiście tak jak w poprzednich tomach autor daje podpowiedzi jak też (końcowe) rozwiązania. Warto podkreślić, że rozwiązania i komentarze do zadań są wystarczające. W nielicznych wypadkach poszerzyłbym niektóre z nich, ale to jedynie pewna kosmetyka. Natomiast co do błędów i/lub wzmocnień to sprawa jest dość jasna: tutaj jedynie w około 3-5% przypadków mogłoby być bardziej dopieszczone. Reszta jest tak dobra, że naprawdę nie sposób się do czegoś przyczepić.

I na koniec klasyczne pytanie: dla kogo przeznaczona jest ta książka?. Moim zdaniem zdecydowanie najwięcej skorzystają z tego tomu osoby, które rozumieją szachy na poziomie 3 kategorii lub bardzo słabej dwójki (1650-1750). Pomimo, że motywy same w sobie nie są trudne, to jednak dobrze jest mieć już nieco praktyki i przy okazji dużo wytrwałości w rozwiązywaniu zadań. Inaczej mówiąc: tę książkę (w znaczeniu zrozumienia jej zawartości) trzeba wchłonąć, aby potem bez problemów radzić sobie z kolejnymi tomami.

Ile czasu trzeba poświęcić, aby "łyknąć" tę książkę? Mnie zajęło to około 25-30 godzin, więc spokojnie wystarczy 2 lub 3 tygodnie solidnej pracy. Czy jednak jest to łatwa praca? To już zależy od tego jaki poziom taktycznego oka posiada zawodnik. Są tacy, którzy w mig potrafią odnaleźć strzały szachowe na desce, ale bywają również zawodnicy, którzy najpierw muszą się "wgryźć w deskę", aby zobaczyć niewidzialne dla innych połączenia.

Faktem jest, że ten tom (zbiór zadań) przerobiłem dość dawno temu (sierpień 2010: wówczas posiadałem słabą dwójkę), ale dobrze pamiętam momenty w których nad około 10% zadań musiałem się mocno nagłowić. Jednak dzięki takim ćwiczeniom powstała (a dokładniej powstaje) moja umiejętność dostrzegania 2-3 ruchowych taktycznych strzałów w ciągu kilku (czasami kilkunastu) sekund. Takie uderzenia trzeba po prostu widzieć bez zbytniego wysiłku. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, iż bez umiejętności skutecznego (a co za tym idzie szybkiego!) rozpoznawania taktyki nie da rady skutecznie (efektywnie) wspinać się po szachowej drabinie postępu. Ja w ciągu 10 lat przerobiłem kilkanaście tysięcy zadań (taktyka i kombinacje), więc obecnie moje taktyczne oko znacznie szybciej wychwytuje "czerwone punkty" na szachownicy. Temu właśnie służy ten zbiór zadań.

Jaką końcową ocenę wystawiam temu tomowi? (zbiorowi zadań). Jest to ocena 5/5+ (w skali od 1 do 6). Jedyne co bym poprawił to jakość (estetykę) diagramów oraz odrobinę część teoretyczną (zwłaszcza nieco szersze komentarze i we wszystkich tematach/motywach zbliżona ilość omawianych przykładów). Do tego jeszcze wydanie w języku angielskim na dobrym papierze (twarda okładka już jest)... i mamy kolejne cudo rodem z Quality Chess (najlepszego wydawnictwa szachowego na świecie). Wówczas z czystym sumieniem mógłbym za ten tom wystawić jedyną sensowną ocenę - czyli 6/6! (czytaj: sześć silnia - 1*2*3*4*5*6).

PS. Składamy serdeczne podziękowania dla Roberta Korpalskiego za ciepłe słowa (i podzielenie się swoimi pozytywnym wrażeniami oraz adresem) na temat tego amatorskiego bloga (w zasadzie to nie blog tylko dziennik/notatnik, ale słowo "blog" brzmi znaczniej bardziej dźwięcznie i elegancko). Być może dzięki temu działaniu kilka osób więcej będzie mogło mieć dostęp do treści, które są dostępne na tym dzienniku pokładowym. Być może ich zaciekawią a nawet niektóre z nich zadziwią, zaszokują czy wręcz zainspirują! Któż to wie?! :) Podpisano - dumni Profesorowie Thinker (Tomasz) i Mol (Paweł)

czwartek, 22 września 2016

W 1000 dni do poziomu 2000: część 11 - zmiana podejścia do niezbędnych elementów szachowego postępu

Od ostatniego wpisu w tej serii minęło prawie 9 miesięcy. Niemniej jak już pisałem: te wpisy mają wyłącznie na celu pokazanie tego co się sensownego (dobrego) dzieje - oczywiście o ile taka aktywność zachodzi. W tym wypadku myślę, że można odrobinę pokazać zmiany (podzielić się tym co się dzieje) i przy okazji krótko podyskutować nad tym dlaczego się pojawiły.

Wykres 1: Graficzne przedstawienie uzyskiwanych rankingów w roku 2016
(rok 2016 - okres 9 miesięcy; 119 partii)

Przede wszystkim od kwietnia do sierpnia widoczny jest dosyć spory spadek poziomu. Od wartości 2030 do 1845 czyli blisko 200 punktów! Oj tak, bywają czasami kompletnie nieoczekiwane i niespodziewane zdarzenia - także w szachach. Na pewno jednym z powodów był brak rozgrywania dłuższych partii oraz nadmierne granie zbyt szybkich pocisków (chodzi o tak zwane partie typu bullety, czyli minuta lub dwie dla każdego zawodnika).

Zobaczmy jednak co się dzieje od początku sierpnia do końca września. Następuje widoczny gołym okiem wzrost poziomu. I to dość znaczący, bo od 1845 do 2045 (obecnie) czyli "odrobione" 200 oczek straty sprzed kilku miesięcy.

Moje dawne jak i obecne braki są dość szerokie, więc tym samym trudno oczekiwać nie wiadomo jak dobrej gry. Pokrótce je przypomnę. Ostatnio najbardziej dotkliwymi były:

1. Brak umiejętności w zakresie poprawnego rozgrywania debiutu.
2. Brak zrozumienia istoty oraz umiejętności planowania.
3. Brak odpowiedniego (wysokiego) poziomu taktycznego.
4. Brak znajomości typowych planów gry.
5. Brak umiejętności skutecznego ataku.
6. Brak umiejętności realizowania przewagi.

A jak jest obecnie? Otóż pewne rzeczy zmieniają się we mnie i poziom frustracji oraz akceptacji pewnych stanów chyba ulega już przepełnieniu, więc coś pękło i pojawia się gruntowna zmiana. Jak bardzo zmieniam podejście do szachów? Zobaczmy.

1. Zaakceptowałem fakt, że debiuty trzeba dobrze (po)znać - zwłaszcza te, które stale grywamy w ważnych partiach. Trudno się mówi: jak trzeba je zgłębić to nie mam wyjścia (po 15 latach stwierdziłem, że rzeczywiście w moim wypadku tutaj leży duży kamień postępu, który świadomie zakopałem pod ziemią).

2. Z planowaniem jest już lepiej, ponieważ zaczynam zauważać nie tylko to co przeciwnik chce zrobić, ale także to co ja mam robić. I co najważniejsze: wziąłem sobie do serca mega ważną zasadę: to co robi przeciwnik to jego problem (zadanie) - TWOIM zadaniem jest realizacja tego co jest twoim celem (najważniejszym zadaniem). Wydaje się to banalne, ale zrozumienie tego chyba zaczyna kompletnie zmieniać moje spojrzenie na partię szachową. Już nie muszę czekać łaskawie na przeciwnika, aż się pomyli czy też w przypadku słabszych graczy - aż podstawi materiał a ja go sobie zabiorę. Obecnie wiem, że to na mnie spoczywa obowiązek (!) dotyczący tego, że to ja mam dyktować warunki gry na szachownicy. To co robi mój przeciwnik nie obchodzi mnie w ogóle - jedynie w przypadku dobrej gry z jego strony sprawia, że muszę brać nieustanne poprawki na moje plany. Niemniej staram się "nie patrzeć" (tzn. nie skupiać wyłącznie uwagi) na to co on chce zrobić, tylko na to co jest moim celem. Niektórzy nazywają to egoizmem a nawet egocentryzmem - taka kompletna koncentracja na sobie, ja, mnie i moje. Niemniej to ja mam wygrywać, a nie przeciwnik przegrywać. Niby subtelna zmiana, ale jakże znacząca!

3. Z poziomem taktycznym nadal jest problem, więc tutaj będą konieczne ćwiczenia. Powoli przyzwyczajam się do tej myśli i będę starał się na bieżąco polepszać taktykę i przede wszystkim unikał prostych podstawek. To bowiem one najszybciej i najskuteczniej zabijają każdą partię. Tutaj nie ma żadnego pola do dyskusji (ani tym bardziej do pobłażania).

4. Co do znajomości typowych planów gry, to będę się ich uczył na bazie debiutów, ataku oraz końcówek. Chcę wiedzieć i rozumieć jak w każdej z części szachowej twórczości - mają one zastosowanie i z czego wynikają. Wymaga to sporo pracy, ale coś za coś. Nie można być dobrym graczem (amatorem) mając zbyt duże zaległości (braki) w dowolnym zakresie szachowej wiedzy.

5. O ataku zaczynam się powoli uczyć i to chyba największe pole do popisu (zakładam, że z debiutu wyjdę bez strat z przyzwoitą pozycją). W moim bowiem wypadku atak to był raczej przypadek czy też niezamierzone działanie z mojej strony. Czasami była to absolutna konieczność, gdy przeciwnik mnie tak atakował, że nie pozostawało nic innego niż zacząć samemu grać "coś aktywnego". Brzmi to dziwnie, ale naprawdę bez umiejętności skutecznego ataku nie da się wygrywać partii szachowych. Przeciwnicy od pewnego poziomu już nie rozdają materiału na prawo i lewo... a i matów nie podstawiają bez specjalnego zaproszenia.

6. Ta umiejętność realizowania przewagi bierze się z powyższych. Tutaj muszę polepszyć przede wszystkim aktywną i dynamiczną grę (również na nierównym materiale) jak też poznać plany gry w grze środkowej jak i końcowej. Dzięki temu przestanę się frustrować szachami a zacznę w końcu oddychać niemal dowolną pozycją, którą przyjdzie mi rozgrywać. Różnica jest po prostu kolosalna. Mniej więcej taka jak umiejętność samodzielnego zbudowania domu bądź jego kupienia za pomocą wygranej dzięki przypadkowemu skreśleniu "dobrych" liczb w doskonale znanej grze w której można wygrywać w każdym tygodniu miliony.

Myślę, że to tyle na dzisiaj, bo nie chcę przeciągać pozytywnej wiadomości. Mam nadzieję, że kolejny mój artykuł będzie mógł już pokazywać linię trendu która stale (lub niemal cały czas) jest na poziomie 2000 lub wyżej. Nie ukrywam, że jest to dla mnie bardzo ważne zadanie, bowiem w końcu nastąpiłaby realizacja podpunktu drugiego, który brzmi prosto: "(stałe) utrzymywanie rankingu co najmniej 2000 na FICS w partiach standardowych". Pierwszy z nich został już dawno w pełni zrealizowany (chodziło o {jednorazowe} osiągnięcie rankingu 2000 na FICS w partiach standardowych w dniu 15 października 2012 roku).

Przede mną pozostaje do rozegrania kilkaset partii standardowych przeciwko zawodnikom 1900-2100. Jeśli nauczę się ich systematycznie pokonywać, wówczas coraz bliższe będzie osiągnięcie kolejnego celu, którym jest "zahaczenie" o ranking 2100 (na serwerze FICS). To jednak jeszcze przede mną, więc na razie najważniejsze jest dla mnie to, aby linia trendu na stałe wylądowała komfortowo na linii poziomu 2000 lub nieco wyżej.


EDIT: Być może będą chętni, aby poczytać o tym w jaki sposób będę chciał realizować powyższe tematy. Głównie będą to książki oraz gra partii klasycznych na FICS (przede wszystkim stawiam na partie ligowe, bo one mają odpowiednie tempo, różnych i przy okazji silnych przeciwników). To właśnie jest powodem, iż dodaję drugą część artykułu, aby uniknąć dziesiątek pytań o to jaką literaturę będę chciał wykorzystać do tego, aby zrobić "ostatni krok do poziomu pierwszej kategorii".


Do nauki gry środkowej posiadam kilka książek, więc tutaj jeszcze nie podjąłem decyzji co do konkretnego tytułu. Na pewno jednak będę musiał nauczyć się o pionach, centrum oraz liniach (ich otwieraniu i zajmowaniu oraz wykorzystywaniu). Ponadto oczywiście umiejętność poprawnej oceny pozycji, znajdowania planów dla obu stron i unikania prostych błędów.

A co z grą końcową? Otóż końcówki będę zgłębiał za pomocą pozycji napisanej przez Michała Szereszewskiego (podręcznik gry końcowej). Podobno jest to jedna z najczęściej polecanych (i dobrze ocenianych) książek dla zawodników poziomu 1800-2000, którzy chcą nauczyć się grać dobrze końcówki. Wychodzi na to, że ja jestem jednym z tych, którzy w końcu dorośli do tego tematu.

Do tego chcę w końcu przerobić tom 6 (zostało jeszcze tylko 120 stron), następnie tom 7 (zbiór zadań taktycznych poziom 1 kategorii) jak też jeszcze i tom 8 (gra pozycyjna wraz z końcówkami) klasycznego dla mnie dzieła Józefa Sławina.

Dlaczego akurat dzieła Sławina? Przede wszystkim dlatego, że pomimo, iż są one dla mnie trudne to dają mi coraz bardziej poprawny (głębszy) obraz gry szachowej. Tom piąty przerobiłem w sierpniu 2010 roku i około roku później niemal stanąłem na tym poziomie (a raczej zrozumieniu) gry. Za mną już pięć tomów. Planem jest zrealizowanie 6, 7 i 8. W tych tomach są zawarte praktycznie wszystkie tematy w których mocno kuleję, więc dlatego są one dla mnie tak cenne. Zmuszają do myślenia, poszukiwania, oceniania, wyciągania wniosków... i poszukiwania obaleń! A taka praca to właśnie efektywna praca (o niej mówił Anders Eriksson jako o "deliberate practice" czyli świadomym wysiłku), która niczym nie może być zastąpiona. Na przerobienie tych 3 tomów (2 tomy teorii i 1 tom zadań) daję sobie czas do lipca 2019 roku.

Dochodzi jeszcze przerabianie kombinacji. Te mam również zaplanowane i są nimi: 2000 zadań szachowych dla 1-2 kategorii (Cz.1, 2, 3 i 4), które w sumie dają 2000 zadań. Pewną część już przerobiłem (około 35-40% całości), ale pozostają właśnie te trudniejsze i bardziej wymagające zadania. I przy okazji także zadania z "Konkurs kombinacji" (część 4: końcówki), tak aby elementarne końcówki z daleka rozpoznawać. Tę książkę przerobiłem w około 70%, ale teraz kolej na to, aby pogłębić wiedzę i zrobić 95-100% poprawności (i zrozumienia idei).

Przy okazji będę chciał nauczyć się również solidnego ataku i tutaj mam kilka pozycji, ale na początek wezmę książkę, która omawia pozycje dla mnie zrozumiałe. Myślę, że będzie to coś o ataku jako ogólnej umiejętności, ale także o ataku na króla bo te tematy sprawiają mi największe trudności.

Od zaniechania gry w realu (lata 2011-2012) udało mi się zatrzymać regres i nieco sprawdzić moją wiedzę w praktyce dzięki rozegraniu około 220 partii ligowych (tempem 45+45) w okresie 6 lat (pierwszą partię ligową zagrałem w lipcu 2010 roku). Dalszy postęp będzie zatem związany z ciężką, wytrwałą i solidną pracą nad tymi pozycjami i rozgrywaniu wielu partii klasycznych na FICS (przede wszystkim liczę na partie ligowe, bo to w nich najwięcej dostaję wycisku a jednocześnie i lekcji od przeciwników). Tutaj nie ma ani wymówek ani możliwości zastąpienia rozgrywania partii czymkolwiek innym. Jedyna opcja, która u mnie kompletnie odpada to granie partii sparingowych z silnikiem. Tego jednak nie chcę i nie będę robił (bo nie tylko nie ma takiej potrzeby, ale przede wszystkim gra z żywym człowiekiem jest kompletnie inna niż z krzemowym mózgiem).

Te wszystkie tematy (czyli ich przerobienie) to niezbędne minimum, abym mógł realnie myśleć o wejściu na poziom 2100 (FICS) co będzie odzwierciedlało (słaby) poziom pierwszej kategorii. Jeśli będę gotowy na to, aby zobaczyć na ile moja wiedza oraz umiejętności są skuteczne wówczas wybiorę się na turniej klasyczny, aby to przetestować. Liczę na to, że 3 turnieje będą wystarczające, aby dwukrotnie osiągnąć w nich rankingu uzyskany na poziomie 2000 (lub wyżej). I myślę, że to prawdopodobnie będzie mój cel końcowy w szachach (na pewno w realu). Jeśli tego dokonam będę mógł powiedzieć, że po 20 latach w końcu sprawdziłem wiele sposobów, które nie działają i jeden, który na mnie się sprawdził. Czy tak się stanie? Pożyjemy, zobaczymy - trzymam kciuki, aby za kilka lat napisać, że miałem rację.

PS. Wiem, iż kilka osób nadal trzyma kciuki za mój przyszły sukces: dziękuję za wiarę w to, że w końcu się uda i mam nadzieję, że będzie kiedyś okazja spotkać się na żywo i wypić symboliczną lampkę wina oraz powspominać te czasy w których jeszcze nie wiedziałem jak się gra w szachy ;) :)

wtorek, 12 lipca 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (10)

W ostatniej odsłonie była mowa o ruchach kandydatach oraz kolejności ich wypisywania. Tym razem zobaczymy jak wygląda w praktyce ten proces wraz z końcowym wyborem takiego ruchu. Przypominam, że jest to jedynie zarys pewnego schematu, więc wszystkich zachęcam do czytania książek szachowych w których autor solidnie opisuje cały proces wyboru ruchów oraz liczenia wariantów. Tutaj znajdziemy jedynie pewien uproszczony fragment całości.

Jak wygląda w praktyce proces identyfikacji ruchów kandydatów?

Takie ruchy są dwupoziomowe: pierwszy poziom to ruchy kandydaty początkowe zaś drugi to ruchy końcowe. Jakie są kryteria ich wyboru oraz jak je rozróżnić? Zapamiętajmy: początkowych jest zawsze kilka (niekiedy kilkanaście), natomiast końcowy zawsze jeden. To mniej więcej tak jak z wyborem szachów do gry - najpierw przeglądamy kilka kompletów by na końcu wybrać ten, który nam najbardziej odpowiada.

W szachach pierwszy poziom ruchów kandydatów (czyli wybór tych początkowych ze wszystkich prawidłowych) zawiera się w ruchach, które realizują pewien plan lub cel. Warto podkreślić, że na poziomie zawodowym (naukowym) każdy ruch musi mieć swoją przyczynę (sens). W przeciwnym wypadku gramy tak zwane losowe szachy - a w takim wypadku wystarczy jeden błąd (jeden ruch typu "zobaczymy co się stanie"), aby zaprzepaścić cały wysiłek.

POZYCJA 1: [8/3k3p/2p2p2/1p1p3P/1p2pPP1/2n1P3/3K4/r4B1R b - - 0 1]

Zobaczmy jakie plany lub cele mają czarne w poniższej pozycji.

PLAN 1: Zagonić białego króla w możliwą siatkę matową albo wymuszenie taktyki (wygrania materiału).
Ruchy KM: 1...Ra2+ 1...Rd1+ lub 1...Nb1+

PLAN 2: Przepychanie pionów, aby chociaż jeden z nich stał się hetmanem.
Ruchy KM: 1...b3 1...c5 1...d4

PLAN 3: Ustawienie króla na lepszą pozycję, aby pomóc pionom (przytulenie się do pionów i ich wspieranie królem).
Ruchy KM: 1...Kd6 lub 1...Ke6

PLAN 4: Zatrzymanie białych pionów od kontrataku (przełomu).
Ruchy KM: 1...h6 1...Ke7 1...Ke8 lub 1...Ke6

Ze wszystkich określonych planów, pierwszy z nich będzie najbardziej atrakcyjny - z uwagi na to, że wynikiem jest natychmiastowa wygrana materiału. W przeciwnym wypadku najlepszymi (najbardziej atrakcyjnymi) planami (a nie ruchami!) byłyby te oznaczone numerami 2 i 4. W zależności od gracza - każdy może wybrać inny plan. Niemniej technika szachowa wymaga wyboru takiego planu, który spełnia najważniejsze kryterium gwarantujące stały postęp i wygrywanie: minimalizacja szans przeciwnika i maksymalizacja naszych szans (plan mini-max).

Warto sprawdzić wszystkie plany grając przeciwko silniejszemu przeciwnikowi bądź przeciw silnikowi szachowemu.

Niektóre plany będą prowadzić do tego, że przeciwnik dostanie dużo wiatru w żagle i nie tylko będzie w stanie zremisować, ale często i wygrać. Nie dlatego, że wybraliśmy zły plan, lecz dlatego, że to był zbyt mało efektywny plan (i szansa popełnienia przez nas błędu była stosunkowo duża).

Zerknijmy na początkowe ruchy KM i ocenę ich poprawności (czyli odrzucanie dziurawych):

1) 1...b3? - pchnięcie piona powoduje, że jest on coraz bliżej pola przemiany. Problemem jednak jest to, że po 2.Kxc3 znika nasz skoczek a kolejny ruch 2...b2 powoduje, że wraz z nim - nasz wolny pion. Z uwagi na to obalenie - wykreślamy ten ruch z listy ruchów końcowych. Innym słowem - nie możemy go zagrać na desce, bo stracimy skoczka. Niemniej staramy się wyciągać i zachowywać wnioski z każdego przeanalizowanego wariantu.

2) 1...Na4 - nowy ruch kandydat, który pojawił się dzięki wnioskowi z poprzedniego wariantu. Dzięki niemu będzie groźba zagrania pionem do przemiany: b3-b2-b1. Jeśli król zagra na pole c2, wówczas czarne grają Ra2+ i po wejściu na b3 zamykamy klatkę matową poprzez Rb2#. Natomiast po 2.Kb1 czarne grają 2...Nc3+ 3.Kc1 i potem zagranie b3-b2-b1 jest już możliwe. Można jeszcze zdecydować czy wykonać tę operację natychmiast czy najpierw zgasić całkowitą kontrę.

3) 1...d4 - kolejne pchnięcie piona początkowo wygląda na obalone po 2.ed4, ale to tylko sztuczna analiza, gdyż grając 2...e3+ wygrywamy - z uwagi na to, że albo dochodzi do przemiany pion b albo też w zamian za piona zginie goniec (z uwagi na atak pionem z pola e2). Pominięcie tego prowadzi do wyrzucenia ruchu 1...d4 z listy dobrych ruchów KM. Byłby to błąd, który określamy jako "błąd wyciszania". Krótko mówiąc, wyciszyliśmy (tj. oceniliśmy) zbyt wcześnie końcową pozycję, co w konsekwencji doprowadziło do jej błędnej oceny.

4) 1...Rd1+ 2.Kc2 d4 i teraz jeśli białe nie wezmą piona to czarne pobiją na e3 i zagrają e2 z wygraną. Dlatego 3.ed4 e3 4.d5 e2 i czarne wygrywają. Warto samodzielnie sprawdzić co się stanie po 5.dc6+, bo można znaleźć ciekawy szczegół. W tym wariancie kryje się kontra białych, dlatego warto sprawdzić w jaki sposób powstała i jak można jej zapobiec.

5) 1...Ra2+ to według silnika najlepsza opcja i teraz białe mają dwa wyjścia: a) 2.Kc1 b3 i grozi Rc2# (kolejny schemat siatki matowej!) i białe mogą chwilowo opóźnić mata oddając obie figury. b) 2.Ke1 i znowu groźba b3-b2-b1 jest kluczowa (będzie trzeba oddać figurę za wolnego piona).

A jak zagrały czarne w tej pozycji? Zagrały 1...c5? kompletnie nie sprawdzając na ile ruch jest bezpieczny, więc białe szybko je obudziły poprzez 2.Bxb5+ Nxb5 3.Rxa1. I teraz czarne z łatwej wygranej muszą przejść do trudnej walki.

POZYCJA 2: [6r1/2p4p/1p2rp1k/p3p2P/P2pP1K1/1P1P4/2P2P2/4RR2 w - - 0 1]

Białe są w szachu, więc widząc możliwość aktywnego 1.Kf5 zagrały właśnie w ten sposób - bez sprawdzenia czy jest to bezpieczne. Pojawia się pytanie dlaczego to nie miałby być dobry ruch, skoro atakuje niebronioną wieżę oraz przybliża króla do centrum? Zaraz się o tym przekonamy.

1.Kf5 Rc6 - czarne odeszły wieżą spod bicia i jednocześnie zaatakowały niebronionego piona c2. I teraz jeśli białe nie spojrzą uważnie na pozycję, tylko zagrają automatycznie 2.Re2 albo 2.Rc1, wówczas czarne matują w 1 ruchu! Dlatego białe w tym momencie mają jedynie dwa ruchy KM: oba z nich muszą obronić białe przed groźbą Rg5#. Są nimi: f4 oraz Rg1. I w takiej pozycji można analizować, który z obu ruchów (2.f4 lub 2.Rg1) daje większe szanse na pozytywny wynik (remis też uważam za dobry rezultat). Wszystkie inne ruchy są absolutnie niedopuszczalne - groźba mata w 1 ruchu jest najwyższą możliwą i nawet mistrz świata musi się przed nią ukłonić.


Teraz pozycja, która może otworzyć oczy wielu zawodnikom - w tym także tym, którzy mają nawet 4 czy 3 kategorię. To chyba jedna z najbardziej typowych pozycji gry środkowej w których silny zawodnik niemal zawsze znajdzie najlepszą kontynuację, podczas gdy słabszy gracz kompletnie się pogubi. 

POZYCJA 3: [3r2kb/5p1p/4q1p1/p2N2B1/P7/6PP/1r1Q2BK/2R5 w - - 0 1]

Przeanalizujmy pozycję. Białe właśnie zagrały 1...Rb2. Co się stało? Zaatakowały wieżą niebronionego hetmana. Jeśli białe nic z tym nie zrobią, wówczas przewaga materialna spowoduje natychmiastową wygraną czarnych. Reszta będzie jedynie kwestią techniki realizacji przewagi, ponieważ białe będą miały zbyt dużą stratę materialną (bez odpowiedniej rekompensaty).

Przyjrzyjmy się pozycji. Jest to pozycja gry środkowej w której dominuje taktyka. Po czym to poznajemy? Oto sposób na rozpoznanie: czarne mają następujące pobicia - po dwa hetmanem i po dwa wieżami (razem 4). Natomiast białe mają 3 pobicia (2 hetmanem i 1 gońcem). Teraz sprawdzamy ile ruchów szachujących mają czarne (1) i białe (2). Tak więc okazuje się, że pozycja ma charakter taktyczny. Mówi nam o tym jeszcze to, że król czarnych jest trochę osłabiony oraz to, że wiele figur jest pod biciem. I to co istotne oraz często przemilczane w podręcznikach - są nimi figury o różnej wartości. Szachiści często określają takie figury jako "wiszące". Mówiąc zatem żargonem szachowym: wisi biały hetman i czarna wieża. Do tego także skoczek w centrum jest związany, tak samo jak (pośrednio) goniec na linii z królem (po odejściu hetmana można zagrać Qxd5 albo Rxd5). Tak czy inaczej - można powiedzieć, że w pozycji wyraźnie czuć dynamit.

Biorąc pod uwagę to, że białe grożą wygraniem wieży a czarne hetmana, więc ruchy, które muszą rozważyć białe są związane z obroną hetmana, daniem mata lub szacha bądź też próbą wygrania co najmniej tyle samo (lub więcej) materiału za hetmana.

Wypisujemy ruchy kandydaty (według powyższego klucza):

SZACHY (2): Nf6+ i Ne7+

POBICIA (3): Qxb2, Qxa5, Bxd8

GROŹBY (4): Re1, Rc2, Nc7, Nf4

OCHRONA hetmana (6): Qd3, Qe1, Qe3, Qf4, Qd1, Rc2

I już doskonale widzimy, że mamy aż 15 ruchów KM! Jak zatem sobie poradzić z taką armią ruchów oraz w jakiej kolejności mamy je analizować? Heisman twierdzi, że w pozycjach taktycznych zawsze zaczynaj analizę od ruchów, które dają szacha! Chodzi głównie o to, że tego typu ruchy bardzo ograniczają odpowiedzi przeciwnika. Niekiedy tak bardzo, że można zobaczyć wariant na 5, 8 czy 10 ruchów (zwłaszcza jak jedyną odpowiedzią na szacha jest ucieczka). Właśnie dlatego warto je sprawdzać jako pierwsze. No to zobaczmy jak to działa.

1) 2.Nf6+ i jeśli czarne zagrają 2...Qxf6 (po odejściu królem zginie wieża), wówczas białe grają 3.Qxd8+! Po wymianie hetmanów na polu d8 białe zyskują gońca. Warto dobrze przyjrzeć się temu w jaki sposób biały goniec kontroluje pole d8 po przejściu hetmana na f6 (tak, właśnie za pomocą rentgena). Pomimo tego, że jeden wariant jest dobry, nie oznacza to jednoznacznie, że wszystkie takimi są. Musimy znaleźć najlepszą odpowiedź czarnych, którą jest 2...Bxf6. Teraz 3.Qxd8+ Bxd8 4.Bxd8 i czarne łatwo wygrywają, gdyż po 4...Qd5 ginie goniec (z uwagi na groźbę mata na g2) po 5.Rg1 Qxd8.

Kolejnym ruchem białych do sprawdzenia jest 3.Bxf6, który przegrywa po 3...R2xd2 4.Bxd8 Rxd8. I w końcu 2.Nf6+ Bxf6 3.Qxb2 jest o figurę gorsze niż natychmiastowe 2.Qxb2. Jaki z tego wniosek? Ruch 2.Nf6+ jest złym (albo ściślej: na pewno nie jest najlepszym) ruchem.

2) 2.Ne7+ i powstaje pytanie czy ten ruch zrobi jakąś różnicę. Sprawdźmy. Ruch królem szybko można wyeliminować, bo nastąpi wzięcie wieży z szachem (2...Kg7 3.Qxb2+ albo 2...Kf8 3.Qxd8+). Stąd wniosek, że czarne muszą pobić skoczka ruchem 2...Qxe7. Po tym pobiciu wydaje się, że odbicie hetmana jest dobre dla białych, ale 3.Bxe7 przegrywa po 3...R8xd2, gdyż po 4.Rc8+ Kg7 i czarne wygrywają (warto samemu sprawdzić jak się obronić po 5.Bf8+ Kf6 6.Rc6+). Tak więc zamiast pobicia hetmana, białe muszą poszukać czegoś lepszego. Z uwagi na to, że biały hetman jest także atakowany - warto sprawdzić najpierw zbicie wieży a następnie dopiero hetmana. Białe sprawdzają więc 3.Qxb2, ale zauważyły, że po 3...Qxg5 czarne zdobywają piona i przy okazji grożą pobiciem hetmana (nie jest jednak dobre 3...Bxb2, bo po 4.Bxe7 Bxc1 5.Bxd8 białe mają figurę więcej).

3) 2.Ne7+ Qxe7 3.Qxd8+! Qxd8 4.Bxd8 i białe mają figurę więcej. Teraz dopiero widzimy, że ten ruch jest najlepszy - jednak dopiero wtedy, gdy nie przegapimy rentgenowego 3.Qxd8+! Jeśli chcemy zdobywać materiał, wówczas taktyka musi być naprawdę dobrze (wy)ćwiczona!

4) Nie ratuje wymiana hetmana za wieżę: 2.Bxd8 Rxd2 3.Ne7+ Kf8 (lub 3...Kg7) i czarne wygrywają.

5) Natomiast kontratak też nie pomaga: A) 2.Nc7 Rdxd2 3.Nxe6 Rxg2+ 4.Kh1 fxe6 i czarne wygrywają, B) 2.Nf4 Rdxd2 i nie przechodzi 3.Rc8+ Qxc8 (jeśli 3.Nxe6, wówczas 3...Rxg2+ 4.Kh1 fxe6 i mamy to samo co poprzednio)

A co zdarzyło się w realnej partii? Białe nie znalazły najlepszej kontynuacji, więc zagrały 2.Rc2? i po 2...Rxc2 3.Qxc2 Rxd5 4.Bxd5 Qxd5 5.Qc8+ Kg7 6.Qc3+ Kg8 walka zakończyła się wiecznym szachem.

Zobaczmy, że do analizy zostały wzięte tylko ruchy szachujące, a już udało się znaleźć kontynuację w której białe wygrywają. Zadanie domowe wymaga sprawdzenia wszystkich pozostałych ruchów kandydatów. Pomimo pozornie dużej ilości ruchów do analizy, zadanie można spokojnie odrobić w ciągu nie więcej niż 15-20 minut dobrej pracy. Natomiast dzięki temu można (a nawet trzeba) później wyciągnąć wnioski, które stosowane w naszych rozgrywkach będą przynosiły pozytywne rezultaty.

czwartek, 23 czerwca 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (9)

Proces myślenia to dość tajemnice i zarazem ciekawy temat do dyskusji. Jeśli weźmiemy jeszcze do tego szachy, wówczas możemy zobaczyć nietypowe elementy. Dan Heisman opisuje ten proces w rozdziale drugim. Wiele razy wracam do niego, ponieważ pewne myśli wymagają głębszego i wnikliwego spojrzenia. Tym razem zobaczymy co interesującego ma do powiedzenia nasz instruktor - weźmiemy pod lupę artykuł "Upraszczanie szachów". Szczególnie podoba mi się ukazanie podrozdziału w którym opisuje uproszczony proces myślenia oraz początkowe i końcowe ruchy kandydaty. I właśnie tym chcę się teraz podzielić z osobami, które lubią nieco pomyśleć.

Na czym zatem polega uproszczony schemat procesu myślenia podczas rozgrywania partii? Oto przepis Dana Heismana:

1. Jakie są wszystkie możliwości, które wyzwolił ruch przeciwnika? Innymi słowy: jakie są wszystkie możliwości, które może obecnie zrealizować mój przeciwnik, których poprzednio nie mógł. Do tego pytam siebie w jaki sposób jego ruch zapobiegł mojej groźbie?

2. Jakie są wszystkie pozytywne rzeczy, które chcę zrobić? Ten krok także zawiera realizację  lub zapobieganie taktyce! Ponadto dołączamy do niego także elementy planowania, które powinny być oparte o groźby, silne i słabe strony dla obu stron.

3. Jakie są wszystkie ruchy, które mogą zrealizować jeden lub więcej z moich celów? I tutaj mamy pozorny paradoks: Nie poszukuj najlepszego ruchu tylko skup się na najlepszym planie oraz ruchach, które pozwolą zrealizować te cele. Jest w tym głęboka myśl, gdyż znacznie łatwiej jest skupić się i ocenić nasze cele aniżeli szukać igły w stogu siana czyli tak zwanego najlepszego ruchu. Są to tak zwane ruchy kandydaty.

4. Które z wyżej wymienionych ruchów kandydatów mogę natychmiast odrzucić (z uwagi na to, że nie są bezpieczne)? Innymi słowy - czy są jakieś ruchy, które są szachami, zbiciami albo groźbami, które mogą szybko obalić dany ruch kandydat? Dopiero po tym jak wyeliminujemy wszystkie "dziurawe" ruchy kandydaty, wówczas pozostałe z nich będą końcowymi ruchami do rozważenia.

5. Wybór jednego z końcowych ruchów kandydatów - porównanie ich między sobą i decyzja o tym, który z nich jest najlepszy. To z kolei wymaga wizualizacji (końcowych) pozycji do których prowadzą (lub według nas powinny prowadzić) i na tej podstawie porównania i wybrania tego, który według nas otrzymał najwyższą (najlepszą) ocenę.


Cały ten proces wygląda jednocześnie banalnie (w teorii) i przy okazji dość trudno jeśli chodzi o praktykę. W kolejnym odcinku będziemy mieli okazję zobaczenia go na kilku przykładach wraz z obszernym komentarzem. Wówczas powinno stać się jasne, że w pewnych pozycjach sprawdza się on doskonale. Pamiętajmy, że to tylko pewne narzędzie, które ma nam ułatwiać nasze intelektualne poszukiwania, a nie gotowiec, który można stosować zawsze i wszędzie.


Warto jeszcze wspomnieć o początkowych i końcowych ruchach kandydatach.

Czym jest ów tajemniczy ruch kandydat? Heisman opisuje go jako "jakikolwiek sensowny ruch, którego zagranie powinieneś rozważyć". Są dwie grupy takich ruchów, które pojawiają się podczas rozgrywania klasycznej partii: początkowe ruchy oraz końcowe. Różnica między nimi jest taka, że początkowe ruchy to wszystkie te, które według ciebie wydają się ciekawe lub chociażby warte sprawdzenia. Natomiast końcowe to wszystkie te, które są bezpieczne (pozostałe po odrzuceniu "dziurawych" ruchów, czyli tych, które zostaną obalone przez przeciwnika). Zwykle na początkowym etapie znajdujemy około 5-6 ruchów a na końcowym 2-3. I dopiero spośród nich wybieramy ten ostateczny, który ocenimy jako najlepszy... i wykonamy go na szachownicy.

I teraz najciekawsza część. W jakiej kolejności mam poszukiwać takich ruchów? I tutaj nasz instruktor także ma gotową odpowiedź: "Zaczynamy od forsownych ruchów, którymi są szachy, pobicia oraz groźby (w takiej właśnie kolejności). Tak więc poszukujemy ruchów kandydatów dla obu stron: najpierw szachy, następnie pobicia, kolejno groźby i na samym końcu - inne ruchy".

W tym miejscu warto dodać, że Dan Heisman posługuje się terminem CCT, co oznacza "Checks, Captures and Threats" (szachy, pobicia oraz groźby). Kiedyś na własne potrzeby zastanawiałem się jak wyglądałaby taka bardzo szczegółowa lista. Obecnie odpowiedź na to pytanie zostaje podana na talerzu, bowiem Dan wszystko już nam przedstawił w książce. Oto ta niezwykła lista:

1. Szachy
1a. Szachy po których przeciwnik ma jak najmniej odpowiedzi.
1b. Szachy, które podciągają kolejne figury do ataku (zwłaszcza te nieaktywne!).
1c. Szachy, które podciągają ciężkie figury (zwłaszcza hetmana) w pobliże króla.

2. Ruchy, które sprawiają, że groźby przeciwnika zostają unieszkodliwione za pomocą forsownego mata.

3. Groźby mata w 1 ruchu albo groźby forsownego mata - zwłaszcza jeśli możliwości jego zapobiegnięcia są mocno ograniczone.


4. Pobicia.
4a. Pobicia niebronionych lub niedostatecznie bronionych bierek (figur i pionów).
4b. Pobicia figur przeciwnika bierkami o mniejszej wartości.
4c. Pobicia figur przeciwnika bierkami o równej wartości.
4d. Pobicia figur przeciwnika bierkami o większej wartości.


5. Groźby nie związane z matem ("niematowe").
5a. Groźby dla figur przeciwnika bierkami o mniejszej wartości.
5b. Groźby dla figur przeciwnika bierkami o równej wartości.
5c. Groźby dla figur przeciwnika bierkami o większej wartości.
5d. Groźby związane z atakiem na króla.
5e. Groźby pozycyjne: kontrola linii, zniszczenie struktury pionowej, itp.


6. Ruchy, które zapobiegają groźbom niematowym.

7. Ruchy, które nie należą do żadnej z powyższych kategorii, ale przyczyniają się do realizacji naszego celu lub planu. Przykładami takich ruchów są: rozwinięcie kolejnej figury w debiucie, polepszenie pozycji figury w grze środkowej lub końcowej czy też zapobiegnięcie temu samemu w stosunku do figur przeciwnika.


W kolejnej odsłonie przyjrzymy się temu w jaki sposób identyfikujemy i wybieramy ruchy kandydaty w praktyce (tutaj w porządku narastającej trudności).

Dan Heisman prezentuje trzy przykłady do przemyślenia oraz własnej analizy. Następnym razem zobaczymy co o nich pisze nasz instruktor. Dodam, że poświęca temu całe cztery strony i to tak naprawdę stanowi tylko bardzo ogólny wstęp w tę dosyć głęboką tematykę. Tak więc poniżej dla chętnych - zadania do przemyślenia: spróbujcie wypisać (jako lista) ruchy kandydaty (początkowe i końcowe) i zdecydujcie jaki ruch chcielibyście wykonać w każdej pozycji. Im lepiej uda się wam uzasadnić wybrany ruch, tym korzyści w przyszłości mogą okazać się większe.


Diagram 1: [8/3k3p/2p2p2/1p1p3P/1p2pPP1/2n1P3/3K4/r4B1R b - - 0 1] Czarne

Diagram 2: [6r1/2p4p/1p2rp1k/p3p2P/P2pP1K1/1P1P4/2P2P2/4RR2 w - - 0 1] Białe

Diagram 3: [3r2kb/5p1p/4q1p1/p2N2B1/P7/6PP/1r1Q2BK/2R5 w - - 0 1] Białe

niedziela, 19 czerwca 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (8)

W tej odsłonie zajmiemy się analizą zadań z poprzedniej części, a następnym razem powiemy sobie nieco więcej o tym jak porównywać ruchy i udowadniać, że pozostałe ruchy są gorsze (bądź też lepsze) od naszej propozycji. Temat jest nie tylko bardzo obszerny, ale także i trudny, więc wolę stopniowe odkrywanie szachowej tajemnicy aniżeli podawanie wszystkiego w stylu kawa na ławę. Tak czy inaczej jestem pewien, że uważni czytelnicy z łatwością zauważą przemycone elementy tematu o którym nieco szerzej będę mówił w kolejnych odsłonach (porównywanie i ocenianie).

W poprzednim artykule w zadaniu domowym zostały ukazane dwie pozycje. Pierwsza może być postrzegana jako mega prosta, natomiast druga - dosyć oryginalna oraz trudna w ocenie. Zobaczmy zatem na ile trudne okazały się obie pozycje.


Pozycja 1

[6k1/1n3ppp/8/2n5/r3Q2b/8/2bq2pK/r7 w - - 0 1]

1. Hetman nie powinien zbijać żadnej figury.

2. Gdyby mógł to zrobić bezpiecznie to należałoby zbić tę figurę, która jest niebroniona. Jeśli natomiast jest ich nieco więcej, wówczas wybieramy tę, która jest najcenniejsza.

3. Wszystkie zbijane figury są bronione, więc pobicie dowolnej z nich sprawi, że zostanie ona odbita.

4. Są cztery możliwości pobicia figury. Wprawne oko zobaczy, że czarnopolowy goniec jest (pośrednio) broniony rentgenem przez wieżę.

5. Hetman może zbić dwa piony - oba w pobliżu króla. Zbicie tylko jednego sprawi, że hetman będzie broniony.

6. Najczęściej zbicie figury jest lepsze, ponieważ zyskujemy więcej. Jednak w naszej pozycji pobicie piona w pobliżu naszego króla sprawi, że hetman będzie broniony. Natomiast pobicie figury nie będzie dobrym pomysłem, ponieważ wszystkie z nich są bronione.

7. Przejście hetmanem na nieatakowane pole jest lepsze niż pobicie bronionej figury. Wyjątkiem byłoby pobicie figury tego samego kalibru (hetmanem hetmana, wieżą wieżę, itp.). Nieatakowanych pól jest zaledwie cztery. Jak to sprawdzamy? Patrząc na linie poziomie, pionowe i ukośne. Na poziomej linii brak bezpiecznych pól, na pionowej są dwa pola, na ukośnych dwa pola. W sumie mamy jedynie cztery bezpieczne pola dla hetmana (f3, c6, e5 i e8).

8. Podobno w każdej pozycji istnieje najlepszy ruch (chociaż ja nie jestem zwolennikiem tego pomysłu, bo dla mnie szachy to nie jest czysta matematyka w postaci przeliczania wyłącznie cyferek). Pozycja nie jest przegrana, ponieważ jeden mega istotny czynnik wybija się na pierwszy plan. Jest nim tak zwana słabość ostatniej linii (angielski odpowiednik to: back rank checkmate). Dlatego hetman chowa się na e8 i niechcący matuje króla przeciwnika.

9. Przy ruchu czarnych pozycja jest wygrana - wystarczy uważnie przyjrzeć się polu h1 na które przechodzi wieża przy okazji dając mata. Każdy inny ruch, który pobija hetmana również zachowuje status wygranej pozycji. Dla szachowych estetów najładniejszy wariant może być taki: 1...g1Q+ 2.Kh3 Qdh2#/Qg3#.

Jakie wnioski płyną z tej pozycji? Z całym szacunkiem, ale moim zdaniem jest ich naprawdę wiele (pozycja celowo została ustawiona jako bardzo ekstremalna). Poniżej przedstawię je w skrócie:

1. Najpierw poszukuj i zbijaj wszystkie niebronione figury.

2. Następnie poszukuj i zbijaj wszystkie cenniejsze figury (bierką o mniejszej wartości).

3. Zbijając bronione bierki staraj się przechodzić na pola na których twoja figura będzie (nadal) broniona.

4. Przejście figurą na nieatakowane pole jest lepsze niż pobicie bronionej figury (wtedy gdy nasza nie będzie po zbiciu broniona). Wyjątkiem jest pobicie figury tego samego kalibru (hetmanem hetmana, wieżą wieżę, itp.). W takim wypadku nikt nic materialnie nie traci - jest to tak zwana zwykła (równa lub równorzędna) wymiana.

5. Jeśli przewaga materialna jest ogromna, wówczas pozycja może być wygrana tylko wtedy, gdy w pozycji znajduje się czynnik o największym znaczeniu. Zwykle jest to (forsowny) mat bądź promocja piona (pionów) czy też wybijanie figur z szachem (motyw tzw. młynka). Motywem remisowym jest powtarzanie ruchów (pozycji) jako obrona przed matem (wieczny szach) bądź istotnymi stratami materialnymi (wieczne prześladowanie) i na koniec pozostaje jeszcze twierdza.

6. Bez odpowiedniej rekompensaty duża przewaga materialna najczęściej powoduje uzyskanie wygranej pozycji. To właśnie ta przyczyna powoduje, że po stracie figury (czasami nawet ważnego piona!) zawodnicy podobnego poziomu (zwykle jest to pierwsza kategoria lub wyżej) bardzo często poddają partię.

7. W pozycji w której "wszystko wygrywa" należy zwrócić uwagę na usunięcie motywów, które sprawią, że przeciwnik będzie w stanie wygrać bądź zremisować. Zwykle wystarczy ku temu sprawdzenie motywów o których powyżej była mowa.

8. Na wyższym poziomie zawodnicy starają się nie wymieniać nawet tego drobnego piona - tak długo dopóki nie jest to konieczne. Każda materialnie równa wymiana może powodować, że poprawiamy pozycję przeciwnikowi (i dzięki temu przy okazji sami napędzamy na siebie groźby). Bardzo dobrym odpowiednikiem tej niepisanej reguły jest angielski odpowiednik "to take is a mistake" (tłumaczone jako - pobicie jest [pozycyjnym] błędem). Umiejętność opanowywania nerwów i nie wybijanie wszystkiego co możliwe do zbicia... to jeden z elementów mistrzostwa!


Pozycja 2
 
[4k3/5p2/K3rP2/4p3/6Q1/8/8/8 w - - 0 1]

Czarne dały szacha. Zbicie bronionej wieży przy jednoczesnym "przechwyceniu" szacha jest złą decyzją. Dlaczego? Dlatego, że po wyciszeniu (wygaszeniu) pozycji nastąpi przejście do wygranej pozycji dla czarnych. W tym miejscu powiem jedynie, że wyciszenie pozycji określamy jako "brak forsownych ruchów [często są nimi wymiany], które musimy wziąć pod uwagę zanim ocenimy końcową pozycję".

Zatem po serii ruchów: 1.Qxe6+ fe6 białe mają ruch. Pionek jest wolny, ale król zbyt oddalony, aby go obronić. Z kolei król czarnych zagrywa dwa ruchy (Kf7-Kf6) i nie tylko ginie ostatni pion białych, ale także czarne uzyskują łatwo wygraną końcówkę (pomimo zdwojonych pionów). Dodam tylko, że król czarnych zajmie kluczowe pole piona e5 i dzięki temu bezpiecznie dopcha go do pola promocji.

Teraz wyjaśnienie tego jaką rekompensatę będą miały białe. Na pewno nie ma już szacha, nie ma żadnych figur i pozostają jedynie piony. Na ile groźny jest wolny pion? Wcale! Nie jest wspierany przez króla i na jego drodze stoi czarny monarcha, który za chwilę go rozdepcze.

A co by było gdyby zaczynały czarne? Pytanie pułapka! Nie mogą zaczynać czarne, gdyż biały król stoi na szachu. To było pytanie na uważność i kreatywność. Niemniej gdyby król białych nie był na szachu, to w tego typu pozycji zbicie wieżą piona niemal zawsze gwarantuje (co najmniej) remis. Hetman przeciwko wieży i dwóm pionom rzadko kiedy jest w stanie wygrać. Najczęściej białe muszą się ratować albo wiecznym szachem albo przejściem do remisowej końcówki pionowej (natomiast strona słabsza niekiedy także za pomocą twierdzy, ale to w niezbyt licznych przypadkach).

EDIT:  Poniższy obrazek pokazuje, iż pozycja przy ruchu białych jest (jednak) wygrana (sprawdzone dzięki tablicom końcówek). Warto jednak wziąć pod uwagę to, że wymaga ona aż 51 ruchów (i to nie zawsze łatwych do zrozumienia), więc nie każdy będzie w stanie tego typu końcówkę wygrać.

Jak widzimy powyżej: jedynie ruch 1.Kb7 zachowuje status pozycji wygranej. Natomiast pobicie hetmanem wieży to jedyny ruch przegrywający (czyli zmieniający ocenę pozycji), który wyżej omówiliśmy.

Myślę, że na dzisiaj powinno wystarczyć tych szachowych pytań i odpowiedzi. Przypominam, że warto czasami głębiej zastanawiać się nad tym co dostaliśmy jako materiał do inspiracji lub przemyśleń. Osobiście setki razy myślę nad danym zagadnieniem (problemem) i próbuję go za każdym razem od innej strony podgryzać. Oczywiście najłatwiej (najlepiej) jest zapytać o takie tematy ekspertów (trenerów bądź instruktorów) czy też pooglądać materiały wideo albo poczytać o nich w książkach, czasopismach bądź też artykułach (dostępnych na wyciągnięcie myszki)... gdyż tutaj można jedynie znaleźć treści, których zadaniem jest inspiracja i stymulacja do przemyśleń oraz refleksji, które to zadania każdy czytelnik musi już wykonać samodzielnie...

PS. Podziękowania dla kolegi Artura za sprawdzenie pozycji oraz przesłanie zrzutu ekranu. Myślę, że przy kolejnych artykułach będziemy brali twoje możliwości pod uwagę! Dzięki serdeczne za wsparcie!

piątek, 3 czerwca 2016

Podręcznik młodego szachisty - czyli pomoc początkującym szachistom

Uczeń opanował podstawowe reguły gry i często pojawia się pytanie: "co dalej?". Takie pytanie może nurtować również opiekunów lub instruktorów kółek szachowych czy też rodziców, którzy samodzielnie uczą szachów swoje pociechy. Co wówczas robić?

Urocze dzieciaki na okładce to klasyczna książka Dawidiuka, a zielone figurki - polskie wydanie!

Pod koniec roku 2003 zdobyłem rosyjską książeczkę o bardzo wdzięcznym (i dźwięcznym!) tytule: "Początkującym szachistom" (podtytuł: ćwiczenia, partie, kombinacje). Została wydana rok wcześniej w Białorusi. I od początku widziałem, że treści zawarte w tej książce są naprawdę dobrze dobrane i wyjaśnione. Było mi szkoda tego, że poziom edytorski i graficzny jest tak niski. Tak sobie myślałem, że gdyby po polsku pojawiła się ta książka, wówczas...

No właśnie! W tym roku pojawiła się owa książeczka wydana przez wydawnictwo Penelopa. Tytuł książki jest odrobinę inny ("Podręcznik młodego szachisty"), ale moim zdaniem dużo lepiej oddaje intencję autora. Zdecydowałem się na zakup tej książeczki, wierząc że będą miał okazję samodzielnie ocenić na ile upływ tych 14 lat (od daty publikacji) zmieni to co najbardziej mi przeszkadzało - poziom graficzny wydanej po rosyjsku książeczki. I naprawdę w końcu zostałem pozytywnie zaskoczony! Tak bardzo, że chcę się podzielić moimi wrażeniami, bo uważam, że jednak warto!

Z tego co zdążyłem porównać to treść pokrywa się w około 90-95% (patrz niżej). Niemniej polskie wydane zdecydowanie góruje i widać, że nie zostało ono zrealizowane metodą "kopiuj-wklej". Najważniejsze różnice to poprawienie drobnych błędów, lepsza jakość diagramów, wyższy poziom edytorski i nieco większy format. I teraz coś co może mocno zaskoczyć: pomimo tego, że diagramy są dużo mniejsze (rosyjska wersja 55mm, a polska zaledwie 34!), to ich jakość jest zdecydowanie wyższa! Aż miło się patrzy na takie pozytywne zmiany oraz polskie wydanie. Wiele osób ma rację, twierdząc że często poważną barierą (przed zakupem książki szachowej) jest język - bardzo niewiele osób zna rosyjski (zwłaszcza w porównaniu do ilości osób ze znajomością języka angielskiego).


"Książka zawiera materiały szkoleniowe dla młodych szachistów pierwszego i drugiego roku nauki (7-12 lat), zebrane, opracowane i sprawdzone w praktyce przez autora podczas wieloletniej pracy trenerskiej. Studiowanie książki, rozwiązywanie i poznawanie przykładów szkoleniowych będzie sprzyjało rozwojowi zdolności szachowych. Książka będzie pożyteczna również dla trenerów i opiekunów kółek szachowych". Taką informację możemy przeczytać na stronie początkowej (przed nagłówkiem "Od autora"). I rzeczywiście jest to dobra rekomendacja, która ma realne pokrycie.

Wszystkich diagramów jest 507, a z tego aż 357 stanowią zadania - czyli pozycje do rozwiązania. Pomimo tego, że są raczej małe, to jednak czytelne. Spis treści można zobaczyć na obrazku, więc zrobię jedynie krótki przegląd.

Rozdział "Hej, królu - zaczekaj!" zawiera podstawowe przykłady realizacji przewagi w grze ciężkimi figurami przeciwko samotnemu królowi. W ten sposób uczeń nauczy się przewidywać dwa posunięcia naprzód w prostych pozycjach. Natomiast w części "Kombinacje" będzie można zobaczyć przykłady kombinacji (uderzeń taktycznych). Te zadania przeznaczone są do samodzielnego rozwiązywania - poczynając od najprostszych a kończąc na bardziej złożonych. Według autora pozwoli to łatwo pokonać barierę przejścia z liczenia wariantów z dwóch do trzech oraz z trzech do czterech. Wydaje mi się to słusznym podejściem.

Jest jeszcze jeden rozdział, który mi się bardzo spodobał. Jest nim niejaki "Elementarz gry końcowej". Co bardzo ważne - zawiera pełny kurs końcówek z liczbą bierek nie większą niż cztery. Widać, iż zadbano o czytelnika (ucznia), bowiem do ćwiczeń dobrano pozycje pouczające i przystępne dla początkujących graczy. Oczywistym jest, że ich analiza przyniesie korzyści w rozgrywaniu końcowej fazy gry.

Natomiast na koniec moja ulubiona część tej książki - rozdział "Siedem początkowych posunięć", czyli zasady gry w debiucie. Podane zostały ogólne zasady wraz z wyjaśnieniem ich celu. Do tego kilkanaście przykładów partii (miniatur) w których przeciwnik nie gra tak jak należy. I partie nie tylko bardzo dobrze dobrane, ale i świetnie skomentowane.

Technicznie ostatni rozdział to krótka biografia mistrzów świata (do Ananda włącznie) wraz z pokazaniem jednej szkoleniowej partii. Autor proponuje odgadywanie posunięć, które wykonał przeciwnik (danego) mistrza świata. Jest to ciekawa propozycja zwłaszcza, że jeśli nasza propozycja będzie taka sama jak w partii, wówczas otrzymujemy punkty. Na końcu każdej partii pokazano jaka jest konieczna liczba punktów, aby podzielić radość zwycięstwa nad mistrzem świata, a jaka dla osiągnięcia remisu. Widać zatem wyraźnie, że autor w swojej pracy trenera pracuje różnorodnymi metodami!

Co jest bardzo silną stroną książki? Moim zdaniem bardzo dobre wyjaśnienia oraz duża liczba zadań do rozwiązywania. Autorowi udało się bardzo dobrze dobrać proporcję pomiędzy tematami, skalą trudności, ilością zadań do rozwiązania oraz świetną prezentacją najważniejszych idei. Widać to bardzo wyraźnie, ponieważ niemal wcale nie znajdziemy suchych wariantów - niemal wszystkie posiadają pouczające komentarze słowne. Innymi słowy: nie da się przerabiać tej książki, gubiąc się w morzu pobocznych wariantów czy kosmicznie trudnych pozycji (patrząc z perspektywy początkującego gracza).

No i na koniec klasyczne pytanie: dla kogo przeznaczona jest ta książka? Moim zdaniem będzie bardzo pomocna osobom, które są po etapie "znam reguły gry i nie wiem co dalej mam robić". Niemniej może być również wykorzystywana przez graczy, którzy mają 5 i 4 kategorię, bo rozdziały "Kombinacja" oraz "Elementarz gry końcowej" dają nieco wycisku. W przypadku tego ostatniego rozdziału to nawet byłby odpowiedni dla zawodników o poziomie czwartej oraz (niektórych) trzeciej kategorii.

Generalnie - uważam, że książka "Podręcznik młodego szachisty" to dość dobra propozycja dla tych, którzy zaczynają, ale nie wiedzą w którą stronę mają podążać (po tym jak zapoznali się z regułami gry). Równie dobrze może przydać się tym, którzy zaczynają przygodę szkolenia najmłodszych (dzieci w wieku 6-9 lat) i chcą być nieco do przodu, gdy trafią na bardziej wymagającego ucznia (czyli tego, który już zna reguły gry, ale chciałby wiedzieć nieco więcej niż to czym jest mat szewski).

Gdybym miał wystawić ocenę tej książce (w skali szkolnej: od 1 do 6), to byłaby to 4 lub 4+. Można byłoby tę pracę nieco poszerzyć (i przy okazji parę rzeczy poprawić), ale zapewne chodziło o wydanie książki w języku polskim, a nie nowy projekt. Jeśli zatem jest dużo lepsza od rosyjskiego oryginału (a jest!) to już naprawdę jest coś. Nie wymagajmy jednak cudów, bo te tworzy jedynie wydawnictwo Quality Chess.