Rozgrywam mecz z kolegą Danielem (2 kategoria; 1807 ELO). Poniżej możecie zobaczyć dwie nasze partie. Mam nadzieję, że mogą być interesujące, gdyż nie ma w nich większych podstawek, lecz realizacja niewielkiej przewagi w końcówce.
PARTIA nr 1: 2011.06.22 (wygrana)
PARTIA nr 2: 2011.06.28 (wygrana)
You can read about chess progress and what I am thinking about chess improvement (some advice for beginners and my interesting theory ;)). Możesz sobie poczytać na temat postępu szachowego i to co o nim myślę (pewne rady dla początkujących oraz moja ciekawa teoria). Na poniższej stronie możesz poczytać i/lub pobrać ciekawe artykuły na tematy szachowe: http://beginnerchessimprovement.weebly.com oraz http://www.beginnerchess.cba.pl
czwartek, 30 czerwca 2011
Partia trudna do podrobienia czy też dokładnie odtworzona?
Pojawia się pytanie: czy to partia grana samodzielnie czy też ruchy odtwarzane (przenosze) z programu szachowego (np. Houdini) na szachownicę jako symulacja własnego myślenia? Zapraszam do dzielenia się spostrzeżeniami, bo niebawem chcę napisać na temat tego po czym można poznać oszukiwanie (granie programem), a kiedy nie jest to możliwe (albo jak kto woli pewne).
Poniżej partia, której zgodność możecie sprawdzić z takimi silnikami jak Houdini czy Stockfish (oba darmowe i jedne z najsilniejszych na świecie)
1) Silnik StockFish (strona główna i link do ściągnięcia programu) (obecna wersja 2.11)
http://www.stockfishchess.com/
http://www.stockfishchess.com/download/
2) Silnik Houdini (strona główna i link do ściągnięcia programu) (obecna wersja 1.5)
http://www.cruxis.com/chess/houdini.htm
http://www.cruxis.com/chess/download/Houdini_15a.zip
Poniżej partia, której zgodność możecie sprawdzić z takimi silnikami jak Houdini czy Stockfish (oba darmowe i jedne z najsilniejszych na świecie)
1) Silnik StockFish (strona główna i link do ściągnięcia programu) (obecna wersja 2.11)
http://www.stockfishchess.com/
http://www.stockfishchess.com/download/
2) Silnik Houdini (strona główna i link do ściągnięcia programu) (obecna wersja 1.5)
http://www.cruxis.com/chess/houdini.htm
http://www.cruxis.com/chess/download/Houdini_15a.zip
piątek, 24 czerwca 2011
Nauka przegrywania i opanowanie oraz spokój wewnętrzny po porażkach
Nie wiem jak u was jest z przeżywaniem porażek. Oczywiście są różnego rodzaju porażki. Co innego przegrać ze słabym graczem po podstawieniu mata, hetmana... a co innego po walce do ostatniego piona. Inaczej także jest to samo, gdy gramy z silnym zawodnikiem. Ponadto także inna jest relacja, gdy dajemy z siebie wszystko, a inna gdy gramy od niechcenia, bez zaangażowania, koncentracji czy serca. Dlatego ciekawi mnie jak sobie radzicie z porażkami.
Ja ostatnio postanowiłem W PEŁNI akceptować swoją ułomność, głupotę, słabości i "ciemną stronę". To w końcu także część mnie, więc dlaczego jej uciekać czy jej zaprzeczać? Dziś przegrałem dobrą partię i normalnie powinien mnie szlag trafić... ale postanowiłem zmienić styl reagowania. Powiedziałem sobie, że będę pracował nad sobą, tak aby własne słabości nie niszczyły mojego rozwoju szachowego. Wyjaśniłem sobie, że bez porażek nie będę w stanie zmieniać swojej gry i nie będę w stanie nauczyć się przyzwoicie grać*. Dlatego każdą porażkę teraz będę traktował jak pewną lekcję z której można wyciągać wnioski. Oczywiście jest różnica między porażką, która była po znakomitej walce i przeciwnik znakomicie zagrał i jednym tempem wygrał po 100 ruchach, a taka w której w wygranej pozycji popełniamy PROSTE (i przy okazji głupie) błędy i na skutek tego przegrywamy. Niemniej patrząc na fakty - porażka jest porażką i nie ma co się nad tym rozczulać za bardzo. Po prostu porażka pokazuje nam, że JESZCZE NIE JESTEŚMY w pełni gotowi na to, aby wygrywać (jak kto woli - odnosić sukcesy).
Teraz drobne wyjaśnienie dlaczego zalecam grywanie partii na długi czas (minimum 45 lub 60minut, i przy okazji z dodawanym czasem 15 lub 30 sekund), zwłaszcza z nieco silniejszymi przeciwnikami:
1) dzięki graniu długich partii jesteś w stanie wydobyć i pokazać niemal WSZYSTKO na co cię stać. Wówczas odpada tłumaczenie typu "nie miałem czasu na sprawdzenie czy też znalezienie danego planu/ruchu". Oczywiście wiadomo, ze jest i tak ograniczenie czasowe (bo być musi), niemniej szansa, że zdążymy (!) wszystko przeliczyć, sprawdzić, pomyśleć i ocenić... jest dużo większa. Na pewno nie będziesz w stanie tego zrozumieć, dopóki nie zaczniesz grywać te długie i "nudne" partie (patrząc od strony osób, które grają setki czy tysiące blitzów).
2) jeśli grywasz z silniejszymi przeciwnikami, wówczas jest znacznie większa szansa, że ich siła gry sprawi, że będziesz musiał (!) dawać z siebie stopniowo coraz więcej. Dodatkowo kolejne porażki powinny pokazywać ci jaki zakres materiału jest jeszcze do przepracowania. Na pewno nie będzie tego, gdy będziesz zbyt często grywał ze słabymi przeciwnikami. Tylko silniejsi przeciwnicy będą w stanie pomóc ci zrozumieć dlaczego nie grasz jeszcze tak silno jak oni.
3) poważne partie, które rozgrywasz na odpowiedni czas są idealnym materiałem do analizy! Jeśli dokładnie przyjrzysz się takim partiom, w których dawałeś z siebie wszystko, to bardzo szybko zobaczysz nad czym trzeba aktualnie popracować. Każda taka partia to cenna możliwość przyjrzenia się sobie w kontekście tego, abyś miał diagnozę jak na dłoni. Nawet jeśli wygrywasz to nie musi jednoznacznie oznaczać, że grasz bardzo dobrze. Jedynie dobra (dogłębna) analiza jest w stanie pokazać ci, które obszary są dobre, a które wymagają poprawek. Jeśli nauczysz się solidnie analizować swoje partie i stale poprawiać najważniejsze błędy... to jesteś na najlepszej drodze do osiągnięcia mistrzostwa.
4) dzięki tego typu partiom możesz wyciągać odpowiednie wnioski. Takie partie znakomicie pokazują dlaczego końcowy rezultat był taki a nie inny. W czasie partii także możesz na bieżąco siebie obserwować - czy boisz się danej pozycji czy też wiesz co w niej grać. A może jest tak, że w czasie partii "wszystko widzisz i rozumiesz", a tak naprawdę dopiero analiza wykaże ci, że twoje plany, obliczenia oraz wnioski... sprawią, że twoje zrozumienie i umiejętności są jedynie złudzeniem?! Na pewno wyciąganie wniosków z partii jest absolutnie konieczne jeśli zależy ci na dążeniu do mistrzostwa szachowego.
Podsumowując: przyglądaj się sobie, eliminuj słabości (szachowe ale i te własne - ludzkie!), wzmacniaj swoje silne strony, analizuj, wyciągaj wnioski i jeśli trzeba zmieniaj! Im bardziej szczerze wejdziesz w ten PROCES, tym szybciej będziesz na drodze do mistrzostwa. Tak naprawdę szachy są dla nas prawdziwym "lustrem" jeśli mamy odwagę (!) zobaczyć siebie takimi jacy jesteśmy: ze swoim słabościami, wadami, silnymi stronami, obawiami, sukcesami, marzeniami, pragnieniami. To właśnie od nas zależy czy szachy będą nam pomocne w rozwoju czy też będą jedynie zapełnieniem wolnego czasu.Ja ostatnio postanowiłem W PEŁNI akceptować swoją ułomność, głupotę, słabości i "ciemną stronę". To w końcu także część mnie, więc dlaczego jej uciekać czy jej zaprzeczać? Dziś przegrałem dobrą partię i normalnie powinien mnie szlag trafić... ale postanowiłem zmienić styl reagowania. Powiedziałem sobie, że będę pracował nad sobą, tak aby własne słabości nie niszczyły mojego rozwoju szachowego. Wyjaśniłem sobie, że bez porażek nie będę w stanie zmieniać swojej gry i nie będę w stanie nauczyć się przyzwoicie grać*. Dlatego każdą porażkę teraz będę traktował jak pewną lekcję z której można wyciągać wnioski. Oczywiście jest różnica między porażką, która była po znakomitej walce i przeciwnik znakomicie zagrał i jednym tempem wygrał po 100 ruchach, a taka w której w wygranej pozycji popełniamy PROSTE (i przy okazji głupie) błędy i na skutek tego przegrywamy. Niemniej patrząc na fakty - porażka jest porażką i nie ma co się nad tym rozczulać za bardzo. Po prostu porażka pokazuje nam, że JESZCZE NIE JESTEŚMY w pełni gotowi na to, aby wygrywać (jak kto woli - odnosić sukcesy).
Teraz drobne wyjaśnienie dlaczego zalecam grywanie partii na długi czas (minimum 45 lub 60minut, i przy okazji z dodawanym czasem 15 lub 30 sekund), zwłaszcza z nieco silniejszymi przeciwnikami:
1) dzięki graniu długich partii jesteś w stanie wydobyć i pokazać niemal WSZYSTKO na co cię stać. Wówczas odpada tłumaczenie typu "nie miałem czasu na sprawdzenie czy też znalezienie danego planu/ruchu". Oczywiście wiadomo, ze jest i tak ograniczenie czasowe (bo być musi), niemniej szansa, że zdążymy (!) wszystko przeliczyć, sprawdzić, pomyśleć i ocenić... jest dużo większa. Na pewno nie będziesz w stanie tego zrozumieć, dopóki nie zaczniesz grywać te długie i "nudne" partie (patrząc od strony osób, które grają setki czy tysiące blitzów).
2) jeśli grywasz z silniejszymi przeciwnikami, wówczas jest znacznie większa szansa, że ich siła gry sprawi, że będziesz musiał (!) dawać z siebie stopniowo coraz więcej. Dodatkowo kolejne porażki powinny pokazywać ci jaki zakres materiału jest jeszcze do przepracowania. Na pewno nie będzie tego, gdy będziesz zbyt często grywał ze słabymi przeciwnikami. Tylko silniejsi przeciwnicy będą w stanie pomóc ci zrozumieć dlaczego nie grasz jeszcze tak silno jak oni.
3) poważne partie, które rozgrywasz na odpowiedni czas są idealnym materiałem do analizy! Jeśli dokładnie przyjrzysz się takim partiom, w których dawałeś z siebie wszystko, to bardzo szybko zobaczysz nad czym trzeba aktualnie popracować. Każda taka partia to cenna możliwość przyjrzenia się sobie w kontekście tego, abyś miał diagnozę jak na dłoni. Nawet jeśli wygrywasz to nie musi jednoznacznie oznaczać, że grasz bardzo dobrze. Jedynie dobra (dogłębna) analiza jest w stanie pokazać ci, które obszary są dobre, a które wymagają poprawek. Jeśli nauczysz się solidnie analizować swoje partie i stale poprawiać najważniejsze błędy... to jesteś na najlepszej drodze do osiągnięcia mistrzostwa.
4) dzięki tego typu partiom możesz wyciągać odpowiednie wnioski. Takie partie znakomicie pokazują dlaczego końcowy rezultat był taki a nie inny. W czasie partii także możesz na bieżąco siebie obserwować - czy boisz się danej pozycji czy też wiesz co w niej grać. A może jest tak, że w czasie partii "wszystko widzisz i rozumiesz", a tak naprawdę dopiero analiza wykaże ci, że twoje plany, obliczenia oraz wnioski... sprawią, że twoje zrozumienie i umiejętności są jedynie złudzeniem?! Na pewno wyciąganie wniosków z partii jest absolutnie konieczne jeśli zależy ci na dążeniu do mistrzostwa szachowego.
Niebawem będę publikował (na stronie którą podałem w poprzednim wpisie) moje partie z okresu mojej szachowej młodości. Będę starał się opisywać je nie tylko od strony czysto szachowej (oceny pozycji, plany, realizacja, itd.), lecz przede wszystkim z całą otoczką, która towarzyszyła tej partii i mój sposób myślenia, wiedza, umiejętności i szachowe przekonania. Mam nadzieję, że być może stanie się to dla was impulsem, aby uważniej przyglądać się sobie. Szachy to nie tylko dobra pamięć oraz świetne liczenie wariantów i dobra ocena pozycji. Dla mnie szachy to dodatkowo droga do przyglądania się i rozwoju siebie samego.
sobota, 11 czerwca 2011
Wielokrotne powtarzanie jednym kluczowych elementów sukcesu - magia powtarzania
Ostatnio zastanawiałem się nad tym, dlaczego pewne sprawy dziś rozumiemy i umiemy, a za pół roku czy rok już niewiele z tego zostaje (i niejako od nowa się trzeba do tego zabierać). Okazuje się, że bez powtarzania wiedza (jak też umiejętności) szybko zanika :). Oczywiście nie jest to odkrycie jakoś specjalnie nowe, ale na pewno być może wielu z wam da kolejne pole do popisu :). Jeśli nie powtarzacie końcówek - to "ulecą" wam z głowy. Tak samo z grą środkową czy debiutową - im więcej razy będziecie powtarzać (i lekko poszerzać) daną partię (porcję) materiału... tym większa szansa, że zostanie to w głowie na długo :).
Chcę spróbować na sobie tego sposobu: wielokrotnego powtarzania, utrwalania oraz poszerzania w dwóch dziedzinach (tych, które dam rade przemęczyć):
Chcę spróbować na sobie tego sposobu: wielokrotnego powtarzania, utrwalania oraz poszerzania w dwóch dziedzinach (tych, które dam rade przemęczyć):
1) Taktyka - zadania (kombinacje)
2) Końcówki - zadania testowe (do rozwiązania)
Postaram się przerobić 1000 końcówek, z tego chcę umieć 400-500 w postaci biegłej (tzn. natychmiastowa ocena pozycji, kilka sekund zastanowienia się i ocena/wynik, po tej chwili także wskazanie planu realizacji przewagi albo też obrony).
Natomiast odnośnie taktyki to chce zrobić 5000 zadań (kombinacji) - od poziomu 1200 do poziomu 2200. Zadania będą wielokrotnie powtarzane, niemniej chce osiągnąć poziom biegłości w następujących obszarach:
a) poziom 1000-1200 - poprawność 100%
b) poziom 1201-1400 - poprawność 99%
c) poziom 1401-1600 - poprawność 95%
d) poziom 1601-1800 - poprawność 90%
e) poziom 1801-2000 - poprawność 88%
f) poziom 2001-2200 - poprawność 85%
Czyli będę na tyle powtarzał dane zadania (zwłaszcza niepoprawne lub te, które się nie utrwaliły), aż osiągnę w/w biegłość. Posiadam dostęp do zbiorów zadań (kombinacje) od poziomu 1000 do 2100 - szacunkowo około 20-25 tysięcy zadań. Tak więc nie będzie problemu z ich wyborem i ze zbyt małą ilością ;).
Zakładam, że zajmie mi to około 18 miesięcy (okres 1,5 roku - do końca 2012 roku). Chcę sprawdzić czy tego typu eksperyment zmieni coś w mojej grze (głównie taktyce i końcówkach oczywiście). To dość duże wyzwanie, ale jestem przekonany, że jeśli uda mi się je zrealizować, to inni będą mogli wówczas sprawdzić na ile jest prawdą "magia powtarzania". Wiele razy bowiem natknąłem się na sytuację w której trenerzy, instruktorzy czy też osoby chcące zrobić postęp pisały (mówiły): "to były setki (tysiące) pozycji i wielokrotne ich powtarzanie - bez tego nie byłbym w stanie osiągnąć obecnego poziomu (biegłości)".
Przy okazji jeśli będzie okazja, to będę przytaczał różne książki oraz artykuły i wypowiedzi związane z "magią powtarzania" - mam nadzieje, że będzie to dla was kolejna możliwość sprawdzenia siebie oraz wskazówka pomocna na drodze szachowego rozwoju :).
Jeśli macie ochotę o coś zapytać czy skomentować to proszę bardzo :)
PS. Trzymajcie kciuki, bo to będzie ciężka próba - wszak będę niejako skazany na kilkaset godzin oglądania, rozwiązywania i powtarzania pozycji szachowych - potem mogę zamiast ludzi widzieć bierki szachowe :D
PS. Trial dedicated to my deep chess inspiration - Fhjull ;). Thx bro!
czwartek, 9 czerwca 2011
Wielowymiarowość szachów - w tym tkwi magia, siła oraz potęga królewskiej gry
Pewnie duża część szachistów będzie miała poważne problemy ze zrozumieniem tego co napiszę w tym wątku. Niemniej chyba jest to więcej niż konieczne.
Szachy są WIELOWYMIAROWE. Przynajmniej ja je tak postrzegam, doświadczam, odczuwam oraz oceniam. Nawet jeśli dla innych nie są, to dla mnie jak najbardziej są. Poniżej pokaże dlaczego:
1) Szachami może zajmować się każdy
Nie ważne czy masz lat 6, 20, 85 czy 55. Nie ma znaczenia czy jesteś kobietą czy mężczyzną. To czy wierzysz w Boga czy też jesteś biedny czy bogaty albo czy jesteś innego koloru skóry niż większość populacji. Nie liczy się także to czy jesteś mądry czy głupi, czy mieszkasz na wsi czy w mieście oraz czy masz umiejętności, których inni nie mają (albo na odwrót). Liczy się JEDYNIE to, że jest coś co sprawia, że chcesz i zajmujesz się szachami.
2) Szachy mogą dawać wiele radości
Nie ważne w jaki sposób wykorzystujesz szachy, po to, aby sprawiały ci radość. Jeśli jeszcze jest coś co sprawia, że inni także cieszą się tym, że zajmujesz się szachami i mają z tego jakieś korzyści, to coś pięknego. Nie ma znaczenia czy zajmujesz się historią szachów, piszesz artykuły szachowe, rozgrywasz wspaniałe partie, uczestniczysz w turniejach, wygrywasz mecze, analizujesz różne pozycje szachowe, prowadzisz lekcje albo ćwiczenia szachowe. Powodów i możliwości są tysiące (a może i miliony?!).
3) Szachy mogą być postrzegane wielowymiarowo.
Szachy są WIELOWYMIAROWE. Przynajmniej ja je tak postrzegam, doświadczam, odczuwam oraz oceniam. Nawet jeśli dla innych nie są, to dla mnie jak najbardziej są. Poniżej pokaże dlaczego:
1) Szachami może zajmować się każdy
Nie ważne czy masz lat 6, 20, 85 czy 55. Nie ma znaczenia czy jesteś kobietą czy mężczyzną. To czy wierzysz w Boga czy też jesteś biedny czy bogaty albo czy jesteś innego koloru skóry niż większość populacji. Nie liczy się także to czy jesteś mądry czy głupi, czy mieszkasz na wsi czy w mieście oraz czy masz umiejętności, których inni nie mają (albo na odwrót). Liczy się JEDYNIE to, że jest coś co sprawia, że chcesz i zajmujesz się szachami.
2) Szachy mogą dawać wiele radości
Nie ważne w jaki sposób wykorzystujesz szachy, po to, aby sprawiały ci radość. Jeśli jeszcze jest coś co sprawia, że inni także cieszą się tym, że zajmujesz się szachami i mają z tego jakieś korzyści, to coś pięknego. Nie ma znaczenia czy zajmujesz się historią szachów, piszesz artykuły szachowe, rozgrywasz wspaniałe partie, uczestniczysz w turniejach, wygrywasz mecze, analizujesz różne pozycje szachowe, prowadzisz lekcje albo ćwiczenia szachowe. Powodów i możliwości są tysiące (a może i miliony?!).
3) Szachy mogą być postrzegane wielowymiarowo.
Dla jednych będzie to gra, dla innych sztuka, dla jeszcze innych nauka. Są także tacy, którzy zajmują się szachami i odnajdują w nich coś czego nie widzą i nie rozumieją inni. Czasem będą to badania szachowe, innym razem analizy (debiutów, końcówek, gry środkowej), a jeszcze innym razem - artykuły szachowe czy też po prostu rozegrana partia.
No i na koniec: Szachy mogą być jak miłość, muzyka.... mogą czynić ludzi szczęśliwymi i dawać radość. I wcale nie ma znaczenia z jakiego powodu. Każdy może sam zdefiniować co będzie sprawiało, że szachy będą dla niego w pewien sposób ważne, ciekawe czy też fascynujące. Nie zapominajmy bowiem, że szachy są jak ocean, w którym słoń może się wykąpać, komar może się napić, mol może poszaleć i nieco popływać, demon może zachwycać się ich pięknem oraz tworzyć coś niesamowitego.... a dzik może wygrywać z kolejnymi przeciwnikami. A co z Hajdzikiem?! No jasne!.... a Hajdzik może się dzięki szachom rozwijać, stale uczyć nowych rzeczy oraz doświadczać tego, że szachy są w pewien sposób nieskończone i niewyczerpane! :)
No i na koniec: Szachy mogą być jak miłość, muzyka.... mogą czynić ludzi szczęśliwymi i dawać radość. I wcale nie ma znaczenia z jakiego powodu. Każdy może sam zdefiniować co będzie sprawiało, że szachy będą dla niego w pewien sposób ważne, ciekawe czy też fascynujące. Nie zapominajmy bowiem, że szachy są jak ocean, w którym słoń może się wykąpać, komar może się napić, mol może poszaleć i nieco popływać, demon może zachwycać się ich pięknem oraz tworzyć coś niesamowitego.... a dzik może wygrywać z kolejnymi przeciwnikami. A co z Hajdzikiem?! No jasne!.... a Hajdzik może się dzięki szachom rozwijać, stale uczyć nowych rzeczy oraz doświadczać tego, że szachy są w pewien sposób nieskończone i niewyczerpane! :)
PS. Mała zagadka dla klanowiczów dziki. Jak się nazywa dzik, który zawsze wita się ze wszystkimi?
poniedziałek, 30 maja 2011
Najlepszy sposób na szachowy postęp według wielkiego Capablanki
What is the best way to improve?
"There is only one recipe. First all there must be the willingness* to study. Secondly, practice diligently and make it a point to meet stronger opponents. If that does not work give it up. Be content to be a wood shifter. That, too, has its joys and compensations."
Jaki jest najlepszy sposób, aby robić postępy w szachach?
Jest tylko jeden przepis. Przede wszystkim musi być chęć do studiowania. Po drugie, należy wiele praktykować (czyli grywać) i stale mieć cel, aby spotykać się (w celu rozgrywania kolejnych partii) z silniejszymi przeciwnikami. Jeśli to nie będzie działało (przynosiło sukcesów), to odpuść sobie (zrezygnuj z tego). Bądź po prostu zwykłym grajkiem ("przesuwaczem drewna"). To również ma swój urok oraz rekompensatę.
Taką radę dał Capablanka (były mistrz świata - uznawany za jednego z geniuszy szachowych, który miał niemal intuicyjne wyczucie szachów).
* słowo "willingness" - oznacza dosłownie: gotowość do zrobienia czegoś; osobiście bym to nazwał jako "świadomy wybór związany z realizacją danego celu". Często się mawia, że ktoś dojrzał do pewnych spraw. Jest to moim zdaniem właśnie połączenie "dojrzałości" oraz "chęci zrealizowania celu" - czyli gotowość do poświęcenia się czemuś. Tak, tak - aby odnosić (znaczące) sukcesy, konieczne jest przynajmniej częściowe poświęcenie się danej materii. Przy okazji warto dodać, iż bez umiłowania ("uwielbiam to co robię, nawet jeśli bywa trudne"), wytrwałości ("tak, będę to robił przez następne 10-20 lat") oraz determinacji ("jeśli będzie trzeba, to ograniczę inne aktywności i więcej czasu oraz energii poświęce na to co zdecydowałem") nie będzie możliwe uzyskiwanie (zbliżanie się do) poziomu mistrzowskiego oraz osiąganie znacznych postępów (wraz z wynikami naszej pracy).
Moim zdaniem jest to bardzo ogólna rada, niemniej zawiera całą esencję tego co obecnie jest rozkładane na czynniki pierwsze. Omawiają to współcześni autorzy szachowi (zwykle trenerzy i instruktorzy, a niekiedy we współpracy z praktykami - zawodowymi szachistami), ujmując to w kategoriach szachowego treningu, metod przygotowania, rozwoju szachowego, pracy nad błędami oraz systematycznego kursu lub programu szachowej nauki (edukacji). Obecnie jest co najmniej około 30-50 podręczników (w języku angielskim i rosyjskim), które omawiają tego typu zagadnienia. I co ważne: są one naprawdę coraz wyższej jakości, chociaż niektóre z nich są raczej przewodnikami, a kilka z nich typowymi "samouczkami" (np. od poziomu 1000 do 1600, czy też od 1800 do 2100).
Jeśli będziecie chcieli, abym opisywał tego typu książki (co zawierają, dla kogo są przeznaczone i jakie zawierają zagadnienia), to proszę o komentarze (potwierdzenie). W tym momencie mam co najmniej kilka takich pozycji, więc co jakiś czas mógłbym prezentować tego typu opisy (recenzje) pozycji typowo szkoleniowych (mam na myśli te, które zawierają znacznie "postęp" czy też "polepszenie gry" w swojej treści).
wtorek, 24 maja 2011
Nauka szachów: mam się uczyć tego co muszę, chcę czy czego powinienem?
Tym razem napiszę krótko o nauce szachów.
Zauważmy, że jest przynajmniej kilka możliwości uczenia się szachów:
1) uczenie się tego co muszę
2) uczenie się tego co powinienem
3) uczenie się tego co chcę
W tym momencie przychodzi na myśl CEL takiej nauki. W przypadku braku chęci uzyskiwania wyników wystarczy uczyć się tego co się chce (#3). Jeśli ktoś jednak chce mieć przyzwoity poziom gry, to warto uzupełniać braki w edukacji szachowej, a wtedy trzeba się uczyć tego co powinniśmy (#2). Natomiast jeśli ktoś rozważa szachy w aspekcie profesjonalnym (czyli wyniki, efekty, rankingi, turnieje, nagrody, itp.), wówczas jedynym wyjściem jest uczenie się tego co się musi umieć (#1).
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że w dowolnym okresie (życia oraz kariery szachowej) można się przełączać między tymi celami nauki. Można także wypróbować jak będziemy funkcjonować, gdy narzucimy sobie pewien reżim treningowy (ew. wyniki, które chcemy osiągnąć - np. osiągnięcie 1 kategorii) oraz przez pewien czas - jak nam się pracuje (i jak się z tym czujemy), gdy uczymy się wyłącznie tego co chcemy (czyli typowe granie dla przyjemności).
Gdyby schematycznie rozrysować wszystkich szachistów jako całość (100%), to największa grupa będzie typowych zapaleńców, amatorów i pasjonatów szachowych (#3), następnie kolejno ci, którzy chcą się czegoś o szachach dowiadywać i czasem grywają w turniejach (z różnymi wynikami, ale na pewno uczestniczą w życiu szachowym) (#2) oraz na samym końcu zawodowi szachiści (#1).
Podobnie jak ze skalą trudności: najwięcej energii, czasu oraz poświęcenia wymaga podejście nr 1 (zawodowcy), następnie nr 2 (półzawodowcy i silni amatorzy) a na końcu podejście nr 3 (typowi amatorzy, pasjonaci i zapaleńcy szachowi).
Można też podzielić proces uczenia się szachów (mowa o nauce teorii) na materiał, który lubimy (A) i taki, którego nie lubimy (B). Nie wnikam w przyczynę tego dlaczego pewne elementy szachowej teorii jedni lubią a inni nie lubią - po prostu: każdy ma swoje podejście do szachów i to co bardziej i mniej lubi (czy wręcz niekiedy nawet to czego nie cierpi).
Moim zdaniem należy uczyć się przede wszystkim tego co nam sprawia radość, przyjemność i zadowolenie. Niemniej jeśli komuś zależy na rezultatach i (coraz wyższej) jakości gry, to konieczne jest także przyswajania tego czego nie lubimy. Zwykle istnieje "dziwna" zależność, że gracze, którzy nie lubią danej części teorii... bywają zadziwiająco w niej słabi. Przykładowo ja nie cierpię debiutów, więc jestem w nich najsłabszy. Natomiast bardzo lubie końcówki, więc jestem w nich najsilniejszy. Niemniej teraz zamierzam nadrobić nieco moje zaległości poprzez naukę tego czego nie lubię (albo to czego się przez lata nie uczyłem, chociaż obiecałem sobie, że "od jutra się za to wezmę").
Teraz pytanie w jaki sposób podchodzić do materiału, który mamy opanować, a go nie lubimy? Moim zdaniem warto stosować różne triki i sztuczki. Jedną z nich może być to, aby uczyć się nielubianego materiału małymi dawkami. Kolejnym sposobem może być "przeplatanka". To znaczy - uczymy się tego czego nie lubimy przez 20-30 minut, a w nagrodę później uczymy się tego co najbardziej lubimy (np. kombinacji) przez kolejną godzinę albo półtorej.
Na koniec zapamiętajmy coś co stale powtarzają trenerzy i instruktorzy: NIE MOŻNA STAWAĆ SIĘ MISTRZEM (tzn. coraz silniejszym szachistą) jeśli ma się (zbyt) duże braki w poszczególnych elementach sztuki szachowej! Oto przyczyna dla której mistrzowie szachowi są równie trudni do ogrania w każdej fazie partii: debiucie, grze środkowej i końcowej.
Ponadto warto się także sprawdzać i doskonalić: nie tylko w szachach, ale i życiu... stawania sie mistrzem nie polega wyłącznie na robieniu rzeczy, które sprawiają nam przyjemność. Często bywa tak, że pewna dawka rzeczy nielubianych może nam bardziej pomóc aniżeli 10x większa dawka tych, które sprawiają nam przyjemność i wprawiają w stan zadowolenia! Najczęściej bywa tak, że dopiero wtedy, gdy jakość naszej sztuki szachowej nas nie zadowala.... to wtedy dopiero mobilizujemy się do tego, aby "coś z tym zrobić", prawda? :). Dlatego ważne jest to, aby starać się także uczyć tego co niewygodne, trudne czy też nie do końca przez nas lubiane. Zwłaszcza mówię o rzeczach, które przyniosą nam korzyści! Jak pisał bowiem jeden z arcymistrzów szkockich - GM Johnatan Rowson (w książce "Chess for Zebras"):
Postęp (szachowy) zaczyna się (dopiero) po przekroczeniu strefy komfortu ("Improvement begins at the edge of your comfort zone").
Mam nadzieję, że przekonałem was co do tego, że nie chodzi jedynie o samą przyjemność, lecz także o to, aby pracować nad tym co potrzebne i konieczne do odnoszenia sukcesów i rozwijania się dzieki szachom, prawda? :)
piątek, 20 maja 2011
Oszukiwanie siebie jako nienajlepszy sposób na robienie postępów w szachach
Niestety. Kolejny raz widzę, że zamiast POWAŻNIE podchodzić do partii to gram "na strzały" i kompletnie jak partacz. Na szczęście przeciwnicy mnie prostują i pokazują, że jeszcze dużo muszę się nauczyć, aby zacząc wygrywać. Przede wszystkim konieczne jest wzięcie się za PORZĄDNY szachowy trening i POWAŻNE podchodzenie do rozgrywanych partii. To jest dokładnie to co stale piszę Wam, a sam nie stosuje (tak, wstyd się przyznać!). Szlag mnie trafia, że przegrywam w tak prosty sposób (podstawiając pionki nawet jak nie jest to konieczne), ale niestety w tej chwili jeszcze nie dojrzałem szachowo do tego, aby dawać z siebie wszystko co na co mnie stać. Myślę, że jeśli wewnętrznie popracuję nad sobą, a dodatkowo nad szachowymi słabościami (debiut, gra środkowa, końcowki oraz taktyka!) to będzie widać efekty pracy (w postaci jakości partii, ale być może także i lepszych wyników). Nie może tak być, że gram, "aby zagrać".
No i chyba jedno z najtrudniejszych rzeczy, które są konieczne, aby stać się silnym amatorem szachowym: znosić porażki z godnością oraz pokorą. Wyciągać wnioski, pracować nad eliminowaniem słabości i stale sprawdzać się z lepszymi. To nie ma końca, ale tylko w ten sposób można coś osiągnąć. Nawet jak dzięki szachom widzimy, że czasem zagraliśmy jak osoba upośledzona szachowo. Tyle, że upośledzeni nie zdają sobie z tego sprawy, a ci, którzy marzą o sukcesach... tak!
Moim celem na kolejne 2-3 lata będzie rozegranie ok. 500-600 partii poważnych - wtedy powinienem dojść do mojego maxa (tzn. 90-95% możliwości realizacji potencjału szachowego). Wiele razy udowadniałem sobie, że potrafię pewne rzeczy zrobić. Najtrudniejsze jednak jest to, aby zrobić coś setki razy powtarzając te same czynności i tysiące razy godząc się z porażkami, bólem, cierpieniem i tym co sprawia, że osiągnięcie mistrzostwa w szachach jest "zarezerwowane" dla nielicznych. Niemniej trening czyni mistrza, natomiast bez wytrwałej, ciężkiej i efektywnej pracy.... nie będzie długotrwałych efektów. Nie sztuka zagrać kilka partii na poziomie 2200-2300. Sztuka jest STALE potrafić grać na tak wysokim poziomie. Niemniej nic za darmo: pracujesz - zyskujesz; oszukujesz (siebie) - dostajesz (oszukane) marne efekty.
No i chyba jedno z najtrudniejszych rzeczy, które są konieczne, aby stać się silnym amatorem szachowym: znosić porażki z godnością oraz pokorą. Wyciągać wnioski, pracować nad eliminowaniem słabości i stale sprawdzać się z lepszymi. To nie ma końca, ale tylko w ten sposób można coś osiągnąć. Nawet jak dzięki szachom widzimy, że czasem zagraliśmy jak osoba upośledzona szachowo. Tyle, że upośledzeni nie zdają sobie z tego sprawy, a ci, którzy marzą o sukcesach... tak!
Moim celem na kolejne 2-3 lata będzie rozegranie ok. 500-600 partii poważnych - wtedy powinienem dojść do mojego maxa (tzn. 90-95% możliwości realizacji potencjału szachowego). Wiele razy udowadniałem sobie, że potrafię pewne rzeczy zrobić. Najtrudniejsze jednak jest to, aby zrobić coś setki razy powtarzając te same czynności i tysiące razy godząc się z porażkami, bólem, cierpieniem i tym co sprawia, że osiągnięcie mistrzostwa w szachach jest "zarezerwowane" dla nielicznych. Niemniej trening czyni mistrza, natomiast bez wytrwałej, ciężkiej i efektywnej pracy.... nie będzie długotrwałych efektów. Nie sztuka zagrać kilka partii na poziomie 2200-2300. Sztuka jest STALE potrafić grać na tak wysokim poziomie. Niemniej nic za darmo: pracujesz - zyskujesz; oszukujesz (siebie) - dostajesz (oszukane) marne efekty.
I na koniec: nie można stać się prawdziwym mistrzem (ekspertem) bez tysięcy godzin spędzonych na doskonaleniu siebie i materii w której chcemy być naprawdę najlepsi. Tak samo jak nie można się nauczyć robienia czegoś na bardzo wysokim poziomie, gdy nie doświadczymy tysięcy porażek. Sztuką jest bowiem wyciąganie z każdej z nich (!) wniosków oraz nie popełnianie dwa razy tego samego błędu. Sukces jest dużo prostszy niż się wydaje, ale wymaga POWAŻNEGO podejścia. Zwłaszcza jeśli to ma być trwały sukces, a nie chwilowe samozadowolenie!
poniedziałek, 16 maja 2011
Systematyczne granie poważnych partii na FICS: uzyskane efekty po 14 miesiącach
Po nieco ponad roku grania (dokładnie 14 miesięcy) poważnych partii zauważam, że moja praktyczna siła zaczyna się nieco podnosić, a co najważniejsze zaczyna być widoczna TWARDOŚĆ w grze, stawianie dobrego oporu oraz dużo myślenia oraz liczenia! Jak z powyższych wykresów i danych wynika od marca 2010 do maja 2011 mój poziom na FICS wzrósł o jakieś 90-100 punktów. Jest to bardzo duża zasługa rozgrywanych trudnych pojedynków z różnymi graczami. Gram bowiem w lidze (obecnie w 3 drużynach) jak i w Powolniaku oraz w 2 turniejach (STC Bunch oraz Rainbow Warriors). To gwarantuje mi, że zwykle w tygodniu zagram 5-6 partii poważnych. Może wydawać się to niewiele, niemniej jeśli porównamy to do tego, że w ciągu 14 lat rozegrałem ok 240 partii klasycznych (w tym 200-210 na zapis jako oficjalnie w turnieju lub lidze szachowej).
Natomiast w ciągu ostatnich 14 miesięcy już 90... to widać DUŻĄ różnicę, prawda?! Na serwerze FICS udaje mi się osiągać ranking w granicach 1900-1950. Gram na 95% mocy, więc teraz kolejny wzrost poziomu będzie związany nie tylko z graniem, lecz z dodatkowym przyswajaniem wiedzy.
Szczerze mówiąc to podejrzewałem, że po roku efekty samego grania (niestety jeszcze nie zacząłem treningu poza 1 zbiorem zadań przerobionym w ostatnim roku i jednej książeczce) będą oscylowały w ramach +50 do +60 punktów (tzn. 1830 na 1890). Niemniej po 90 partiach i maksymalnym wysiłku z mojej strony poziom mojej gry wzrósł od 1830 do 1930! Czyli aż 100 oczek! Rzecz jasna nie jest on jeszcze maksymalnie stabilny, niemniej jeśli się poważnie skupię, bo zwykle jestem w stanie nawiązywać walkę z zawodnikami nawet poziomu 1900-1960 (rok temu ledwie 1820-1860).
W tym momencie czuję, że dalej ranking raczej już sam nie urośnie (max do 2000-2020), gdyż brakuje zasobu wiedzy oraz rozwiązywanych zadanek (kombinacje i końcówki zwłaszcza, ale strategia i plany oraz debiuty też by się przydało w końcu ruszyć).
Dlatego jeśli jesteście ambitnymi pasjonatami i amatorami szachowymi i chcecie się sprawdzić z POWAŻNYMI zawodnikami (a za takich uważam tych w granicach 1800-2200), to koniecznie pomyślcie o rozgrywkach na FICS. Dla mnie to jedyna realna droga dzięki której mogę czuć, że moja gra coraz bardziej zawiera plany, ocenę, liczenie oraz dużo myślenia i walki! :). Coś czego dawniej nie było, bo w blitzach nie było na to czasu, zgody oraz chęci ;).
Zapraszam do komentowania - jeśli macie ochotę :)
PS. Na kurniku rzadko już grywam, bo szkoda mi czasu: wolę zamiast 10 blitzów zagrać 1 lub 2 poważne partie. Obecnie to moje priorytety (poza zabraniem się za czytanie książek oraz jakieś zadanka w końcu).
Szczerze mówiąc to podejrzewałem, że po roku efekty samego grania (niestety jeszcze nie zacząłem treningu poza 1 zbiorem zadań przerobionym w ostatnim roku i jednej książeczce) będą oscylowały w ramach +50 do +60 punktów (tzn. 1830 na 1890). Niemniej po 90 partiach i maksymalnym wysiłku z mojej strony poziom mojej gry wzrósł od 1830 do 1930! Czyli aż 100 oczek! Rzecz jasna nie jest on jeszcze maksymalnie stabilny, niemniej jeśli się poważnie skupię, bo zwykle jestem w stanie nawiązywać walkę z zawodnikami nawet poziomu 1900-1960 (rok temu ledwie 1820-1860).
W tym momencie czuję, że dalej ranking raczej już sam nie urośnie (max do 2000-2020), gdyż brakuje zasobu wiedzy oraz rozwiązywanych zadanek (kombinacje i końcówki zwłaszcza, ale strategia i plany oraz debiuty też by się przydało w końcu ruszyć).
Dlatego jeśli jesteście ambitnymi pasjonatami i amatorami szachowymi i chcecie się sprawdzić z POWAŻNYMI zawodnikami (a za takich uważam tych w granicach 1800-2200), to koniecznie pomyślcie o rozgrywkach na FICS. Dla mnie to jedyna realna droga dzięki której mogę czuć, że moja gra coraz bardziej zawiera plany, ocenę, liczenie oraz dużo myślenia i walki! :). Coś czego dawniej nie było, bo w blitzach nie było na to czasu, zgody oraz chęci ;).
Zapraszam do komentowania - jeśli macie ochotę :)
PS. Na kurniku rzadko już grywam, bo szkoda mi czasu: wolę zamiast 10 blitzów zagrać 1 lub 2 poważne partie. Obecnie to moje priorytety (poza zabraniem się za czytanie książek oraz jakieś zadanka w końcu).
piątek, 13 maja 2011
Efekty grania poważnych partii - krótkie podsumowanie
Od marca 2010 roku gram POWAŻNE (jak dla mnie) partie, które są typu standard. Oznacza to, że jest minimum 30 minut na zawodnika. Najczęściej jest to tempo 45+45 lub 60+10 (ew. 60+30).
Grywam na FICS w takich rozgrywkach jak: 6 edycja Powolniaka (kilkanaście partii w ciągu pół roku); ligowe rozgrywki na FICS: T44, i obecnie T45 (w 3 drużynach); uczestniczę w turnieju STC Bunch i Rainbow Warriors. Prócz tego od czasu do czasu (2-4 partie tygodniowo) na FICS grywam z kolegami na 45 lub 60 minut na FICS.
Jak widać od końca marca 2010 do połowy maja 2011 (czyli w 14 miesięcy) z początkowego poziomu 1840 udało mi się uzyskać dość stabilny poziom 1940 (obecnie).
Wymagało to ode mnie rozegrania 82 partii (!). Dawniej rocznie rozgrywałem (w realu (na necie grywałem jedynie na 5 lub 7 minut, czasami na 10) rocznie około 15 partii typu standard (45 lub 60 minut). Obecnie jestem ABSOLUTNIE przekonany o tym, że konieczne jest praktyczne doświadczenie oraz przynajmniej ogólna analiza tego co rozegraliśmy. Dzięki analizie bowiem jesteśmy w stanie dowiedzieć się tego co robimy nieprawidłowo i jak (dzięki ćwiczeniom) to poprawić. Tak więc KLUCZEM do sukcesu (mistrzostwa) szachowego z pewnością jest rozgrywanie poważnych partii, ich analiza oraz poprawianie błędów dzięki diagnozie na podstawie partii.
Dawniej nie zdawałem sobie sprawę, że praktycznego doświadczenia (z poważnych partii) nie da się wyczytać z książek. Teraz jestem o tym absolutnie przekonany i rozumiem dlaczego osiągnąłem jedynie (jak dla mnie to "aż"!) 2 kategorię.
Poniżej przedstawiam wykres moich statystyk: (ranking jaki mam na przestrzeni 14 miesięcy oraz odpowiednio z jakimi przeciwnikami uzyskuje osiągnięcia rankingowe - rating performance):
Grywam na FICS w takich rozgrywkach jak: 6 edycja Powolniaka (kilkanaście partii w ciągu pół roku); ligowe rozgrywki na FICS: T44, i obecnie T45 (w 3 drużynach); uczestniczę w turnieju STC Bunch i Rainbow Warriors. Prócz tego od czasu do czasu (2-4 partie tygodniowo) na FICS grywam z kolegami na 45 lub 60 minut na FICS.
Jak widać od końca marca 2010 do połowy maja 2011 (czyli w 14 miesięcy) z początkowego poziomu 1840 udało mi się uzyskać dość stabilny poziom 1940 (obecnie).
Wymagało to ode mnie rozegrania 82 partii (!). Dawniej rocznie rozgrywałem (w realu (na necie grywałem jedynie na 5 lub 7 minut, czasami na 10) rocznie około 15 partii typu standard (45 lub 60 minut). Obecnie jestem ABSOLUTNIE przekonany o tym, że konieczne jest praktyczne doświadczenie oraz przynajmniej ogólna analiza tego co rozegraliśmy. Dzięki analizie bowiem jesteśmy w stanie dowiedzieć się tego co robimy nieprawidłowo i jak (dzięki ćwiczeniom) to poprawić. Tak więc KLUCZEM do sukcesu (mistrzostwa) szachowego z pewnością jest rozgrywanie poważnych partii, ich analiza oraz poprawianie błędów dzięki diagnozie na podstawie partii.
Dawniej nie zdawałem sobie sprawę, że praktycznego doświadczenia (z poważnych partii) nie da się wyczytać z książek. Teraz jestem o tym absolutnie przekonany i rozumiem dlaczego osiągnąłem jedynie (jak dla mnie to "aż"!) 2 kategorię.
Poniżej przedstawiam wykres moich statystyk: (ranking jaki mam na przestrzeni 14 miesięcy oraz odpowiednio z jakimi przeciwnikami uzyskuje osiągnięcia rankingowe - rating performance):

wykres rozgrywanych partii na FICS typu standard i uzyskiwany ranking w danym okresie

Ranking przeciwników z różnych grup (przedziałów rankingowych) oraz uzyskiwane z nimi wyniki rankingowe (na zielono ilość przeciwników z danego przedziału, a obok po prawej na czerwono uzyskany wynik w danej grupie)
Podsumowując: jeśli NAPRAWDĘ zależy ci na stałym podnoszeniu poziomu gry... to rozgrywaj poważne partie! Takie w któych czas do na namysłu to przynajmniej 45 lub 60 minut dla zawodnika (oczywiście jeśli masz możliwość grania na 90 lub 120 minut i z silnymi przeciwnikami, to jest to idealne rozwiązanie).
Rozgrywanie partii długich sprawia, że masz szansę na to, aby w ciągu przeciętnie 40-60 ruchów (po tylu ruchach zazwyczaj partia jest rozstrzygnięta, chociaż niekiedy bywają także po 80-100) znaleźć najlepsze ruchy: ocenić pozycję, znaleźć odpowiedni plan, sprawdzić poprawność tego co sam zagrywasz i co przeciwnik zagrał. Bez przynajmniej 60 minut nie będziesz w stanie tego dokonać. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy twój przeciwnik nie stawia odpowiedniego oporu (słowem jest zbyt słaby) - wtedy zwykle wystarcza nawet 20 czy 30 minut. Niemniej przy silnych przeciwnikach będziesz musiał bardzo dużo myśleć, liczyć, oceniać i sprawdzać - z uwagi na to, że szachy to bardzo skomplikowana gra (na poziomie mistrzowskim).
Podsumowując: jeśli NAPRAWDĘ zależy ci na stałym podnoszeniu poziomu gry... to rozgrywaj poważne partie! Takie w któych czas do na namysłu to przynajmniej 45 lub 60 minut dla zawodnika (oczywiście jeśli masz możliwość grania na 90 lub 120 minut i z silnymi przeciwnikami, to jest to idealne rozwiązanie).
Rozgrywanie partii długich sprawia, że masz szansę na to, aby w ciągu przeciętnie 40-60 ruchów (po tylu ruchach zazwyczaj partia jest rozstrzygnięta, chociaż niekiedy bywają także po 80-100) znaleźć najlepsze ruchy: ocenić pozycję, znaleźć odpowiedni plan, sprawdzić poprawność tego co sam zagrywasz i co przeciwnik zagrał. Bez przynajmniej 60 minut nie będziesz w stanie tego dokonać. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy twój przeciwnik nie stawia odpowiedniego oporu (słowem jest zbyt słaby) - wtedy zwykle wystarcza nawet 20 czy 30 minut. Niemniej przy silnych przeciwnikach będziesz musiał bardzo dużo myśleć, liczyć, oceniać i sprawdzać - z uwagi na to, że szachy to bardzo skomplikowana gra (na poziomie mistrzowskim).
Subskrybuj:
Posty (Atom)