poniedziałek, 3 czerwca 2019

Taktyka szachowa totalnie odlotowa: właśnie to chciałem wiedzieć (24)

Książka Drugi krok do szachowego mistrzostwa jest kontynuacją serii "Kroki do szachowego mistrzostwa", więc można powiedzieć, że jej układ jest niemal taki sam jak jej poprzedniej części. Kto nie miał okazji przeczytać krótkiej recenzji części pierwszej, to nieskromnie podpowiem, że tutaj jest ona do zerknięcia: https://beginnerchessimprovement.blogspot.com/2019/05/taktyka-szachowa-totalnie-odlotowa.html


Przód i tył okładki książki (zbioru) Drugi krok do szachowego mistrzostwa (Maciej Sroczyński)

Jedyna rzucająca się w oczy różnica jest taka, że nie ma w niej podkreślania (przez znanych mistrzów i arcymistrzów) konieczności opanowania taktyki. Nadal są w niej różnorodne zadania - tym razem zaczynają zarówno białe jak i czarne (nie ma dyskryminacji koloru). A konkretnie jakie?

Książka zawiera również 702 zadania, a wśród nich znajdziemy:
a) 522 zadania jako maty w dwóch ruchach.
b) 180 zadania typu wygrywanie materiału - zdobądź: pionka, skoczka, gońca, wieżę lub hetmana.


Przykładowa strona zawierająca spis treści zadania na mata 2 ruchach i wygrywanie materiału

Jeśli chodzi o zadania dotyczące matów, to są one naprawdę bardzo zróżnicowane, ale jednocześnie niezwykle praktyczne. Niewielka część tych zadań jest na tyle sprytna, że dobrze jest sprawdzać alternatywne rozwiązania, bo może się okazać, że dzięki takiej pracy, unikniemy wpadek (podstawek) w realnej grze.

W przypadku zadań dotyczących zdobywania materiału, to są to zadania raczej w miarę proste, ale nie brakuje kilku perełek przy których trzeba będzie trochę mocniej się zastanowić. Dodam, że ostatnie 100 zadań jest na tyle ciekawie ułożonych, że nie tylko wywołały uśmiech na mojej twarzy, ale także nieco rozciągania mięśni umysłu.

Zarówno zadania pierwszego jak i drugiego rodzaju (maty i wygrywanie materiału) są bardzo bogate jeśli chodzi o pomysły i motywy. Są także niezwykle praktyczne i pokazujące bogactwo idei oraz potęgę współpracy bierek.

Przykładowa strona - zadania na mata w 2 ruchach (można sprawdzić swoje oko taktyczne)

 Przykładowa strona - zadania na wygranie materiału (można sprawdzić swoje oko taktyczne)

Tradycyjnie mogę powiedzieć, że najwięcej korzyści z tego zbioru zadań odniosą zawodnicy w przedziale 1400-1600. Generalnie mogę powiedzieć, że początek (czyli pierwsze 240 zadań) są dobre dla tych, których siła gry zawiera się w zakresie 1200-1400. Druga część to zadania na uzyskiwanie przewagi (kolejne 180 zadań) polecam dla tych mających 1400-1600, zaś ostatnia część (ostatnie 82 zadania) mogą być odpowiednie dla graczy 1600-1800. Uprzedzam jednak, że zawodnik z dobrą drugą kategorią (1800) raczej niewiele skorzysta z tego zbioru, chyba że jako odświeżenie oraz sprawdzenie szybkości rozpoznawania uderzeń taktycznych i matowych wzorców. I nie dlatego, że zbiór zadań jest zły, tylko dlatego, że zadania będą zbyt proste. Mnie rozwiązanie ich wszystkich zajęło około czterech godzin. Przyznam, że tylko 2% pozycji było dla mnie nieznanych oraz z 3-4 przykładami miałem spory problem.

Dodam jeszcze, że autor na swojej stronie (szachmistrz.pl) ocenia ten zbiór zadań jako poziom trudności w przedziale rankingowym 1200-2000. Moim zdaniem jest to niestety spora przesada, ponieważ zadania nie są trudniejsze niż poziom 1600-1700. Owszem jest kilkadziesiąt zadań pod koniec, które zawodnikowi z trzecią kategorią mogłyby sprawić nieco trudności, ale na pewno nie są to zadania na poziomie 1800-2000. Owszem, jest kilkanaście zadań w których trzeba wykonać tak zwany cichy ruch (bez bicia i szacha), ale ich rozwiązania są bez większych problemów do znalezienia dla ambitnej trójki i przyzwoitej dwójki. Dlatego podejrzewam, że autor albo nieco rozpędził się w oszacowaniu poziomu... albo po prostu pomylił.

Końcowa ocena tego zbioru to 8,5/10. Niestety muszę odjąć nieco więcej za ten błąd powyżej, bo jeśli szachista poziomu dobrej drugiej kategorii przypadkowo kupi ten zbiór (w nadziei, że "do 2000"), to się mocno rozczaruje. A wszyscy wiemy, że to nie o to chodzi, prawda? No i zmniejszam ocenę za to samo czego zabrakło w poprzedniej części - czyli za brak wyjaśnień tego jak znajdować mata w 2 ruchach. Owszem, jest to zbiór zadań, ale jednak uważam, że poświęcenie 2-3 stron ma opisanie tego na co zwrócić uwagę, byłoby więcej niż wskazane. Pomimo tej surowej oceny, uważam że to jest pozycja godna polecenia - szczególnie dla tych, którzy są na etapie znajdowania prostej taktyki i znajdowania matów w 2 posunięciach. Takim zawodnikom ta publikacja będzie najbardziej przydatna.

Podsumowując, mogę szczerze powiedzieć, że z niecierpliwością czekam na kolejne części (z tego co wiem, to na chwilę obecną zostały wydane trzy części), zwłaszcza na te od poziomu przyzwoitych amatorów (czyli 1800 w górę). Jeśli będą trzymać taką jakość jak te obecnie, to myślę, że będą ciekawą propozycją pomocną w treningu setkom a może i nawet tysiącom amatorów, którzy lubią w domowym zaciszu (lub w wolnych chwilach) rozwiązywać zadania z książki, bez konieczności klikania myszką na kolejne diagramy.

piątek, 31 maja 2019

Taktyka szachowa totalnie odlotowa: właśnie to chciałem wiedzieć (23)

Czy można i czy trzeba ćwiczyć maty w 1 ruchu? Czy zadania mogą być naprawdę dobrze dobrane, aby dzięki takim ćwiczeniom rozwijać swoje umiejętności? Zaraz się o tym przekonamy. Na warsztat weźmiemy bowiem książkę (zbiór zadań) pod tytułem Pierwszy krok do szachowego mistrzostwa, napisaną przez FM Macieja Sroczyńskiego.

Przód i tył okładki książki (zbioru) Pierwszy krok do szachowego mistrzostwa (Maciej Sroczyński)

Co znajdziemy w tej pozycji? Otóż na początku mamy krótki spis treści, a dalej rady 11 szachowych ekspertów (mistrzów oraz arcymistrzów), którzy w kilku słowach mówią o tym dlaczego rozwiązywanie zadań taktycznych jest konieczne do odnoszenia sukcesów szachowych. Następnie krótka przemowa Macieja Sroczyńskiego związana z tą książką, informacje dotyczące zadań oraz tego jak rozwiązywać i zapisywać zadania. Wszystko krótko, zwięźle i na temat. No i dodam, że te objaśnienia są najpierw w języku polskim, potem angielskim oraz dodatkowo niemieckim.

Jak wyjaśnia autor zbiór zadań ma zadanie wspomóc proces rozwoju początkujących szachistów. Przeznaczony jest dla dzieci, młodzieży i dorosłych, którzy znają już podstawowe zasady gry w szachy, a chcą osiągać lepsze wyniki na turniejach szachowych. Czyli w zasadzie każdy, kto dopiero zaczyna przygodę z szachami, a chce szybko nauczyć się dawać mata w 1 ruchu... powinien się zainteresować tą pozycją.

No dobrze. Teraz pytanie dotyczące jakości i doboru zadań. Należy zaznaczyć, że zadania zostały świetnie opracowane, ponieważ doskonale widać nie tylko ich praktyczną wartość, ale również pułapki, które czyhają na zbyt szybkich zawodników. Świetne jest to, że część zadań ma kilka rozwiązań, a to znaczy, że można dać mata na kilka sposobów. Natomiast spora część zadań (zwłaszcza w drugiej części) ma ukryte haczyki, czyli rozwiązania, które pozornie są poprawne.

Jaki jest poziom trudności? Otóż według autora w zakresie 1000-1600. I tutaj się z nim raczej zgadzam. Zadania nie są ani zbyt proste, ale też nie są przesadnie trudne lub abstrakcyjne. Co istotne, zadania są stopniowane, czyli zaczynamy od najprostszych przykładów na początku książki, a kończymy na najtrudniejszych na samym końcu. I to moim zdaniem ma jak najbardziej sens.
 
Poza tym warto zaznaczyć, że dostajemy do rozwiązania aż 702 zadania, więc dość spory arsenał. W każdym zadaniu białe zaczynają i dają mata w 1 ruchu, co mamy również podane w nagłówku każdej strony. Ostatnie 7 stron to rozwiązania podane w języku symboli szachowych (czyli małe figurki). Muszę również zaznaczyć, iż diagramy są bardzo wyraźne i całość bardzo ładnie wygląda. Książeczka ma wymiary niewiele większe od tradycyjnego zeszytu szkolnego. Do tego jest również dość cienka, bo zaledwie 136 stron, więc z łatwością zmieści się do plecaka.

Przetestowałem tę książkę w dość nietypowy sposób. Otóż włączyłem stoper i starałem się rozwiązać całość w czasie jednej sesji. Z uwagi na to, że za mną jest już kilkanaście tysięcy rozwiązanych zadań tego typu, więc spodziewałem się, iż owe 700 zadań pójdzie w ciągu 20-25 minut. Niemniej test zajął mi aż 40 minut, co daje średnio 3,5 sekundy na każde zadanie. Dodatkowo starałem się w czasie testu "crash testu" zapamiętywać skalę trudności zadań i to na ile są one praktyczne. I to co mnie najbardziej poraziło - to właśnie owa praktyczność zadań, czyli pozycje, które będziemy wiele razy spotykali w partiach amatorów.

Dla kogo ta książka? Myślę, że ta pozycja to idealny zestaw ćwiczeń do samodzielnej pracy ucznia. Trenerzy i instruktorzy szachowi znajdą tam wiele przykładów, które będą mogli wykorzystać na swoich zajęciach. Tak naprawdę to takie książki powinny być przerabiane kilkukrotnie. Chodzi bowiem najpierw o maksymalną poprawność, a potem o to, aby te pozycje zakodować trwale w naszej bazie szachowej, czyli w głowie. Dzięki temu będziemy w stanie nie tylko zauważać możliwość dania mata w 1 ruchu, ale również na kolejnych etapach treningu - wiedzieć do jakiej końcowej pozycji zmierzamy.

Jedyne czego mi brakuje, to krótkiego wyjaśnienia na kilku przykładach - w jaki sposób znajdować mata w 1 ruchu. Jest bowiem dość prosty sposób na to, ale rzadko kiedy jest on podawany w tego typu publikacjach. Tak więc za całość książki z radością daje 10, jednak za ten brak "metodyki mata" - odejmuję jeden punkt. Końcowa ocena zatem to 9/10, więc myślę, że ten zbiór zadań jest czymś co śmiało można polecić początkującym adeptom sztuki szachowej. Dla nich bowiem będzie to rozwiązanie na 2-3 miesiące. Zalecam, aby dzieciom dawać do rozwiązywania po 15-30 minut dziennie, wraz z zapisem. W ten sposób nie tylko można szybko przestudiować tę pozycję, ale również będzie możliwe wskoczenie na wyższy poziom szachowej sztuki.

Na koniec wypada powtórzyć za autorem: Rozwiązuj zadania szachowe, będziesz grał lepiej szachy!

sobota, 19 stycznia 2019

W 1000 dni do poziomu 2000: część 28 - pierwsza kategoria, czyli o wyciskaniu ostatnich kropel z cytryny

Od mojego ostatniego występu (artykuł z 11 sierpnia 2018) minęło 5 miesięcy i w tej chwili mam do zaprezentowania wyniki kolejnego eksperymentu.

Po poprzedniej publikacji w której opisywałem mój ostatni występ na turnieju (sierpień 2018, gdzie zdobyłem 6 punktów), pamiętamy, że pomimo braku treningu... do normy zabrakło jedynie 20 oczek (ranking uzyskany 1980).

Wiele osób po pierwszym eksperymencie (lipiec 2017) w którym wykosiłem konkurencję, uzyskując 9/9 i ranking 2100... poważnie zastanawiało się co by się stało, gdybym zagrał z trochę silniejszymi zawodnikami? Czy byłbym w stanie uzyskać chociaż 66% możliwych do zdobycia punktów? A co z rankingiem uzyskanym? Czy wówczas byłby na poziomie chociaż 2000?

Średni ranking przeciwników wynosił 1740, więc uzyskanie wyniku 9/9 dało mocno wykręcony ranking uzyskany 2100. Jednak natychmiast pojawiało się pytanie: a gdyby tak wziąć nieco silniejszych, to czy byłaby jakakolwiek szansa na to, aby ranking uzyskany osiągnął poziom co najmniej 2000?

Podkreślę, że o ile w turnieju rozegranym w lipcu 2017 roku na desce miałem: 6 dwójek (6x1800), 3 trójki (3x1600), to w ostatnio rozegranym turnieju w styczniu 2019 roku (tydzień temu), przetestowałem siebie z takimi oto przeciwnikami: 2 jedynki (2x1000), 3 dwójki z plusem/normą (3x1900), 3 dwójki (3x1800) i 1 trójka (1x1600).

Suma rankingów przeciwników: 15660 (lipiec 2017 roku)
Suma rankingów przeciwników: 16740 (styczeń 2019 roku)

Różnica między średnim rankingiem powyższych turniejów wynosiła 1080, więc według mnie jest już widoczna (znacząca). W takim wypadku do uzyskania ostatniej (drugiej) normy na pierwszą kategorię było potrzeba na pewno 7 punktów, zaś w wyjątkowym wypadku - to znaczy przy dobrej (odpowiednio wysokiej) średniej przeciwników... wystarczało jedynie 6,5 punktu.

Z uwagi na to, że kolega Artur poprosił mnie o udział w turnieju, to mając na uwadze fakt, że "wisi nade mną zrobienie jedynki" (do lipca 2020 roku) postanowiłem wybrać się na to szachowe wydarzenie.

Jak wyglądał turniej? Otóż na całość rozgrywek składały się 3 zjazdy (osobne dni), a na każdym rozgrywane było 3 rundy (sobota, kolejna sobota i niedziela). Można powiedzieć, że to taki szachowy maraton, gdyż rozgrywanie 3 partii codziennie to jak dla mnie naprawdę mocne obciążenie. Wymagane jest dobre rozłożenia sił, aby uzyskać oczekiwany wynik. Tempo gry wynosiło 60+30 (60 minut i dodawane 30 sekund za każdy ruch). Średnio moje partie trwały po 2,5 godziny, więc byłem w stanie wytrzymać wszystkie rundy.

Przypomnę pytanie zadane na wstępie: "Czy byłbym w stanie uzyskać chociaż 66% możliwych do zdobycia punktów? A co z rankingiem uzyskanym? Czy wówczas byłby na poziomie chociaż 2000?"

W tej chwili mogę napisać, że okazuje się, że jest to całkiem możliwe! Potwierdziłem to tydzień temu wynikiem 6,5 punktów z 9 partii, co stanowi 72% możliwych do zdobycia punktów. A z uwagi na wyższy średni ranking przeciwników, uzyskałem wynik rankingowy 2020, co oznacza, że druga (ostatnia) norma na pierwszą kategorię została zdobyta. Jak to możliwe?! Sam nie wiem! I to pomimo tego, że moim celem było sprawdzenie na ile jestem w formie (po ostatnim turnieju w sierpniu 2018 wynik 1980 był również bardzo dużym zaskoczeniem!). No i zupełnie nieoczekiwanie wbiłem jedynkę! Ach te szachy! Nigdy do końca nie wiadomo co w nich tak naprawdę piszczy...


Teraz najważniejsze informacje w formie pigułki. Mam nadzieję, że ta wiedza może być przydatna dla osób, które również zatrzymały się na poziomie drugiej kategorii i chciałyby osiągnąć pierwszą kategorię.

1. Zdobycie drugiej normy (wyniku rankingu uzyskanego po 9 rundach na poziomie co najmniej 2000) nie oznacza, że już gram na poziomie pierwszej kategorii. Dlaczego? Otóż mam zbyt duże braki w debiutach, a także gra środkowa musi zostać polepszona. O ile w grze środkowej jeszcze co nieco wiem jak przesuwać, to moje debiuty nie są tym czym powinna charakteryzować się szachowa jedynka. To musi zostać absolutnie jak najszybciej zmienione, bo wstyd jest grać tak słabo debiuty. Rzecz jasna są także inne elementy, które wymagają poprawy. Przykładowo umiejętność efektywnego znajdowania najlepszych rozwiązań w skomplikowanych taktycznie pozycjach i przede wszystkim dostrzeganie (branie pod uwagę) wszystkich ruchów kandydatów. W jedynej partii, którą przegrałem - zdarzył się moment ostrej taktycznej walki w której ruch przeciwnika kompletnie rozsypał wszystkie moje możliwości dociśnięcia pozycji.

2. Dobre rozłożenie energii (sił) na dystansie całego turnieju daje możliwość uzyskania oczekiwanego wyniku. W moim wypadku oznaczało to granie raczej szybko (również tempo gry było znacznie szybsze niż tradycyjnie) i nie tracenie sił na niepotrzebne liczenie wariantów. Zwłaszcza tam gdzie było konieczne znalezienie planu gry bądź zaproponowanie remisu, aby mieć siły na kolejne rundy. Dochodzi do tego także regeneracja sił pomiędzy rundami poprzez spacer jak też nie analizowanie swojej partii ani rozgrywanych partii na sali gry. Nie jest to wcale łatwe, ale konieczne, aby być w stanie w kolejnych rundach grać na możliwie najwyższym poziomie. Pamiętajmy również, że partie można zawsze przeanalizować w zaciszu domowym. Jedyne co można zrobić natychmiast po rozegranej partii, to jej odtworzenie na szachownicy w celu sprawdzenia i poprawienia błędów w zapisie.

3. Zaakceptowanie faktu, że porażki są nieodłącznym i niezbędnym elementem szachowego rozwoju. Nigdy wcześniej nie umiałem się pogodzić z tym, że przegrywając partie mogę grać naprawdę dobrze i rozgrywać następne partie tak jakby ta przegrana nigdy się nie wydarzyła. Po 20 latach (lepiej późno niż wcale!) doszedłem do tego poziomu, co jest chyba moim największych osiągnięciem. Dodam, że nie chodzi o to, aby kompletnie ignorować porażki i im zaprzeczać, tylko o to, żeby odcinać się od nich w momencie, gdy mamy rozgrywać kolejną partię. Porażka zapisana na blankiecie partii to nie zając, nie ucieknie! W domowej ciszy będzie można przyjrzeć jej się na spokojnie i wyciągnąć wnioski - co dobrze działa, a co warto zmienić, naprawić i polepszyć.

4. Dawanie z siebie wszystkiego na co mnie stać. Inaczej mówiąc, podchodzenie do każdej partii równie poważnie i z pełnym zaangażowaniem oraz koncentracją. I co najbardziej istotne: stawianie przeciwnikowi oporu nawet w trudnych lub bardzo trudnych momentach. W ten sposób uratowałem (zremisowałem) jedną partię, która już po debiucie była do poddania. Dzięki temu remisowi zdobyłem 6,5 punkta, co dało ostatnią normę na jedynkę. Gdybym zdobył dokładnie 6 punktów to normy by tym razem nie było (zabrakłoby około 20-30 punktów w rankingu uzyskanym). Z tego elementu jestem najbardziej zadowolony. Mogę szczerze powiedzieć, że zagrałem na 150% moich możliwości. Nie tylko pełne zaangażowanie, ale i twarda gra na desce oraz dystans do tego co się wokół działo (w tym także odnośnie zachowania kibiców i ich komentarzy). Przyznam, że przed turniejem marzeniem było dla mnie znaleźć się w okolicach 8-10 miejsca, a fakt że zająłem drugie... to właśnie wyraz tego, że dałem z siebie absolutnie wszystko. I to nawet pomimo tego, że jeszcze nie zdążyłem się za bardzo wziąć za trening.

5. Trening rozwiązywania zadań na czas jest niezbędną umiejętnością dobrego gracza. O co chodzi tym razem? Otóż w moich partiach zdarzało się tak, że często wpadałem w niedoczas (niewiele czasu na wykonanie ruchu). Jeśli dodamy do tego zmęczenie wynikające z rozgrywanej partii, to im szybciej potrafimy znaleźć dobre (niekoniecznie najlepsze) ruchy, tym większa szansa, że dociągniemy partię do szczęśliwego końca. Dobrze jest zatem trenować elementy szachowe takie jakie taktyczne uderzenia (czy też końcówki), z wykorzystaniem stopera. Ustawiamy limit czasu i trenujemy tak, aby pewne elementy były dla nas chlebem powszednim. Celem tego ćwiczenia jest to, aby wyeliminować proste podstawki i jednocześnie szybko rozpoznawać pozycje w których jest możliwe zdobycie przewagi. Jeśli będziemy w stanie systematycznie w ten sposób trenować, wówczas dzięki powtórkom mamy bardzo duże szanse, że w identycznej pozycji (lub mającej ten sam sens) natychmiast znajdziemy prawidłową drogę. Osobiście przez niemal 2 tygodnie (przed turniejem) trenowałem tego typu zagrywki na darmowej stronie: https://blitztactics.com

Myślę, że to najważniejsze spostrzeżenia na moim poziomie - przede wszystkim odnośnie walki o osiągnięcie ostatniej (drugiej) normy na pierwszą kategorię. Mam nadzieję, że powyższe przemyślenia mogą sprawić, że inni zawodnicy będą mogli odnieść je do siebie i zastanowić się nad tym na ile ich dotyczą. Jako, że uwielbiam testowanie i wyciąganie wniosków, to pozwolę sobie jeszcze dorzucić małe co nieco.


Co sprawdziłem i przy okazji potwierdziłem sobie (wnioski):

1. Można zdobyć pierwszą kategorię, nie mając opracowanego repertuaru debiutowego i grając debiuty na poziomie 1700-1800. Jedynym minusem jest to, że zajmuje to 5-10 razy dłużej aniżeli trening tradycyjną i prawidłową drogą. Zamiast standardowych 4-5 lat, mi zajęło aż 20. Różnica zatem jest bardzo znacząca. Dlatego warto już na poziomie czwartej lub najpóźniej trzeciej kategorii budować repertuar debiutowy. Im później, tym gorzej, bo pozycje z których będziemy wychodzili będą na tyle słabe, że postęp będzie bardzo mocno zahamowany. Jak to mawiają, z pustego i Salomon nie naleje.

2. Rozgrywanie dłuższych partii turniejowych i praca nad eliminowaniem błędów przynosi efekty. Nie zawsze są one natychmiastowe, ale jednak praca taka nie idzie na marne. Dobrym pomysłem jest zapisywanie tego, co stanowi problem i sposobu w jaki będziemy eliminowali nasze słabe strony i błędy. Wielu zawodników tego nie robi, a potem dziwi się, że tak długo schodzi im z przechodzeniem na kolejne poziomy i zdobywaniem wyższych kategorii. Coś za coś.

3. Granie w Internecie przeciwko silniejszym przeciwnikom i (na)uczenie się przegrywania oraz twardej gry, jest według mnie niezbędnym elementem sukcesu. Nie można być naprawdę dobrym zawodnikiem, nie umiejąc przegrywać a do tego rywalizować jedynie ze słabszymi graczami. Silny zawodnik szybko pokaże nam gdzie mamy zaległości i w którym miejscu mamy elementy sztuki szachowej do poprawy. Dzięki temu w partiach turniejowych nie będziemy musieli zaliczać kolejnej porażki.

4. Im efektywniej i częściej trenujemy, tym lepsze efekty naszej pracy. Warto zapamiętać i uświadomić sobie, że szachy w kontekście sportowym (zdobywanie kolejnych poziomów bądź wygrywanie turniejów) są na tyle wymagające, że od pewnego poziomu, konieczne jest wykonywanie solidnej pracy, aby pojawiały się oczekiwane efekty. Niektórzy uważają, że do poziomu 3 kategorii może dojść każdy, poziom kategorii drugiej wymaga co najmniej kilkudziesięciu godzin solidnej pracy, zaś osiągnięcie jedynki to już co najmniej 200 godzin treningu. W moim wypadku (od poziomu drugiej kategorii) było to przestudiowanie kilkunastu książek oraz rozwiązanie kilku tysięcy zadań taktycznych (kombinacji). Do tego również rozegranie na Internecie około 1000 partii szybkich (średnio 15-30 minut na zawodnika) i 500 partii długich (tempo 45 do 90 minut na zawodnika).


Podsumowanie: czasami droga do celu (poziomu 2000) zajmuje znacznie więcej niż 1000 dni, więc warto to mieć na uwadze. Dobrze jest jednak zawsze wyciągać wnioski i zastanawiać się nad tym czy nasz cel jest nadal dla nas istotny i czy chodzi o sam cel czy raczej proces. Niekiedy lepszym rozwiązaniem jest radość z podróżowania aniżeli osiągnięcie konkretnego miejsca.

Przy okazji dziękuję koledze Arturowi za informację o turnieju i zachęcenie do uczestnictwa w tym wydarzeniu, aby przekonać się na ile moja obecna forma jest przyzwoita. Dzięki temu powstał kolejny pretekst do sprawdzenia na ile jestem w stanie wycisnąć z siebie więcej niż mi się wydawało. Ale więcej informacji o tym wyzwaniu... dowiemy się w innej, nowej serii.


LINKI do moich artykułów, na które powołuję się w tekście:

1) Turniej rozegrany w sierpniu 2018 roku (W 1000 dni do poziomu 2000: część 27)
https://beginnerchessimprovement.blogspot.com/2018/08/w-1000-dni-do-poziomu-2000-czesc-27-czy.html

2) Turniej rozegrany w lipcu 2017 roku (W 1000 dni do poziomu 2000: część 24)
https://beginnerchessimprovement.blogspot.com/2017/07/w-1000-dni-do-poziomu-2000-czesc-24.html