niedziela, 2 lipca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 24 - testy i weryfikacja teorii... oraz sceptycy i ich drobne zdziwienie

Wielu czytelników zastanawia się czy to co pisuję ma jakiekolwiek przełożenie na praktykę. Inaczej mówiąc chcieliby wiedzieć czy taka gra w Internecie jest w stanie pozytywnie wpłynąć na grę w realu. Bo przecież jak wielu sceptyków twierdzi - "przecież to zupełnie nie ma przełożenia na wyniki i jakość gry w realu". A ja wówczas przyjmuję to z niedowierzaniem i zastanawiam się na jakiej podstawie formułują oni takie wnioski (stwierdzenia). I być może najlepszym sposobem byłoby wybranie się na turniej i sprawdzenie tego o czym piszę przeciwko żywym przeciwnikom z krwi i kości. No to sprawdziłem i okazało się, że jednak to co mówię, piszę i testuję (a także to jak grywam partie ligowe i standardowe na serwerze FICS) może mieć REALNE przełożenie na grę przeciwko żywym szachowym humanoidom (odmiana człowieków, które grywają w szachy). Jak bardzo? Myślę, że dość wyraźnie.

Załóżmy taki hipotetyczny scenariusz. Turniej w realu, 9 rund, partie tempem 90+30 (90 minut i dodawane 30 sekund za każdy ruch) oraz jedna runda/partia dziennie. Przeciwnikami niechaj będą zawodnicy o następujących rankingach: 6 zawodników z siłą męskiej drugiej kategorii (1800) i 3 zawodników z siłą 3 kategorii (1600). Jeśli chodzi o płeć to dwie kobiety i siedmiu mężczyzn. I reszta tradycyjna - szachy drewniane, zegary elektroniczne... a zapis ręczny.

Wygrana ze wszystkimi zawodnikami daje ranking uzyskany 2100, co w przybliżeniu odpowiada poziomowi silnej pierwszej kategorii. Jeśli rund jest 9, to tyle samo musiałoby być zwycięstw. Wiadomo jednak, że wygranie wszystkich partii jest praktycznie niemożliwe, bo niemal zawsze jedną partię trzeba przegrać i zremisować (co zwykle daje maksymalny wynik 7,5 punkta z 9 partii). A gdyby jednak założyć, że wszystkie partie zostaną wygrane? Cóż wtedy się wydarzy? Zerknijmy na poniższe zestawienie.

Eksperyment w realu - przeciwnicy z turnieju i bardzo rzadko spotykany uzyskany wynik końcowy

Hmmm... wychodzi dość niespotykany ranking, bo aż 2100! Czy zatem taka jest moja obecna siła gry? Nie, to stanowczo zawyżony ranking, ale uważam, że realnie przedział 2020-2040 praktycznie już coraz bardziej dosięgam (osiągam). I co może bardzo zdziwić: poprzednie moje oszacowania rankingu standardowego FICS jakoś są dziwnie zbieżne z uzyskanym wynikiem w realu, prawda? Być może to przypadek, a być może to coś więcej niż "rzadki zbieg okoliczności"?

Aktualny wykres pokazujący, że kryzysy szachowe mogą być chwilowe i mijają po miesiącu. Fajnie jest powrócić do rankingu 2050 i wyżej, bo wówczas łatwiej jest przebić (czy chociażby dosięgnąć) magiczny próg o wartości 2100. Bo jak wielu śmiałkom doskonale wiadomo kolejny poziom 2200... to już praktycznie kosmos dla szachowych amatorów.

Wniosek: rozegranie kilkuset partii standardowych (w tym także ligowych) przez Internet może pozytywnie wpływać na jakość gry w realu. Nie jest to absolutne i pełne przełożenie, ale na pewno nie są to "dwa różne światy", które nijak się do siebie mają. Za rok spróbuję powtórzyć testy i zobaczymy czy wnioski będą podobne czy też to co obecnie udało się uzyskać to po prostu "nic nie znaczący przypadek"...

wtorek, 13 czerwca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 23 - kolejna lekcja pokory czyli nie wszystko złoto co się świeci

Czasami pojawia się w życiu szachisty coś co określamy jako szachowe zmęczenie materiału czy wręcz kryzys. Różne bywają przyczyny tego stanu rzeczy, ale co jest tak naprawdę najważniejsze? Otóż to, aby zaakceptować ten fakt i wyciągnąć z niego wnioski.

1. Kryzys szachowy nie trwa wiecznie.
2. Czasami najlepszym wyjściem jest odczekanie (czy też przeczekanie) tego niedobrego stanu.
3. Analiza tego co się dzieje powinna wskazać także na rozwiązanie problemu.
4. Sprawy pozaszachowe (tzw. życiowe) często mają wpływ na to jak długo trwa ten stan.

Tak więc wiemy, że kryzys szachowy to nie tragedia oraz pamiętajmy, że nie wolno traktować tego jako wyroczni! Nie! Nie jesteśmy głupcami, nie jest tak, że kompletnie nie nadajemy się do szachów i nie jest także prawdą, że gramy najgorzej na świecie.

Szachowy kryzys i stopniowy powrót do równowagi - pamiętaj, że jeśli naprawdę grasz dobrze to kryzys formy nie może trwać wiecznie (nawet jeśli wydaje ci się, że jesteś skończonym idiotą)

Co się stanie jeśli zaakceptujemy ten fakt i zrozumiemy, że ów proces w końcu przeminie? Otóż bardzo często zaczyna nasz poziom wracać do normy i nadal możemy cieszyć się fajną grą. Stałe obwinianie siebie i wyzwanie od najgorszych... nie pomoże nam pokonać kryzysu.

Warto na koniec przypomnieć słowa GM Nakamury - "forma jest chwilowa, ale klasa jest stała". Szukajmy zatem naszej klasy gry, a jeśli nasza forma spadnie to nie róbmy z tego tragedii. Jeśli pracujemy solidnie i uczciwie, wówczas to zawirowanie dość szybko minie. No i dobrze jest zrozumieć, że jesteśmy tylko ludźmi, którzy popełniają błędy. Nie jesteśmy (i nigdy nie będziemy) w stanie grać jak maszyny, więc naszym zadaniem jest minimalizowanie ilości, częstotliwości i jakości błędów. Najlepszy zawodnik to nie ten, który gra perfekcyjnie (taki nie istnieje), lecz taki, który robi najmniej istotnych błędów i przy okazji myli się bardzo rzadko. Tylko tyle i aż tyle..., prawda, że proste?

niedziela, 7 maja 2017

Natalia Pietruszina - Końcówki: 10 lekcji dla najmłodszych... o szachowych leśnych wykładach słów kilka

Przyszła kolej na opis książki, która nie tylko uczy podstaw gry końcowej, ale także pozwala odkrywać różne tajemnice i uczestniczyć we wspólnych zajęciach ze zwierzętami w lesie. Zaraz, zaraz! O co chodzi? Już wyjaśniam. Na dzisiejszej sesji opiszę książkę, której tytuł powinien wszystko wyjaśniać: Natalia Pietruszina - Końcówki: 10 lekcji dla najmłodszych. Zobaczmy zatem co możemy znaleźć w tej bajce.

Natalia Pietruszina - Końcówki: 10 lekcji dla najmłodszych (dzieci pokochają tę bajkę)

Książka cechuje mały format, twarda okładka oraz nieco grubszy papier. Całość zawiera 224 strony na których znajdziemy 394 diagramy. Już z tego opisu widać, że obrazki są nieodłączną częścią pracy. I tak jak tytuł sugeruje jest dokładnie 10 lekcji, dodatkowo wstęp, odpowiedzi i wykorzystana literatura.

Kim jest autorka? To kobieta, która ponad 20 lat uczy szachów. Celem książki jest pomoc w nauce podstaw dla dzieci 5-7 letnich. Pomocą ku temu są wesołe lekcje w leśnej szkole w których uczestniczą różne zwierzątka takie chociażby jak wilk, sroka, lis, borsuk czy zając.

Lekcja pierwsza to omówienie zasady kwadratu przemiany na 10 przykładach. Zadanie domowe to kolejne 18 pozycji dla samodzielnego rozwiązania.

Kolejna lekcja opisuje walkę króla z pionem skrajnym (bandowym) na 11 pozycjach. Zadanie domowe 18 kolejnych zadań a dodatkowo wskazówki dla rodziców.

Trzecia odsłona to zmagania króla i piona przeciwko królowi w których król strony silniejszej znajduje się z boku lub z tyłu piona. Tym razem tylko 9 przykładów, ale bardzo dokładnie opisanych. I jak już wiadomo: zadanie domowe (18) i wskazówki dla rodziców.

Następna część to szachowy semafor, czyli zielone światło dla pociągu, który prowadzi za sobą piona. Tym pociągiem jest król, który tym razem stoi przed pionem: to wszystko wyjaśnione na 12 przykładach i 18 ćwiczeń wraz z zaleceniami dla rodziców.

Rozdział piąty to walka hetmana przeciwko dochodzącym pionom b, d, e lub g. Tym razem 9 pozycji, które są bardzo dokładnie opisane i klasyczne 18 ćwiczeń wraz z zaleceniami dla rodziców.

Wykład szósty omawia walkę hetmana z pozostałymi pionami - tym razem a, c, f, h. Zaledwie 11 przykładów, ale każdy je w pełni pojmie. Seria 18 zadań na pewno pomoże w utrwaleniu wiedzy z każdego rozdziału. No a rodzice będą w stanie odpowiednio wspierać dzieci w procesie nauki.

Następna lekcja omawia wyjątki (10 pozycji) związane z poprzednią lekcją. Chodzi o sytuacje w których król strony silniejszej jest blisko króla przeciwnika co często kończy się matem pomimo promocji piona na hetmana. Po tym rzecz jasna 18 zadań celem lepszego utrwalenia i wskazówki dla rodziców. Po nim mała niespodzianka - 30 zadań jako praktyka rozwiązania zadań (cz.1), a na jej wstępie krótki opis tego jak należy rozwiązywać owe zadania.

I już doszliśmy do lekcji ósmej. Tym razem autorka uczy o oddalonym wolnym pionie. To wyjątkowo dokładne tłumaczenie na przykładzie 9 pozycji a po tym wyjątkowo 6 zadań a w radach dla rodziców opisane rozgrywanie dwóch pozycji, które dziecko musi wiele razy rozegrać, aby dobrze zrozumieć sens walki.

Przedostatnia część to broniony wolny pion i pionowy przełom. Dalej mamy 10 omówionych przykładów i zadanie domowe - 12 pozycji. Rady dla rodziców opisują dwie pozycje przed zadaniem domowym, które nasze dziecko powinno dobrze zrozumieć.

No i dotarliśmy do lekcji ostatniej. To już podsumowanie wszystkich poprzednich lekcji jako ogólne właściwości i reguły rozgrywania końcówek. Tutaj mamy tylko 8 pozycji, rady dla rodziców i ostatnia niespodzianka - 120 zadań jako praktyka rozwiązania zadań (cz.2).

Teraz pora na podsumowanie. Szczerze mówiąc to nie wiem jak to opisać, ale chyba zrobię to wprost nawet jeśli narażę się na ośmieszenie. Mianowicie to najlepsza i zarazem najciekawsza książeczka o końcówkach jaką kiedykolwiek przerabiałem! Jest ku temu kilka powodów - wymienię je pokrótce. Pierwszy jest taki, że tę książeczkę czyta się jednym tchem. Tutaj lis uważa się za mądrzejszego a skromny borsuk wskazuje prawidłowe rozwiązanie. Kolejno sroka wie najlepiej, gdy tymczasem zając zaczyna głębiej przyglądać się danej pozycji (zadaniu). Po prostu widać żywe sceny w których w leśnej szkole szachy kwitną w najlepsze. Drugim powodem jest to, że książka jest znakomicie opracowana. Nie tylko każda lekcja (rozdział) jest odpowiednio ułożona, ale także wszystko jest świetnie wyjaśnione. Widać, że autorka Natalia Pietruszina bardzo dobrze przemyślała koncepcję książki. Są po każdej części zadania domowe, wskazówki dla rodziców czy też w całej książce dwa konkursy rozwiązywania zadań. Do tego widać elegancko opisane rozwiązania zadań, które zostały ułożone na podstawie końcowej literatury. Rzut oka wystarczy, aby zobaczyć, że te 13 pozycji zamieszczonych w części "literatura" zostało dobrze wykorzystane do opracowania zadań w książce.

Pora na ocenę końcową i zalecenia dla kogo można polecić tę pozycję. Moim zdaniem książka zasługuje na wyróżnienie, więc z radością stawiam najwyższą notę - 10/10! Oczywiście są w niej drobne błędy (literówki), figurki na diagramach można byłoby zrobić ładniejsze i wyraźniejsze, ale moim zdaniem to nie jest aż tak bardzo istotne na końcowy odbiór tej książeczki. To co mnie zachwyciło to koncepcja książki oraz znakomity i przyjazny dla dzieci sposób tłumaczenia szachowych idei. Co istotne: książka jest tak dobra, że można wykorzystywać same pozycje do prowadzenia zajęć dla znacznie starszych uczniów (w tym także i dorosłych). Myślę, że najbardziej zadowoleni będą z tej książeczki wszystkie dzieci i zawodnicy, którzy nie osiągnęli jeszcze poziomu trzeciej kategorii. Inaczej mówiąc polecam tę książkę tym, których ranking zawiera się w przedziale 1000-1500 (zawodnicy nie mający nadanej kategorii aż do tych z silną czwartą kategorią).

Dodam jeszcze, że przerobienie tej książki wraz z rozwiązaniem wszystkich zadań wymaga około miesiąca pracy, pracując godzinę dziennie. To bardzo cenna pozycja i gdyby była wydana w naszym rodzimym języku to rodzice mogliby wspólnie ze swoimi pociechami zgłębiać szachowe tajemnice. Nie ma moim zdaniem lepszego sposobu niż czytanie dziecku bajki szachowej i wspólne ćwiczenia oraz odkrywanie niesamowitych przygód na szachowej planszy...

sobota, 6 maja 2017

Winning Chess Endings - piękna opowieść gry końcówej... o tym jak Yasser Seirawan wyjaśnia podstawy

Poprzednim razem wspomniałem o podstawach gry końcowej, które prezentował legendarny rosyjski teoretyk Jerzy Awerbach. Tym razem sprawdźmy co na ten temat ma do powiedzenia amerykański pasjonat Yasser Seirawan. Zwłaszcza dlatego, że sposób przekazywania jego pasji szachowej jest wyjątkowy. Zapewniam, że gdybyście mieli okazję uczestniczyć w zajęciach tego niezwykłego arcymistrza, to z pewnością zapomnielibyście o tym jakie te końcówki są nudne. No ale o tym za chwilę...

Książka "Winning Chess Endings" jest szóstą książką z serii zwycięskie szachy, którą znakomicie zrealizował Yasser Seirawan. Jest to pozycja napisana w języku angielskim, więc przypuszczam, że więcej osób będzie chciało się dowiedzieć co w niej jest ciekawego czy chociażby wartościowego. Zatem najpierw garść niezbędnych informacji, a potem moje wrażenia z jej przerabiania.

Winning Chess Endings (Yasser Seirawan) - klasyczna książka do nauki podstaw gry końcowej

Na 240 stronach średniego formatu autor zamieścił 242 diagramy, które zajmują 9 rozdziałów. Są nimi kolejno: proste maty, końcówki pionowe, hetmańskie, wieżowe, gońcowe i skoczkowe. Ostatnie trzy rozdziały to walka gońca przeciw skoczkowi, wieży kontra lekkie figury czy też ostatni tajemniczy rozdział, który nieco później omówię bardziej szczegółowo. Przed nimi są takie części jak podziękowanie oraz wstęp. Natomiast za nimi znajdują się źródła z których korzystał autor jak też indeks i krótka biografia. Dziwi jedynie brak słownika pojęć, bo akurat to standard w przypadku podręczników stosujących wiele nietypowych szachowych zwrotów.

Teraz pora na krótki przegląd poszczególnych rozdziałów.

Rozdział pierwszy to klasyczna nauka podstawowych matów: KR vs K, QK vs K, KBB vs K czy też KBN vs K. Jak ktoś nie zna notacji szachowej to mamy szybkie przypomnienie: R to wieża, Q to hetman, B to goniec, N to skoczek. Tym sposobem możemy rozszyfrować powyższe wyszachowane hieroglify. Nasz wykładowca tłumaczy przystępnie co i jak należy zrobić, aby zakończyć partię matem, gdy pozostanie przeciwnikowi jedynie goły król. Co bardzo cieszy, robi to w taki sposób, że książkę czyta się jak ciekawe opowiadanie w którym co chwila odkrywamy coś niezwykłego. Przy okazji przemyca niemożliwe maty takie jak mat dwoma skoczkami czy też mat królem i skoczkiem przeciwko zamkniętemu pionem na bandzie obcemu królowi. O matowaniu KNN vs Kp tylko telegraficznie wspomina jako wyjątku od reguły, bo tego rodzaju mat w praktyce zdarza się raz na kilkanaście (a niekiedy i kilkadziesiąt) tysięcy partii.

Kolejna odsłona to popularne i jakże często spotykane pionkówki. To oczywiście slangowa nazwa związana z walką króli i pionów. Autor przemyca absolutnie niezbędne podstawy i pokazuje jak działają w praktyce. Na przykładzie dwóch partii wyświetla nam bogactwo idei oraz konieczność dokładnej gry w pionkówkach granych przeciwko IM Fernando Cruz oraz przyszłemu mistrzowi świata Garriemu Kasparowowi. Te dwie analizy wyraźnie pokazują pozorną prostotę końcówek pionowych.

Trzeci rozdział poświęcony jest końcówkom hetmańskim. I znowu mamy jedynie niezbędne podstawy, gdyż w przeciwnym wypadku książka miałaby co najmniej 500 stron. Jest to zdecydowanie najkrótsza część, gdyż w praktyce również tego rodzaju końcówki występują dość rzadko, a idee w nich są dość ubogie. W zasadzie to można skupić się wyłącznie na motywach wiecznego szacha, pata lub mata. Na podstawowym poziomie znajomości końcówek jest to wystarczająca wiedza.

Końcówki wieżowe to moja miłość. Odkąd pamiętam to wieżówki przyciągały mnie swoim niezgłębionych bogactwem idei oraz motywów. Poza tym to w praktyce jedne z najczęściej występujących końcówek i przy okazji najsłabiej rozgrywane. I co nietypowe - jest to teza prawdziwa zarówno dla amatorów jak i silnych arcymistrzów. Różnica jedynie tkwi w tym, że błędy tych ostatnich rzadziej są ujawniane i zdarzają się niemal zawsze, gdy mają oni bardzo mało czasu do namysłu, a walka już trwa dość długo. Jeśli ktoś nie zna takich nazw jak Lucena, Philidor czy Vancura to można śmiało powiedzieć, że jest laikiem w wieżówkach. Seirawan znowu wybrał najważniejsze pozycje i pokazał sposób ich rozgrywania. Gdyby była taka konieczność, to każdemu ambitnemu zawodnikowi należałoby dać ten rozdział i za 2 tygodnie zaprosić na zajęcia w których miałby okazję pokazać na ile zrozumiał przekazany materiał. Jeśli dodam, że Yasser poświęcił na wieżówki zaledwie 65 stron to chyba każdy szybko załapie, że musiał naprawdę nieźle się wytężyć, aby zmieścić się z wyjaśnieniem najważniejszych idei (pozycji) w tak niewielkiej przestrzeni. Nie trzeba chyba podkreślać, że ten rozdział wymaga wielokrotnego drążenia, aż wszystko nam w głowie zaświeci tak jak powinno.

Zakończenia z udziałem gońców to już piąty rozdział. Na zaledwie 20 diagramach zostało ukazane to bez czego wstyd się pokazywać na turniejach szachowych. Miłym dodatkiem jest mini-test w którym mamy 4 bardzo sprytne zadania (pozycje). Ci, którzy nie znają sztuczek w tego typu końcówkach z pewnością otworzą oczy ze zdumienia, bo takie pozycje u mnie zawsze wywołują uśmiech na twarzy (nawet pomimo tego, że już je bardzo dobrze znam).

Rozdział szósty to walka rycerzy... ups, chodziło mi walkę skoczków, popularnie zwaną skoczkówkami. Pomimo dość dużej złożoności tego typu końcówek, nasz amerykański pasjonat znowu pokazał wielką klasę. Wybrał najciekawsze pozycje i pokazał jak przebiega w nich walka i na co każde ze stron musi zwracać uwagę. No i jak to Seirawan... znowu przemycił świetną niespodziankę: jesteś indonezyjskim arcymistrzem! Naszym zadaniem jest rozegrać pozycję skoczkową przeciwko autorowi! Oczywiście Yasser co chwilę zadaje kluczowe pytania, więc pomimo tego, że jest to tylko jedna pozycja, to radość z odkrywania poprawnych odpowiedzi jest ogromna! Któż z nas by nie chciał zagrać przeciwko temu legendarnemu arcymistrzowi???

Odsłona siódma to końcówka, która wielu amatorom wydaje się być niemal zawsze remisowa: goniec kontra skoczek. Okazuje się jednak, że zdecydowana większość arcymistrzów (w tym także i autor) ceni wyżej gońca aniżeli skoczka. Seirawan opisuje zarówno walkę w pozycji zamkniętej jak i otwartej a dodatkowo przekonuje nas o wyższości gońca, gdy porównuje pozycje z pionami na jednym skrzydle przeciwko tym na obu częściach szachownicy. Po krótkim wprowadzeniu w istotę walki ukazuje prawdziwą walkę o każdy centymetr na desce. Te pozornie proste końcówki kryją w sobie wiele możliwości, więc tym bardziej chwała autorowi, że pokazał wszystko co było istotne. No i standardowo pod koniec każdego rozdziału kilka pozycji jako test zrozumienia wykładu.

Przedostatni rozdział to walka wieży przeciwko lekkim figurom. Na pierwszy ogień idzie kilka niezbędnych pozycji wyjaśnionych na 10 stronach, a dalej pojawiają się studia szachowe, których zadaniem jest pokazać nam, że prosta gra końcowa może być o niebo bogatsza niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.

Ostatni rozdział to wisienka na torcie tej książki. Czasami wracam do niego, bo to kwintesencja tego jaki ogień w oczach można bez trudu zauważyć u Yassera Seirawana, gdy pojawia się magiczne słowo... szachy. W rozdziale tym pokazuje on walkę hetmana przeciwko wieży i opisuje zabawną anegdotę na ten temat. Jako, że na początku obiecałem, że powiem coś więcej, zatem przytoczę ją w całości (tak jak opisuje to autor w książce). Zatem usiądźmy wygodnie w fotelu: "Ken Thompson napisał program, który udowodnił, że walka hetmana przeciwko wieży jest znacznie trudniejsza niż ktokolwiek zdawał sobie z tego sprawę. Mając pełną świadomość tego odkrycia Ken zaczął poszukiwania takiego śmiałka, który chciałby zmierzyć się z jego wyzwaniem, tak aby kierując stroną silniejszą być w stanie doprowadzić do zwycięstwa. Podczas tych poszukiwań Ken nie musiał długo się zastanawiać, gdyż wybór padł na amerykańskiego arcymistrza Waltera Browna, 6-krotnego mistrza USA, który nie tylko był pod ręką, ale także miał już solidną reputację przyjmowania odważnych wyzwań. Tak więc był doskonałym wyborem dla Kena, który wyzwał na pojedynek Browna, stawiając mu zadanie: masz mój drogi albo wygrać wieżę albo zamatować komputer w przeciągu 50 ruchów. Nie podejrzewając podstępu Walter nie był w stanie tego dokonać. Urażony tą niespodziewaną porażką Walter natychmiast zażądał rewanżu i po kilku dniach dogłębnej analizy zdołał w końcu wygrać...".

Mam nadzieję, że ta anegdota jest prostym i przekonującym dowodem na to, że nawet arcymistrzowie mogą mieć problemy z wygraniem tej końcówki. Yasser pokazuje ogólny plan wygranej na kilku przykładach, by na sam koniec pokazać analizę komputerową po tym jak Kasparow przegrał sławny mecz z komputerem IBM Deep Blue (maj 1997). Sam autor pokazuje jak męczy się ze znajdywaniem optymalnych ruchów prowadzących do mata i w końcówce KQ vs KR, która według tablic końcówek jest wygrana w 27 ruchach... Yasser daje mata dopiero w 35 ruchu. Tak czy inaczej ważne, że wygrał, bo w przypadku szybkiego tempa gry nie jest to wcale takie proste.

Po tym nieco bardziej obszernym opisie pora na podsumowanie. Co takiego jest w tej książce, dla kogo mogę polecić i jaką ocenę jej wystawiam? Otóż uważam, że zakres materiału i jego poziom jest na tyle obszerny, że zawodnicy poziomu 1400-2000 powinni mieć solidną podstawę w zakresie zrozumienia niezbędnych idei w walce w grze końcowej. Przy czym zawodnicy poziomu 1800-2000 mogą być zainteresowani najbardziej rozdziałem o wieżówkach oraz przykładami analiz pozycji, które nie należą do najbardziej elementarnych.

Co w tej książce mi się spodobało? Przede wszystkim widoczna pasja w przekazywaniu wiedzy. To nie jest sucha książka w której są tony wariantów i żaden amator nie będzie w stanie czegokolwiek zrozumieć. Tutaj są nie tylko wartościowe opisy, ale także wyjaśnienia, plany oraz dążenia obu stron do konkretnego celu. Bardzo często autor wypunktowywuje niezbędne elementy, aby wyraźnie pokazać co jest istotne w danej końcówce. Dzięki temu znacznie łatwiej jest zrozumieć istotę walki i to na ile zmieniają się cele obu stron przy innych ruchach niż te omawiane (zalecane) przez autora. Dodatkowo autor po każdym z rozdziałów daje nam do przećwiczenia ważne zadania (pozycje), tak aby poczuć lepiej głębię tego co pozornie wydaje się nie tylko proste, ale w i pełni zrozumiane. Oczywiście pełnia szczęścia to także znakomite anegdoty, realne i wartościowe przykłady czy też znakomicie dobrane pozycje na których łatwo zrozumieć najważniejsze motywy i idee. Podkreślam, że gdyby nie brak słownika terminów oraz nieliczne drobne błędy, to bez problemów dałbym tej książce najwyższą notę. Generalnie uważam, że pomimo tego można tej pozycji wystawić ocenę 9/10.

Warto także dodać, że pomimo, iż ten podręcznik gry końcowej został pierwotnie wydany w 1999 roku (obecnie jest nowsze wydanie i przy okazji książka jest dostępna także w formie ebooka), to jestem pewien, że 95% ocen pozycji opisywanych jest nadal bezbłędnych. Dzieje się tak dlatego, że po pierwsze pozycje są relatywnie bardzo proste, a po drugie większość pozycji była analizowana i sprawdzana przez wiele pokoleń szachistów (w tym także kompozytorów i teoretyków). I na tym kończę opis tej opowieści o wstępie do krainy końcówek...

środa, 3 maja 2017

Szkoła endszpila - czyli jak Jerzy Awerbach wprowadza szachowych amatorów w świat gry końcowej

Końcówki szachowe są jednym z najbardziej zaniedbanych i zarazem najczęściej pomijanych elementów sztuki szachowej. Dzieje się tak z kilku przyczyn. Jedną z nich jest to, że podobno końcówki są nudne chociaż ja akurat mam inne zdanie. Niestety książki na temat gry końcowej są (czy raczej bywają) pisane w sposób zbyt suchy, a co za tym idzie utrwalają one fałszywe przekonania (czyli stereotypy), żeby za wszelką cenę nie poznawać tej fazy gry.

Jeśli jeszcze weźmiemy do tego zupełny brak recenzji takich pozycji w rodzimym języku... to nie mamy się co dziwić, że motto "z juniorem do końcówki" bywa często wykorzystywane przeciwko nie tylko młodym zawodnikom.

Książek szachowych poświęconych grze końcowej i końcówkom jest coraz więcej. Obecnie dostępnych na rynku jest co najmniej kilkanaście. Wśród nich są te wydane po angielsku, rosyjsku czy nawet po polsku. Z uwagi na to, że nie ma chętnych, aby napisać coś więcej o tych książkach, zatem ja spróbuję w najbliższych odsłonach podzielić się wrażeniami (opisami) tych, które moim zdaniem są warte uwagi. W ten sposób być może uda mi się zmniejszyć edukacyjną dziurę powstałą na skutek braku recenzji tego rodzaju pozycji. Jeśli chociaż jedna osoba spojrzy na końcówki w inny sposób (nie daj boże przeczyta jakąś książkę z tych opisywanych) to już będzie ogromny sukces. Tak czy inaczej... zaczynamy!

Przednia i tylna okładka klasycznej książki o końcówkach - Jurij Awerbach "Szkoła endszpila"

W tej odsłonie przyjrzymy się książce Jurija Awerbacha "Szkoła endszpila". Przede wszystkim warto przyjrzeć się tej pozycji, bo dobrze odzwierciedla ona zasadę (powiedzenie), aby nie oceniać książki po okładce. Co zatem w niej znajdziemy? Otóż na całość składa się wstęp, dwa rozdziały, test końcowy z rozwiązaniami oraz słowniczek.

Rozdział pierwszy opisuje ogólne pojęcia i podstawowe końcówki. To prosty, ale bardzo cenny rozdział, ponieważ pokazuje to czym jest motyw ograniczenia, groźby, niewystarczającego materiału do mata czy chociażby motywy geometryczne (związanie, szpila, podwójny atak, itp.). Poza tym są opisane schematy matowania dwiema wieżami, hetmanem, wieżą a następnie dwoma gońcami, gońcem i skoczkiem, dwoma skoczkami czy też lekką figurą. Jest to wszystko podane w telegraficznym skrócie.

Kolejno widzimy walkę figury przeciwko figurze: hetman przeciw hetmanowi, hetman przeciwko wieży jak też przeciwko lekkiej figurze. Poza tym istotna również walka wieży przeciwko skoczkowi lub gońcowi. To wszystko naprawdę warto znać, bo przeciwnik w partii turniejowej ma prawo "piłować" takie końcówki przez 50 ruchów zanim będziemy mogli złożyć prawidłową reklamację remisu (wykonanie 50 ruchów bez ruchu piona czy też jakiegokolwiek bicia bierki).

Ostatnia część pierwszego rozdziału poświęcona jest walce figur przeciwko pionom. No i znowu mamy podane absolutne podstawy i nic ponadto! Przy okazji Awerbach przemycił także kilka przykładów teoretycznych końcówek, które pomimo dużej przewagi są remisowe. To właśnie przy tych pozycjach amatorzy głośno krzyczą: "przecież to była (jest) łatwa wygrana!".

Drugi rozdział to już coś więcej niż powierzchowne spojrzenie - to systematyczny kurs końcówek! Najpierw mamy pionową grę końcową, potem skoczkową i jeszcze gońcową. Kolejno widzimy walkę gońca przeciwko skoczkowi, wieży przeciwko lekkiej figurze i na deser klasyka: końcówki wieżowe i hetmańskie! Na koniec pozostaje jeszcze punkt nazywany "trudne końcówki", a do nich autor zalicza: mat skoczkiem i gońcem, dwa skoczki przeciwko pionowi, wieża i goniec przeciwko wieży czy też wieża ze skoczkiem przeciwko skoczkowi.

Po tym teoretycznym wprowadzeniu mamy szachowy test w którym czeka na nas 64 zadania mające na celu sprawdzenie naszej wiedzy z dziedziny końcówek. Po nim natomiast są podane rozwiązania z krótkim komentarzem. A na końcu książki znajdziemy słownik wykorzystanych terminów - 40 szachowych pojęć, które musisz znać, aby dobrze rozumieć sens końcówek.

Podsumowując: książka ma zaledwie 200 stron i zawiera 264 pozycje (diagramy), które autor w skrócie opisuje. Pojawia się pytanie na ile łatwa jest ta książka. Młodsze pokolenie kojarzy Jerzego Awerbacha, ponieważ był on pierwszym w świecie teoretykiem, który poświęcił się badaniu końcowej fazy gry i wydał 5 tomów szczegółowo opisanych końcówek. Obecnie uznawanym guru końcówek jest niemiecki arcymistrz GM Karsten Muller. Różnica między obydwoma analitykami jest ogromna: Awerbach musiał niemal wszystko analizować ręcznie, a obecnie mamy do dyspozycji tablice 6-bierkowe, więc każdy autor nie tylko staje na plecach Awerbacha, ale także programistów, którzy dali nam do dyspozycji owe tablice. W ten sposób możemy ze 100% pewnością stwierdzić wynik dowolnej końcówki w której jest nie więcej niż 6 bierek (w tym obowiązkowo oba króle). Od kilku lat są także dostępne tablice 7-bierkowe, ale z uwagi na to, że zajmują one dość sporo pamięci, zatem są udostępniane za pośrednictwem Internetu. Tak czy inaczej nigdy w historii szachów nie mieliśmy absolutnej pewności co do oceny i wyniku dowolnej kilkubierkowej końcówki. Obecnie jest to tak oczywiste, że nikt nawet o tym nie wspomina.

Tak więc na podstawie powyższego można samodzielnie wywnioskować, iż książka ta jest wymagająca i będzie to prawidłowy wniosek. Ba! Tę książkę można przerabiać kilkukrotnie aż nabierze się biegłości w rozgrywaniu tych końcówek na które autor poświęcił szczególny nacisk. Kto może z tej książki najwięcej wycisnąć? Moim zdaniem każdy z zawodników w przedziale 1400-1800 (poziom 4-2 kategoria szachowa). Jeśli ktoś ma pierwszą kategorię i ma poważne problemy (zaległości) w grze końcowej, wówczas ta książka może także być pomocna w rozwiązaniu problemu. Warto jednak podkreślić, że są w niej podane wyłącznie absolutne podstawy, które każda szanująca się druga kategoria znać powinna. Nie ma w niej planów czy konkretnych opisów bardziej skomplikowanych końcówek, lecz jedynie tych najbardziej elementarnych. Wstyd powiedzieć, ale niestety zdarzają się zawodnicy mający pierwszą kategorię, którzy nie byliby w stanie poprawnie rozgrywać wszystkich z wymienionych w książce końcówek.

Książka jest wydana w języku rosyjskim, diagramy są czytelne, notacja figurkowa (w tym także ta w rozwiązaniach) i przy okazji wszystko solidnie wyjaśnione. Myślę, że w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jest to znakomita kompilacja najważniejszych pozycji z gry końcowej, którą każdy ambitny amator znać powinien. Z uwagi na to, że udało mi się znaleźć jedynie kilka błędów oraz wzmocnień, więc końcowa ocena książki to zasłużone 9/10.

Ta pozycja jest dla mnie tym samym czym dawniej dla zawodowych szachistów była kilkutomowa praca Jerzego Awerbacha. Różnica jest taka, że ta obecna wersja jest nie tyle kilkukrotnie mniejsza, ale przede wszystkim niezbędna do zrozumienia podstawowych idei w walce w grze końcowej. Jak dla mnie, to taka mała klasyka do której można (a nawet trzeba!) wielokrotnie wracać.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Po drodze czeka sukces szachowy: część 2 - definicja sukcesu i moje obecne miejsce w szeregu

W poprzedniej odsłonie obiecałem, że napiszę o tym czym dla mnie jest (był) sukces szachowy i czy już go osiągnąłem czy jeszcze nie. Tak więc lecimy z tym sukcesem!

Generalnie sukcesem jest dla mnie robienie tego co według mnie ważne, dobre oraz przede wszystkim rozwojowe. A jeśli na drodze do osiągnięcia mistrzostwa uda się osiągnąć pewne rezultaty (efekty), wówczas jest to już tak zwany realny i mierzalny sukces. Ten ostatni jest istotny dlatego, że dzięki niemu można szybko opierać się na konkretach, faktach oraz czymś namacalnym. W skrócie ujmując: z faktami się nie dyskutuje, ale można je opisywać, omawiać czy też analizować.

Czym zatem będzie dla mnie ten namacalny szachowy sukces? Moim celem jest znaleźć się w 10% najlepszych graczy w danej dziedzinie. Przykładowo jeśli mamy grupę 100 osób w której jest 10 zawodników zasługujących na miano "najlepsi z najlepszych", to ja chcę być w tej pierwszej dziesiątce. I nie ma znaczenia czy będę na jej czele czy na samym końcu. Istotne jest to, aby przebić się do wąskiego grona wybrańców, których można uznać za oświeconych. I można bezpiecznie założyć, że jedynie 10% ze wszystkich graczy szachowych dochodzi do poziomu bardzo silnych amatorów (siła/poziom zrozumienia szachów w realu pomiędzy 2100 a 2200).

W przypadku szachów moim celem jest dojście i osiągnięcie poziomu 2200 na FICS w partiach typu standard. Jeśli tego dokonam, wówczas wpiszę siebie do tej elitarnej grupy Top10% - nawet jeśli cały świat (szachowy i każdy inny) będzie krzyczał z całych sił, że "przecież chłopie w realu nie byłbyś w stanie uzyskać nawet marnego 1900/2000". Nie szkodzi, bowiem podkreślam po raz kolejny, iż moim celem nie jest uzyskiwanie określonych rankingów (czy też tytułów) w realu. Jeśli bym osiągnął cokolwiek więcej w realu (niż obecnie posiadana druga kategoria), to będzie to co najwyżej miły dodatek.

Warto dodać, że osiągnięcie rankingu 2200 (2250) na FICS będzie automatycznie związane z przebiciem się do 1% najlepszych (tj. najwyżej sklasyfikowanych i aktywnych) zawodników. Obecnie jest ich około 2800-3000, więc przeciśnięcie się do grona 30 najlepszych to już nie jest przypadek, lecz pewna decyzja (a za nią solidnie wykonana praca). Takim absolutnym (ostatecznym) celem w moim wypadku jest zatem przebicie się do Top20, co obecnie wymaga posiadania rankingu około 2250. Czy jest to trudne zadanie do wykonania? Tak, moim zdaniem jest to bardzo trudne zadanie i niewielu amatorów jest w stanie tego dokonać. Pamiętajmy, że na serwerze FICS stabilnemu rankingowi 2200 (i wyżej) często odpowiada poziom silnego kandydata na mistrza szachowego (a czasami nawet takiego, który osiągnął w realu poziom FM lub IM - Fide Master czy też International master). Tak więc, to już nie przelewki, ale poświęcenie, aby uzyskać wysoki poziom, który dla innych graczy z pewnością nie będzie dostępny.

No i jak zapewne wszyscy wiedzą - tego namacalnego sukcesu jeszcze nie osiągnąłem. Obecnie bowiem na serwerze FICS mój ranking standard to 2092, co daje 65 miejsce. Tragedii z pewnością nie ma, ale do magicznego 2240-2250 pozostaje sporo pracy do wykonania. Przeskoczenie kolejnych 45 zawodników wymaga sporego poświęcenia i rozegrania co najmniej kilkuset partii. W tym roku mam rozegranych 93 partie standardowe, więc do końca roku zostało jeszcze 200. Wierzę, że dzięki temu nabiorę niezbędnego doświadczenia, aby pokonywać coraz silniejszych zawodników. Na chwilę obecną odnajduję i kolekcjonuję tych, których ranking zawiera się w przedziale 1950-2100. Celem jest oczywiście to, aby regularnie z nimi rywalizować. Innej drogi do sukcesu po prostu nie ma, gdyż ogrywanie grajków do poziomu 1900 nie ma wpływu na przyszłe sukcesy z rekinami po 2100-2200. Mam nadzieję, że to jasne jak słońce.

Poniżej widzimy obrazek, który pokazuje moje obecne miejsce - teraz zaczynam rozgrywać partie z zawodnikami, którzy będą sprawiali, że będę musiał dużo myśleć oraz wiele poprawiać w swojej grze. Wierzę, że dzięki temu uda się wykręcić końcowy cel - ranking 2200/2250 na FICS.

sobota, 25 marca 2017

Po drodze czeka sukces szachowy: część 1 - słów kilka o tym co będzie poruszane w tej serii

Postanowiłem utworzyć nową serię w której będę opisywał 20-letni proces w którym osiągnąłem sukces szachowy. Poszczególne odcinki będą poruszały wiele aspektów związanych z szachami, ale także z tym co było konieczne do zrealizowania, jakie były koszty i zyski tego co robiłem, co i jak testowałem i jakie miałem tego wyniki czy też jakie książki szachowe otwierały mi kolejne okna w szachowej budowli.

Jedyne czego nie będę opisywał to koszty finansowe ponoszone na drodze do osiągnięcia sukcesu. Robię to z kilku powodów. Jednym z nich jest to, że nie za bardzo potrafię je ocenić z perspektywy tak długiego odcinka czasu. Kolejnym jest to, że przykładowo daną książkę można kupić w różnych cenach, ale można także dostać jako prezent. I wówczas jest to koszt o wartości 50, 70, 30 złotych czy też zerowy? Tak samo odnośnie wydatków typu: wyjazdy na turnieje, wysokość wpisowego, opłaty klasyfikacyjne, opłaty za zakwaterowanie oraz wyżywienie czy wszelkie inne. Dlatego informuję, że jeśli ktoś chce poczytać o kosztach (wydatkach) finansowych związanych z szachami, to u mnie tego na pewno nie znajdzie.

A o czym w takim razie będzie można poczytać? Szczerze mówiąc to ta seria nie jest przeze mnie bardzo dokładnie rozpisana, lecz będzie pisana nieco na gorąco. Wątki, które będę omawiał można pogrupować w takie oto jednostki:

1. Literatura, którą się posługiwałem - głównie książki i zbiory zadań, które czytywałem.
2. Szeroko pojęty sprzęt, który wykorzystywałem do gry, treningu i analizy (w tym także programy).
3. Testy jakie prowadziłem w związku z moimi szachowymi teoriami.
4. Wnioski jakie wyciągałem z przeprowadzanych testów.
5. Momenty przełomowe w mojej grze - czyli to co wpływało na jej zmianę (rozwój bądź regres).
6. Wydatki i koszty jakie ponosiłem - głównie mam na myśli poświęcenie czasu czy też konieczność rezygnacji z innych zajęć na rzecz szachowej edukacji (w tym podnoszenia siły gry i zrozumienia).
7. Materiały jakie tworzyłem, aby moje przemyślenia przybierały trwałą formę.
8. Inne przemyślenia czy też rozważania, które trudno wrzucić do poprzednich kategorii.

Oczywiście z góry uprzedzam, że nie będzie to praca naukowa ani tym bardziej seria artykułów pisana na zamówienie. Będzie to raczej ciekawa forma pamiętnika, który będzie poruszał wiele różnych spraw związanych z tym co się działo na mojej drodze do sukcesu szachowego. A warto dodać, że przez 20 lat trochę jednak udało mi się przeżyć, doświadczyć i przemyśleć jeśli chodzi o szachowe sprawy. Poza tym poszczególne kategorie mogą być nierównomiernie rozłożone. Przykładowo na temat literatury szachowej, którą przerabiałem będę w stanie dużo więcej napisać niż w temacie wydatków i kosztów ponoszonych na rzecz rozwoju szachowego. Tak więc proponuję traktować tę serię jako nietypowe podejście do szachowej autorefleksji na przełomie ostatnich 20 lat. Dzięki temu nie będzie tylu rozczarowań oraz pretensji o to, że "tak było szumnie zapowiadane, a wyszło słabo". Lepiej zatem nie robić sobie nadziei i zostać mile zaskoczonym.

Najtrudniejsze będzie dla mnie to, aby odkopać w pamięci momenty w których następowały moje szachowe przebłyski, zmiany oraz istotne wnioski. Niemniej nie jestem na straconej pozycji, bowiem zachowałem rozgrywane partie turniejowe wraz z dokładnymi datami, więc będę mógł oszacować jakimi ideami oraz koncepcjami kierowałem się na czasy ówczesne. Bardzo ciekawym i nietypowym spostrzeżeniem może być to, że bywały partie tak rozegrane, że po 10, 15 czy 20 latach za każdym razem w przyjemnością wracam do ich odtwarzania. To będzie dodatkowy element, który umożliwi mi bezpieczną podróż w czasie. Jeszcze jedną pomocą będzie służyć lista przeczytanych pozycji (literatura) i to prowadzona od drugiej połowy roku 1998. Mam nadzieję, że te narzędzia będą mogły mnie wspierać przy próbie rekonstrukcji tego jakimi szachowymi treściami i koncepcjami kierowałem się na owe czasy.

Na koniec jeszcze wspomnę, że będę raczej starał się pisywać średniej długości artykuły (wspomnienia), tak aby było ich możliwie jak najwięcej i aby ich czytanie kojarzyło się z ciekawą lekturą a nie niekończącym się ciągiem wyrazów. Wierzę w to, że nie tylko ja będę miał z tego odrobinę radości i odskoczni od szarej rzeczywistości.

PS. Tak, dla tych którzy są domyślni - potwierdzę, aby nie trzymać w niepewności. W kolejnej odsłonie napiszę o tym czy dla mnie jest (był) sukces szachowy i czy już go osiągnąłem czy jeszcze nie.

środa, 15 marca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 22 - wyzwanie Jusupowa... i marzenie o 2200 już się nie schowa!

Czasami miewam naprawdę szalone pomysły. Niemniej w życiu dobrze jest czasami robić coś co dodaje nam skrzydeł lub wyciska z nas ostatnie soki. Tak czy inaczej miło jest czasami postawić sobie ambitny cel, a potem wykonać odpowiednią pracę, aby go zrealizować. Ostatnio arcymistrz Jakub Aagaard (na blogu wydawnictwa Quality Chess) ogłosił bardzo ciekawy konkurs (wyzwanie), które może sprawić, że po 1-2 latach poważnej pracy szachowej... nasz poziom gry może naprawdę drastycznie się zmienić. O co zatem chodzi? Zobaczmy.

The Yusupov Challenge
http://www.qualitychess.co.uk/blog/5895

W skrócie wyzwanie Jusupowa polega na tym, aby przeczytać jedną książkę miesięcznie. Z uwagi na to, że Artur Jusupow napisał 10 książek, zatem trzeba poświęcić na ich lekturę 10 twardych miesięcy. Przy okazji można je przerabiać odrobinę wolniej, ale główny cel jest ten sam - poważne podejście do szachów i przerobienie wszystkich książek w ciągu jednego roku.

Czy okres jednego roku to dużo czy mało? Każda książka ma po 25 rozdziałów, co w przypadku dziesięciu woluminów daje łącznie aż 250! Arcymistrz Jakub Aagaard twierdzi, że przeczytanie każdego z nich zajmuje 10-20 minut, po czym następuje 12 cwiczeń (zadań) na które powinniśmy poświęcić 20-40 minut. Moim zdaniem bardzo duży optymizm bije od znanego i znakomitego trenera oraz kreatywnego dyrektora wydawnictwa Quality Chess. Niemniej co do jednego absolutnie się zgadzamy: "W ciągu roku przyswoisz i nauczysz się ogromnej dawki wiedzy szachowej".

Warto podkreślić dla kogo adresowane są te książki. Otóż Artur Jusupow napisał 10 woluminów jako serię materiałów treningowych dla zawodników o zrozumieniu szachowym na poziomie 1500 aż do poziomu 2200 (i nawet nieco wyżej). Materiał w nich zawarty opisuje praktycznie wszystkie zagadnienia szachowe. Ostatnia książka jest formą testową, która zawiera zebrane zadania z poprzednich części.

Najlepsza seria książek angielskojęzycznych, które mają na celu z zawodnika poziomu 1500 zrobić bardzo silnego amatora o sile szachowej w okolicach 2200-2300! Quality Chess - czyli wybitne wydawnictwo szachowe po prostu pokazało ogromną klasę i teraz seria Jusupowa... rządzi i działa!

Mój cel jest taki, aby przerobić wszystkie książki serii Jusupowa w ciągu mniej więcej 2 lat. Nie wiem na ile uda mi się tego dokonać, ale marzę o tym, aby w końcu porządnie popracować nad szachami, tak aby załatać jak najwięcej istotnych dziur (o których pisałem w poprzednim artykule) w mojej szachowej edukacji. Myślę, że te 10 książek idealnie nadaje się do zrealizowania mojej palącej potrzeby i przy okazji celu. Jeśli udałoby mi się tego dokonać, to mój ranking powinien skoczyć z poziomu 2060 (obecnie) do około 2260 (za mniej więcej 2 lata), co idealnie zgrałoby się z realizacją mojego ostatecznego celu jakim byłoby wbicie się do pierwszej dwudziestki najwyżej sklasyfikowanych graczy na FICS. Czy to się uda? Czy wystarczy sił, samozaparcia, motywacji i wytrwałości? Pożyjemy, zobaczymy.

Na koniec jeszcze wspomnę, iż miłym efektem ubocznym mojej pracy szachowej będzie to, że będę chciał systematycznie prezentować recenzje całej serii na blogu. O ile wszystko dobrze się ułoży to zamierzam dzielić się moimi recenzjami co 2-3 miesiące. W ten sposób chciałbym opisać zawartość każdej z nich w ciągu zaledwie 2 lat. I tyle samo czasu chcę poświęcić na ich przerobienie. I to była ta naprawdę dobra wiadomość. Natomiast ta mniej dobra (aby nie powiedzieć zła) wiadomość jest taka, że ktoś będzie musiał przerabiać wszystkie te znakomite książki... i już chyba wiadomo kto będzie tym śmiałkiem! ;) :).

Jeśli ktoś chce zapoznać się z tymi książkami (ich opisem) to może udać się na stronę wydawnictwa Quality Chess pod ten adres: Artur Yusupov's award-winning training course
http://www.qualitychess.co.uk/docs/14/artur_yusupovs_awardwinning_training_course/

PS. Jeśli ktoś również jest na tyle szalony i odważny, że zechce podjąć rękawice (wyzwanie) rzucone przez Artura Jusupowa, to proszę o komentarz. Może nie będę samotnym Don Kichote z Manchy? Jeśli przy okazji ktoś będzie mia ochotę dopingować mnie i trzymać kciuki za to, abym ukończył to wyzwanie sukcesem, to również może się tym podzielić w komentarzach. Z góry dziękuję za wsparcie i ciepłe słowa! Do boju! :)

wtorek, 14 marca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 21 - dobre wyniki bez treningu... to jak bieganie na dopingu!

Po dwóch miesiącach od zakończenia treningu (i przy okazji momentu osiągnięcia rankingu 2100 po raz pierwszy) okazuje się, że poziom gry automatycznie nie wzrasta. Ba! Z uwagi na to, że został za mocno napompowany, to nawet spadł o około 50-60 oczek. I w tym momencie po drobnej kalibracji oraz zaliczenia najniższego punktu (2050) wynosi około 2060-2070. Jest to naturalny proces o którym pisałem w poprzedniej odsłonie.

Wykres pokazuje wyraźnie, że bez treningu nie ma dalszego wzrostu poziomu gry! Tak więc ogólna logika sukcesu zostaje w pełni zachowana, więc konieczne jest rozpoczęcie kolejnego etapu treningu... w myśl słynnego i prawdziwego przysłowia: "No pain - no gain"

Co zatem należy teraz zrobić? Otóż konieczne będzie wykonanie pracy, aby znowu ranking jak i linia trendu mogły być na właściwym miejscu. Udało mi się sprawdzić, że po 60 dniach braku aktywności teoretycznej nie następuje dalszy wzrost poziomu gry. Natomiast samo granie partii (ligowych lub tempem ligowym) wyraźnie wskazuje, że w mojej grze jest stanowczo zbyt dużo czarnych dziur. Nie jest zatem odkrywczym wniosek, iż trzeba te dziury jak najszybciej załatać.

W tym celu będę musiał znowu zacząć uzupełniać braki teoretyczne, a jest ich naprawdę dużo. Wystarczy wspomnieć o tym, że kuleją u mnie chociażby takie sprawy:

1. Mam poważne trudności z tym, aby grać aktywne szachy.
2. Znam zbyt mało debiutowych idei oraz wariantów i planów gry.
3. Moje umiejętności agresywnej (dynamicznej) gry są zbyt słabe.
4. Końcówki wymagają dalszego pogłębienia oraz poszerzenia.
5. Gra środkowa i plany związane z aktywną grą są stanowczo zbyt płytkie.
6. Realizacja przewagi oraz ocena kontry przeciwnika to niemal tematy tabu.
7. Brakuje mi wiedzy związanej ze znajdywaniem ruchów, które poprawiają pozycje.

Tak więc pracy do wykonania jest naprawdę sporo. Im szybciej i skuteczniej zostaną załatane powyższe dziury (słabe strony) tym wcześniej linia trendu pokaże, iż poziom 2100 jest dla niej już nie tylko możliwy, ale również osiągalny.

Dodam na koniec, że jedyne z czego jestem naprawdę bardzo zadowolony to ilość (i także jakość) rozegranych partii tempem standardowym. Od początku roku minęło zaledwie 72 dni a na moim koncie jest rozegranych 75 partii! Niby wydaje się to niewiele, ale jeśli przemnożymy je przez 2h każda, wówczas otrzymany niebagatelną wartość 150 godzin wysiedzianych na desce. Wychodzi średnio jedna standardowa partia dziennie. Zmiana będzie polegać na tym, że teraz chcę nieco ograniczyć liczbę rozgrywanych partii kosztem treningu szachowego (głównie mam na myśli nadrabianie teorii i przy okazji rozwiązywanie zadań). Jeśli uda mi się tego dokonać to pod koniec maja powinno być możliwe utrzymywanie rankingu ponad poziomem 2100. Niemniej pamiętajmy, że bez solidnego treningu wyniki same nie przyjdą. Oczekiwanie dobrych wyników bez treningu... to jak bieganie na dopingu! A osiąganie w ten sposób dobrych wyników nie jest dla mnie sukcesem, lecz jedynie marnym samooszukiwaniem się.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
EDIT: Postanowiłem jeszcze wrzucić krótki komentarz i obrazek pokazujący stan moich partii ligowych i obecnego miejsca w rankingu (tempem standard). Będzie za jakiś czas możliwość powrotu do tych informacji i okazja do porównywania (a także oceniania) wyników w kategorii postępów bądź ich braku.

Obrazek pokazujący najbardziej istotne dane związane z moją aktywnością ligową (Tournament League) na serwerze FICS. Po prawej zaznaczono 77 miejsce i aktualny (nieligowy) ranking tempem standard. Na środku widać moje wyniki z zawodnikami w ostatnich 10 partiach (rundy od 3 do 7 włącznie). Plusy to wygrane, minusy - przegrane, a remis to znak równości. Można szybko obliczyć, że na 10 parti uzyskałem 50% wynik, uzyskując 5 pkt (+3, -3, =4). Natomiast na samej górze widać nadany (aktualny) ranking ligowy oraz ranking uzyskany w ramach rozgrywek ligowych.

Powyżej na obrazku można zobaczyć kilka istotnych informacji na temat moich występów ligowych. Spróbuję pokrótce je omówić.

Statystka partii: +77 (wygrane), -97 (przegrane), =67 (remisy). W sumie daje to 241 partii. Uzyskałem łącznie 110,5 pkt na 241 partii, co daje 46% wskaźnik zwycięstw (wynik raczej słaby lub przeciętny, jednak pamiętajmy o tym, że nie wszystkie partie mogłem lub chciałem grać najlepiej jak tylko byłem w stanie; poza tym pierwszą partię ligową rozegrałem 6 lat temu, a wtedy jeszcze byłem raczej dość słabym grajkiem).

Wartość uzyskanego rankingu to zaledwie 1882 pkt, co wskazuje na to, że nie tylko jeszcze sporo pracy przede mną, ale także o tym, że w partiach ligowych ranking ma nieco inny wymiar. Wystarczy wspomnieć, że grywają w lidze zawodnicy, którzy rozgrywają jedynie partie ligowe, więc ich ranking jest często nieadekwatny (zaniżony) w stosunku do tego co potrafią naprawdę (grywając w realu w turniejach). Na samej górze widać mój ranking ligowy 1983, który jest obliczany przed każdym kolejnym sezonem. Składa się on z wypadkowej rankingu FICS i tego jaki ktoś miał wcześniej nadany w ramach ligii.

Natomiast po prawej stronie widać mój ranking FICS (nieligowy), który obecnie wynosi 2073 i w kategorii partii standardowych plasuje mnie na 77 miejscu (na 2937 sklasyfikowanych obecnie zawodników). A to oznacza, że przede mną jest tylko 2,6% zawodników o wyższym rankingu, czyli jestem w grupie 3% najwyżej uszeregowanych graczy na FICS (w kategorii partii rozgrywanych tempem standardowym). Tak więc są już zbudowane solidne podstawy do tego, aby wspinać się do 1% najlepszych zawodników. Jeśli uda się tego dokonać wówczas będą z pewnością zasłużone powody do dumy jak i hucznego świętowania ;) :).

wtorek, 7 marca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 20 - twarde siedzenie przy desce... by w końcu od 2050 odskocznia miała miejsce

A może by jeszcze coś pomarudzić o tym, że ranking dalej spada, więc pewnie "coś złego musi się dziać?" Być może niektórzy amatorzy zobaczą coś co często bywa mylone z problemem czy też szachowym kryzysem. W rzeczywistości jest to naturalny proces i nazywa się to kalibracją (ustalaniem) rankingu. Tak czy inaczej nie chodzi o same cyferki, lecz o szachowe zrozumienie i praktyczną siłę gry, prawda? A więc zapraszam do krótkiej relacji.

W lidze FICS TL (Tournament League) grywam już od kilku lat. W tej chwili moje statystyki wyglądają następująco: +76 -96 =66. Nie ma co ukrywać, że chłopaki nie oszczędzają mnie, więc dla mnie te partie są tym czym dla graczy w realu partie na żywo (klasyczne). Jedyną różnicą jest to, że grywam je za pośrednictwem serwera FICS (z wykorzystaniem Internetu).

Tak czy inaczej widzę, że bez porządnego treningu nie ma szans na STAŁE przebicie się na poziom 2100. Ważnym argumentem ku temu jest to, że w roku 2016 miałem średni ranking przeciwników ok. 1762-1769 z ogólnym wynikiem (wskaźnikiem) zwycięstw na poziomie 81.4%. Natomiast w tym roku średni ranking moich rywali jest wyższy, gdyż w zakresie 1825-1833 przy wskaźniku 76.4%. Pomimo, że różnica ilości partii jest blisko trzykrotna (70 gier obecnie w stosunku do 196 w roku 2016), to widać wyraźnie, że przeciwnicy dysponują wyższym rankingiem (i zwykle także siłą gry).

Kolejne wyzwanie - jak na razie nieudane podciąganie linii trendu (krzywa czerwona linia) do poziomu 2100. Żółty obszar to strefa w której obecnie pływam (poziom 2049-2085), a więc do solidnego poziomu trzeba jeszcze sporo popracować. I jak widać pod koniec - nabywaniu kolejnych stopni doświadczenia towarzyszą lekcje pokory oraz dalszego spadku rankingu. Jest to całkowicie naturalny proces, który za jakiś czas będzie nazwany "magicznym przeskokiem na kolejny level" (w domyśle przeskok na poziom 2100-2120, tyle że na stałe!)

Chcę podkreślić, iż z mojego mocno napompowanego rankingu 2100-2115 powoli następuje kalibracja i widać, że realnie zaczynam grać na poziomie około 2040-2050. A przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć z rozegranych 70 partii w tym roku (nie spadałem poniżej 2049). Wydaje mi się, że nabieram doświadczenia i uczę się na bazie tego jak próbują mnie ogrywać moi szanowni przeciwnicy. Jedynym problemem jest to, że zdecydowanie brakuje mi wiedzy, więc moja gra przypomina szwajcarski ser. A to już zdecydowanie nie jest powodem do dumy...

Ktoś mógłby zapytać co jest pozytywnego w tym, że mój ranking idzie w przeciwnym do oczekiwanego kierunku? Otóż to, że muszę coraz więcej myśleć i analizować pozycje w czasie gry. Do tego stałe wyciąganie wniosków z porażek jak też sprawdzanie hipotez (w czasie partii i po jej zakończeniu).

Coraz bardziej przekonuję się, że przejście na poziom silnego amatora (2000, 2100, 2200) wymaga po prostu wysiedzenia kilkuset godzin przy desce (tak, to nie pomyłka!). Gdyby założyć, że 90% rozegranych przeze mnie partii ligowych (w sumie 238) trwało po 2h każda, wówczas wychodzi na to, że grając partie ligowe wysiedziałem przy desce bite 430h. Dodając do tego około 70h analiz po każdej partii... daje nam w sumie 500 godzin pracy szachowej! I dzięki temu powoli wyjaśnia się magia i czary związane z tym w jaki sposób mój ranking w końcu po wielu latach NA STAŁE przekroczył poziom 2000 (tempem standardowym na serwerze FICS).

Teraz kolejną hipotezą, którą będę testował jest wpływ przerabiania książek na zrozumienie szachów oraz większą efektywność (skuteczność) gry praktycznej. Jeśli uda mi się osiągnąć wskaźnik zwycięstw na poziomie 70-75% przeciwko zawodnikom o średnim rankingu 1920-1950, wówczas śmiało mogę powiedzieć, że osiągnąłem stabilny poziom 2100 (FICS standard).

Podsumowując wspomnę, że bardzo cieszy mnie to, że w końcu (!) zaczynam grywać partie (głównie ligowe bądź tempem ligowym, czyli czas 45+45) na takim poziomie, że nie muszę się za siebie stale wstydzić. I to nawet pomimo tego, że "im dalej w las, tym więcej drzew", to jednak muszę przyznać, że szachy na poziomie co najmniej 2000 (i oczywiście wyżej) są po prostu fascynującą przygodą i stałym odkrywaniem, testowaniem czy też obalaniem różnych idei. Wówczas aż się chce grać dużo lepiej, aby zobaczyć co kryje się za kolejnymi drzwiami szachowego wtajemniczenia...