piątek, 18 sierpnia 2017

Szachowa biblia dla amatorów czyli Dan Heisman przedstawia - A guide to chess improvement (The Best of Novice Nook)

Pora na bardzo długo wyczekiwaną i tworzoną recenzję. Tym razem powiem co nieco na temat bardzo ciekawej książki, do której dziesiątki razy powracałem, stale zgłębiając interesujące mnie tematy, poszukując odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Mowa o książce (biblii) A Guide to Chess Improvement (The Best of Novice Nook - Przewodnik po szachowym postępie), którą napisał Dan Heisman. Stało się to zaledwie 7 lat temu, bo dokładnie pod koniec 2010 roku. I co z tego wynikło za chwilę sami będziecie mogli zobaczyć a raczej przeczytać...

Okładka książki - Dan Heisman: A Guide to Chess Improvement (The Best of Novice Nook)

Książka składa się z podziękowań, wstępu oraz dziewięciu rozdziałów. Przeze mnie nazywana jest biblią, ponieważ jej wielkość (381 stron) sprawia takie właśnie wrażenie. Przy okazji jest dość mocno naszpikowana wieloma tematami i setkami porad oraz wskazówek. Nie brakuje również wyraźnych diagramów, które ilustrują omawiane zagadnienia.

Jak powstała ta książka? Dan Heisman pisywał przez nieco ponad 10 lat artykułu szachowe, które zostały ochrzczone nazwą ‘Novice Nook’. Były one dawniej ogólnodostępne (i darmowe) na stronie ChessCafe. Ta książka to taka antologia (wybór) najlepszych artykułów w ramach tej szachowej rubryki.

Pokrótce wspomnę o formalnej strukturze książki, czyli o tym co zawierają poszczególne jej części.

1. General Improvement (60 stron) - mamy tutaj 9 artykułów na temat związany z postępem w szachach. Autor opisuje to czym według niego jest ów postęp, pokazuje przykładowy plan, omawia książki i dodatki oraz mówi o tym jak znaleźć dobrego instruktora.

2. Thought Process (78 stron) - tym razem Dan przedstawia zagadnienie procesu myślenia, wyjaśnia dlaczego niezbędny jest cel (zrozumienie) każdego ruchu, czym są prawdziwe szachy, zarządzanie czasem, analiza oraz ocena pozycji. Do tego dodaje jeszcze temat polepszania zdolności analitycznych, mówi o zasadzie dominacji taktyki czy też o tym dlaczego konieczne jest zadawanie właściwych pytań.

3. Time Management (20 stron) - zarządzanie czasem w szachach to raczej rzadko opisywany temat. Dan Heisman postanowił jednak nie omijać tego zagadnienia, więc także podzielił się swoją wiedzą oraz doświadczeniem związanym z tematem efektywnego gospodarowania czasem.

4. Skills and Psychology (25 stron) - w rozdziale poświęconym umiejętnościom i psychologii, nasz instruktor opisuje to jakie są cechy dobrego gracza, istotę nauki i zabawy za pomocą szachów, pokonywanie przeszkód i ograniczeń czy też wspomina o trzech typach szachowego postrzegania (jedną z nich jest świetnie znana szachowa wizualizacja, a w zasadzie problemy z nią związane).

5. Tactics and Safety (57 stron) - to jeden z koników autora, więc nie ma co się dziwić, że akurat te dwa elementy połączył ze sobą w jednym rozdziale. A dzieli się w nim tym na czym polega różne podejście do studiowania (trenowania) taktyki, kiedy król jest bezpieczny, dwoma typami problemów z liczeniem oraz klasycznym artykułem "czy to bezpieczne", który kończy dodatkowym testem.

6. Openings (15 stron) - jak widać, to akurat najkrótszy rozdział w którym nasz instruktor mówi wyłącznie o uczeniu się wariantów oraz idei debiutowych. Być może warto było na potrzeby tej książki opracować jeszcze jeden artykuł, gdyż wtedy nie byłoby wrażenia nieco "oderwania" tematu od głównej idei książki.

7. Endgames and Technique (34 strony) - na temat końcówek zostało już wiele napisane, ale Dan postanowił zebrać najistotniejsze przemyślenia oraz wnioski i podzielić się nimi jako rady i wskazówki, których zrozumienie może sprawić, że zrozumiemy na ile możemy sobie pozwolić w ostatniej fazie partii szachowej.

8. Strategy and Positional Play (56 stron) - strategia i gra pozycyjna. To są tematy, które amatorom spędzają sen z powiek, więc tym bardziej ciekawy byłem co tam umieścił autor. A przemycił on takie zagadnienia jak: silne czy ważne zasady, najważniejsze strategiczne decyzje, sześć szachowych stanów, otwieranie linii, aby zwiększyć mobilność, zasada symetrii czy też o tym czym tak naprawdę nie jest wygranie tempa.

9. Shorter, Lesson Material (26 stron) - specjalny dodatek w który zamieścił kilka lekcji, które nie zostały opublikowane w ramach rubryki "Novice Nook".

To oczywiście krótki opis wszystkich części podany w tak zwanym telegraficznym skrócie. Teraz kolej na moje wrażenia oraz odczucia co do tego przez co przeszedłem.

Na wstępie przyznam, że jestem dumny z tego, że przede wszystkim udało mi się krytycznie podejść do tej pozycji, ponieważ autor nie jest silnym zawodnikiem. Jego wiarygodność jeszcze bardziej wzrosła, gdy od pewnego czasu może pochwalić się amerykańskim tytułem mistrza krajowego NM (NM = National Master), który nota bene zdobył w czasach swojej młodości, ale z powodów technicznych mu go nie nadano. Obecnie ma także nadany tytuł CM (CM = Candidate Master) światowej federacji szachowej Fide. Można w skrócie powiedzieć, że ten tytuł to w przybliżeniu taki "słaby mistrz", ale zapewniam, że w książce wszystkie spostrzeżenia, wnioski, rady, porównania czy też analizy są na poziomie mistrzowskim. Pomimo tego, że często są dość proste, to jednocześnie są także poprawne. Jak to niektórzy mawiają: "nie ma lipy".

Przez kilka dobrych lat czytywałem artykuły Heismana, które były dostępne (bezpłatnie) w serwisie ChessCafe. Tę oto biblię (albo jak kto woli dużą książkę) w pełni przeczytałem dwukrotnie, ale do niektórych artykułów powracałem wielokrotnie. W sumie mogę stwierdzić, iż w ciągu ostatnich 10 lat karmiłem się artykułami i koncepcjami NM Dana Heismana. Zatem wynika z tego, że napisanie tej krótkiej recenzji trwało wyjątkowo długo. Owszem, ale są jednak plusy tego rozwiązania: obecnie na pewno jestem w stanie spojrzeć na tę książkę z kilku perspektyw i miałem wiele okazji do przemyśleń. Jedynym istotnym ograniczeniem jest poziom mojej wiedzy i umiejętności, ale na szczęście w książce nie ma zbyt wielu idei, które byłyby czarną magią dla zawodnika z poziomem wiedzy i zrozumienia szachów drugiej kategorii. Tak czy inaczej parę koncepcji wymagało ode mnie głębokiej analizy i przemyślenia, aby w końcu załapać istotę tego o czym mówi autor.

Jak zatem wygląda ta książka z mojej perspektywy? Otóż dla mnie około 25% materiału jest rewelacyjne, połowa jest powszechnie znana i nie robi na mnie większego wrażenia, 15% jest słabo opracowana, ale idee są ciekawe, zaś około 10% zawartości zupełnie mi nie opowiada. I akurat nie dlatego, że jest napisana przez tego autora, tylko z uwagi na to, że wyraźnie widać, że jest to coś na zasadzie "zapchajdziury". Bywają momenty w których autor trochę przesadza z wyjaśnianiem (a w zasadzie jego brakiem) i zamiast wniknąć głębiej czy szerzej w istotę rzeczy... to robi takie długie (i zupełnie niepotrzebne) dygresje, że z artykułu 10-15 stronicowego dostajemy zalewie 3-4 strony wartościowej wiedzy czy też inspiracji. Jednak jak już wspomniałem takie naprawę słabe momenty stanowią jedynie około jednej dziesiątej całości.

Co do strony graficznej to niestety jest dobrze, ale mogłoby być znacznie lepiej. Wystarczyłoby zatrudnić osobę z zespołu Quality Chess, która "zmusiłaby" autora, aby nie lał tak dużo wody, tylko przemycił więcej istotnych treści wyjaśnianych na przykładach. Z kolei korektor wyłapałby wszystkie błędy w notacji szachowej jak też popracowałby nad lepszą jakością tekstu (bywają zarówno błędy składniowe jak i gramatyczne). I jeszcze do tego dodać cieniutki i zarazem solidny papier tej grubości, którą stale proponuje wydawnictwo Quality Chess... i książka dostałaby 1,5 oceny wyższą notę! Jeśli dzięki tym działaniom byłaby to szkolna szóstka (celujący), to widzimy, że nie mogę wystawić oceny wyższej niż 4,5 (czwórka z plusem). Nie muszę chyba dodawać, że przysłowiowym gwoździem do trumny jest to, że książka po normalnym używaniu rozpadła mi się na kawałki (co w przypadku książek z Quality Chess zdarza się parę razy na 100 przypadków).

Dla kogo jest ta książka? Wydaje mi się, że adresowana jest głównie do zawodników, którzy prezentują poziom gry w przedziale 1400-1800. Szczególnie ta grupa będzie w stanie wycisnąć z niej jak najwięcej chociaż być może znacznie bardziej cenna byłaby dla instruktorów. Mam na myśli takich nauczycieli szachów, którzy jeszcze nie mają szachowego poziomu zrozumienia tematów szachowych w granicach pierwszej kategorii (2000) lub wyżej, ale pilnie potrzebują odpowiedzi na wiele szachowych pytań (zagadnień).

Nie polecam tej książki osobom, które dopiero poznały zasady gry w szachy, ponieważ może się okazać, że większość zagadnień będzie dla nich zupełnie niezrozumiała (pomimo dość przejrzystego opisu). Osobiście mając poziom zrozumienia szachów przyzwoitej drugiej kategorii... z kilkoma tematami musiałem się sporo pomęczyć, aby zrozumieć ich istotę. I co nietypowe około 1/4 książki zawiera tak zwane perełki! Oznacza to ni mniej, ni więcej, materiał, który jest przemycany przez autorów poziomu mistrza (IM) czy arcymistrza (GM). Jednym słowem są w tej książce pewne tematy, które z pewnością mogłyby otworzyć oczy i pomóc wielu zawodnikom poziom 1800-2000 (2 i 1 kategorii).

W książce jest opisanych dziewięć tematów (rozdziałów) ułożonych w nieco ponad 40 częściach, więc prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem byłoby powolne ich czytanie. Mam na myśli tempo nie więcej niż 2-3 takich fragmentów tygodniowo. Dzięki temu będziemy mieli czas na przemyślenia, wyciąganie wniosków czy też próby obalenia tego co przemyca autor. Książkę oczywiście można przeczytać w 25 godzin, więc technicznie jest możliwe przerobienie jej w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Ostrzegam jednak, że tematy są na tyle różnorodne i niekiedy nietypowo opisywane, że zbyt intensywna lektura grozi poczuciem całkowitej dezorientacji. Idealne rozwiązanie to poświęcenie co najmniej 3-4 miesięcy na przerobienie tej książki, bo dzięki temu będziemy w stanie znacznie więcej z niej wycisnąć. No i przy okazji obowiązkowo trzeba sprawdzać dodatkowe pomysły i warianty, które autor niekiedy pomija milczeniem.

I zmierzając do sedna szybko dodam, że dla mnie ta książka jest taką szachową biblią ambitnego amatora, ponieważ zawiera kilkaset ciekawych, cennych czy też inspirujących rad oraz wskazówek. Autor pisał tę książkę zaledwie 10 lat (to znaczy w końcu zebrał i opracował w całość publikowane przez ten czas comiesięczne artykuły). Niemniej szachowe doświadczenie którym się dzieli w tej pozycji to 15 lat jako szachowy instruktor. Dan Heisman znany jest z tego, że w serwisie szachowym ICC publikuje swoje filmy szkoleniowe i szkoli prywatnie za pośrednictwem Internetu.

Moim zdaniem widać wyraźnie, że autor tysiące godzin szkolenia amatorów zamienił w najbardziej cenne rady oraz wskazówki spakowane w tej oto biblii. I to właśnie jest naprawdę godne pochwały i uznania, bo dzięki temu tysiące amatorów może mieć gotowe odpowiedzi na swoje pytania dostępne w jednym miejscu. A jeśli nie tysiące to chociażby ja...

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 26 - poziom i zrozumienie to nie tylko wysoki ranking

W ciągu ostatnich kilku dobrych lat rozmyślałem i czytywałem rożne artykuły (na blogach, forach szachowych i w książkach) na temat postępu oraz rankingu. Pomimo tego, iż proces ten trwa już dość długo to jednak nadal mam problem ze zrozumieniem jego istoty. Mianowicie stale nurtują mnie takie oto pytania:

1. Dlaczego ludzie zachwycają się wysokim rankingiem?
2. Czy wysoki ranking odpowiada wysokiej sile gry?
3. Czy niski ranking odpowiada słabej sile gry?
4. Jak mierzyć wiedzę szachową?
5. Jak mierzyć szachowe umiejętności?
6. Czy można mieć wysoki ranking i niskie umiejętności?
7. Czy można mieć niski ranking i wysokie umiejętności?
8. Czy ranking idealnie odzwierciedla poziom gry?
9. Co powoduje, że każdy chce mieć wysoki ranking?
10. Jak to możliwe, że zawodnik solidnie gra a ma niski ranking?

Oczywiście pytań było i nadal jest znacznie więcej. Te jednak są najbardziej jaskrawym przykładem tego co w ostatnich kilku latach zajmowało mój szachowy umysł. I teraz będę chciał pokrótce rozprawić się z tymi pytaniami, bo podejrzewam, że jest setki (o ile nie tysiące) amatorów, którzy również zadają sobie takie pytania... a znalezione odpowiedzi albo są dla nich niezadowalające albo po prostu nierozwojowe.

Ludzie często zachwycają się wysokim rankingiem, ponieważ automatycznie (bezkrytycznie!) wiążą ze sobą następujące dwa elementy (relacje), którymi oczywiście są: wysoki ranking = wysoka siła gry. I co najciekawsze często ten schemat ułatwia życie i okazuje się dość dobrym przybliżeniem! Niemniej bywa również i tak, że nie wszystko złoto co się świeci.

Najczęściej wysoki ranking odpowiada wysokiej sile gry jeśli są zachowane niezbędne warunki. Są nimi przede wszystkim: odpowiednio duża ilość rozegranych partii przeciwko silnym zawodnikom (co najmniej 100, a idealnie to 500), tempo partii przynajmniej 30 minut na zawodnika (idealnie z dodawanym czasem), różnorodni przeciwnicy oraz rozgrywanie partii dając z siebie wszystko na co stać danego zawodnika. W skrócie wyjaśnię czemu służą wymienione elementy.

Jeśli widzimy wysoki ranking zawodnika, który rozegrał 10 czy 20 partii to oznacza to, że musimy dać mu czas się jeszcze wykazać. Tak samo jak przeczytamy wstęp do 300-stronicowej książki trudno nam ocenić na ile jest ona dobra, ciekawa, przydatna i odpowiadająca rzeczywistości oraz naszym oczekiwaniom i potrzebom, prawda? Stąd właśnie konieczność rozegrania co najmniej 100 partii. Jest to bowiem minimalny próg, który gwarantuje nam to, że zawodnik zdążył pokazać swoje umiejętności na dystansie, który możemy uznać za istotny. Nikt bowiem nie będzie oceniał zawodnika, który biegnie na dystansie 10 kilometrów po tym jak przebiegnie pierwsze 100 metrów, zgadza się?

Tempo partii to fachowe określenie tego ile czasu ma każdy zawodnik na tworzenie i rozwiązywanie problemów na szachowej planszy. Nie można brać na poważnie partii w których jest przewidziane na jej rozegranie poniżej 30 minut z uwagi na to, że w praktyce będzie to oznaczać, że zawodnik musiał wiele razy podawać jedynie przybliżone rozwiązania. To mniej więcej tak jakbyśmy na maturze z matematyki na 40 zadań (w tym 10 otwartych) dali zaledwie 1 godzinę. Owszem, większość maturzystów, którzy przygotowali się do egzaminu będzie w stanie go zaliczyć na 50% lub więcej, ale zrobienie wyniku 90% lub wyższego graniczy z cudem. Dlaczego? Otóż na zadania zamknięte będzie trzeba przeznaczyć co najmniej 30 minut (zakładam bardzo szybkie tempo w którym poświęcamy jedną minutę na każde z nich), więc na pozostałe 10 otwartych zostaje nam magiczne pół godziny. Zwykle jedno zadanie otwarte zajmuje 8-10 minut, więc możemy rozwiązać tego typu zadań zaledwie 3 lub 4. Na ostatnie 6 zadań zabraknie nam po prostu czasu, nawet jeśli zakładamy, że nasze umiejętności są na dobrym lub bardzo dobrym poziomie.

Różnorodni przeciwnicy są gwarancją tego, że zawodnik, aby mieć wysoki ranking... musi potrafić naprawdę dużo. Dlaczego? Otóż daje nam to okazję ku temu, aby sprawdzić szeroki zakres wiedzy i umiejętności badanego szachisty, gdyż wielu różnych zawodników po prostu stwarza różne problemy na szachownicy. Jeden będzie grał agresywnie od samego początku, kolejny będzie zapierał pozycje ile tylko się da, zaś jeszcze kolejny będzie grał stabilnie i wyczekiwał na możliwość kontrataku. Będą zawodnicy, którzy grają różne warianty debiutowe, nie boją się poświęcić materiał za inicjatywę, znający dobrze końcówki, potrafiący poświęcać materiał, aby zamatować króla czy też tacy, którzy w trudnych sytuacjach będą bez problemu znajdowali drogę do remisu. I w ten oto sposób nasz zawodnik będzie musiał zmierzyć się z wieloma różnorodnymi wyzwaniami i jeśli ze wszystkimi sobie świetnie poradzi, to będzie to znaczyć, że naprawdę dużo potrafi.

Ostatni element na który musimy zwrócić uwagę to rozgrywanie partii na pełnych obrotach. Jeśli zawodnik biegnie na dystansie 100 metrów, ale nie daje z siebie wszystko to wiemy jedynie tyle, że na pewno jest w stanie przebiec szybciej niż uzyskany wynik (np. czas 12 sekund). Nie wiemy jednak o ile szybciej jest w stanie przebiec dany dystans. Weźmy inny przykład. Załóżmy, że mamy sportowy samochód, ale nie możemy patrzeć na licznik wskazujący szybkość (prędkość). Co z tego, że widzimy, iż wyprzedza samochody jadące 60km/h jak nie wiemy czy dałby radę wyprzedzić motor uciekający 200km/h? Mam nadzieję, że teraz jest już jasne skąd konieczność tego, aby zawodnik pokazał absolutnie wszystko na co go stać.

Podsumujmy: losowo testowany zawodnik rozegrał 100 partii lub więcej, grał wszystkie z nich tempem 30 minut lub wolniejszym (czyli zarówno on jak i jego przeciwnik mieli więcej dostępnego czasu), poziom jego przeciwników wahał się w granicach 1900-2000 i byli to różnorodni zawodnicy... i obowiązkowo nasz zawodnik rozegrał wszystkie partie tak jakby w każdej z nich walczył o życie. Czy tak uzyskany (określony) ranking odpowiada jego realnej sile gry? Moim zdaniem tak! Oczywiście nie jest to absolutny dowód na to, że dany zawodnik nie potrafi jeszcze więcej, ale moim zdaniem na pewno są zachowane absolutnie niezbędne warunki ku temu, aby stwierdzić, że ranking zawodnika nie jest przypadkowy lub też zupełnie nie odpowiada jego możliwościom.

No dobrze to teoria i wszystko ładnie pięknie, ale co z praktyką? Czy te akademickie rozważania można jakoś przenieść na praktykę i pokazać na konkretnym przykładzie? Okazuje się, że tak! Zerknijmy zatem na krótką analizę trzech zawodników. Od razu dodam, że każdy z nich jest mi znany i od pewnego czasu przyglądam się im uważnie.


Zawodnik nr 1: Kevin (Introspection)

Widać wyraźnie, że w tym roku ma problemy ze stabilnością gry, więc czerwona linia trendu przez pierwsze półrocze dobrze się trzymała, ale w ostatnich 2 miesiącach nastąpił wyraźny spadek. Widać, że w maju tego roku udało mu się wycisnąć linię trendu do poziomu 1735, co jest naprawdę solidnym wynikiem.


Zawodnik nr 2: Vitali (ascoliloko)

Jeden z najładniejszych przykładów stabilnego zawodnika, który jeszcze nie pokazał pełni swoich możliwości, ale z przebiegu linii trendu wyraźnie widać, że stale pnie się w górę. Na początku roku nieco poniżej 1800, a pod jego koniec z pewnością dotrze (i być może nieznacznie przekroczy) do magicznego 1900.


Zawodnik nr 3: Tomasz (NokiaTwenty)

W tym przypadku widzimy zawodnika, który trochę podkręcił swój ranking, ale przez ostatnie pół roku niezbyt wiele popracował nad szachami, więc jego linia trendu uległa wysyceniu. Oznacza to, że dopóki nie zacznie na nowo trenować i stale poprawiać swoje słabe strony, tak długo marzenia o przeniesieniu linii trendu ponad poziom 2100 pozostaną jedynie w sferze niespełnionych oczekiwań.


Przyjrzyjmy się teraz istotnym elementom, których nie widać na żadnym wykresie. Nie można ich także zgadnąć, więc konieczne są tak zwane twarde dane. Oto i one:

Kolejno są nimi: ilość rozegranych partii (tylko partie standard), obecny ranking, średni ranking przeciwników (białym i czarnym kolorem) i procent zwycięstw (średnia dla partii granych obydwoma kolorami)

Zawodnik nr 1: Kevin (Introspection) - 421 partii, 1697, 1796/1757, 42.9%
Zawodnik nr 2: Vitali (ascoliloko)   - 64 partie, 1903, 1918/1902, 53.1%
Zawodnik nr 3: Tomasz (NokiaTwenty)  - 205 partii, 2043, 1819/1817, 76.1%

Teraz krótkie wyjaśnienie tego co oznaczają te konkretne wartości i jakie mają odniesienie do tego o czym była mowa w artykule.

Kevin gra z zawodnikami o średnim rankingu prawie 1800 i uzyskuje z nimi 43% zwycięstw. Jego linia trendu waha się w przedziale 1690-1720, więc można powiedzieć, że na obecnym etapie jest bliska wysycenia. Przebicie linii trendu do poziomu 1800 będzie wymagało nieco większej stabilności gry oraz poprawienia gry końcowej.

Vitali gra z zawodnikami o średnim rankingu nieco ponad 1900 i uzyskuje z nimi 53% zwycięstw. Zanim dojdzie do pierwszego wysycenia linia trendu musi osiągnąć poziom 1900. Dopiero wówczas będziemy wiedzieli na ile jeszcze drzemie w nim siła i moc, która sprawia, że z zawodnikami na desce krwawo się rozprawia ;).

Tomasz gra z zawodnikami o średnim rankingu nieco ponad 1800 i uzyskuje z nimi 76% zwycięstw. Jego obecny ranking jest w zasadzie idealnym odzwierciedleniem pełnego wysycenia. Inaczej mówiąc wygrywa zbyt dużo partii ze zbyt słabymi (rankingowo) przeciwnikami. Dopóki nie weźmie się za bary z dużo silniejszymi zawodnikami (2000-2100), tak długo jego ranking nie przebije na stałe 2100. Wymaga to oczywiście solidnej gry, ale także nadrobienia braków w elementach, które są słabym ogniwem... a to kwestia treningu, ogrania i analiz. I to wymaga co najmniej kilku setek godzin pracy Tak! Tylko tyle... i zarazem aż tyle.


No i myślę, że na koniec wypadałoby wrzucić jakąś niespodziankę, tak aby już nic (poza własnymi przemyśleniami) do szczęścia nie było potrzebne, prawda? Sprawdźmy zatem jak wygląda statystka najsilniejszego rankingowo gracza przeciwko dwóm pozostałym.

Tomasz przeciwko: Kevin (Introspection) - 122 partie, uzyskane 114.5 pkt (wynik 93.9%)
Tomasz przeciwko: Vitali (ascoliloko) - 6 partii, uzyskane 4 pkt (wynik 66.7%)

No i kolejny raz przekonujemy się o istotnym elemencie: siła gry jest związana ze zrozumieniem gry, a ranking tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Przeciwko Kevinowi radzę sobie znakomicie (94% na dystansie ponad 100 partii!) chociaż od ostatnich kilku miesięcy zauważyłem, że coraz częściej wyrywa mi remis. Natomiast przeciwko Vitalijowi jest coraz trudniej. Odkąd przekroczył ranking 1900 (stało się to 5 miesięcy temu)... nie udało mi się z nim jeszcze wygrać partii klasycznej. Dodam jeszcze, że grywałem z nim partie szybkie i również miałem poważne problemy z wygrywaniem. Zatem to nie jest przypadek, że ten zawodnik pnie się w górę.

Można zatem powiedzieć, że ranking Vitalija jest niedoszacowany (nie uległ wysyceniu) a mój ranking jest trochę nadmiernie podkręcony (uległ praktycznie pełnemu wysyceniu). Z kolei ranking Kevina jest na tyle niestabilny, że na razie musi popracować nad tym, aby jego linia trendu wróciła na poziom 1700, a potem stopniowo przepychać ją do 1800. Nie oznacza to, że będzie to łatwe, lekkie i przyjemne zadanie, ale jednak jest to możliwe.

Na zakończenie dodam, że niebawem odpowiem na pytania o to jak mierzyć wiedzę szachową a jak szachowe umiejętności. Jestem przekonany, że uważne i krytyczne przeczytanie ze zrozumieniem tego artykułu pozwolić znaleźć odpowiedzi na resztę pytań (przede wszystkim tych wymienionych na początku). Warto również samodzielnie poszukiwać innych źródeł w których tkwi ogrom szachowej wiedzy jak też odpowiedzi na wiele ciekawych, trudnych czy też nietypowych zagadnień.

piątek, 28 lipca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 25 - stabilizacja: status quo, nihil novi oraz panta rhei

Tym razem krótko na temat ostatnich wydarzeń związanych z moją szachową drogą.

Od nieco ponad miesiąca udało mi się ustabilizować ranking. Na rysunku poniżej można zauważyć czerwoną linię trendu, której spadek zatrzymał się na poziomie 2065 i to jest akurat ta dobra wiadomość. Natomiast zła wiadomość związana jest z tym, że jest mi bardzo trudno przełamać się do tego, aby cokolwiek trenować - poza rozgrywaniem partii ważne (jak kto woli - niezbędne!) jest poszerzenia swojej wiedzy oraz zdolności analitycznych jak i taktycznych.

Stabilizacja czerwonej linii trendu, więc możemy powoli zaczynać poważną pracę nad szachami

To co mnie pozytywnie zaskoczyło to zrozumienie, że nasz poziom gry jest w bardzo dużej mierze związany z umiejętnościami, zrozumieniem oraz doświadczeniem... a nie jedynie z rankingiem. Stąd nie martwię się nim tak bardzo w sytuacji, gdy mój przeciwnik ma niższy ranking, ale gra naprawdę solidnie. Jeśli bowiem zagrał najlepiej jak potrafi, zaś ja nie dałem rady z nim wygrać to znaczy, że muszę jeszcze popracować, aby być w stanie wygrywać - a co za tym idzie: zyskiwać na rankingu.

Po wielu latach zauważyłem (a raczej uświadomiłem sobie), że silniejsi gracze bardzo często dysponują dość głęboką i rozległą wiedzą na bazie której wyrobili sobie szachowe mięśnie. A te przećwiczone na odpowiednio mocnych (wymagających) przeciwnikach sprawiły, że ich siła gry jest tak znacząca (mam na myśli poziom 2200 i wyżej). Wniosek nie jest odkrywczy, ale może pomóc w uświadomieniu sobie tego prostego faktu, że silni zawodnicy nie dlatego grają solidnie, bo mają wysoki ranking, lecz jest dokładnie na odwrót: ich umiejętności i zrozumienie szachowe powodują, że są w stanie ogrywać większość silnych amatorów, a to z automatu gwarantuje wysoki ranking.

Podsumowując można powiedzieć, że mój obecny stan to nic nowego chociaż wszystko płynie. Zauważam coraz więcej obszarów do pracy nad nimi, pomimo tego, że w pewnych elementach gry już czuję się znacznie pewniej. Cieszy mnie to, że rozgrywam w miarę regularnie partie standardowe i już za tydzień będę miał okazję nadal uczestniczyć w rozgrywkach ligowych FICS. Jeśli jeszcze pójdzie za tym systematyczna praca nad zagadnieniami teoretycznymi, wówczas przeskoczenie poziomu 2100 będzie naturalną konsekwencją poważnego podejścia. Wystarczy to zrozumieć i wdrożyć w proces szachowego rozwoju - tak, tylko tyle i aż tyle!

niedziela, 2 lipca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 24 - testy i weryfikacja teorii... oraz sceptycy i ich drobne zdziwienie

Wielu czytelników zastanawia się czy to co pisuję ma jakiekolwiek przełożenie na praktykę. Inaczej mówiąc chcieliby wiedzieć czy taka gra w Internecie jest w stanie pozytywnie wpłynąć na grę w realu. Bo przecież jak wielu sceptyków twierdzi - "przecież to zupełnie nie ma przełożenia na wyniki i jakość gry w realu". A ja wówczas przyjmuję to z niedowierzaniem i zastanawiam się na jakiej podstawie formułują oni takie wnioski (stwierdzenia). I być może najlepszym sposobem byłoby wybranie się na turniej i sprawdzenie tego o czym piszę przeciwko żywym przeciwnikom z krwi i kości. No to sprawdziłem i okazało się, że jednak to co mówię, piszę i testuję (a także to jak grywam partie ligowe i standardowe na serwerze FICS) może mieć REALNE przełożenie na grę przeciwko żywym szachowym humanoidom (odmiana człowieków, które grywają w szachy). Jak bardzo? Myślę, że dość wyraźnie.

Załóżmy taki hipotetyczny scenariusz. Turniej w realu, 9 rund, partie tempem 90+30 (90 minut i dodawane 30 sekund za każdy ruch) oraz jedna runda/partia dziennie. Przeciwnikami niechaj będą zawodnicy o następujących rankingach: 6 zawodników z siłą męskiej drugiej kategorii (1800) i 3 zawodników z siłą 3 kategorii (1600). Jeśli chodzi o płeć to dwie kobiety i siedmiu mężczyzn. I reszta tradycyjna - szachy drewniane, zegary elektroniczne... a zapis ręczny.

Wygrana ze wszystkimi zawodnikami daje ranking uzyskany 2100, co w przybliżeniu odpowiada poziomowi silnej pierwszej kategorii. Jeśli rund jest 9, to tyle samo musiałoby być zwycięstw. Wiadomo jednak, że wygranie wszystkich partii jest praktycznie niemożliwe, bo niemal zawsze jedną partię trzeba przegrać i zremisować (co zwykle daje maksymalny wynik 7,5 punkta z 9 partii). A gdyby jednak założyć, że wszystkie partie zostaną wygrane? Cóż wtedy się wydarzy? Zerknijmy na poniższe zestawienie.

Eksperyment w realu - przeciwnicy z turnieju i bardzo rzadko spotykany uzyskany wynik końcowy

Hmmm... wychodzi dość niespotykany ranking, bo aż 2100! Czy zatem taka jest moja obecna siła gry? Nie, to stanowczo zawyżony ranking, ale uważam, że realnie przedział 2020-2040 praktycznie już coraz bardziej dosięgam (osiągam). I co może bardzo zdziwić: poprzednie moje oszacowania rankingu standardowego FICS jakoś są dziwnie zbieżne z uzyskanym wynikiem w realu, prawda? Być może to przypadek, a być może to coś więcej niż "rzadki zbieg okoliczności"?

Aktualny wykres pokazujący, że kryzysy szachowe mogą być chwilowe i mijają po miesiącu. Fajnie jest powrócić do rankingu 2050 i wyżej, bo wówczas łatwiej jest przebić (czy chociażby dosięgnąć) magiczny próg o wartości 2100. Bo jak wielu śmiałkom doskonale wiadomo kolejny poziom 2200... to już praktycznie kosmos dla szachowych amatorów.

Wniosek: rozegranie kilkuset partii standardowych (w tym także ligowych) przez Internet może pozytywnie wpływać na jakość gry w realu. Nie jest to absolutne i pełne przełożenie, ale na pewno nie są to "dwa różne światy", które nijak się do siebie mają. Za rok spróbuję powtórzyć testy i zobaczymy czy wnioski będą podobne czy też to co obecnie udało się uzyskać to po prostu "nic nie znaczący przypadek"...

wtorek, 13 czerwca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 23 - kolejna lekcja pokory czyli nie wszystko złoto co się świeci

Czasami pojawia się w życiu szachisty coś co określamy jako szachowe zmęczenie materiału czy wręcz kryzys. Różne bywają przyczyny tego stanu rzeczy, ale co jest tak naprawdę najważniejsze? Otóż to, aby zaakceptować ten fakt i wyciągnąć z niego wnioski.

1. Kryzys szachowy nie trwa wiecznie.
2. Czasami najlepszym wyjściem jest odczekanie (czy też przeczekanie) tego niedobrego stanu.
3. Analiza tego co się dzieje powinna wskazać także na rozwiązanie problemu.
4. Sprawy pozaszachowe (tzw. życiowe) często mają wpływ na to jak długo trwa ten stan.

Tak więc wiemy, że kryzys szachowy to nie tragedia oraz pamiętajmy, że nie wolno traktować tego jako wyroczni! Nie! Nie jesteśmy głupcami, nie jest tak, że kompletnie nie nadajemy się do szachów i nie jest także prawdą, że gramy najgorzej na świecie.

Szachowy kryzys i stopniowy powrót do równowagi - pamiętaj, że jeśli naprawdę grasz dobrze to kryzys formy nie może trwać wiecznie (nawet jeśli wydaje ci się, że jesteś skończonym idiotą)

Co się stanie jeśli zaakceptujemy ten fakt i zrozumiemy, że ów proces w końcu przeminie? Otóż bardzo często zaczyna nasz poziom wracać do normy i nadal możemy cieszyć się fajną grą. Stałe obwinianie siebie i wyzwanie od najgorszych... nie pomoże nam pokonać kryzysu.

Warto na koniec przypomnieć słowa GM Nakamury - "forma jest chwilowa, ale klasa jest stała". Szukajmy zatem naszej klasy gry, a jeśli nasza forma spadnie to nie róbmy z tego tragedii. Jeśli pracujemy solidnie i uczciwie, wówczas to zawirowanie dość szybko minie. No i dobrze jest zrozumieć, że jesteśmy tylko ludźmi, którzy popełniają błędy. Nie jesteśmy (i nigdy nie będziemy) w stanie grać jak maszyny, więc naszym zadaniem jest minimalizowanie ilości, częstotliwości i jakości błędów. Najlepszy zawodnik to nie ten, który gra perfekcyjnie (taki nie istnieje), lecz taki, który robi najmniej istotnych błędów i przy okazji myli się bardzo rzadko. Tylko tyle i aż tyle..., prawda, że proste?

niedziela, 7 maja 2017

Natalia Pietruszina - Końcówki: 10 lekcji dla najmłodszych... o szachowych leśnych wykładach słów kilka

Przyszła kolej na opis książki, która nie tylko uczy podstaw gry końcowej, ale także pozwala odkrywać różne tajemnice i uczestniczyć we wspólnych zajęciach ze zwierzętami w lesie. Zaraz, zaraz! O co chodzi? Już wyjaśniam. Na dzisiejszej sesji opiszę książkę, której tytuł powinien wszystko wyjaśniać: Natalia Pietruszina - Końcówki: 10 lekcji dla najmłodszych. Zobaczmy zatem co możemy znaleźć w tej bajce.

Natalia Pietruszina - Końcówki: 10 lekcji dla najmłodszych (dzieci pokochają tę bajkę)

Książka cechuje mały format, twarda okładka oraz nieco grubszy papier. Całość zawiera 224 strony na których znajdziemy 394 diagramy. Już z tego opisu widać, że obrazki są nieodłączną częścią pracy. I tak jak tytuł sugeruje jest dokładnie 10 lekcji, dodatkowo wstęp, odpowiedzi i wykorzystana literatura.

Kim jest autorka? To kobieta, która ponad 20 lat uczy szachów. Celem książki jest pomoc w nauce podstaw dla dzieci 5-7 letnich. Pomocą ku temu są wesołe lekcje w leśnej szkole w których uczestniczą różne zwierzątka takie chociażby jak wilk, sroka, lis, borsuk czy zając.

Lekcja pierwsza to omówienie zasady kwadratu przemiany na 10 przykładach. Zadanie domowe to kolejne 18 pozycji dla samodzielnego rozwiązania.

Kolejna lekcja opisuje walkę króla z pionem skrajnym (bandowym) na 11 pozycjach. Zadanie domowe 18 kolejnych zadań a dodatkowo wskazówki dla rodziców.

Trzecia odsłona to zmagania króla i piona przeciwko królowi w których król strony silniejszej znajduje się z boku lub z tyłu piona. Tym razem tylko 9 przykładów, ale bardzo dokładnie opisanych. I jak już wiadomo: zadanie domowe (18) i wskazówki dla rodziców.

Następna część to szachowy semafor, czyli zielone światło dla pociągu, który prowadzi za sobą piona. Tym pociągiem jest król, który tym razem stoi przed pionem: to wszystko wyjaśnione na 12 przykładach i 18 ćwiczeń wraz z zaleceniami dla rodziców.

Rozdział piąty to walka hetmana przeciwko dochodzącym pionom b, d, e lub g. Tym razem 9 pozycji, które są bardzo dokładnie opisane i klasyczne 18 ćwiczeń wraz z zaleceniami dla rodziców.

Wykład szósty omawia walkę hetmana z pozostałymi pionami - tym razem a, c, f, h. Zaledwie 11 przykładów, ale każdy je w pełni pojmie. Seria 18 zadań na pewno pomoże w utrwaleniu wiedzy z każdego rozdziału. No a rodzice będą w stanie odpowiednio wspierać dzieci w procesie nauki.

Następna lekcja omawia wyjątki (10 pozycji) związane z poprzednią lekcją. Chodzi o sytuacje w których król strony silniejszej jest blisko króla przeciwnika co często kończy się matem pomimo promocji piona na hetmana. Po tym rzecz jasna 18 zadań celem lepszego utrwalenia i wskazówki dla rodziców. Po nim mała niespodzianka - 30 zadań jako praktyka rozwiązania zadań (cz.1), a na jej wstępie krótki opis tego jak należy rozwiązywać owe zadania.

I już doszliśmy do lekcji ósmej. Tym razem autorka uczy o oddalonym wolnym pionie. To wyjątkowo dokładne tłumaczenie na przykładzie 9 pozycji a po tym wyjątkowo 6 zadań a w radach dla rodziców opisane rozgrywanie dwóch pozycji, które dziecko musi wiele razy rozegrać, aby dobrze zrozumieć sens walki.

Przedostatnia część to broniony wolny pion i pionowy przełom. Dalej mamy 10 omówionych przykładów i zadanie domowe - 12 pozycji. Rady dla rodziców opisują dwie pozycje przed zadaniem domowym, które nasze dziecko powinno dobrze zrozumieć.

No i dotarliśmy do lekcji ostatniej. To już podsumowanie wszystkich poprzednich lekcji jako ogólne właściwości i reguły rozgrywania końcówek. Tutaj mamy tylko 8 pozycji, rady dla rodziców i ostatnia niespodzianka - 120 zadań jako praktyka rozwiązania zadań (cz.2).

Teraz pora na podsumowanie. Szczerze mówiąc to nie wiem jak to opisać, ale chyba zrobię to wprost nawet jeśli narażę się na ośmieszenie. Mianowicie to najlepsza i zarazem najciekawsza książeczka o końcówkach jaką kiedykolwiek przerabiałem! Jest ku temu kilka powodów - wymienię je pokrótce. Pierwszy jest taki, że tę książeczkę czyta się jednym tchem. Tutaj lis uważa się za mądrzejszego a skromny borsuk wskazuje prawidłowe rozwiązanie. Kolejno sroka wie najlepiej, gdy tymczasem zając zaczyna głębiej przyglądać się danej pozycji (zadaniu). Po prostu widać żywe sceny w których w leśnej szkole szachy kwitną w najlepsze. Drugim powodem jest to, że książka jest znakomicie opracowana. Nie tylko każda lekcja (rozdział) jest odpowiednio ułożona, ale także wszystko jest świetnie wyjaśnione. Widać, że autorka Natalia Pietruszina bardzo dobrze przemyślała koncepcję książki. Są po każdej części zadania domowe, wskazówki dla rodziców czy też w całej książce dwa konkursy rozwiązywania zadań. Do tego widać elegancko opisane rozwiązania zadań, które zostały ułożone na podstawie końcowej literatury. Rzut oka wystarczy, aby zobaczyć, że te 13 pozycji zamieszczonych w części "literatura" zostało dobrze wykorzystane do opracowania zadań w książce.

Pora na ocenę końcową i zalecenia dla kogo można polecić tę pozycję. Moim zdaniem książka zasługuje na wyróżnienie, więc z radością stawiam najwyższą notę - 10/10! Oczywiście są w niej drobne błędy (literówki), figurki na diagramach można byłoby zrobić ładniejsze i wyraźniejsze, ale moim zdaniem to nie jest aż tak bardzo istotne na końcowy odbiór tej książeczki. To co mnie zachwyciło to koncepcja książki oraz znakomity i przyjazny dla dzieci sposób tłumaczenia szachowych idei. Co istotne: książka jest tak dobra, że można wykorzystywać same pozycje do prowadzenia zajęć dla znacznie starszych uczniów (w tym także i dorosłych). Myślę, że najbardziej zadowoleni będą z tej książeczki wszystkie dzieci i zawodnicy, którzy nie osiągnęli jeszcze poziomu trzeciej kategorii. Inaczej mówiąc polecam tę książkę tym, których ranking zawiera się w przedziale 1000-1500 (zawodnicy nie mający nadanej kategorii aż do tych z silną czwartą kategorią).

Dodam jeszcze, że przerobienie tej książki wraz z rozwiązaniem wszystkich zadań wymaga około miesiąca pracy, pracując godzinę dziennie. To bardzo cenna pozycja i gdyby była wydana w naszym rodzimym języku to rodzice mogliby wspólnie ze swoimi pociechami zgłębiać szachowe tajemnice. Nie ma moim zdaniem lepszego sposobu niż czytanie dziecku bajki szachowej i wspólne ćwiczenia oraz odkrywanie niesamowitych przygód na szachowej planszy...

sobota, 6 maja 2017

Winning Chess Endings - piękna opowieść gry końcówej... o tym jak Yasser Seirawan wyjaśnia podstawy

Poprzednim razem wspomniałem o podstawach gry końcowej, które prezentował legendarny rosyjski teoretyk Jerzy Awerbach. Tym razem sprawdźmy co na ten temat ma do powiedzenia amerykański pasjonat Yasser Seirawan. Zwłaszcza dlatego, że sposób przekazywania jego pasji szachowej jest wyjątkowy. Zapewniam, że gdybyście mieli okazję uczestniczyć w zajęciach tego niezwykłego arcymistrza, to z pewnością zapomnielibyście o tym jakie te końcówki są nudne. No ale o tym za chwilę...

Książka "Winning Chess Endings" jest szóstą książką z serii zwycięskie szachy, którą znakomicie zrealizował Yasser Seirawan. Jest to pozycja napisana w języku angielskim, więc przypuszczam, że więcej osób będzie chciało się dowiedzieć co w niej jest ciekawego czy chociażby wartościowego. Zatem najpierw garść niezbędnych informacji, a potem moje wrażenia z jej przerabiania.

Winning Chess Endings (Yasser Seirawan) - klasyczna książka do nauki podstaw gry końcowej

Na 240 stronach średniego formatu autor zamieścił 242 diagramy, które zajmują 9 rozdziałów. Są nimi kolejno: proste maty, końcówki pionowe, hetmańskie, wieżowe, gońcowe i skoczkowe. Ostatnie trzy rozdziały to walka gońca przeciw skoczkowi, wieży kontra lekkie figury czy też ostatni tajemniczy rozdział, który nieco później omówię bardziej szczegółowo. Przed nimi są takie części jak podziękowanie oraz wstęp. Natomiast za nimi znajdują się źródła z których korzystał autor jak też indeks i krótka biografia. Dziwi jedynie brak słownika pojęć, bo akurat to standard w przypadku podręczników stosujących wiele nietypowych szachowych zwrotów.

Teraz pora na krótki przegląd poszczególnych rozdziałów.

Rozdział pierwszy to klasyczna nauka podstawowych matów: KR vs K, QK vs K, KBB vs K czy też KBN vs K. Jak ktoś nie zna notacji szachowej to mamy szybkie przypomnienie: R to wieża, Q to hetman, B to goniec, N to skoczek. Tym sposobem możemy rozszyfrować powyższe wyszachowane hieroglify. Nasz wykładowca tłumaczy przystępnie co i jak należy zrobić, aby zakończyć partię matem, gdy pozostanie przeciwnikowi jedynie goły król. Co bardzo cieszy, robi to w taki sposób, że książkę czyta się jak ciekawe opowiadanie w którym co chwila odkrywamy coś niezwykłego. Przy okazji przemyca niemożliwe maty takie jak mat dwoma skoczkami czy też mat królem i skoczkiem przeciwko zamkniętemu pionem na bandzie obcemu królowi. O matowaniu KNN vs Kp tylko telegraficznie wspomina jako wyjątku od reguły, bo tego rodzaju mat w praktyce zdarza się raz na kilkanaście (a niekiedy i kilkadziesiąt) tysięcy partii.

Kolejna odsłona to popularne i jakże często spotykane pionkówki. To oczywiście slangowa nazwa związana z walką króli i pionów. Autor przemyca absolutnie niezbędne podstawy i pokazuje jak działają w praktyce. Na przykładzie dwóch partii wyświetla nam bogactwo idei oraz konieczność dokładnej gry w pionkówkach granych przeciwko IM Fernando Cruz oraz przyszłemu mistrzowi świata Garriemu Kasparowowi. Te dwie analizy wyraźnie pokazują pozorną prostotę końcówek pionowych.

Trzeci rozdział poświęcony jest końcówkom hetmańskim. I znowu mamy jedynie niezbędne podstawy, gdyż w przeciwnym wypadku książka miałaby co najmniej 500 stron. Jest to zdecydowanie najkrótsza część, gdyż w praktyce również tego rodzaju końcówki występują dość rzadko, a idee w nich są dość ubogie. W zasadzie to można skupić się wyłącznie na motywach wiecznego szacha, pata lub mata. Na podstawowym poziomie znajomości końcówek jest to wystarczająca wiedza.

Końcówki wieżowe to moja miłość. Odkąd pamiętam to wieżówki przyciągały mnie swoim niezgłębionych bogactwem idei oraz motywów. Poza tym to w praktyce jedne z najczęściej występujących końcówek i przy okazji najsłabiej rozgrywane. I co nietypowe - jest to teza prawdziwa zarówno dla amatorów jak i silnych arcymistrzów. Różnica jedynie tkwi w tym, że błędy tych ostatnich rzadziej są ujawniane i zdarzają się niemal zawsze, gdy mają oni bardzo mało czasu do namysłu, a walka już trwa dość długo. Jeśli ktoś nie zna takich nazw jak Lucena, Philidor czy Vancura to można śmiało powiedzieć, że jest laikiem w wieżówkach. Seirawan znowu wybrał najważniejsze pozycje i pokazał sposób ich rozgrywania. Gdyby była taka konieczność, to każdemu ambitnemu zawodnikowi należałoby dać ten rozdział i za 2 tygodnie zaprosić na zajęcia w których miałby okazję pokazać na ile zrozumiał przekazany materiał. Jeśli dodam, że Yasser poświęcił na wieżówki zaledwie 65 stron to chyba każdy szybko załapie, że musiał naprawdę nieźle się wytężyć, aby zmieścić się z wyjaśnieniem najważniejszych idei (pozycji) w tak niewielkiej przestrzeni. Nie trzeba chyba podkreślać, że ten rozdział wymaga wielokrotnego drążenia, aż wszystko nam w głowie zaświeci tak jak powinno.

Zakończenia z udziałem gońców to już piąty rozdział. Na zaledwie 20 diagramach zostało ukazane to bez czego wstyd się pokazywać na turniejach szachowych. Miłym dodatkiem jest mini-test w którym mamy 4 bardzo sprytne zadania (pozycje). Ci, którzy nie znają sztuczek w tego typu końcówkach z pewnością otworzą oczy ze zdumienia, bo takie pozycje u mnie zawsze wywołują uśmiech na twarzy (nawet pomimo tego, że już je bardzo dobrze znam).

Rozdział szósty to walka rycerzy... ups, chodziło mi walkę skoczków, popularnie zwaną skoczkówkami. Pomimo dość dużej złożoności tego typu końcówek, nasz amerykański pasjonat znowu pokazał wielką klasę. Wybrał najciekawsze pozycje i pokazał jak przebiega w nich walka i na co każde ze stron musi zwracać uwagę. No i jak to Seirawan... znowu przemycił świetną niespodziankę: jesteś indonezyjskim arcymistrzem! Naszym zadaniem jest rozegrać pozycję skoczkową przeciwko autorowi! Oczywiście Yasser co chwilę zadaje kluczowe pytania, więc pomimo tego, że jest to tylko jedna pozycja, to radość z odkrywania poprawnych odpowiedzi jest ogromna! Któż z nas by nie chciał zagrać przeciwko temu legendarnemu arcymistrzowi???

Odsłona siódma to końcówka, która wielu amatorom wydaje się być niemal zawsze remisowa: goniec kontra skoczek. Okazuje się jednak, że zdecydowana większość arcymistrzów (w tym także i autor) ceni wyżej gońca aniżeli skoczka. Seirawan opisuje zarówno walkę w pozycji zamkniętej jak i otwartej a dodatkowo przekonuje nas o wyższości gońca, gdy porównuje pozycje z pionami na jednym skrzydle przeciwko tym na obu częściach szachownicy. Po krótkim wprowadzeniu w istotę walki ukazuje prawdziwą walkę o każdy centymetr na desce. Te pozornie proste końcówki kryją w sobie wiele możliwości, więc tym bardziej chwała autorowi, że pokazał wszystko co było istotne. No i standardowo pod koniec każdego rozdziału kilka pozycji jako test zrozumienia wykładu.

Przedostatni rozdział to walka wieży przeciwko lekkim figurom. Na pierwszy ogień idzie kilka niezbędnych pozycji wyjaśnionych na 10 stronach, a dalej pojawiają się studia szachowe, których zadaniem jest pokazać nam, że prosta gra końcowa może być o niebo bogatsza niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.

Ostatni rozdział to wisienka na torcie tej książki. Czasami wracam do niego, bo to kwintesencja tego jaki ogień w oczach można bez trudu zauważyć u Yassera Seirawana, gdy pojawia się magiczne słowo... szachy. W rozdziale tym pokazuje on walkę hetmana przeciwko wieży i opisuje zabawną anegdotę na ten temat. Jako, że na początku obiecałem, że powiem coś więcej, zatem przytoczę ją w całości (tak jak opisuje to autor w książce). Zatem usiądźmy wygodnie w fotelu: "Ken Thompson napisał program, który udowodnił, że walka hetmana przeciwko wieży jest znacznie trudniejsza niż ktokolwiek zdawał sobie z tego sprawę. Mając pełną świadomość tego odkrycia Ken zaczął poszukiwania takiego śmiałka, który chciałby zmierzyć się z jego wyzwaniem, tak aby kierując stroną silniejszą być w stanie doprowadzić do zwycięstwa. Podczas tych poszukiwań Ken nie musiał długo się zastanawiać, gdyż wybór padł na amerykańskiego arcymistrza Waltera Browna, 6-krotnego mistrza USA, który nie tylko był pod ręką, ale także miał już solidną reputację przyjmowania odważnych wyzwań. Tak więc był doskonałym wyborem dla Kena, który wyzwał na pojedynek Browna, stawiając mu zadanie: masz mój drogi albo wygrać wieżę albo zamatować komputer w przeciągu 50 ruchów. Nie podejrzewając podstępu Walter nie był w stanie tego dokonać. Urażony tą niespodziewaną porażką Walter natychmiast zażądał rewanżu i po kilku dniach dogłębnej analizy zdołał w końcu wygrać...".

Mam nadzieję, że ta anegdota jest prostym i przekonującym dowodem na to, że nawet arcymistrzowie mogą mieć problemy z wygraniem tej końcówki. Yasser pokazuje ogólny plan wygranej na kilku przykładach, by na sam koniec pokazać analizę komputerową po tym jak Kasparow przegrał sławny mecz z komputerem IBM Deep Blue (maj 1997). Sam autor pokazuje jak męczy się ze znajdywaniem optymalnych ruchów prowadzących do mata i w końcówce KQ vs KR, która według tablic końcówek jest wygrana w 27 ruchach... Yasser daje mata dopiero w 35 ruchu. Tak czy inaczej ważne, że wygrał, bo w przypadku szybkiego tempa gry nie jest to wcale takie proste.

Po tym nieco bardziej obszernym opisie pora na podsumowanie. Co takiego jest w tej książce, dla kogo mogę polecić i jaką ocenę jej wystawiam? Otóż uważam, że zakres materiału i jego poziom jest na tyle obszerny, że zawodnicy poziomu 1400-2000 powinni mieć solidną podstawę w zakresie zrozumienia niezbędnych idei w walce w grze końcowej. Przy czym zawodnicy poziomu 1800-2000 mogą być zainteresowani najbardziej rozdziałem o wieżówkach oraz przykładami analiz pozycji, które nie należą do najbardziej elementarnych.

Co w tej książce mi się spodobało? Przede wszystkim widoczna pasja w przekazywaniu wiedzy. To nie jest sucha książka w której są tony wariantów i żaden amator nie będzie w stanie czegokolwiek zrozumieć. Tutaj są nie tylko wartościowe opisy, ale także wyjaśnienia, plany oraz dążenia obu stron do konkretnego celu. Bardzo często autor wypunktowywuje niezbędne elementy, aby wyraźnie pokazać co jest istotne w danej końcówce. Dzięki temu znacznie łatwiej jest zrozumieć istotę walki i to na ile zmieniają się cele obu stron przy innych ruchach niż te omawiane (zalecane) przez autora. Dodatkowo autor po każdym z rozdziałów daje nam do przećwiczenia ważne zadania (pozycje), tak aby poczuć lepiej głębię tego co pozornie wydaje się nie tylko proste, ale w i pełni zrozumiane. Oczywiście pełnia szczęścia to także znakomite anegdoty, realne i wartościowe przykłady czy też znakomicie dobrane pozycje na których łatwo zrozumieć najważniejsze motywy i idee. Podkreślam, że gdyby nie brak słownika terminów oraz nieliczne drobne błędy, to bez problemów dałbym tej książce najwyższą notę. Generalnie uważam, że pomimo tego można tej pozycji wystawić ocenę 9/10.

Warto także dodać, że pomimo, iż ten podręcznik gry końcowej został pierwotnie wydany w 1999 roku (obecnie jest nowsze wydanie i przy okazji książka jest dostępna także w formie ebooka), to jestem pewien, że 95% ocen pozycji opisywanych jest nadal bezbłędnych. Dzieje się tak dlatego, że po pierwsze pozycje są relatywnie bardzo proste, a po drugie większość pozycji była analizowana i sprawdzana przez wiele pokoleń szachistów (w tym także kompozytorów i teoretyków). I na tym kończę opis tej opowieści o wstępie do krainy końcówek...

środa, 3 maja 2017

Szkoła endszpila - czyli jak Jerzy Awerbach wprowadza szachowych amatorów w świat gry końcowej

Końcówki szachowe są jednym z najbardziej zaniedbanych i zarazem najczęściej pomijanych elementów sztuki szachowej. Dzieje się tak z kilku przyczyn. Jedną z nich jest to, że podobno końcówki są nudne chociaż ja akurat mam inne zdanie. Niestety książki na temat gry końcowej są (czy raczej bywają) pisane w sposób zbyt suchy, a co za tym idzie utrwalają one fałszywe przekonania (czyli stereotypy), żeby za wszelką cenę nie poznawać tej fazy gry.

Jeśli jeszcze weźmiemy do tego zupełny brak recenzji takich pozycji w rodzimym języku... to nie mamy się co dziwić, że motto "z juniorem do końcówki" bywa często wykorzystywane przeciwko nie tylko młodym zawodnikom.

Książek szachowych poświęconych grze końcowej i końcówkom jest coraz więcej. Obecnie dostępnych na rynku jest co najmniej kilkanaście. Wśród nich są te wydane po angielsku, rosyjsku czy nawet po polsku. Z uwagi na to, że nie ma chętnych, aby napisać coś więcej o tych książkach, zatem ja spróbuję w najbliższych odsłonach podzielić się wrażeniami (opisami) tych, które moim zdaniem są warte uwagi. W ten sposób być może uda mi się zmniejszyć edukacyjną dziurę powstałą na skutek braku recenzji tego rodzaju pozycji. Jeśli chociaż jedna osoba spojrzy na końcówki w inny sposób (nie daj boże przeczyta jakąś książkę z tych opisywanych) to już będzie ogromny sukces. Tak czy inaczej... zaczynamy!

Przednia i tylna okładka klasycznej książki o końcówkach - Jurij Awerbach "Szkoła endszpila"

W tej odsłonie przyjrzymy się książce Jurija Awerbacha "Szkoła endszpila". Przede wszystkim warto przyjrzeć się tej pozycji, bo dobrze odzwierciedla ona zasadę (powiedzenie), aby nie oceniać książki po okładce. Co zatem w niej znajdziemy? Otóż na całość składa się wstęp, dwa rozdziały, test końcowy z rozwiązaniami oraz słowniczek.

Rozdział pierwszy opisuje ogólne pojęcia i podstawowe końcówki. To prosty, ale bardzo cenny rozdział, ponieważ pokazuje to czym jest motyw ograniczenia, groźby, niewystarczającego materiału do mata czy chociażby motywy geometryczne (związanie, szpila, podwójny atak, itp.). Poza tym są opisane schematy matowania dwiema wieżami, hetmanem, wieżą a następnie dwoma gońcami, gońcem i skoczkiem, dwoma skoczkami czy też lekką figurą. Jest to wszystko podane w telegraficznym skrócie.

Kolejno widzimy walkę figury przeciwko figurze: hetman przeciw hetmanowi, hetman przeciwko wieży jak też przeciwko lekkiej figurze. Poza tym istotna również walka wieży przeciwko skoczkowi lub gońcowi. To wszystko naprawdę warto znać, bo przeciwnik w partii turniejowej ma prawo "piłować" takie końcówki przez 50 ruchów zanim będziemy mogli złożyć prawidłową reklamację remisu (wykonanie 50 ruchów bez ruchu piona czy też jakiegokolwiek bicia bierki).

Ostatnia część pierwszego rozdziału poświęcona jest walce figur przeciwko pionom. No i znowu mamy podane absolutne podstawy i nic ponadto! Przy okazji Awerbach przemycił także kilka przykładów teoretycznych końcówek, które pomimo dużej przewagi są remisowe. To właśnie przy tych pozycjach amatorzy głośno krzyczą: "przecież to była (jest) łatwa wygrana!".

Drugi rozdział to już coś więcej niż powierzchowne spojrzenie - to systematyczny kurs końcówek! Najpierw mamy pionową grę końcową, potem skoczkową i jeszcze gońcową. Kolejno widzimy walkę gońca przeciwko skoczkowi, wieży przeciwko lekkiej figurze i na deser klasyka: końcówki wieżowe i hetmańskie! Na koniec pozostaje jeszcze punkt nazywany "trudne końcówki", a do nich autor zalicza: mat skoczkiem i gońcem, dwa skoczki przeciwko pionowi, wieża i goniec przeciwko wieży czy też wieża ze skoczkiem przeciwko skoczkowi.

Po tym teoretycznym wprowadzeniu mamy szachowy test w którym czeka na nas 64 zadania mające na celu sprawdzenie naszej wiedzy z dziedziny końcówek. Po nim natomiast są podane rozwiązania z krótkim komentarzem. A na końcu książki znajdziemy słownik wykorzystanych terminów - 40 szachowych pojęć, które musisz znać, aby dobrze rozumieć sens końcówek.

Podsumowując: książka ma zaledwie 200 stron i zawiera 264 pozycje (diagramy), które autor w skrócie opisuje. Pojawia się pytanie na ile łatwa jest ta książka. Młodsze pokolenie kojarzy Jerzego Awerbacha, ponieważ był on pierwszym w świecie teoretykiem, który poświęcił się badaniu końcowej fazy gry i wydał 5 tomów szczegółowo opisanych końcówek. Obecnie uznawanym guru końcówek jest niemiecki arcymistrz GM Karsten Muller. Różnica między obydwoma analitykami jest ogromna: Awerbach musiał niemal wszystko analizować ręcznie, a obecnie mamy do dyspozycji tablice 6-bierkowe, więc każdy autor nie tylko staje na plecach Awerbacha, ale także programistów, którzy dali nam do dyspozycji owe tablice. W ten sposób możemy ze 100% pewnością stwierdzić wynik dowolnej końcówki w której jest nie więcej niż 6 bierek (w tym obowiązkowo oba króle). Od kilku lat są także dostępne tablice 7-bierkowe, ale z uwagi na to, że zajmują one dość sporo pamięci, zatem są udostępniane za pośrednictwem Internetu. Tak czy inaczej nigdy w historii szachów nie mieliśmy absolutnej pewności co do oceny i wyniku dowolnej kilkubierkowej końcówki. Obecnie jest to tak oczywiste, że nikt nawet o tym nie wspomina.

Tak więc na podstawie powyższego można samodzielnie wywnioskować, iż książka ta jest wymagająca i będzie to prawidłowy wniosek. Ba! Tę książkę można przerabiać kilkukrotnie aż nabierze się biegłości w rozgrywaniu tych końcówek na które autor poświęcił szczególny nacisk. Kto może z tej książki najwięcej wycisnąć? Moim zdaniem każdy z zawodników w przedziale 1400-1800 (poziom 4-2 kategoria szachowa). Jeśli ktoś ma pierwszą kategorię i ma poważne problemy (zaległości) w grze końcowej, wówczas ta książka może także być pomocna w rozwiązaniu problemu. Warto jednak podkreślić, że są w niej podane wyłącznie absolutne podstawy, które każda szanująca się druga kategoria znać powinna. Nie ma w niej planów czy konkretnych opisów bardziej skomplikowanych końcówek, lecz jedynie tych najbardziej elementarnych. Wstyd powiedzieć, ale niestety zdarzają się zawodnicy mający pierwszą kategorię, którzy nie byliby w stanie poprawnie rozgrywać wszystkich z wymienionych w książce końcówek.

Książka jest wydana w języku rosyjskim, diagramy są czytelne, notacja figurkowa (w tym także ta w rozwiązaniach) i przy okazji wszystko solidnie wyjaśnione. Myślę, że w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jest to znakomita kompilacja najważniejszych pozycji z gry końcowej, którą każdy ambitny amator znać powinien. Z uwagi na to, że udało mi się znaleźć jedynie kilka błędów oraz wzmocnień, więc końcowa ocena książki to zasłużone 9/10.

Ta pozycja jest dla mnie tym samym czym dawniej dla zawodowych szachistów była kilkutomowa praca Jerzego Awerbacha. Różnica jest taka, że ta obecna wersja jest nie tyle kilkukrotnie mniejsza, ale przede wszystkim niezbędna do zrozumienia podstawowych idei w walce w grze końcowej. Jak dla mnie, to taka mała klasyka do której można (a nawet trzeba!) wielokrotnie wracać.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Po drodze czeka sukces szachowy: część 2 - definicja sukcesu i moje obecne miejsce w szeregu

W poprzedniej odsłonie obiecałem, że napiszę o tym czym dla mnie jest (był) sukces szachowy i czy już go osiągnąłem czy jeszcze nie. Tak więc lecimy z tym sukcesem!

Generalnie sukcesem jest dla mnie robienie tego co według mnie ważne, dobre oraz przede wszystkim rozwojowe. A jeśli na drodze do osiągnięcia mistrzostwa uda się osiągnąć pewne rezultaty (efekty), wówczas jest to już tak zwany realny i mierzalny sukces. Ten ostatni jest istotny dlatego, że dzięki niemu można szybko opierać się na konkretach, faktach oraz czymś namacalnym. W skrócie ujmując: z faktami się nie dyskutuje, ale można je opisywać, omawiać czy też analizować.

Czym zatem będzie dla mnie ten namacalny szachowy sukces? Moim celem jest znaleźć się w 10% najlepszych graczy w danej dziedzinie. Przykładowo jeśli mamy grupę 100 osób w której jest 10 zawodników zasługujących na miano "najlepsi z najlepszych", to ja chcę być w tej pierwszej dziesiątce. I nie ma znaczenia czy będę na jej czele czy na samym końcu. Istotne jest to, aby przebić się do wąskiego grona wybrańców, których można uznać za oświeconych. I można bezpiecznie założyć, że jedynie 10% ze wszystkich graczy szachowych dochodzi do poziomu bardzo silnych amatorów (siła/poziom zrozumienia szachów w realu pomiędzy 2100 a 2200).

W przypadku szachów moim celem jest dojście i osiągnięcie poziomu 2200 na FICS w partiach typu standard. Jeśli tego dokonam, wówczas wpiszę siebie do tej elitarnej grupy Top10% - nawet jeśli cały świat (szachowy i każdy inny) będzie krzyczał z całych sił, że "przecież chłopie w realu nie byłbyś w stanie uzyskać nawet marnego 1900/2000". Nie szkodzi, bowiem podkreślam po raz kolejny, iż moim celem nie jest uzyskiwanie określonych rankingów (czy też tytułów) w realu. Jeśli bym osiągnął cokolwiek więcej w realu (niż obecnie posiadana druga kategoria), to będzie to co najwyżej miły dodatek.

Warto dodać, że osiągnięcie rankingu 2200 (2250) na FICS będzie automatycznie związane z przebiciem się do 1% najlepszych (tj. najwyżej sklasyfikowanych i aktywnych) zawodników. Obecnie jest ich około 2800-3000, więc przeciśnięcie się do grona 30 najlepszych to już nie jest przypadek, lecz pewna decyzja (a za nią solidnie wykonana praca). Takim absolutnym (ostatecznym) celem w moim wypadku jest zatem przebicie się do Top20, co obecnie wymaga posiadania rankingu około 2250. Czy jest to trudne zadanie do wykonania? Tak, moim zdaniem jest to bardzo trudne zadanie i niewielu amatorów jest w stanie tego dokonać. Pamiętajmy, że na serwerze FICS stabilnemu rankingowi 2200 (i wyżej) często odpowiada poziom silnego kandydata na mistrza szachowego (a czasami nawet takiego, który osiągnął w realu poziom FM lub IM - Fide Master czy też International master). Tak więc, to już nie przelewki, ale poświęcenie, aby uzyskać wysoki poziom, który dla innych graczy z pewnością nie będzie dostępny.

No i jak zapewne wszyscy wiedzą - tego namacalnego sukcesu jeszcze nie osiągnąłem. Obecnie bowiem na serwerze FICS mój ranking standard to 2092, co daje 65 miejsce. Tragedii z pewnością nie ma, ale do magicznego 2240-2250 pozostaje sporo pracy do wykonania. Przeskoczenie kolejnych 45 zawodników wymaga sporego poświęcenia i rozegrania co najmniej kilkuset partii. W tym roku mam rozegranych 93 partie standardowe, więc do końca roku zostało jeszcze 200. Wierzę, że dzięki temu nabiorę niezbędnego doświadczenia, aby pokonywać coraz silniejszych zawodników. Na chwilę obecną odnajduję i kolekcjonuję tych, których ranking zawiera się w przedziale 1950-2100. Celem jest oczywiście to, aby regularnie z nimi rywalizować. Innej drogi do sukcesu po prostu nie ma, gdyż ogrywanie grajków do poziomu 1900 nie ma wpływu na przyszłe sukcesy z rekinami po 2100-2200. Mam nadzieję, że to jasne jak słońce.

Poniżej widzimy obrazek, który pokazuje moje obecne miejsce - teraz zaczynam rozgrywać partie z zawodnikami, którzy będą sprawiali, że będę musiał dużo myśleć oraz wiele poprawiać w swojej grze. Wierzę, że dzięki temu uda się wykręcić końcowy cel - ranking 2200/2250 na FICS.

sobota, 25 marca 2017

Po drodze czeka sukces szachowy: część 1 - słów kilka o tym co będzie poruszane w tej serii

Postanowiłem utworzyć nową serię w której będę opisywał 20-letni proces w którym osiągnąłem sukces szachowy. Poszczególne odcinki będą poruszały wiele aspektów związanych z szachami, ale także z tym co było konieczne do zrealizowania, jakie były koszty i zyski tego co robiłem, co i jak testowałem i jakie miałem tego wyniki czy też jakie książki szachowe otwierały mi kolejne okna w szachowej budowli.

Jedyne czego nie będę opisywał to koszty finansowe ponoszone na drodze do osiągnięcia sukcesu. Robię to z kilku powodów. Jednym z nich jest to, że nie za bardzo potrafię je ocenić z perspektywy tak długiego odcinka czasu. Kolejnym jest to, że przykładowo daną książkę można kupić w różnych cenach, ale można także dostać jako prezent. I wówczas jest to koszt o wartości 50, 70, 30 złotych czy też zerowy? Tak samo odnośnie wydatków typu: wyjazdy na turnieje, wysokość wpisowego, opłaty klasyfikacyjne, opłaty za zakwaterowanie oraz wyżywienie czy wszelkie inne. Dlatego informuję, że jeśli ktoś chce poczytać o kosztach (wydatkach) finansowych związanych z szachami, to u mnie tego na pewno nie znajdzie.

A o czym w takim razie będzie można poczytać? Szczerze mówiąc to ta seria nie jest przeze mnie bardzo dokładnie rozpisana, lecz będzie pisana nieco na gorąco. Wątki, które będę omawiał można pogrupować w takie oto jednostki:

1. Literatura, którą się posługiwałem - głównie książki i zbiory zadań, które czytywałem.
2. Szeroko pojęty sprzęt, który wykorzystywałem do gry, treningu i analizy (w tym także programy).
3. Testy jakie prowadziłem w związku z moimi szachowymi teoriami.
4. Wnioski jakie wyciągałem z przeprowadzanych testów.
5. Momenty przełomowe w mojej grze - czyli to co wpływało na jej zmianę (rozwój bądź regres).
6. Wydatki i koszty jakie ponosiłem - głównie mam na myśli poświęcenie czasu czy też konieczność rezygnacji z innych zajęć na rzecz szachowej edukacji (w tym podnoszenia siły gry i zrozumienia).
7. Materiały jakie tworzyłem, aby moje przemyślenia przybierały trwałą formę.
8. Inne przemyślenia czy też rozważania, które trudno wrzucić do poprzednich kategorii.

Oczywiście z góry uprzedzam, że nie będzie to praca naukowa ani tym bardziej seria artykułów pisana na zamówienie. Będzie to raczej ciekawa forma pamiętnika, który będzie poruszał wiele różnych spraw związanych z tym co się działo na mojej drodze do sukcesu szachowego. A warto dodać, że przez 20 lat trochę jednak udało mi się przeżyć, doświadczyć i przemyśleć jeśli chodzi o szachowe sprawy. Poza tym poszczególne kategorie mogą być nierównomiernie rozłożone. Przykładowo na temat literatury szachowej, którą przerabiałem będę w stanie dużo więcej napisać niż w temacie wydatków i kosztów ponoszonych na rzecz rozwoju szachowego. Tak więc proponuję traktować tę serię jako nietypowe podejście do szachowej autorefleksji na przełomie ostatnich 20 lat. Dzięki temu nie będzie tylu rozczarowań oraz pretensji o to, że "tak było szumnie zapowiadane, a wyszło słabo". Lepiej zatem nie robić sobie nadziei i zostać mile zaskoczonym.

Najtrudniejsze będzie dla mnie to, aby odkopać w pamięci momenty w których następowały moje szachowe przebłyski, zmiany oraz istotne wnioski. Niemniej nie jestem na straconej pozycji, bowiem zachowałem rozgrywane partie turniejowe wraz z dokładnymi datami, więc będę mógł oszacować jakimi ideami oraz koncepcjami kierowałem się na czasy ówczesne. Bardzo ciekawym i nietypowym spostrzeżeniem może być to, że bywały partie tak rozegrane, że po 10, 15 czy 20 latach za każdym razem w przyjemnością wracam do ich odtwarzania. To będzie dodatkowy element, który umożliwi mi bezpieczną podróż w czasie. Jeszcze jedną pomocą będzie służyć lista przeczytanych pozycji (literatura) i to prowadzona od drugiej połowy roku 1998. Mam nadzieję, że te narzędzia będą mogły mnie wspierać przy próbie rekonstrukcji tego jakimi szachowymi treściami i koncepcjami kierowałem się na owe czasy.

Na koniec jeszcze wspomnę, że będę raczej starał się pisywać średniej długości artykuły (wspomnienia), tak aby było ich możliwie jak najwięcej i aby ich czytanie kojarzyło się z ciekawą lekturą a nie niekończącym się ciągiem wyrazów. Wierzę w to, że nie tylko ja będę miał z tego odrobinę radości i odskoczni od szarej rzeczywistości.

PS. Tak, dla tych którzy są domyślni - potwierdzę, aby nie trzymać w niepewności. W kolejnej odsłonie napiszę o tym czy dla mnie jest (był) sukces szachowy i czy już go osiągnąłem czy jeszcze nie.