wtorek, 12 lipca 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (10)

W ostatniej odsłonie była mowa o ruchach kandydatach oraz kolejności ich wypisywania. Tym razem zobaczymy jak wygląda w praktyce ten proces wraz z końcowym wyborem takiego ruchu. Przypominam, że jest to jedynie zarys pewnego schematu, więc wszystkich zachęcam do czytania książek szachowych w których autor solidnie opisuje cały proces wyboru ruchów oraz liczenia wariantów. Tutaj znajdziemy jedynie pewien uproszczony fragment całości.

Jak wygląda w praktyce proces identyfikacji ruchów kandydatów?

Takie ruchy są dwupoziomowe: pierwszy poziom to ruchy kandydaty początkowe zaś drugi to ruchy końcowe. Jakie są kryteria ich wyboru oraz jak je rozróżnić? Zapamiętajmy: początkowych jest zawsze kilka (niekiedy kilkanaście), natomiast końcowy zawsze jeden. To mniej więcej tak jak z wyborem szachów do gry - najpierw przeglądamy kilka kompletów by na końcu wybrać ten, który nam najbardziej odpowiada.

W szachach pierwszy poziom ruchów kandydatów (czyli wybór tych początkowych ze wszystkich prawidłowych) zawiera się w ruchach, które realizują pewien plan lub cel. Warto podkreślić, że na poziomie zawodowym (naukowym) każdy ruch musi mieć swoją przyczynę (sens). W przeciwnym wypadku gramy tak zwane losowe szachy - a w takim wypadku wystarczy jeden błąd (jeden ruch typu "zobaczymy co się stanie"), aby zaprzepaścić cały wysiłek.

POZYCJA 1: [8/3k3p/2p2p2/1p1p3P/1p2pPP1/2n1P3/3K4/r4B1R b - - 0 1]

Zobaczmy jakie plany lub cele mają czarne w poniższej pozycji.

PLAN 1: Zagonić białego króla w możliwą siatkę matową albo wymuszenie taktyki (wygrania materiału).
Ruchy KM: 1...Ra2+ 1...Rd1+ lub 1...Nb1+

PLAN 2: Przepychanie pionów, aby chociaż jeden z nich stał się hetmanem.
Ruchy KM: 1...b3 1...c5 1...d4

PLAN 3: Ustawienie króla na lepszą pozycję, aby pomóc pionom (przytulenie się do pionów i ich wspieranie królem).
Ruchy KM: 1...Kd6 lub 1...Ke6

PLAN 4: Zatrzymanie białych pionów od kontrataku (przełomu).
Ruchy KM: 1...h6 1...Ke7 1...Ke8 lub 1...Ke6

Ze wszystkich określonych planów, pierwszy z nich będzie najbardziej atrakcyjny - z uwagi na to, że wynikiem jest natychmiastowa wygrana materiału. W przeciwnym wypadku najlepszymi (najbardziej atrakcyjnymi) planami (a nie ruchami!) byłyby te oznaczone numerami 2 i 4. W zależności od gracza - każdy może wybrać inny plan. Niemniej technika szachowa wymaga wyboru takiego planu, który spełnia najważniejsze kryterium gwarantujące stały postęp i wygrywanie: minimalizacja szans przeciwnika i maksymalizacja naszych szans (plan mini-max).

Warto sprawdzić wszystkie plany grając przeciwko silniejszemu przeciwnikowi bądź przeciw silnikowi szachowemu.

Niektóre plany będą prowadzić do tego, że przeciwnik dostanie dużo wiatru w żagle i nie tylko będzie w stanie zremisować, ale często i wygrać. Nie dlatego, że wybraliśmy zły plan, lecz dlatego, że to był zbyt mało efektywny plan (i szansa popełnienia przez nas błędu była stosunkowo duża).

Zerknijmy na początkowe ruchy KM i ocenę ich poprawności (czyli odrzucanie dziurawych):

1) 1...b3? - pchnięcie piona powoduje, że jest on coraz bliżej pola przemiany. Problemem jednak jest to, że po 2.Kxc3 znika nasz skoczek a kolejny ruch 2...b2 powoduje, że wraz z nim - nasz wolny pion. Z uwagi na to obalenie - wykreślamy ten ruch z listy ruchów końcowych. Innym słowem - nie możemy go zagrać na desce, bo stracimy skoczka. Niemniej staramy się wyciągać i zachowywać wnioski z każdego przeanalizowanego wariantu.

2) 1...Na4 - nowy ruch kandydat, który pojawił się dzięki wnioskowi z poprzedniego wariantu. Dzięki niemu będzie groźba zagrania pionem do przemiany: b3-b2-b1. Jeśli król zagra na pole c2, wówczas czarne grają Ra2+ i po wejściu na b3 zamykamy klatkę matową poprzez Rb2#. Natomiast po 2.Kb1 czarne grają 2...Nc3+ 3.Kc1 i potem zagranie b3-b2-b1 jest już możliwe. Można jeszcze zdecydować czy wykonać tę operację natychmiast czy najpierw zgasić całkowitą kontrę.

3) 1...d4 - kolejne pchnięcie piona początkowo wygląda na obalone po 2.ed4, ale to tylko sztuczna analiza, gdyż grając 2...e3+ wygrywamy - z uwagi na to, że albo dochodzi do przemiany pion b albo też w zamian za piona zginie goniec (z uwagi na atak pionem z pola e2). Pominięcie tego prowadzi do wyrzucenia ruchu 1...d4 z listy dobrych ruchów KM. Byłby to błąd, który określamy jako "błąd wyciszania". Krótko mówiąc, wyciszyliśmy (tj. oceniliśmy) zbyt wcześnie końcową pozycję, co w konsekwencji doprowadziło do jej błędnej oceny.

4) 1...Rd1+ 2.Kc2 d4 i teraz jeśli białe nie wezmą piona to czarne pobiją na e3 i zagrają e2 z wygraną. Dlatego 3.ed4 e3 4.d5 e2 i czarne wygrywają. Warto samodzielnie sprawdzić co się stanie po 5.dc6+, bo można znaleźć ciekawy szczegół. W tym wariancie kryje się kontra białych, dlatego warto sprawdzić w jaki sposób powstała i jak można jej zapobiec.

5) 1...Ra2+ to według silnika najlepsza opcja i teraz białe mają dwa wyjścia: a) 2.Kc1 b3 i grozi Rc2# (kolejny schemat siatki matowej!) i białe mogą chwilowo opóźnić mata oddając obie figury. b) 2.Ke1 i znowu groźba b3-b2-b1 jest kluczowa (będzie trzeba oddać figurę za wolnego piona).

A jak zagrały czarne w tej pozycji? Zagrały 1...c5? kompletnie nie sprawdzając na ile ruch jest bezpieczny, więc białe szybko je obudziły poprzez 2.Bxb5+ Nxb5 3.Rxa1. I teraz czarne z łatwej wygranej muszą przejść do trudnej walki.

POZYCJA 2: [6r1/2p4p/1p2rp1k/p3p2P/P2pP1K1/1P1P4/2P2P2/4RR2 w - - 0 1]

Białe są w szachu, więc widząc możliwość aktywnego 1.Kf5 zagrały właśnie w ten sposób - bez sprawdzenia czy jest to bezpieczne. Pojawia się pytanie dlaczego to nie miałby być dobry ruch, skoro atakuje niebronioną wieżę oraz przybliża króla do centrum? Zaraz się o tym przekonamy.

1.Kf5 Rc6 - czarne odeszły wieżą spod bicia i jednocześnie zaatakowały niebronionego piona c2. I teraz jeśli białe nie spojrzą uważnie na pozycję, tylko zagrają automatycznie 2.Re2 albo 2.Rc1, wówczas czarne matują w 1 ruchu! Dlatego białe w tym momencie mają jedynie dwa ruchy KM: oba z nich muszą obronić białe przed groźbą Rg5#. Są nimi: f4 oraz Rg1. I w takiej pozycji można analizować, który z obu ruchów (2.f4 lub 2.Rg1) daje większe szanse na pozytywny wynik (remis też uważam za dobry rezultat). Wszystkie inne ruchy są absolutnie niedopuszczalne - groźba mata w 1 ruchu jest najwyższą możliwą i nawet mistrz świata musi się przed nią ukłonić.


Teraz pozycja, która może otworzyć oczy wielu zawodnikom - w tym także tym, którzy mają nawet 4 czy 3 kategorię. To chyba jedna z najbardziej typowych pozycji gry środkowej w których silny zawodnik niemal zawsze znajdzie najlepszą kontynuację, podczas gdy słabszy gracz kompletnie się pogubi. 

POZYCJA 3: [3r2kb/5p1p/4q1p1/p2N2B1/P7/6PP/1r1Q2BK/2R5 w - - 0 1]

Przeanalizujmy pozycję. Białe właśnie zagrały 1...Rb2. Co się stało? Zaatakowały wieżą niebronionego hetmana. Jeśli białe nic z tym nie zrobią, wówczas przewaga materialna spowoduje natychmiastową wygraną czarnych. Reszta będzie jedynie kwestią techniki realizacji przewagi, ponieważ białe będą miały zbyt dużą stratę materialną (bez odpowiedniej rekompensaty).

Przyjrzyjmy się pozycji. Jest to pozycja gry środkowej w której dominuje taktyka. Po czym to poznajemy? Oto sposób na rozpoznanie: czarne mają następujące pobicia - po dwa hetmanem i po dwa wieżami (razem 4). Natomiast białe mają 3 pobicia (2 hetmanem i 1 gońcem). Teraz sprawdzamy ile ruchów szachujących mają czarne (1) i białe (2). Tak więc okazuje się, że pozycja ma charakter taktyczny. Mówi nam o tym jeszcze to, że król czarnych jest trochę osłabiony oraz to, że wiele figur jest pod biciem. I to co istotne oraz często przemilczane w podręcznikach - są nimi figury o różnej wartości. Szachiści często określają takie figury jako "wiszące". Mówiąc zatem żargonem szachowym: wisi biały hetman i czarna wieża. Do tego także skoczek w centrum jest związany, tak samo jak (pośrednio) goniec na linii z królem (po odejściu hetmana można zagrać Qxd5 albo Rxd5). Tak czy inaczej - można powiedzieć, że w pozycji wyraźnie czuć dynamit.

Biorąc pod uwagę to, że białe grożą wygraniem wieży a czarne hetmana, więc ruchy, które muszą rozważyć białe są związane z obroną hetmana, daniem mata lub szacha bądź też próbą wygrania co najmniej tyle samo (lub więcej) materiału za hetmana.

Wypisujemy ruchy kandydaty (według powyższego klucza):

SZACHY (2): Nf6+ i Ne7+

POBICIA (3): Qxb2, Qxa5, Bxd8

GROŹBY (4): Re1, Rc2, Nc7, Nf4

OCHRONA hetmana (6): Qd3, Qe1, Qe3, Qf4, Qd1, Rc2

I już doskonale widzimy, że mamy aż 15 ruchów KM! Jak zatem sobie poradzić z taką armią ruchów oraz w jakiej kolejności mamy je analizować? Heisman twierdzi, że w pozycjach taktycznych zawsze zaczynaj analizę od ruchów, które dają szacha! Chodzi głównie o to, że tego typu ruchy bardzo ograniczają odpowiedzi przeciwnika. Niekiedy tak bardzo, że można zobaczyć wariant na 5, 8 czy 10 ruchów (zwłaszcza jak jedyną odpowiedzią na szacha jest ucieczka). Właśnie dlatego warto je sprawdzać jako pierwsze. No to zobaczmy jak to działa.

1) 2.Nf6+ i jeśli czarne zagrają 2...Qxf6 (po odejściu królem zginie wieża), wówczas białe grają 3.Qxd8+! Po wymianie hetmanów na polu d8 białe zyskują gońca. Warto dobrze przyjrzeć się temu w jaki sposób biały goniec kontroluje pole d8 po przejściu hetmana na f6 (tak, właśnie za pomocą rentgena). Pomimo tego, że jeden wariant jest dobry, nie oznacza to jednoznacznie, że wszystkie takimi są. Musimy znaleźć najlepszą odpowiedź czarnych, którą jest 2...Bxf6. Teraz 3.Qxd8+ Bxd8 4.Bxd8 i czarne łatwo wygrywają, gdyż po 4...Qd5 ginie goniec (z uwagi na groźbę mata na g2) po 5.Rg1 Qxd8.

Kolejnym ruchem białych do sprawdzenia jest 3.Bxf6, który przegrywa po 3...R2xd2 4.Bxd8 Rxd8. I w końcu 2.Nf6+ Bxf6 3.Qxb2 jest o figurę gorsze niż natychmiastowe 2.Qxb2. Jaki z tego wniosek? Ruch 2.Nf6+ jest złym (albo ściślej: na pewno nie jest najlepszym) ruchem.

2) 2.Ne7+ i powstaje pytanie czy ten ruch zrobi jakąś różnicę. Sprawdźmy. Ruch królem szybko można wyeliminować, bo nastąpi wzięcie wieży z szachem (2...Kg7 3.Qxb2+ albo 2...Kf8 3.Qxd8+). Stąd wniosek, że czarne muszą pobić skoczka ruchem 2...Qxe7. Po tym pobiciu wydaje się, że odbicie hetmana jest dobre dla białych, ale 3.Bxe7 przegrywa po 3...R8xd2, gdyż po 4.Rc8+ Kg7 i czarne wygrywają (warto samemu sprawdzić jak się obronić po 5.Bf8+ Kf6 6.Rc6+). Tak więc zamiast pobicia hetmana, białe muszą poszukać czegoś lepszego. Z uwagi na to, że biały hetman jest także atakowany - warto sprawdzić najpierw zbicie wieży a następnie dopiero hetmana. Białe sprawdzają więc 3.Qxb2, ale zauważyły, że po 3...Qxg5 czarne zdobywają piona i przy okazji grożą pobiciem hetmana (nie jest jednak dobre 3...Bxb2, bo po 4.Bxe7 Bxc1 5.Bxd8 białe mają figurę więcej).

3) 2.Ne7+ Qxe7 3.Qxd8+! Qxd8 4.Bxd8 i białe mają figurę więcej. Teraz dopiero widzimy, że ten ruch jest najlepszy - jednak dopiero wtedy, gdy nie przegapimy rentgenowego 3.Qxd8+! Jeśli chcemy zdobywać materiał, wówczas taktyka musi być naprawdę dobrze (wy)ćwiczona!

4) Nie ratuje wymiana hetmana za wieżę: 2.Bxd8 Rxd2 3.Ne7+ Kf8 (lub 3...Kg7) i czarne wygrywają.

5) Natomiast kontratak też nie pomaga: A) 2.Nc7 Rdxd2 3.Nxe6 Rxg2+ 4.Kh1 fxe6 i czarne wygrywają, B) 2.Nf4 Rdxd2 i nie przechodzi 3.Rc8+ Qxc8 (jeśli 3.Nxe6, wówczas 3...Rxg2+ 4.Kh1 fxe6 i mamy to samo co poprzednio)

A co zdarzyło się w realnej partii? Białe nie znalazły najlepszej kontynuacji, więc zagrały 2.Rc2? i po 2...Rxc2 3.Qxc2 Rxd5 4.Bxd5 Qxd5 5.Qc8+ Kg7 6.Qc3+ Kg8 walka zakończyła się wiecznym szachem.

Zobaczmy, że do analizy zostały wzięte tylko ruchy szachujące, a już udało się znaleźć kontynuację w której białe wygrywają. Zadanie domowe wymaga sprawdzenia wszystkich pozostałych ruchów kandydatów. Pomimo pozornie dużej ilości ruchów do analizy, zadanie można spokojnie odrobić w ciągu nie więcej niż 15-20 minut dobrej pracy. Natomiast dzięki temu można (a nawet trzeba) później wyciągnąć wnioski, które stosowane w naszych rozgrywkach będą przynosiły pozytywne rezultaty.

czwartek, 23 czerwca 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (9)

Proces myślenia to dość tajemnice i zarazem ciekawy temat do dyskusji. Jeśli weźmiemy jeszcze do tego szachy, wówczas możemy zobaczyć nietypowe elementy. Dan Heisman opisuje ten proces w rozdziale drugim. Wiele razy wracam do niego, ponieważ pewne myśli wymagają głębszego i wnikliwego spojrzenia. Tym razem zobaczymy co interesującego ma do powiedzenia nasz instruktor - weźmiemy pod lupę artykuł "Upraszczanie szachów". Szczególnie podoba mi się ukazanie podrozdziału w którym opisuje uproszczony proces myślenia oraz początkowe i końcowe ruchy kandydaty. I właśnie tym chcę się teraz podzielić z osobami, które lubią nieco pomyśleć.

Na czym zatem polega uproszczony schemat procesu myślenia podczas rozgrywania partii? Oto przepis Dana Heismana:

1. Jakie są wszystkie możliwości, które wyzwolił ruch przeciwnika? Innymi słowy: jakie są wszystkie możliwości, które może obecnie zrealizować mój przeciwnik, których poprzednio nie mógł. Do tego pytam siebie w jaki sposób jego ruch zapobiegł mojej groźbie?

2. Jakie są wszystkie pozytywne rzeczy, które chcę zrobić? Ten krok także zawiera realizację  lub zapobieganie taktyce! Ponadto dołączamy do niego także elementy planowania, które powinny być oparte o groźby, silne i słabe strony dla obu stron.

3. Jakie są wszystkie ruchy, które mogą zrealizować jeden lub więcej z moich celów? I tutaj mamy pozorny paradoks: Nie poszukuj najlepszego ruchu tylko skup się na najlepszym planie oraz ruchach, które pozwolą zrealizować te cele. Jest w tym głęboka myśl, gdyż znacznie łatwiej jest skupić się i ocenić nasze cele aniżeli szukać igły w stogu siana czyli tak zwanego najlepszego ruchu. Są to tak zwane ruchy kandydaty.

4. Które z wyżej wymienionych ruchów kandydatów mogę natychmiast odrzucić (z uwagi na to, że nie są bezpieczne)? Innymi słowy - czy są jakieś ruchy, które są szachami, zbiciami albo groźbami, które mogą szybko obalić dany ruch kandydat? Dopiero po tym jak wyeliminujemy wszystkie "dziurawe" ruchy kandydaty, wówczas pozostałe z nich będą końcowymi ruchami do rozważenia.

5. Wybór jednego z końcowych ruchów kandydatów - porównanie ich między sobą i decyzja o tym, który z nich jest najlepszy. To z kolei wymaga wizualizacji (końcowych) pozycji do których prowadzą (lub według nas powinny prowadzić) i na tej podstawie porównania i wybrania tego, który według nas otrzymał najwyższą (najlepszą) ocenę.


Cały ten proces wygląda jednocześnie banalnie (w teorii) i przy okazji dość trudno jeśli chodzi o praktykę. W kolejnym odcinku będziemy mieli okazję zobaczenia go na kilku przykładach wraz z obszernym komentarzem. Wówczas powinno stać się jasne, że w pewnych pozycjach sprawdza się on doskonale. Pamiętajmy, że to tylko pewne narzędzie, które ma nam ułatwiać nasze intelektualne poszukiwania, a nie gotowiec, który można stosować zawsze i wszędzie.


Warto jeszcze wspomnieć o początkowych i końcowych ruchach kandydatach.

Czym jest ów tajemniczy ruch kandydat? Heisman opisuje go jako "jakikolwiek sensowny ruch, którego zagranie powinieneś rozważyć". Są dwie grupy takich ruchów, które pojawiają się podczas rozgrywania klasycznej partii: początkowe ruchy oraz końcowe. Różnica między nimi jest taka, że początkowe ruchy to wszystkie te, które według ciebie wydają się ciekawe lub chociażby warte sprawdzenia. Natomiast końcowe to wszystkie te, które są bezpieczne (pozostałe po odrzuceniu "dziurawych" ruchów, czyli tych, które zostaną obalone przez przeciwnika). Zwykle na początkowym etapie znajdujemy około 5-6 ruchów a na końcowym 2-3. I dopiero spośród nich wybieramy ten ostateczny, który ocenimy jako najlepszy... i wykonamy go na szachownicy.

I teraz najciekawsza część. W jakiej kolejności mam poszukiwać takich ruchów? I tutaj nasz instruktor także ma gotową odpowiedź: "Zaczynamy od forsownych ruchów, którymi są szachy, pobicia oraz groźby (w takiej właśnie kolejności). Tak więc poszukujemy ruchów kandydatów dla obu stron: najpierw szachy, następnie pobicia, kolejno groźby i na samym końcu - inne ruchy".

W tym miejscu warto dodać, że Dan Heisman posługuje się terminem CCT, co oznacza "Checks, Captures and Threats" (szachy, pobicia oraz groźby). Kiedyś na własne potrzeby zastanawiałem się jak wyglądałaby taka bardzo szczegółowa lista. Obecnie odpowiedź na to pytanie zostaje podana na talerzu, bowiem Dan wszystko już nam przedstawił w książce. Oto ta niezwykła lista:

1. Szachy
1a. Szachy po których przeciwnik ma jak najmniej odpowiedzi.
1b. Szachy, które podciągają kolejne figury do ataku (zwłaszcza te nieaktywne!).
1c. Szachy, które podciągają ciężkie figury (zwłaszcza hetmana) w pobliże króla.

2. Ruchy, które sprawiają, że groźby przeciwnika zostają unieszkodliwione za pomocą forsownego mata.

3. Groźby mata w 1 ruchu albo groźby forsownego mata - zwłaszcza jeśli możliwości jego zapobiegnięcia są mocno ograniczone.


4. Pobicia.
4a. Pobicia niebronionych lub niedostatecznie bronionych bierek (figur i pionów).
4b. Pobicia figur przeciwnika bierkami o mniejszej wartości.
4c. Pobicia figur przeciwnika bierkami o równej wartości.
4d. Pobicia figur przeciwnika bierkami o większej wartości.


5. Groźby nie związane z matem ("niematowe").
5a. Groźby dla figur przeciwnika bierkami o mniejszej wartości.
5b. Groźby dla figur przeciwnika bierkami o równej wartości.
5c. Groźby dla figur przeciwnika bierkami o większej wartości.
5d. Groźby związane z atakiem na króla.
5e. Groźby pozycyjne: kontrola linii, zniszczenie struktury pionowej, itp.


6. Ruchy, które zapobiegają groźbom niematowym.

7. Ruchy, które nie należą do żadnej z powyższych kategorii, ale przyczyniają się do realizacji naszego celu lub planu. Przykładami takich ruchów są: rozwinięcie kolejnej figury w debiucie, polepszenie pozycji figury w grze środkowej lub końcowej czy też zapobiegnięcie temu samemu w stosunku do figur przeciwnika.


W kolejnej odsłonie przyjrzymy się temu w jaki sposób identyfikujemy i wybieramy ruchy kandydaty w praktyce (tutaj w porządku narastającej trudności).

Dan Heisman prezentuje trzy przykłady do przemyślenia oraz własnej analizy. Następnym razem zobaczymy co o nich pisze nasz instruktor. Dodam, że poświęca temu całe cztery strony i to tak naprawdę stanowi tylko bardzo ogólny wstęp w tę dosyć głęboką tematykę. Tak więc poniżej dla chętnych - zadania do przemyślenia: spróbujcie wypisać (jako lista) ruchy kandydaty (początkowe i końcowe) i zdecydujcie jaki ruch chcielibyście wykonać w każdej pozycji. Im lepiej uda się wam uzasadnić wybrany ruch, tym korzyści w przyszłości mogą okazać się większe.


Diagram 1: [8/3k3p/2p2p2/1p1p3P/1p2pPP1/2n1P3/3K4/r4B1R b - - 0 1] Czarne

Diagram 2: [6r1/2p4p/1p2rp1k/p3p2P/P2pP1K1/1P1P4/2P2P2/4RR2 w - - 0 1] Białe

Diagram 3: [3r2kb/5p1p/4q1p1/p2N2B1/P7/6PP/1r1Q2BK/2R5 w - - 0 1] Białe

niedziela, 19 czerwca 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (8)

W tej odsłonie zajmiemy się analizą zadań z poprzedniej części, a następnym razem powiemy sobie nieco więcej o tym jak porównywać ruchy i udowadniać, że pozostałe ruchy są gorsze (bądź też lepsze) od naszej propozycji. Temat jest nie tylko bardzo obszerny, ale także i trudny, więc wolę stopniowe odkrywanie szachowej tajemnicy aniżeli podawanie wszystkiego w stylu kawa na ławę. Tak czy inaczej jestem pewien, że uważni czytelnicy z łatwością zauważą przemycone elementy tematu o którym nieco szerzej będę mówił w kolejnych odsłonach (porównywanie i ocenianie).

W poprzednim artykule w zadaniu domowym zostały ukazane dwie pozycje. Pierwsza może być postrzegana jako mega prosta, natomiast druga - dosyć oryginalna oraz trudna w ocenie. Zobaczmy zatem na ile trudne okazały się obie pozycje.


Pozycja 1

[6k1/1n3ppp/8/2n5/r3Q2b/8/2bq2pK/r7 w - - 0 1]

1. Hetman nie powinien zbijać żadnej figury.

2. Gdyby mógł to zrobić bezpiecznie to należałoby zbić tę figurę, która jest niebroniona. Jeśli natomiast jest ich nieco więcej, wówczas wybieramy tę, która jest najcenniejsza.

3. Wszystkie zbijane figury są bronione, więc pobicie dowolnej z nich sprawi, że zostanie ona odbita.

4. Są cztery możliwości pobicia figury. Wprawne oko zobaczy, że czarnopolowy goniec jest (pośrednio) broniony rentgenem przez wieżę.

5. Hetman może zbić dwa piony - oba w pobliżu króla. Zbicie tylko jednego sprawi, że hetman będzie broniony.

6. Najczęściej zbicie figury jest lepsze, ponieważ zyskujemy więcej. Jednak w naszej pozycji pobicie piona w pobliżu naszego króla sprawi, że hetman będzie broniony. Natomiast pobicie figury nie będzie dobrym pomysłem, ponieważ wszystkie z nich są bronione.

7. Przejście hetmanem na nieatakowane pole jest lepsze niż pobicie bronionej figury. Wyjątkiem byłoby pobicie figury tego samego kalibru (hetmanem hetmana, wieżą wieżę, itp.). Nieatakowanych pól jest zaledwie cztery. Jak to sprawdzamy? Patrząc na linie poziomie, pionowe i ukośne. Na poziomej linii brak bezpiecznych pól, na pionowej są dwa pola, na ukośnych dwa pola. W sumie mamy jedynie cztery bezpieczne pola dla hetmana (f3, c6, e5 i e8).

8. Podobno w każdej pozycji istnieje najlepszy ruch (chociaż ja nie jestem zwolennikiem tego pomysłu, bo dla mnie szachy to nie jest czysta matematyka w postaci przeliczania wyłącznie cyferek). Pozycja nie jest przegrana, ponieważ jeden mega istotny czynnik wybija się na pierwszy plan. Jest nim tak zwana słabość ostatniej linii (angielski odpowiednik to: back rank checkmate). Dlatego hetman chowa się na e8 i niechcący matuje króla przeciwnika.

9. Przy ruchu czarnych pozycja jest wygrana - wystarczy uważnie przyjrzeć się polu h1 na które przechodzi wieża przy okazji dając mata. Każdy inny ruch, który pobija hetmana również zachowuje status wygranej pozycji. Dla szachowych estetów najładniejszy wariant może być taki: 1...g1Q+ 2.Kh3 Qdh2#/Qg3#.

Jakie wnioski płyną z tej pozycji? Z całym szacunkiem, ale moim zdaniem jest ich naprawdę wiele (pozycja celowo została ustawiona jako bardzo ekstremalna). Poniżej przedstawię je w skrócie:

1. Najpierw poszukuj i zbijaj wszystkie niebronione figury.

2. Następnie poszukuj i zbijaj wszystkie cenniejsze figury (bierką o mniejszej wartości).

3. Zbijając bronione bierki staraj się przechodzić na pola na których twoja figura będzie (nadal) broniona.

4. Przejście figurą na nieatakowane pole jest lepsze niż pobicie bronionej figury (wtedy gdy nasza nie będzie po zbiciu broniona). Wyjątkiem jest pobicie figury tego samego kalibru (hetmanem hetmana, wieżą wieżę, itp.). W takim wypadku nikt nic materialnie nie traci - jest to tak zwana zwykła (równa lub równorzędna) wymiana.

5. Jeśli przewaga materialna jest ogromna, wówczas pozycja może być wygrana tylko wtedy, gdy w pozycji znajduje się czynnik o największym znaczeniu. Zwykle jest to (forsowny) mat bądź promocja piona (pionów) czy też wybijanie figur z szachem (motyw tzw. młynka). Motywem remisowym jest powtarzanie ruchów (pozycji) jako obrona przed matem (wieczny szach) bądź istotnymi stratami materialnymi (wieczne prześladowanie) i na koniec pozostaje jeszcze twierdza.

6. Bez odpowiedniej rekompensaty duża przewaga materialna najczęściej powoduje uzyskanie wygranej pozycji. To właśnie ta przyczyna powoduje, że po stracie figury (czasami nawet ważnego piona!) zawodnicy podobnego poziomu (zwykle jest to pierwsza kategoria lub wyżej) bardzo często poddają partię.

7. W pozycji w której "wszystko wygrywa" należy zwrócić uwagę na usunięcie motywów, które sprawią, że przeciwnik będzie w stanie wygrać bądź zremisować. Zwykle wystarczy ku temu sprawdzenie motywów o których powyżej była mowa.

8. Na wyższym poziomie zawodnicy starają się nie wymieniać nawet tego drobnego piona - tak długo dopóki nie jest to konieczne. Każda materialnie równa wymiana może powodować, że poprawiamy pozycję przeciwnikowi (i dzięki temu przy okazji sami napędzamy na siebie groźby). Bardzo dobrym odpowiednikiem tej niepisanej reguły jest angielski odpowiednik "to take is a mistake" (tłumaczone jako - pobicie jest [pozycyjnym] błędem). Umiejętność opanowywania nerwów i nie wybijanie wszystkiego co możliwe do zbicia... to jeden z elementów mistrzostwa!


Pozycja 2
 
[4k3/5p2/K3rP2/4p3/6Q1/8/8/8 w - - 0 1]

Czarne dały szacha. Zbicie bronionej wieży przy jednoczesnym "przechwyceniu" szacha jest złą decyzją. Dlaczego? Dlatego, że po wyciszeniu (wygaszeniu) pozycji nastąpi przejście do wygranej pozycji dla czarnych. W tym miejscu powiem jedynie, że wyciszenie pozycji określamy jako "brak forsownych ruchów [często są nimi wymiany], które musimy wziąć pod uwagę zanim ocenimy końcową pozycję".

Zatem po serii ruchów: 1.Qxe6+ fe6 białe mają ruch. Pionek jest wolny, ale król zbyt oddalony, aby go obronić. Z kolei król czarnych zagrywa dwa ruchy (Kf7-Kf6) i nie tylko ginie ostatni pion białych, ale także czarne uzyskują łatwo wygraną końcówkę (pomimo zdwojonych pionów). Dodam tylko, że król czarnych zajmie kluczowe pole piona e5 i dzięki temu bezpiecznie dopcha go do pola promocji.

Teraz wyjaśnienie tego jaką rekompensatę będą miały białe. Na pewno nie ma już szacha, nie ma żadnych figur i pozostają jedynie piony. Na ile groźny jest wolny pion? Wcale! Nie jest wspierany przez króla i na jego drodze stoi czarny monarcha, który za chwilę go rozdepcze.

A co by było gdyby zaczynały czarne? Pytanie pułapka! Nie mogą zaczynać czarne, gdyż biały król stoi na szachu. To było pytanie na uważność i kreatywność. Niemniej gdyby król białych nie był na szachu, to w tego typu pozycji zbicie wieżą piona niemal zawsze gwarantuje (co najmniej) remis. Hetman przeciwko wieży i dwóm pionom rzadko kiedy jest w stanie wygrać. Najczęściej białe muszą się ratować albo wiecznym szachem albo przejściem do remisowej końcówki pionowej (natomiast strona słabsza niekiedy także za pomocą twierdzy, ale to w niezbyt licznych przypadkach).

EDIT:  Poniższy obrazek pokazuje, iż pozycja przy ruchu białych jest (jednak) wygrana (sprawdzone dzięki tablicom końcówek). Warto jednak wziąć pod uwagę to, że wymaga ona aż 51 ruchów (i to nie zawsze łatwych do zrozumienia), więc nie każdy będzie w stanie tego typu końcówkę wygrać.

Jak widzimy powyżej: jedynie ruch 1.Kb7 zachowuje status pozycji wygranej. Natomiast pobicie hetmanem wieży to jedyny ruch przegrywający (czyli zmieniający ocenę pozycji), który wyżej omówiliśmy.

Myślę, że na dzisiaj powinno wystarczyć tych szachowych pytań i odpowiedzi. Przypominam, że warto czasami głębiej zastanawiać się nad tym co dostaliśmy jako materiał do inspiracji lub przemyśleń. Osobiście setki razy myślę nad danym zagadnieniem (problemem) i próbuję go za każdym razem od innej strony podgryzać. Oczywiście najłatwiej (najlepiej) jest zapytać o takie tematy ekspertów (trenerów bądź instruktorów) czy też pooglądać materiały wideo albo poczytać o nich w książkach, czasopismach bądź też artykułach (dostępnych na wyciągnięcie myszki)... gdyż tutaj można jedynie znaleźć treści, których zadaniem jest inspiracja i stymulacja do przemyśleń oraz refleksji, które to zadania każdy czytelnik musi już wykonać samodzielnie...

PS. Podziękowania dla kolegi Artura za sprawdzenie pozycji oraz przesłanie zrzutu ekranu. Myślę, że przy kolejnych artykułach będziemy brali twoje możliwości pod uwagę! Dzięki serdeczne za wsparcie!

piątek, 3 czerwca 2016

Podręcznik młodego szachisty - czyli pomoc początkującym szachistom

Uczeń opanował podstawowe reguły gry i często pojawia się pytanie: "co dalej?". Takie pytanie może nurtować również opiekunów lub instruktorów kółek szachowych czy też rodziców, którzy samodzielnie uczą szachów swoje pociechy. Co wówczas robić?

Urocze dzieciaki na okładce to klasyczna książka Dawidiuka, a zielone figurki - polskie wydanie!

Pod koniec roku 2003 zdobyłem rosyjską książeczkę o bardzo wdzięcznym (i dźwięcznym!) tytule: "Początkującym szachistom" (podtytuł: ćwiczenia, partie, kombinacje). Została wydana rok wcześniej w Białorusi. I od początku widziałem, że treści zawarte w tej książce są naprawdę dobrze dobrane i wyjaśnione. Było mi szkoda tego, że poziom edytorski i graficzny jest tak niski. Tak sobie myślałem, że gdyby po polsku pojawiła się ta książka, wówczas...

No właśnie! W tym roku pojawiła się owa książeczka wydana przez wydawnictwo Penelopa. Tytuł książki jest odrobinę inny ("Podręcznik młodego szachisty"), ale moim zdaniem dużo lepiej oddaje intencję autora. Zdecydowałem się na zakup tej książeczki, wierząc że będą miał okazję samodzielnie ocenić na ile upływ tych 14 lat (od daty publikacji) zmieni to co najbardziej mi przeszkadzało - poziom graficzny wydanej po rosyjsku książeczki. I naprawdę w końcu zostałem pozytywnie zaskoczony! Tak bardzo, że chcę się podzielić moimi wrażeniami, bo uważam, że jednak warto!

Z tego co zdążyłem porównać to treść pokrywa się w około 90-95% (patrz niżej). Niemniej polskie wydane zdecydowanie góruje i widać, że nie zostało ono zrealizowane metodą "kopiuj-wklej". Najważniejsze różnice to poprawienie drobnych błędów, lepsza jakość diagramów, wyższy poziom edytorski i nieco większy format. I teraz coś co może mocno zaskoczyć: pomimo tego, że diagramy są dużo mniejsze (rosyjska wersja 55mm, a polska zaledwie 34!), to ich jakość jest zdecydowanie wyższa! Aż miło się patrzy na takie pozytywne zmiany oraz polskie wydanie. Wiele osób ma rację, twierdząc że często poważną barierą (przed zakupem książki szachowej) jest język - bardzo niewiele osób zna rosyjski (zwłaszcza w porównaniu do ilości osób ze znajomością języka angielskiego).


"Książka zawiera materiały szkoleniowe dla młodych szachistów pierwszego i drugiego roku nauki (7-12 lat), zebrane, opracowane i sprawdzone w praktyce przez autora podczas wieloletniej pracy trenerskiej. Studiowanie książki, rozwiązywanie i poznawanie przykładów szkoleniowych będzie sprzyjało rozwojowi zdolności szachowych. Książka będzie pożyteczna również dla trenerów i opiekunów kółek szachowych". Taką informację możemy przeczytać na stronie początkowej (przed nagłówkiem "Od autora"). I rzeczywiście jest to dobra rekomendacja, która ma realne pokrycie.

Wszystkich diagramów jest 507, a z tego aż 357 stanowią zadania - czyli pozycje do rozwiązania. Pomimo tego, że są raczej małe, to jednak czytelne. Spis treści można zobaczyć na obrazku, więc zrobię jedynie krótki przegląd.

Rozdział "Hej, królu - zaczekaj!" zawiera podstawowe przykłady realizacji przewagi w grze ciężkimi figurami przeciwko samotnemu królowi. W ten sposób uczeń nauczy się przewidywać dwa posunięcia naprzód w prostych pozycjach. Natomiast w części "Kombinacje" będzie można zobaczyć przykłady kombinacji (uderzeń taktycznych). Te zadania przeznaczone są do samodzielnego rozwiązywania - poczynając od najprostszych a kończąc na bardziej złożonych. Według autora pozwoli to łatwo pokonać barierę przejścia z liczenia wariantów z dwóch do trzech oraz z trzech do czterech. Wydaje mi się to słusznym podejściem.

Jest jeszcze jeden rozdział, który mi się bardzo spodobał. Jest nim niejaki "Elementarz gry końcowej". Co bardzo ważne - zawiera pełny kurs końcówek z liczbą bierek nie większą niż cztery. Widać, iż zadbano o czytelnika (ucznia), bowiem do ćwiczeń dobrano pozycje pouczające i przystępne dla początkujących graczy. Oczywistym jest, że ich analiza przyniesie korzyści w rozgrywaniu końcowej fazy gry.

Natomiast na koniec moja ulubiona część tej książki - rozdział "Siedem początkowych posunięć", czyli zasady gry w debiucie. Podane zostały ogólne zasady wraz z wyjaśnieniem ich celu. Do tego kilkanaście przykładów partii (miniatur) w których przeciwnik nie gra tak jak należy. I partie nie tylko bardzo dobrze dobrane, ale i świetnie skomentowane.

Technicznie ostatni rozdział to krótka biografia mistrzów świata (do Ananda włącznie) wraz z pokazaniem jednej szkoleniowej partii. Autor proponuje odgadywanie posunięć, które wykonał przeciwnik (danego) mistrza świata. Jest to ciekawa propozycja zwłaszcza, że jeśli nasza propozycja będzie taka sama jak w partii, wówczas otrzymujemy punkty. Na końcu każdej partii pokazano jaka jest konieczna liczba punktów, aby podzielić radość zwycięstwa nad mistrzem świata, a jaka dla osiągnięcia remisu. Widać zatem wyraźnie, że autor w swojej pracy trenera pracuje różnorodnymi metodami!

Co jest bardzo silną stroną książki? Moim zdaniem bardzo dobre wyjaśnienia oraz duża liczba zadań do rozwiązywania. Autorowi udało się bardzo dobrze dobrać proporcję pomiędzy tematami, skalą trudności, ilością zadań do rozwiązania oraz świetną prezentacją najważniejszych idei. Widać to bardzo wyraźnie, ponieważ niemal wcale nie znajdziemy suchych wariantów - niemal wszystkie posiadają pouczające komentarze słowne. Innymi słowy: nie da się przerabiać tej książki, gubiąc się w morzu pobocznych wariantów czy kosmicznie trudnych pozycji (patrząc z perspektywy początkującego gracza).

No i na koniec klasyczne pytanie: dla kogo przeznaczona jest ta książka? Moim zdaniem będzie bardzo pomocna osobom, które są po etapie "znam reguły gry i nie wiem co dalej mam robić". Niemniej może być również wykorzystywana przez graczy, którzy mają 5 i 4 kategorię, bo rozdziały "Kombinacja" oraz "Elementarz gry końcowej" dają nieco wycisku. W przypadku tego ostatniego rozdziału to nawet byłby odpowiedni dla zawodników o poziomie czwartej oraz (niektórych) trzeciej kategorii.

Generalnie - uważam, że książka "Podręcznik młodego szachisty" to dość dobra propozycja dla tych, którzy zaczynają, ale nie wiedzą w którą stronę mają podążać (po tym jak zapoznali się z regułami gry). Równie dobrze może przydać się tym, którzy zaczynają przygodę szkolenia najmłodszych (dzieci w wieku 6-9 lat) i chcą być nieco do przodu, gdy trafią na bardziej wymagającego ucznia (czyli tego, który już zna reguły gry, ale chciałby wiedzieć nieco więcej niż to czym jest mat szewski).

Gdybym miał wystawić ocenę tej książce (w skali szkolnej: od 1 do 6), to byłaby to 4 lub 4+. Można byłoby tę pracę nieco poszerzyć (i przy okazji parę rzeczy poprawić), ale zapewne chodziło o wydanie książki w języku polskim, a nie nowy projekt. Jeśli zatem jest dużo lepsza od rosyjskiego oryginału (a jest!) to już naprawdę jest coś. Nie wymagajmy jednak cudów, bo te tworzy jedynie wydawnictwo Quality Chess.

czwartek, 26 maja 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (7)

Bardzo ciekawe spostrzeżenia przekazuje Heisman w artykule "Cel w każdym ruchu". I jak to u naszego guru amatorów szachowych w zwyczaju bywa - pozornie proste treści kryją w sobie znacznie bardziej istotne tajemnice szachowego mistrzostwa.

Gra w szachy często jest opisywana jako aktywność logiczna, strategiczna czy też wymagająca sporego wysiłku (niektórzy twierdzą, że wysokiego poziomu inteligencji co już jest dużym nadużyciem). Ponadto często pojawia się argument związany z tym, że szachy uczą planowania, oceniania oraz przewidywania - słowem strategiczne myślenie jak na polu walki. I coś w tym rzeczywiście jest.

Co robimy grając w szachy? Używamy najlepszego superkomputera jaki stworzyła natura - naszego mózg (umysłu). Służy on temu, aby odzwierciedlić nasze myśli na szachownicy (swego rodzaj projektor jaki widujemy w kinie). A głównym celem w szachach jest to, aby pokonać naszego przeciwnika. Inaczej mówiąc, aby wymyślać takie cuda w głowie, aby przeciwnik nie mógł poprawnie "rozczytać" (rozgryźć?!) naszych myśli. Z kolei opisywana bitwa myśli jest przeniesiona na szachownicę (drewnianą bądź wirtualną). W tym sensie szachy to aktywność umysłowa - sport w formie gry. Przy okazji w szachach jest zawarty także element nauki, sztuki oraz według Laskera - walki ("szachy to przede wszystkim walka").

No dobra, wiemy już, że naszym celem jest wygranie partii. Niemniej pojawia się pytanie: jak tego dokonać skoro przeciwnik ma takie same możliwości? (pomijamy przewagę pierwszego ruchu jako fakt, iż nie jest ona krytyczna - tzn. nie prowadzi do wygranej jeśli przeciwnik nie popełni decydującego błędu). W tym celu musimy mieć środki służące realizacji tego celu. W szachach takim środkiem jest wykonywanie najlepszych ruchów. Warto podkreślić, że chodzi o wykonywanie (znalezienie) najlepszego ruchu w dostępnym czasie. W przypadku, gdy nasz czas jest wyjątkowo krótki, a pozycja bardzo skomplikowana... znalezienie najlepszego ruchu może być równoznaczne ze znalezieniem igły w stogu siana.

Heisman słusznie zauważa: "Prawie wszyscy wiedzą, że powinniśmy próbować znaleźć najlepszy ruch w każdym posunięciu, ale w praktyce większość zawodników często nie próbuje tego robić! Ten zadziwiający fakt jest znaczącym powodem dzięki któremu wiele słabych zawodników nie staje się lepszymi graczami. Nie są w stanie przebić się na wyższy poziom, bez względu na to ile książek przeczytali - albo mówiąc innym słowami - jak dużo szachowej wiedzy przyswoili. Zawodnicy ci mylą bowiem szachową wiedzę z umiejętnościami! Zapytajmy sami siebie: co nam z tego jeśli nauczymy się nowych rzeczy, których nie będziemy stosowali?".

Nasz instruktor ma bardzo ścisły umysł, więc męczy swoich studentów pytaniami: "Co sprawiło, że stwierdziłeś, iż jest to najlepszy ruch?" czy też "Dlaczego ruch A był według ciebie lepszy niż B?". I okazuje się często, że zawodnicy (poziomu niskiego, ale także średniego) często nie rozważali innego ruchu niż "jedyny, który na pewno musi być najlepszy". Jest to skutkiem lenistwa umysłowego i brak pełnego zaangażowania w proces szachowej nauki (rozwoju). Dochodzą oczywiście do tego chociażby takie czynniki jak: stres, obawy przed porażką, ekscytacja zwycięstwem, brak motywacji, brak krytycznego myślenia czy też przekonanie o własnej nieomylności. Nie usprawiedliwia to jednak faktu, że zdarza się, iż gramy "na strzały" (bez porównywania czy oceniania). Nie tędy droga!

W celu znalezienia najlepszego ruchu uczeń musi udowodnić albo przynajmniej spróbować pokazać, że jego ruch jest lepszy niż jakikolwiek inny! A to wymaga już umiejętności porównywania. I tutaj pięknie kłania się matematyka w edukacji wczesnoszkolnej (klasy 1-3). Uczeń uczy się oceniania i porównywania elementów zbioru. Najpierw poprzez stwierdzanie która figura (koło, trójkąt czy kwadrat lub prostokąt) jest większa a która mniejsza. Następnie przenosi to na pojęcia abstrakcyjne - czyli liczby (w postaci cyfr, bo w szkole średniej dochodzą także liczby zakodowane jako litery!). Jeśli potrafi stwierdzić co jest "lepsze-gorsze", "większe-mniejsze", "szybsze-wolniejsze", wówczas te same umiejętności może trenować (rozwijać i doskonalić!) na szachownicy. I to jest piękne!

Wracamy na szachownicę. Jak określić (wskazać lub udowodnić) najlepszy ruch skoro nie porównujemy go z innym? Skąd wiadomo, że liczba 12 jest największa jeśli nie wiemy spośród jakich liczb? Czy w takim zbiorze (16, 20, 30) będzie ona największa? A w tym zbiorze (8, 9, 11) nasza dwunastka będzie największą liczbą? Tak, trzeba stale porównywać, oceniać i dopiero na tej podstawie wybierać. Natomiast na szachownicy amatorzy po prostu "strzelają", że dany ruch jest najlepszy NIE porównując go z innymi (czasami nawet z przynajmniej jednym!).

I teraz "Heismanowska matematyczna dusza" pięknie to ujmuje: "Aby poprawnie określić czy wybrany przez ucznia ruch jest dobry - nie wystarczy pokazać go na szachownicy. Zamiast tego student musi pokazać {udowodnić}, że wybrany ruch jest lepszy niż wszystkie pozostałe... a to już wymaga pewnej umiejętności porównywania".

Ten wątek będziemy kontynuowali w kolejnych odsłonach, ponieważ zależy mi na tym, aby ten temat został naprawdę dobrze zrozumiany. Moim zdaniem jest to kluczowa koncepcja dzięki której można robić prawdziwe i widoczne postępy w szachach. Wymaga to oczywiście decyzji odnośnie poważnego podejścia, solidnej i wytrwałej pracy... jednak uzyskiwane efekty (korzyści) są wówczas współmierne do tego co zainwestowaliśmy.

Po to, aby nie było poczucia frustracji i niedosytu... proponuję dwa proste ciekawe zadania, które będzie naszym dalszym drogowskazem w kolejnej odsłonie. Dobrze jest wypisać sobie w zeszycie (lub na kartce) odpowiedzi na poniższe pytania oraz wnioski. Dla bardziej ambitnych amatorów proponuję podważanie (obalanie) pytań oraz formułowanie własnych. Można je przekazać w komentarzach - najbardziej oryginalne oraz ciekawe - wykorzystam w kolejnym odcinku i w nagrodę za włożony wysiłek - także omówię.


ZADANIE DOMOWE (dla chętnych)

Oceń następujące stwierdzenia (prawda czy fałsz) oraz wypisz wnioski z poniższych punktów.

Zadanie 1 (LEWA): Białe na ruchu.

1. Którą figurę powinien zbić hetman?
2. Dlaczego hetman powinien zbić daną figurę a nie inną?
3. Jakie właściwości mają zbijane figury?
4. Ile jest możliwości zbicia figury w 1 ruchu?
5. Czy biały hetman może zbić czarne piony? Jeśli tak to które?
6. Czy lepiej jest zbić figurę czy piona?
7. Czy lepiej jest hetmanem zbić figurę czy też odejść na nieatakowane pole?
8. Udowodnij, że najlepszy ruch dla białych nie istnieje i pozycja jest przegrana.
9. Jaka byłaby ocena pozycji i najlepszy ruch, gdyby czarne zaczynały?

Zadanie 2 (PRAWA): Białe na ruchu.

1. Biały hetman zbija czarną wieżę, która atakuje króla - i jednocześnie daje szacha królowi: to bardzo dobry pomysł!
2. Po zbiciu wieży przez hetmana białe łatwo wygrywają, bo mają wolnego piona.
3. Zbicie wieży jest znakomitym pomysłem, bo jeśli czarne zbiją pionkiem to będą miały ogromną słabość - zdwojone piony.
4. Pobicie wieży powoduje przegraną pozycję.
5. Jaka byłaby ocena pozycji i najlepszy ruch, gdyby czarne zaczynały?

niedziela, 8 maja 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (6)

Dzisiaj powiemy sobie o tym jakie są poziomy szachowego wtajemniczenia amatorów i jaki jest szacunkowy czas, który jest konieczny, aby osiągnąć te szczeble drabiny (popularnie określane jako kategorie szachowe).

Pokrótce zobaczymy jakie są orientacyjne elementy na poszczególnych poziomach szachowych. Od razu zaznaczam, że rozpatruję jedynie zakres poziomów, które oznaczają bycie większym bądź mniejszym amatorem. W momencie uzyskania siły gry pozwalającej na zdobycie tytułu szachowego... kończy się nasz status bycia amatorem (nawet jeśli nadal nie jesteśmy zawodowcami szachowymi). W ten sposób dużo łatwiej będzie mi ogarniać kolejne tematy.

Ciekawy podział proponuje nasz instruktor Dan Heisman. Według niego skala na szachowej drabinie wygląda następująco (w nawiasie czas konieczny do jego osiągnięcia):

1. Poziom 1: 800-900 (1 miesiąc)
2. Poziom 2: 1100-1200 (6 miesięcy)
3. Poziom 3: 1400-1500 (18 miesięcy)
4. Poziom 4: 1600-1700 (30 miesięcy)
5. Poziom 5: 1700-1800 (48 miesięcy)
6. Poziom 6: 1800-2000 (60 miesięcy)

Ten orientacyjny plan zakłada, że każdy student będzie wykorzystywał książki, programy oraz korzystał z pomocy instruktora szachowego. A zadania, które będzie przerabiał są takie:
a) granie powolnych i szybkich partii (w przybliżeniu odpowiednio 90% i 10% czasu). Około 55% ogólnego czasu pracy nad szachami jest właśnie poświęcone na ten element.
b) przerabianie książek o taktyce i rozwiązywanie taktycznych zagadek (to jest kluczem do tego, aby widzieć proste uderzenia).
c) szybkie zapoznawanie się z wieloma komentowanymi partiami, aby poczuć ogólne zasady oraz planowanie. Celem jest rozwój "szachowej świadomości" dzięki radom autorów, którzy mówią jak grać różne pozycje.

Poziom 1: Rozkręcanie się: 800-900 (1 miesiąc)
Upewnij się, że nauczyłeś się grać poprawnie. Chodzi o wszystkie zasady gry (w tym roszada, promocja, bicie w przelocie, rodzaje remisów, itp.) jak też ruchy wszystkich bierek. Bez dobrego opanowania tych absolutnych podstaw na wyższych etapach będzie coś "skrzypieć".

Poziom 2: Prawidłowe przecieranie ścieżki: 1100-1200 (6 miesięcy)
Ten poziom może być kluczowy, bo jeśli zbytnio odpuścisz poniżej podane wskazówki, wówczas pozostałe poziomy mogą wydawać się żmudne oraz powolne.
I tutaj Heisman proponuje do przerabiania (jako zadanie domowe) następujące książki: Chess Tactics for Student (John Bain), następnie Bobby Fischer Teaches Chess (Fischer i Margulies). Dalsze pozycje to: Logical Chess Move by Move (Irving Chernev) oraz The Art of Logical Thinking (Neil McDonald). I ostatnia półka do przerobienia to: Winning Chess Strategy for Kids (Jeff Coakley) i Everyone's 2nd Chess book (Dan Heisman).

Poziom 3: Taktyka to nie wszystko w szachach: 1400-1500 (18 miesięcy)
W tym momencie powinieneś nauczyć się nieco więcej o grze pozycyjnej, końcówkach oraz zasadach debiutowych. Można to wszystko odnaleźć w różnych książkach (i tutaj autor wymienia wiele tytułów), ale na co zwraca uwagę to: książki na temat partii szkoleniowych (najczęstsze błędy), poznanie wielu ogólnych zasad gry i stopniowe przyswajanie wariantów debiutowych. No i dodatkowa informacja o tym, że można w tym miejscu pomyśleć o poszukaniu dobrego instruktora szachowego, aby polepszyć efektywność nauki (i co zwykle za tym nieuchronnie idzie - wyniki).

Poziom 4: Faza konsolidacji: 1600-1700 (30 miesięcy)
Autor poleca zapoznanie się ze zbiorami komentowanych partii oraz nieco bardziej zaawansowanym podręczniku strategii. I coś co chyba najlepiej przemawia do amatorów: "W tym punkcie szachowej podróży jesteś taktycznie przyzwoity i dalszy postęp będzie wymagał odpowiedniego zrównoważenia w Wielkiej Piątce (Big Five)". Tutaj jest chyba ukryty pierwszy poważniejszy wysiłek: regularne rozgrywanie długich partii przeciwko silniejszym zawodnikom. Niezbędne wydaje się również koncentrowanie na tym, aby nie gubić materiału (nie tracić pionków czy figur za darmo). Na tym poziomie otwarcia (debiuty) zaczynają odgrywać większą rolę, więc posiadanie podręcznika debiutowego poświęconego tym debiutom, które normalnie (najczęściej) grywamy jest niemal przymusem.

Poziom 5: Średniozaawansowany: 1700-1800 (48 miesięcy)
Największą różnicą pomiędzy grą na poziomie średniozaawansowanym oraz początkującym jest taka, że nie wszystkie partie są (lub mogą być) wygrywane za pomocą taktyki. Coraz więcej partii wygrywa się nie dzięki jednemu większemu błędowi, lecz za pomocą drobnych taktycznych potknięć i lepszemu zrozumieniu gry pozycyjnej. Tak więc taktyka nadal przeważa i nie należy zapominać o tym, aby nadal ją studiować i pogłębiać jej zrozumienie.
Heisman wspomina także o tym, że istnieją książki nie tylko poświęcone atakowi, ale również obronie. Natomiast zbiory partii do studiowania na tym poziomie powinny zawierać partie Capablanki, Botwinnika, Keresa, Tala i Larsena.

Poziom 6: W stronę Eksperta*: 1800-2000 (60 miesięcy)
Dla graczy zmierzających w stronę końcowej granicy amatorstwa Heisman poleca pozycje poświęcone tematyce złożonej oceny pozycji oraz umiejętnościom planowania. Oczywiście należy kontynuować tradycję przerabiania zbiorów partii komentowanych takich graczy jak: Fischer, Kasparow, Speelman czy Szirow. Dobrym pomysłem jest także nauka tych elementów z klasyki - Zurych 1953 napisanej przez "Don Kiszota" szachów - Dawida Bronsztejna.


Podsumowanie

Obecnie jest mnóstwo książek i nie musisz czytać ich wszystkich. Ba! Przeczytanie ich wszystkich granicy z cudem. Jeszcze około 50 lat temu byłoby to możliwe, ale dziś mamy do dyspozycji co najmniej 8-10 tysięcy różnych szachowych tytułów (mowa jedynie o wersjach papierowych), więc nikt nie jest w stanie tego wszystkiego ogarnąć.

Heisman na zakończenie mówi jeszcze o bardzo istotnej rzeczy. Mianowicie: "Nie zapominaj o tym, aby utrwalić całą teorię na bazie praktyki (rozgrywanych partii). Niezbędną aktywnością dla graczy, którzy zbliżają się do poziomu eksperta jest regularne grywanie przeciwko innym ekspertom (oraz mistrzom jeśli to możliwe) i analizowanie partii z silnymi zawodnikami. Gdy poziom gry (ranking) zbliży się do wartości 2000, konieczność grania bardzo uważnego na każdym ruchu staje się oczywista. Najlepszym sposobem, aby się tego nauczyć jest grywanie przeciwko zawodnikom, którzy ukarają nas za każdym razem, gdy zagramy bez dostatecznej koncentracji".


A teraz kilka słów mojego komentarza.
1) Heisman powyższe słowa spisał w formie książki w roku 2010. Od tego czasu trochę się zmieniło. Mamy jeszcze więcej narzędzi do pracy nad szachami. Część z nich jest darmowa, zaś duża część płatna. Wystarczy wspomnieć o tysiącach filmów instruktażowych, bazach partii zawodników, bazach debiutowych, tablicach końcówek oraz serwerach taktycznych. Nie oznacza to, że podnoszenie poziomu szachowego dzisiaj nie wymaga pracy. Na pewno widać jednak pewne zmiany w stosunku do tego co było jeszcze 10 czy 15 lat temu.
2) Wartości czasu, które podał autor są szacunkowe i uśrednione. Oznacza to, że dla średniego zawodnika będzie to dość odpowiednie przybliżenie. Jednak dla zawodnika, który posiada trenera, grywa dużo partii z silnymi zawodnikami oraz je analizuje i przy okazji ma dużo sił, czasu, energii i motywacji do pracy... te wartości mogą ulec kilkukrotnemu skróceniu.
3) Jest możliwe nadrabianie pewnych elementów... innymi elementami. Przykładowo braki w końcówkach wielu amatorów nadrabia relatywnie bardzo dobrą grą w debiucie bądź dobrą grą w grze środkowej. Są też tacy, którzy początkowe poziomy przeskakują bardzo szybko, a później na dłuższy czas się zatrzymują. Wszystko zależy od konkretnego przypadku (zawodnika) oraz jego możliwości. Jedyne co mogę powiedzieć z własnego doświadczenia to osiągnięcie ostatniego poziomu opisywanego przez Heismana (tzn. poziomu 2000, czyli 1 kategorii) w czasie poniżej 4-5 lat od momentu rozpoczęcia przygody z szachami... można uważać za (duży) sukces.
4) Poziomy oraz odpowiadający im ranking niekoniecznie musi odpowiadać naszemu krajowemu. Przede wszystkim dlatego, że Heisman pisze o rankingu amerykańskiej federacji szachowej (USCF), a dodatkowo słowo "ekspert"* ma inne znaczenie w naszym języku. W użyciu amerykańskim słowo ekspert to mniej więcej tak jak u nas "półzawodowiec". Warto o tym pamiętać czytając inne artykuły bądź wypowiedzi szachowe.


Ktoś pewnie chciałby zapytać: "A ty gdzie siebie widzisz w tej drabinie szachowych amatorów"? No więc odpowiem. Wydaje mi się, że jestem chyba na początku ostatniego poziomu, ale zaległości z poprzednich sprawiają, że dopóki ich nie nadrobię, to o osiągnięciu poziomu "w stronę eksperta" mogę jedynie pomarzyć. Wymaga to jednak poważnego podejścia oraz solidnej pracy. Ja akurat mam inne priorytety, więc "wbicie na poziom szósty" jest dla mnie obecnie naprawdę wystarczającą nagrodą. A jaka siła jest na tym poziomie? Na przełomie ostatnich 6-7 lat niemal nikomu z amatorów (którzy stale nie biorą udziału w turniejach) nie udało się mnie pokonać (w meczu). Próbowało kilkudziesięciu, lecz tylko ci, którzy mieli solidny ostatni poziom (lub wyższy) byli w stanie "pokazać mi gdzie raki zimują". Niby niewiele, ale wiem, że są także i tacy amatorzy, którzy marzą o dojściu do takiego poziomu.

Dla tych, którzy chcą zobaczyć jak inni autorzy opisują szczeble drabiny szachowej... polecam przeczytać i porównać (poniżej miniatura podglądu na artykuł Yuri Markushina):
http://www.thechessworld.com/learn-chess/17-chess-how-tos/19-how-to-get-better-at-chess-guide-for-all-levels

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (5)

Jednym z ciekawszych artykułów szachowych napisanych przez Dana Heismana jest ten, który odnosi się do planu postępu (An Improvement Plan). Podzielony jest on na kilka podpunktów. Mianowicie są nimi: a) praktyka (droga do Carnegie Hall) i b) teoria.

Poniżej spróbuję przekazać moim zdaniem najbardziej istotne myśli. Nie jest to streszczenie artykułu, ale raczej mini-opracowanie, którego celem jest zachęcenie do przemyślenia dzisiejszych rozważań. A więc zaczynamy!

1. Praktyka.

Każda dziedzina życia, nauki oraz sportu wymaga nieustannej praktyki - jeśli ktoś marzy o tym, aby być bardzo dobrym w czymkolwiek co jest cenne, trudne i wymaga pewnego poświęcenia. Szachy z uwagi na ich złożoność (podobnie jak matematyka) zapewne mogą być dobrym przykładem takiej aktywności.

No i pierwszy z koniecznych warunków to "wolne szachy to niezbędne szachy". Niestety solidna nauka wymaga poświęcenia, a więc konieczności rozgrywania tak zwanych długich partii. Jak długa partia jest uznawana obecnie za "wystarczająco długą"? Dla każdego może to być inne kryterium, ale zdecydowana większość trenerów, instruktorów oraz autorów zgodzi się z tym, że minimalna ilość czasu to 30 minut. Poniżej tej wartości trudno zdążyć cokolwiek wartościowego się nauczyć, ponieważ po prosto braknie nam czasu (czyli przegramy partię na czas). Od siebie dodam, że dla mnie klasycznym minimum w którym (relatywnie) dużo mogę się nauczyć są partie ligowe tempem 45+45 (grane na serwerze FICS). Oznacza to, że każdy z zawodników na początku partii dostaje po 45 minut, a za każdy wykonany ruch - dostaje dodatkowe 45 sekund. Z jednej strony wydaje się to dużo - dla tych, którzy grywają partie wyłącznie na 3, 5 czy 10 minut. Jednak przy naprawdę mocnym przeciwniku "nagle" zaczynamy panikować, bo pozycje trzeba oceniać bardzo szybko i poprawnie, a po kilkunastu takich sprawdzianach ze strony przeciwnika... nasz zegar zmierza do zera. Dlaczego jednak nie przyjąć za minimum - czasu o wartości 15 czy 20 minut na zawodnika? Otóż powód jest prozaiczny: kilka razy zdarzyło mi się myśleć na jednym (!) ruchem około 15 minut. Rekordem jest namysł około 25 minut - w tak zwanej krytycznej pozycji. Jak można zatem poświęcić 15 czy 20 minut na analizę pozycji (aby dalej można było "ustać" w partii), gdy mamy zaledwie kilkanaście minut? Tak, odpowiedź jest prosta - to jest niemożliwe.

Oczywiście Heisman jest zwolennikiem "palenia zegara" (wyciskania czasu niemal do zera), więc zaleca granie partii po 60 a nawet 90 minut dla zawodnika. Dla mnie w praktyce jest to jednak niewykonalne chociażby z uwagi na połączenie internetowe, które w każdej chwili może odmówić posłuszeństwa. Dodatkowo mając klasyczne tempo ligowe na FICS, czas 45+45, partia może teoretycznie trwać nawet i 4-5 godzin. Dla mnie jest to idealne rozwiązanie (kompromis), ponieważ po każdym wykonanym ruchu mam możliwość dalszego wnikania w pozycję oraz przy dojściu do końcówki - przegrana na czas jest bardzo rzadką sprawą.

Jedno czego absolutnie nie można odmówić Heismanowi to jego motto: "Jeśli nie nauczysz się tego jak myśleć prawidłowo, wówczas nigdy nie będziesz dobrym graczem" oraz "Prawidłowe myślenie wymaga przede wszystkim wysiłku (oraz wiedzy i doświadczenia), który z kolei opiera się na czasie niezbędnym do namysłu".

Niezbędnym wymaganiem przy poważnym podejściu do problematyki postępu jest zatem akceptacja tego, że "konieczne jest stałe rozgrywanie wielu wolnych partii, aby ćwiczyć oraz doskonalić dobre nawyki myślenia". Od razu dodam, że pod pojęciem myślenia można śmiało podpiąć takie elementy jak: analiza, synteza, ocena pozycji, obliczenia wariantów, wizualizacja oraz porównywanie i podejmowanie (ostatecznej) decyzji. Stąd właśnie taka konieczność dużej ilości czasu, aby decyzja była możliwie jak najlepsza.

Co jeszcze jest warte podkreślenia? Właśnie to co napisał Heisman w artykule "Tajemnice prawdziwych szachów" (The Secrets to Real Chess): "prawidłowe myślenie jest konieczne, ale nie wystarczające do zrobienia znaczącego postępu szachowego".

Dalej warto się zastanowić nad pytaniami: z kim grać, gdzie i jak często. Najpierw powiemy sobie o tym z jakimi przeciwnikami warto grywać. I tutaj z pomocą przychodzi nam nasz amerykański instruktor: "Zazwyczaj lepiej jest grywać z zawodnikami, którzy są wystarczająco dobrzy, aby mogli mocniej cię przycisnąć, ale nie z takimi z którymi nie masz żadnych realnych szans". W praktyce oznacza to, że najlepsi do naszego rozwoju to tacy, którzy są silniejsi o 100-200 punktów od nas. Niemniej gdyby wszyscy wyznawali tą zasadę to nigdy nie moglibyśmy zagrać z innymi zawodnikami! Stąd wniosek, że optymalnym rozwiązaniem jest okazjonalnie grywać z tymi w przedziale do około 200 punktów poniżej naszego rankingu. W jakim celu? Głównie po to, aby uczyć się "wygrywać wygrane pozycje". W ten sposób rozwijamy i doskonalimy naszą technikę realizacji przewagi, tak aby grając przeciwko silniejszym zawodnikom sprawdzać to na ile nasze testy na słabszych - wykształcają w nas ten nawyk. Podsumowując: należy grywać 2/3 partii przeciwko silniejszym zawodnikom, a pozostałą część - przeciwko równym sobie i (nieco) słabszym.

Pozostaje nam zatem odpowiedź na pytanie gdzie grywać i jak często. Tutaj odpowiedź będzie zależna od naszego celu i decyzji - co chcemy osiągnąć. Jeśli chcemy być dobrymi graczami turniejowymi, wówczas partie w realu są niezbędne. I to głównie te partie w których na zawodnika przypada co najmniej 60 minut (najczęściej jest to 90 i do tego dodawany czas - 30 sekund - po każdym ruchu). A ile partii? Tutaj jest pewna rozbieżność. Heisman zaleca około 100, ale jeśli będzie 80 czy nawet 60 to nie ma tragedii. Jednakże wyraźnie podkreśla, że jeśli ktoś grywa nie więcej niż 30-40 partii (zwykle jest to 3-4 turnieje) w roku, wówczas nie ma co oczekiwać, że będzie robił stały postęp. Dobrze jest jednak pamiętać, aby także nie przesadzać, bo podejście w stylu granie bez chwili wytchnienia na trening oraz analizę rozegranych partii - również będzie niekorzystne.


2. Teoria.

Na koniec wspomnimy o części nazwanej "teoria" w której Heisman mówi o tym, aby na początku szachowej podróży skoncentrować się na "modelu wielkiej piątki" (The Big Five). Czym jest ten tajemniczy model? Otóż składa się on z pięciu głównych rzeczy, które początkujący gracze powinno opanować na pierwszym miejscu: bezpieczeństwo/taktyka, aktywność, proces myślenia, zarządzanie czasem oraz stosowanie ogólnych reguł. I teraz moje kilka słów komentarza: wydaje się, że są to elementy dobrane losowo, ale spróbujcie sami je podważyć - najlepiej pytając (dużo) silniejszych zawodników, a jeszcze lepiej - trenerów i (dobrych) instruktorów. Osobiście próbowałem je miażdżyć (obalać), ale im dłużej to robię, tym trudniej jest mi je podważać. Jedyne co mogę nieco podważyć (nie zgodzić się) to sposób w jaki Dan Heisman je realizuje. Ale jako ogólne elementy szachowego rozwoju na początkowym etapie - jasny gwint!... po prostu nie ma(m) jak podważyć!

I znowu cytat Heismana, bo akurat jest bardzo ciężki do podważenia, nie wspominając o całkowitym obaleniu! - "Jeśli potrafisz wystarczająco solidnie stosować (realizować) powyższe elementy modelu wielkiej piątki, wówczas jest bardzo prawdopodobne (czy nawet pewne), że już jesteś dosyć dobrym zawodnikiem". Oto wielki sekret: "Jeśli nie wykonujesz każdego z tych pięciu elementów przeciętnie (wystarczająco) dobrze, to spokojnie możesz przeczytać 1000 książek szachowych i nigdy nie będziesz dużo lepszy!".

Jak się mają elementy wielkiej piątki w moim przypadku? Wydaje mi się, że większość z nich już w miarę dobrze opanowałem (tj. stosuję je na przeciętnym poziomie), więc dlatego mam pewność (którą co jakiś czas weryfikują przeciwnicy), że jestem w stanie grać na poziomie przyzwoitej (albo jak kto woli - przeciętnej) drugiej kategorii.

Jak oceniam siebie na skali od 1 do 10 w przypadku tych wyżej wspomnianych elementów? Oto cyfry, które mogą pokazać czemu wielka piątka jest (albo przynajmniej może być) dobrym pomysłem - zwłaszcza na początkowym etapie szachowej nauki (według mnie do poziomu co najmniej 1500-1600):
A) - bezpieczeństwo (8) / taktyka (7), czyli umiem i lubię się bronić, ale wiele taktycznych uderzeń zupełnie nie zauważam albo źle liczę warianty
B) - aktywność (6), zwykle zbyt późno "budzę się", aby zacząć nieco atakować, więc przeciwnicy dobierają mi się do skóry (jak kto woli - do króla) jako pierwsi; skutkiem tego jest zbyt duża liczba porażek
C) - proces myślenia (5), w tym wypadku moje myślenie jest wyjątkowo ubogie, więc gdyby nie taktyka, to nigdy bym nie przekroczył poziomu 3 kategorii
D) - zarządzanie czasem (8), w ciągu kilku dobrych lat ćwiczyłem (poprawiałem) ten element, więc teraz jestem bardzo zadowolony: rzadko kiedy przegrywam na czas czy też wpadam w niepotrzebny niedoczas
E) - stosowanie ogólnych reguł (7), zwykle pamiętam o najważniejszych regułach, chociaż czasami kusi mnie, aby je łamać i dzięki temu zdarzają się porażki, które nie są absolutnie niezbędne.

W moim wypadku bardzo duże ilości rozwiązanych zadań (*kilkadziesiąt tysięcy kombinacji i prostych uderzeń) sprawiły, że dość szybko wychwytuję proste, krótkie i bardzo widoczne uderzenia taktyczne. Dzięki temu przeciwnicy, którzy podstawiają materiał bez presji z mojej strony... zwykle muszą się sporo pomęczyć, aby uciągnąć remis. Natomiast bardzo duży nacisk na bezpieczeństwo i szybkie przełączanie się w tryb (głębokiej) obrony wielokrotnie sprawiało, że przeciwnicy nie wytrzymywali i po kilkudziesięciu ruchach (i kilku godzinach gry) w końcu podstawiali materiał i/lub nie byli w stanie zrealizować przewagi.

Na tym już kończymy (oj dzisiaj trochę dłuższy tekst udało się wyczarować!). Następnym razem kroki na drodze postępu i szacunkowy czas, który jest konieczny, aby osiągnąć poszczególne poziomy szachowego wtajemniczenia (popularnie określane jako kategorie). Mam nadzieję, że najbliższy wpis będzie wyjątkowo ciekawy, bo udało mi się zaobserwować (z wielu rozmów oraz dyskusji na forach i blogach szachowych), że niemal wszyscy amatorzy chcą wiedzieć jak dużo czasu muszą poświęcić (jak wiele wody musi upłynąć?!) na dojście do danej kategorii. A więc niebawem będziemy mogli się tego dowiedzieć!

PS. * - liczba zadań jest szacunkowa i zawiera także powtórzenia tych samych zadań. Niemniej na pewno nie jest zaniżona, bo przykładowo, gdybym chciał policzyć ile razy rozwiązywałem zadania (te same bądź inne) na temat mata w 1 lub 2 ruchach, to spokojnie mógłbym tę wartość oszacować na  około 120-140 tysięcy (rozwiązań i/lub powtórzeń).

wtorek, 19 stycznia 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (4)

Jak poprzednio powiedzieliśmy - są błędy, które łatwo usunąć, ale są także takie, których wykorzenienie zajmuje sporo wysiłku oraz czasu. Zwykle zależy to od tego czy mamy do czynienia z błędną koncepcją (każdy ruch musi przynosić duże korzyści) czy też ze złym nawykiem (nad każdym ruchem będę myślał tak długo aż wszystko przeliczę). Tym razem powiemy jeszcze kilka słów o pozytywach oraz o pętli postępu.

Co się wiąże z usuwaniem problemów? Otóż paradoksalnie - wykorzenienie jednego problemu może ukazać w jasnym świetle kolejne! Konieczne jest zatem stosowanie pewnego rodzaju balansu - więcej czasu i energii poświęcamy na krytyczne obszary, a na mało istotne - stosunkowo bardzo niewiele. Zwłaszcza z uwagi na to, że nasz czas (życie) oraz środki (wiedza i narzędzia) są ograniczone. To właśnie musi być kluczem do szachowego postępu - optymalny ich podział na to co jest niezbędne. I od razu dodajmy - praktycznie każdy szachista ma inne (różne) problemy, więc szalenie trudno jest dawać jedną receptę na uzdrowienie dla wszystkich. Idealnym rozwiązaniem jest diagnoza na podstawie partii (ruchy oraz zużywany czas) jak też wywiad związany z testowymi pozycjami oraz komentarz do własnych partii. Dzięki takiemu podejściu solidny trener (albo instruktor) zwykle powinien szybko rozpoznać co dolega zawodnikowi... i na podstawie tych informacji zalecić odpowiednie środki służące poprawie.

A teraz kilka słów o dodawaniu pozytywów.

Niektóre z elementów dają znacząco lepsze rezultaty niż inne - i to niemal w każdym przypadku szachowym. Przykładowo rozgrywanie i czytanie komentarzy do partii mistrzowskich daje wiele cennych wskazówek i uczy tego na co zwracać uwagę, jak rozgrywać, prawidłowo oceniać i analizować różne pozycje. Kolejny pozytywny akcent możemy odnaleźć w doskonaleniu swojego systemu liczenia wariantów, który pozwala nam na poprawną i szybką oceną taktycznych oraz kombinacyjnych uderzeń. Tutaj bardzo często jest duża praca do wykonania.

Każdy dobry plan rozwoju szachowego (Heisman nazywa to 'Feedback Loop' - dosłownie - pętla zwrotnej informacji) powinien pozwalać minimalizować poprzednie błędy i identyfikować nowe, aby jak najszybciej je usuwać.

Pętla (koło) szachowego rozwoju według Heismana:
1. Naucz się nowego zakresu materiału.
2. Grywaj powolne (oraz szybkie) partie, aby próbować zastosować nowo zdobytą wiedzę.
3. Przeanalizuj partię (najlepiej z trenerem, instruktorem lub silniejszym graczem), aby zobaczyć na ile nowy materiał pozytywnie wpływa na rozwój szachowy.
4. Sprawdzaj czy twój ranking i uzyskiwane wyniki (w nieco dłuższej perspektywie) - ulegają poprawie.

Najtrudniejszym aspektem tej pętli rozwoju jest dostęp do dobrych trenerów, instruktorów czy zawodników, którzy będą w stanie zapewniać uczniowi informację zwrotną (ang. feedback). I teraz wskazówka, która wszyscy rozumieją oraz dobrze znają: im zawodnik staje się silniejszy tym ważniejsze jest, aby jego trener bądź instruktor mógł czuwać nad jego rozwojem na kolejnym (wyższym) poziomie. Nie zawsze trener musi mieć bardzo wysoki ranking bądź tytuł szachowy, ale absolutnie konieczne jest to, aby znał się na tym co robi i był w stanie pomagać zawodnikowi w osiąganiu kolejnych szczebli.

Moim zdaniem do poziomu 2 kategorii (ranking 1800) - zawodnik powinien mieć instruktora lub trenera, który ma wiedzę i zrozumienie szachów większe o (co najmniej) jeden lub dwa poziomy od zawodnika. Często w klubach bywa tak, że instruktor (rzadko kiedy trener) ma 2 lub 1 kategorię. W momencie gdy jego podopieczny dojdzie do tego samego poziomu - wówczas albo jest przekazywany do innego (lepszego) trenera (czy też klubu) bądź też znajduje mu się osobę, która będzie w stanie dalej go prowadzić (często szkolenie indywidualne - albo spotkania na weekendach albo kontakt za pomocą środków telekomunikacji: telefon oraz wykorzystanie sieci Internet oraz technologii komputera oraz narzędzi z tym związanych).

Heisman słynie z tego, że ma dużą wiedzę szachową i uwielbia anegdoty oraz porównania. Akurat jedno z nich w tym temacie jest wyjątkowo dobre. Przy okazji także ma istotną siłę oddziaływania (także na sceptyków), więc warte będzie zacytowania. Mówi on o pętli rozwoju w ten oto sposób: "Możliwe jest, aby gracz poziomu 900 zamknął się w łazience/ubikacji, ułożył swój własny plan treningu i rok później wyszedł jako zawodnik poziomu 1200-1300. Jednak jest niemal niemożliwe, aby zawodnik poziomu 2100 osiągnął ranking 2400 bez bardzo częstych spotkań (interakcji) z silniejszymi zawodnikami".

Kluczem do (opracowania i optymalnego wykorzystywania) pętli postępu ('feedback loop') jest świadomość i identyfikacja problemu. Taka pętla (plan rozwoju/treningu) powinna pozwalać nam na to, aby minimalizować poprzednie błędy i jak najszybciej pomagać w identyfikowaniu (rozpoznawaniu), tych które się pojawiają na bieżąco. Nie trzeba dodawać, że idealnym rozwiązaniem dla wielu graczy jest to, aby nad takim planem czuwał ktoś, kto zna się na sztuce - profesjonalista. Dzięki temu nie będziemy musieli tracić cennego czasu i zasobów na to, aby co pewien czas sprawdzać czy nas plan rozwoju działa i przynosi pozytywne rezultaty.

Każdy z amatorów marzy o tym, aby jego rozwój był możliwie najszybszy i odbywał się bezboleśnie. Najlepiej w taki sposób, aby cały czas nasz poziom (a wraz z nim ranking) rósł i nic nie powodowało tak zwanych dołków (cofania się w rozwoju i poziomie). Pytanie czy jest to możliwe? I teraz uwaga, która może być szczególnie istotna dla amatorów: nikt nie rozwija się monotonicznie - naprzemienny postęp i cofanie się w rozwoju są bardzo często normalnym objawem. Cała sztuka polega na tym, aby zrobić 3 kroki w przód, gdy zrobimy dwa w tył... i tak za każdym razem. Często bowiem nowa wiedza jak też jej zastosowanie spowoduje "rozsypanie" tej starej części. A to przez jakiś czas może zaburzyć nasze czucie i zrozumienie gry. Prostym przykładem może być to, że uczeń czyta na temat słabości (szkodliwości!) zdwojonych pionów - więc w rezultacie będzie ich unikał jak diabeł święconej wody... a gdy już zrozumie kiedy zdwojone piony są silne (tak, bywają nawet bardzo silne!), to nagle - niejako w "magiczny sposób" - jego siła gry ulegnie poprawie. Im więcej sztucznych ograniczeń tym trudniej o poprawną, solidną oraz logiczną grę.

Ktoś może zapytać: a co będzie ważniejszą cechą: wytrwałość czy determinacja? Heisman słusznie zauważa, że jednak znacznie trudniej jest stale pokonywać stany zniechęcenia, gdy odnosimy porażki, gra nam nie idzie i nic się nam nie klei. Natomiast determinacja w poszczególnych rozgrywkach jest ważna, bo pozwala nam "wycisnąć siebie" w sytuacjach gdzie bez tego - nie sposób przetrwać. Niemniej sukces w szachach liczy się w kilkuletnich okresach - co osiągnąłem po 5, 10 czy 20 latach treningu.

Warto zdawać sobie także sprawę z tego, że może także dojść do tego, że w pewnym okresie życia (zwykle jest to po przysłowiowej 30-ce) nasz postęp nie będzie już możliwy. Ba! Nawet bywają sytuacje, gdzie nasza gra ulega coraz większej degeneracji (uwstecznieniu). Niemniej i na to jest rada - Heisman tak oto nas pociesza: "Większość graczy nie zbliża się do stanu (pełnego) wykorzystania potencjału, z uwagi na to, że zaczęli przygodę z szachami stosunkowo późno. Nie każdy zaczyna w bardzo młodym wieku i trenuje pełną parą pod okiem fachowca (trenera). Niemniej jest to normalne jako, że mamy ograniczenia w wielu innych dziedzinach poza szachami, więc dodatkowe zamartwianie się tym jest nieproduktywne".

UWAGA: Wykorzystuję (czasami bardzo intensywnie) w tej serii książkę Dana Heismana A guide to chess improvement: the best of Novice Nook. Głównie z uwagi na to, że bazuje on na kilkudziesięcioletnim doświadczeniu w pracy trenerskiej (szkoleniowej), więc jego wnioski oraz przemyślenia mogą być naprawdę ciekawym punktem wyjścia. W przypadku, gdy moje odkrycia są według mnie lepsze, ciekawsze bądź bardziej wartościowe - zaznaczam to wyraźnie w tekście. Bardzo często jest jednak tak, że Heisman pisze w prosty sposób, a ja staram się nadać jego dość suchym słowom - żywszą i ciekawszą postać. Na ile mi się to udaje - tego nie wiem. Ocenić (i skomentować) mogą to czytający. Być może efektem ubocznym będzie także i to, że ktoś będzie chciał zainteresować się publikacjami Dana Heismana. W takim wypadku polecam jego stronę: http://www.danheisman.com/Events_Books/book_descriptions.html

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Legendarna seria Józefa Sławina - podręczniki do treningu - od amatora do (arcy)mistrza (5)

Czwarta część jest podsumowaniem pierwszego cyklu szkolenia, na którą składa się dwa zbiory zadań i dwa podręczniki. Trudno na chłodno opisywać zawartość tej rewelacyjnej serii, niemniej ktoś musi ukazać polskiemu światu szachowemu - te niezwykłe szachowe perełki, które zostały schowane (ukryte?!) za dosyć grubą (zwłaszcza językową) zasłoną, prawda? No to spójrzmy co tym razem nas spotka!

Przednia i tylna okładka fantastycznej serii książek. Józef Sławin: Podręcznik i zbiór zadań (tom 4)

W opisie książki znajdziemy taki opis zawartości: "(W obecnym tomie) zostały w niej rozpatrzone podstawy szachowej taktyki, teorii końcówek pionowych, szachowej techniki i teorii debiutu. Zostało przedstawionych wiele pozycji dla samodzielnego rozwiązywania i powtórzenia materiału - na różnych poziomach trudności".

Książka składa się 4 rozdziałów, które w sumie tworzą aż 302 strony. Pierwszy z nich omawia podstawy szachowej taktyki, a w nim takie tematy jak: związanie, odciagnięcie, podwójne uderzenie, odkryty atak i odpowiedzi na zadania typu "rozwiąż sam".

Kolejny rozdział to krótkie partie i pułapki. Znajdziemy w nim podstawy współczesnej teorii debiutów jak też podpowiedzi do zadań "rozwiąż sam". Następnie mamy partie szkoleniowe w trzech cyklach: A, B i C. Na koniec rozdziału standardowo odpowiedzi na zadania typu "rozwiąż sam". Jest on powiązany z czwartą częścią książki.

Rozdział trzeci omawia podstawy końcówek pionowych, a w szczególności: król i pion przeciwko królowi, opozycja, pola kluczowe; o geometrii szachownicy; król z pionem przeciwko królowi z pionem. Za każdym podpunktem podążają podpowiedzi, a na końcu jak już dobrze wiemy - odpowiedzi na zadania typu "rozwiąż sam". Każdy kto lubi końcówki - na pewno będzie z uśmiechem na twarzy przerabiał tę część. Materiał wyłożony jest w tak dobry sposób, że nie jest możliwe przejście tego tomu bez co najmniej kilku efektów w stylu "aha!".

Przedostatni rozdział dotyczy teorii debiutowej i typowych ataków. Jest on niejako kontynuacją drugiego rozdziału. Mogę dodać, że obie części potrafią mocno wymęczyć każdego, kto nie pała miłością do debiutów. Z drugiej jednak strony - taka ogólna wiedza o debiucie i jego właściwościach... jest bezcenna. Moim zdaniem nie da się dobrze rozumieć walki w debiucie bez dobrego przerobienia tej części. I wcale nie chodzi o tasiemcowe warianty, lecz właściwości danego debiutu oraz zrozumienie specyficznej konfiguracji szachowych wojowników.

Ostatnia część to podstawy techniki szachowej. Pomimo tego, że jest w niej tylko dwa podpunkty to na pewno są one ciekawie omówione i zarazem ważne. Tak, to realizacja przewagi materialnej i władanie (opanowanie) odkrytą linią.

Jak dobra jest ta książka? Wygląda raczej kiepsko, ale to tylko złudzenie. Za mało atrakcyjnymi diagramami czai się co najmniej tona cennej wiedzy! Oddajmy głos samemu mistrzowi: "Po formie i metodzie wszystkie książki zostały opracowane na podstawie problemowo-zadaniowej i mogą być wykorzystywane w samodzielnej pracy... Za podstawę należy wziąć stopień poznanych elementów i myślenia uczniów, ich możliwości i właściwości, korzyści i braki występujące na danym etapie nauki".

Autor mówi także o tym, że następuje bardzo duża dewaluacja kategorii szachowych. Stąd rada, aby skupiać się na powyższych wnioskach, a nie uzyskanych klasach (szczeblach) szachowych. I bardzo poważnie mówi, żeby uczniowie porządnie przerobili cały pierwszy cykl (4 książki) i dopiero po tym będzie wiadomo na jakim poziomie potrafią grać (i jaką kategorię zdobyli). Ja szacuję, że większość śmiałków po przerobieniu tego cyklu - powinna bez większego problemu potwierdzić czwartą bądź też nawet uzyskać trzecią kategorię.

Podobne przygotowanie programu według zasady problemowo-zadaniowej daje trenerowi możliwość "żonglowania" stopniem trudności podczas procesu nauki. W zbiorach zadań (części nieparzyste) to właśnie podział na cykle A, B, C. Dobrze jest mieć kontrolne testy (zadania) podczas realizacji programu - tak samo jak również zwracać uwagę i kontrolować ilość zużywanego (poświęcanego) czasu na konkretne pozycje przez uczniów (rozwiązywanie i ich analizę - tak w formie słownej jak i pisemnej).

Na koniec autor zwraca uwagę na to, że nie chodzi o przerabianie poszczególnych części (każdego z cyklów), lecz stopniowe podwyższanie skali trudności wraz z pełnym zrozumieniem materiału zawartego w tych książkach. Jak trudne jest to zadanie dla samouka - chyba nie trzeba wyjaśniać. Co więcej - jestem święcie przekonany, że porządne przerobienie wszystkich cyklów (przypomnijmy - 4 cykle po 4 książki każda) to gwarancja uzyskania poziomu co najmniej (!) bardzo silnego kandydata na mistrza bądź też nawet (średniego) mistrza. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości, bo ilość i jakość oraz metodyka i forma przekazu całego materiału zgromadzonego przez naszego trenera i mistrza - jest naprawdę imponująca. Tutaj stawiam szóstkę, bo na piątkę autor na pewno nie zasłużył ;) :).

Podkreślam jednak wyraźnie, że solidne przestudiowanie 16 tomów, to zadanie na około 1000 godzin (nie wliczam analiz własnych, partii turniejowych oraz opracowania własnego repertuaru debiutowego). A ta ilość czasu pracy to w przeliczeniu na dni (tygodniowo po 5 godzin pracy nad tymi książkami - codziennie po godzinie nie wliczając weekendów) wychodzi co najmniej 3-4 lata ciężkiej, odpowiedzialnej, sumiennej, solidnej i przede wszystkim wytrwałej PRACY!

Jak ktoś ma ochotę niechaj pomnoży sobie 16 (tomów) przez 280 (stron) i zobaczy, że to naprawdę głęboka studnia wiedzy, która może w bardzo dużym stopniu pomóc wykształcić umiejętności. Dochodzą do tego jeszcze zadania (w tomach nieparzystych), które nie czytamy tylko rozwiązujemy. Jeśli przyjmiemy szacunkowo, że w całej serii jest ich 6000, a na każde musimy przeznaczyć około 3 minuty (zapisanie rozwiązania oraz sprawdzenie), wówczas otrzymujemy niezbyt wesoły wynik - dodatkowe co najmniej 300 godzin pracy! Rzecz jasna do sukcesu (mistrzostwa) niezbędna jest również praktyka turniejowa, analiza partii i stałe dążenie do bycie lepszym dziś niż wczoraj. Tylko tyle a zarazem aż tyle, aby dojść do poziomu mistrza! Jak mówi przysłowie: "(solidny i wytrwały) trening czyni mistrza! Nic dodać, nic ująć!

Zapewne znowu pojawi się pytanie dla kogo przeznaczona jest ta książka. Moim zdaniem zdecydowanie najwięcej skorzystają z tego tomu osoby, które rozumieją szachy na poziomie co najmniej mocnej 4 kategorii lub słabszej trzeciej (1550-1650). Ostrzegam wszystkich zapaleńców, iż materiału jest na tyle dużo, że porządne przerobienie tej części cyklu to bagatela jakieś 60-80 godzin. Można oczywiście przelecieć tę książkę w 35-40 godzin, ale wówczas na pewno nie będzie to korzystne w dłuższym okresie szachowego rozwoju.

Czy ta książka jest idealna? Oczywiście, że nie. Bywają w niej proste, aczkolwiek mało istotne błędy czy niedokładności. Mnie osobiście udało się znaleźć zaledwie około 15-20 błędów bądź poprawek. Jak na objętość 300 stron to moje ulepszenia zajęłyby nie więcej niż 2 strony (wraz z komentarzami słownymi). Z tego wynika, że tak samo jak z poprzednimi tomami - wystarczyłoby elegancko poprawić niektóre elementy, a byłby kolejny hit!

I na koniec przypomnijmy, że treści w książce są niesamowite. Dlaczego? Otóż minęło od daty jej wydania (rok 1999) ponad 15 lat, a to co w środku - wcale nie straciło na ważności! Moim zdaniem ta książka (jak i każda inna w cyklu szkolenia serii Sławina) jest na tyle nietypowa, że pełne (dogłębne) zrozumienie treści wymaga wielokrotnego wracania do niej. Z perspektywy czasu widzę, że na wyższym poziomie zaawansowania dużo łatwiej i szybciej można przyswajać materiał niższej skali trudności. Dzisiaj mając (zaledwie) drugą kategorię dostrzegam wyraźnie ważność materiału oraz jego znakomite podanie na złotej tacy. Jedyne co jest wymagane od ucznia, to jej stopniowe i uczciwe konsumowanie i radość z dobrze wykonanej pracy (zwłaszcza w partiach szachowych, gdy wyraźnie widać kto lepiej rozumie szachy i skuteczniej potrafi zarządzać armią szachową).

PS. Opis następnych części (tomów) legendarnej serii - już w maju! Teraz można zatem na spokojnie poczytać sobie wszystkie opisy poszczególnych części, tak aby być przygotowanym na kolejne - już za kilka miesięcy.

sobota, 9 stycznia 2016

Szachowy postęp - regres czy progres: analiza dobrych rad (3)

Poprzednio mówiliśmy o negatywach i pozytywach. Teraz wspomnimy kilka słów o tym, że do dzbana szachowego możemy wlewać wodę, ale również może nam ona uciekać przez dziurę w nim wydrążoną. Zobaczmy co dalej z tą koncepcją może się wiązać. Pomoże nam w tym nasz amerykański instruktor Dan Heisman, bo wydaje mi się, iż pisze o tym w sposób dość sensowny.

Powstaje pytanie czym się zająć: usuwaniem negatywów czy też dodawaniem pozytywów? Heisman proponuje rozpocząć usuwanie negatywów. Dlaczego? Otóż przede wszystkim z uwagi na to, że "większość przeszkód na drodze postępu (rozwoju) szachowego wynika z braku eliminowania błędów, a nie z braku powiększaniu zasobu wiedzy". Amerykański szachowy guru amatorów mówi o tym, że szacunkowo około 75% błędów studentów powstaje w wyniku nie stosowania idei, które już znają. Natomiast jedynie około 25% jest spowodowane czymś czego nie wiedzieli i muszą się nauczyć. Niemniej jeżeli zajmujemy się wyłącznie eliminowaniem błędów i nigdy nie uczymy się nowych informacji, wówczas z pewnością takie podejście również przyczyni się w zahamowaniu rozwoju. Stąd niby oczywisty wniosek - obie metody (usuwanie negatywów i dodawanie pozytywów) są ważne oraz konieczne. Z mojego doświadczenia wynika to, że im bardziej chaotyczny i losowy sposób pracy nad szachami, tym gorsze skutki zarówno w niedalekiej jak i dalszej przyszłości.

Czy ktoś z was zna słabych szachistów, którzy przeczytali setki książek i artykułów oraz obejrzeli setki filmów szkoleniowych i nadal nie są w stanie przebić swojego poziomu na którym utknęli? Heisman założyłby się, że niemal każdy z nich w tej sytuacji skorzystałby znacznie bardziej gdyby zidentyfikował oraz zminimalizował powtarzające się błędy, aniżeli ucząc się coraz to nowych koncepcji, idei oraz metod. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Głównie można takie kwiatki (objawy) spotkać u graczy, którzy odpalają dziennie po kilkanaście lub kilkadziesiąt partii. Co prawda oni nie czytują niemal wcale książek, ale także w pewnym momencie zaczynają się poważnie dziwić temu, że "nagle stanęli w miejscu i nie mogą ruszyć dalej". Zapewne coś w tym jest, prawda?

I teraz kolejny krok. Umiejętność identyfikowania (odnajdywania i rozpoznawania) własnych błędów wcale nie jest taka prosta (zarówno w szachach jak i w życiu). Stąd właśnie mamy różnych nauczycieli, instruktorów czy trenerów. Praca z nimi zwiększa szanse na to, że "osiągniemy coś sensownego". Jednak nie tak szybko mości panowie! Samo rozpoznanie błędu nie jest jeszcze celem końcowym, bowiem następnym - i zarazem najważniejszym krokiem jest jego eliminacja (usunięcie).

Jak najprościej sprawdzić co robimy nieprawidłowo? Zagrać partie (najlepiej kilka) z silniejszymi przeciwnikami. Oni dzięki swoim umiejętnościom - bardzo elegancko podkreślą miejsca w których popełniamy błędy. Tak, to właśnie taki prosty sposób na poznanie samego siebie przez pryzmat szachowych błędów.

A dlaczego by nie grać z samymi słabszymi zawodnikami? Ano dlatego, że słabsi zawodnicy są dużo mniej skłonni ku temu, aby pokazywać nam, że nasze ruchy nie są odpowiednie. W ten sposób możemy powtarzać błędy, które silniejsi zawodnicy szybko "wyprostują". Dodatkową cechą jest jeszcze to, że silny gracz po (niezaplanowanej) stracie materiału szybko przełączy się w tryb "teraz cię dorwę", a słaby gracz nie da rady nas cisnąć, tak abyśmy musieli popełniać błędy. Jeszcze większą tragedią jest jednak to, że słabi przeciwnicy mogą grać tak słabo, że nasze błędy będą niejako utrwalane jako "wyjątkowo mocne ruchy". Potem grając przeciwko solidnym zawodnikom nagle nasze "lewe zagrania" będą szybko gaszone.

Podsumowując - każdy amator poważnie myślący o szachowym rozwoju, potrzebuje metody identyfikowania błędów, określenia tego jak są poważne, co powinno zostać zrobione zamiast tego co powoduje porażki jak też profilaktykę - jak zapobiegać takim błędom w przyszłości. Złotymi środkami ku temu są - twój przeciwnik oraz instruktor (bądź trener). Najczęściej będą oni w stanie pokazać ci co poszło nie tak oraz podzielą się z tobą wiedzą i doświadczeniem, których jeszcze nie posiadasz.

Na koniec jeszcze kilka słów o negatywach. Są takie, które są mało szkodliwe, ale bywają również te, które zaliczamy do wyjątkowo paskudnych. Są nimi przede wszystkim: a) granie zbyt szybko lub wolno, b) posługiwanie się złym procesem myślenia, c) nie stosowanie się do ogólnych zasad takich jak rozwijaj szybko figury w debiucie czy też aktywuj króla w końcówce, d) niezrozumienie wartości bierek - najbardziej rozpowszechniony przykład to wymiana wieży i piona w zamian za skoczka i gońca, e) błędy psychologiczne takie jak nie grywanie z silniejszymi zawodnikami z obawy przed porażką oraz granie bez wiary we własne możliwości, f) błędy w analizie - klasyczne "zamrożone obrazy" czy też "błędy wyciszania", g) błędy oceny pozycji - ocenianie pozycji jako dobrej kiedy jest zła i odwrotnie.

Myślę, że te koncepcje podane przez Heismana są najbardziej popularne. To, że nasz guru o tym często i obszernie pisuje (zwłaszcza w swojej biblii) nie znaczy, że jest on odkrywcą czy ojcem danej koncepcji. Z pewnością będą w naszym szachowym życiu momenty, gdy wiele wody upłynie zanim uda się nam wyeliminować błędy, które wydają się być do nas przyklejone na stałe. Na pewno jednak pomoc osoby, która ma dużo większe pojęcie o szachach niż my - może być wyjątkowo przydatna.

Na tym zakończymy dzisiejsze rozważania. Od razu zawczasu odpowiem na pytania, które się pojawiły. Chodzi oczywiście o te klasyczne pojęcia, takie jak: "zamrożone obrazy" czy też "błędy wyciszania". Za jakiś czas nadejdzie okazja, aby przyjrzeć się temu czym są, dlaczego są bardzo trwałe i czemu powodują, że nasze genialne pomysły rozsypują się jak domki z kart. O tych problemach (zagadnieniach) pisywali i nadal pisują także tęgie głowy, a i badania prowadzone przez naukowców są bardzo ciekawe (a zwłaszcza wnioski z nich płynące). Dodam jeszcze, że miewają je także zawodnicy posiadający tytuły szachowe. Jak sobie z nimi radzić i czy jest dla nas nadzieja - będę chciał to wyjaśnić, ale dopiero w odpowiednim czasie, bo to wymaga solidnego przygotowania.