środa, 15 marca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 22 - wyzwanie Jusupowa... i marzenie o 2200 już się nie schowa!

Czasami miewam naprawdę szalone pomysły. Niemniej w życiu dobrze jest czasami robić coś co dodaje nam skrzydeł lub wyciska z nas ostatnie soki. Tak czy inaczej miło jest czasami postawić sobie ambitny cel, a potem wykonać odpowiednią pracę, aby go zrealizować. Ostatnio arcymistrz Jakub Aagaard (na blogu wydawnictwa Quality Chess) ogłosił bardzo ciekawy konkurs (wyzwanie), które może sprawić, że po 1-2 latach poważnej pracy szachowej... nasz poziom gry może naprawdę drastycznie się zmienić. O co zatem chodzi? Zobaczmy.

The Yusupov Challenge
http://www.qualitychess.co.uk/blog/5895

W skrócie wyzwanie Jusupowa polega na tym, aby przeczytać jedną książkę miesięcznie. Z uwagi na to, że Artur Jusupow napisał 10 książek, zatem trzeba poświęcić na ich lekturę 10 twardych miesięcy. Przy okazji można je przerabiać odrobinę wolniej, ale główny cel jest ten sam - poważne podejście do szachów i przerobienie wszystkich książek w ciągu jednego roku.

Czy okres jednego roku to dużo czy mało? Każda książka ma po 25 rozdziałów, co w przypadku dziesięciu woluminów daje łącznie aż 250! Arcymistrz Jakub Aagaard twierdzi, że przeczytanie każdego z nich zajmuje 10-20 minut, po czym następuje 12 cwiczeń (zadań) na które powinniśmy poświęcić 20-40 minut. Moim zdaniem bardzo duży optymizm bije od znanego i znakomitego trenera oraz kreatywnego dyrektora wydawnictwa Quality Chess. Niemniej co do jednego absolutnie się zgadzamy: "W ciągu roku przyswoisz i nauczysz się ogromnej dawki wiedzy szachowej".

Warto podkreślić dla kogo adresowane są te książki. Otóż Artur Jusupow napisał 10 woluminów jako serię materiałów treningowych dla zawodników o zrozumieniu szachowym na poziomie 1500 aż do poziomu 2200 (i nawet nieco wyżej). Materiał w nich zawarty opisuje praktycznie wszystkie zagadnienia szachowe. Ostatnia książka jest formą testową, która zawiera zebrane zadania z poprzednich części.

Najlepsza seria książek angielskojęzycznych, które mają na celu z zawodnika poziomu 1500 zrobić bardzo silnego amatora o sile szachowej w okolicach 2200-2300! Quality Chess - czyli wybitne wydawnictwo szachowe po prostu pokazało ogromną klasę i teraz seria Jusupowa... rządzi i działa!

Mój cel jest taki, aby przerobić wszystkie książki serii Jusupowa w ciągu mniej więcej 2 lat. Nie wiem na ile uda mi się tego dokonać, ale marzę o tym, aby w końcu porządnie popracować nad szachami, tak aby załatać jak najwięcej istotnych dziur (o których pisałem w poprzednim artykule) w mojej szachowej edukacji. Myślę, że te 10 książek idealnie nadaje się do zrealizowania mojej palącej potrzeby i przy okazji celu. Jeśli udałoby mi się tego dokonać, to mój ranking powinien skoczyć z poziomu 2060 (obecnie) do około 2260 (za mniej więcej 2 lata), co idealnie zgrałoby się z realizacją mojego ostatecznego celu jakim byłoby wbicie się do pierwszej dwudziestki najwyżej sklasyfikowanych graczy na FICS. Czy to się uda? Czy wystarczy sił, samozaparcia, motywacji i wytrwałości? Pożyjemy, zobaczymy.

Na koniec jeszcze wspomnę, iż miłym efektem ubocznym mojej pracy szachowej będzie to, że będę chciał systematycznie prezentować recenzje całej serii na blogu. O ile wszystko dobrze się ułoży to zamierzam dzielić się moimi recenzjami co 2-3 miesiące. W ten sposób chciałbym opisać zawartość każdej z nich w ciągu zaledwie 2 lat. I tyle samo czasu chcę poświęcić na ich przerobienie. I to była ta naprawdę dobra wiadomość. Natomiast ta mniej dobra (aby nie powiedzieć zła) wiadomość jest taka, że ktoś będzie musiał przerabiać wszystkie te znakomite książki... i już chyba wiadomo kto będzie tym śmiałkiem! ;) :).

Jeśli ktoś chce zapoznać się z tymi książkami (ich opisem) to może udać się na stronę wydawnictwa Quality Chess pod ten adres: Artur Yusupov's award-winning training course
http://www.qualitychess.co.uk/docs/14/artur_yusupovs_awardwinning_training_course/

PS. Jeśli ktoś również jest na tyle szalony i odważny, że zechce podjąć rękawice (wyzwanie) rzucone przez Artura Jusupowa, to proszę o komentarz. Może nie będę samotnym Don Kichote z Manchy? Jeśli przy okazji ktoś będzie mia ochotę dopingować mnie i trzymać kciuki za to, abym ukończył to wyzwanie sukcesem, to również może się tym podzielić w komentarzach. Z góry dziękuję za wsparcie i ciepłe słowa! Do boju! :)

wtorek, 14 marca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 21 - dobre wyniki bez treningu... to jak bieganie na dopingu!

Po dwóch miesiącach od zakończenia treningu (i przy okazji momentu osiągnięcia rankingu 2100 po raz pierwszy) okazuje się, że poziom gry automatycznie nie wzrasta. Ba! Z uwagi na to, że został za mocno napompowany, to nawet spadł o około 50-60 oczek. I w tym momencie po drobnej kalibracji oraz zaliczenia najniższego punktu (2050) wynosi około 2060-2070. Jest to naturalny proces o którym pisałem w poprzedniej odsłonie.

Wykres pokazuje wyraźnie, że bez treningu nie ma dalszego wzrostu poziomu gry! Tak więc ogólna logika sukcesu zostaje w pełni zachowana, więc konieczne jest rozpoczęcie kolejnego etapu treningu... w myśl słynnego i prawdziwego przysłowia: "No pain - no gain"

Co zatem należy teraz zrobić? Otóż konieczne będzie wykonanie pracy, aby znowu ranking jak i linia trendu mogły być na właściwym miejscu. Udało mi się sprawdzić, że po 60 dniach braku aktywności teoretycznej nie następuje dalszy wzrost poziomu gry. Natomiast samo granie partii (ligowych lub tempem ligowym) wyraźnie wskazuje, że w mojej grze jest stanowczo zbyt dużo czarnych dziur. Nie jest zatem odkrywczym wniosek, iż trzeba te dziury jak najszybciej załatać.

W tym celu będę musiał znowu zacząć uzupełniać braki teoretyczne, a jest ich naprawdę dużo. Wystarczy wspomnieć o tym, że kuleją u mnie chociażby takie sprawy:

1. Mam poważne trudności z tym, aby grać aktywne szachy.
2. Znam zbyt mało debiutowych idei oraz wariantów i planów gry.
3. Moje umiejętności agresywnej (dynamicznej) gry są zbyt słabe.
4. Końcówki wymagają dalszego pogłębienia oraz poszerzenia.
5. Gra środkowa i plany związane z aktywną grą są stanowczo zbyt płytkie.
6. Realizacja przewagi oraz ocena kontry przeciwnika to niemal tematy tabu.
7. Brakuje mi wiedzy związanej ze znajdywaniem ruchów, które poprawiają pozycje.

Tak więc pracy do wykonania jest naprawdę sporo. Im szybciej i skuteczniej zostaną załatane powyższe dziury (słabe strony) tym wcześniej linia trendu pokaże, iż poziom 2100 jest dla niej już nie tylko możliwy, ale również osiągalny.

Dodam na koniec, że jedyne z czego jestem naprawdę bardzo zadowolony to ilość (i także jakość) rozegranych partii tempem standardowym. Od początku roku minęło zaledwie 72 dni a na moim koncie jest rozegranych 75 partii! Niby wydaje się to niewiele, ale jeśli przemnożymy je przez 2h każda, wówczas otrzymany niebagatelną wartość 150 godzin wysiedzianych na desce. Wychodzi średnio jedna standardowa partia dziennie. Zmiana będzie polegać na tym, że teraz chcę nieco ograniczyć liczbę rozgrywanych partii kosztem treningu szachowego (głównie mam na myśli nadrabianie teorii i przy okazji rozwiązywanie zadań). Jeśli uda mi się tego dokonać to pod koniec maja powinno być możliwe utrzymywanie rankingu ponad poziomem 2100. Niemniej pamiętajmy, że bez solidnego treningu wyniki same nie przyjdą. Oczekiwanie dobrych wyników bez treningu... to jak bieganie na dopingu! A osiąganie w ten sposób dobrych wyników nie jest dla mnie sukcesem, lecz jedynie marnym samooszukiwaniem się.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
EDIT: Postanowiłem jeszcze wrzucić krótki komentarz i obrazek pokazujący stan moich partii ligowych i obecnego miejsca w rankingu (tempem standard). Będzie za jakiś czas możliwość powrotu do tych informacji i okazja do porównywania (a także oceniania) wyników w kategorii postępów bądź ich braku.

Obrazek pokazujący najbardziej istotne dane związane z moją aktywnością ligową (Tournament League) na serwerze FICS. Po prawej zaznaczono 77 miejsce i aktualny (nieligowy) ranking tempem standard. Na środku widać moje wyniki z zawodnikami w ostatnich 10 partiach (rundy od 3 do 7 włącznie). Plusy to wygrane, minusy - przegrane, a remis to znak równości. Można szybko obliczyć, że na 10 parti uzyskałem 50% wynik, uzyskując 5 pkt (+3, -3, =4). Natomiast na samej górze widać nadany (aktualny) ranking ligowy oraz ranking uzyskany w ramach rozgrywek ligowych.

Powyżej na obrazku można zobaczyć kilka istotnych informacji na temat moich występów ligowych. Spróbuję pokrótce je omówić.

Statystka partii: +77 (wygrane), -97 (przegrane), =67 (remisy). W sumie daje to 241 partii. Uzyskałem łącznie 110,5 pkt na 241 partii, co daje 46% wskaźnik zwycięstw (wynik raczej słaby lub przeciętny, jednak pamiętajmy o tym, że nie wszystkie partie mogłem lub chciałem grać najlepiej jak tylko byłem w stanie; poza tym pierwszą partię ligową rozegrałem 6 lat temu, a wtedy jeszcze byłem raczej dość słabym grajkiem).

Wartość uzyskanego rankingu to zaledwie 1882 pkt, co wskazuje na to, że nie tylko jeszcze sporo pracy przede mną, ale także o tym, że w partiach ligowych ranking ma nieco inny wymiar. Wystarczy wspomnieć, że grywają w lidze zawodnicy, którzy rozgrywają jedynie partie ligowe, więc ich ranking jest często nieadekwatny (zaniżony) w stosunku do tego co potrafią naprawdę (grywając w realu w turniejach). Na samej górze widać mój ranking ligowy 1983, który jest obliczany przed każdym kolejnym sezonem. Składa się on z wypadkowej rankingu FICS i tego jaki ktoś miał wcześniej nadany w ramach ligii.

Natomiast po prawej stronie widać mój ranking FICS (nieligowy), który obecnie wynosi 2073 i w kategorii partii standardowych plasuje mnie na 77 miejscu (na 2937 sklasyfikowanych obecnie zawodników). A to oznacza, że przede mną jest tylko 2,6% zawodników o wyższym rankingu, czyli jestem w grupie 3% najwyżej uszeregowanych graczy na FICS (w kategorii partii rozgrywanych tempem standardowym). Tak więc są już zbudowane solidne podstawy do tego, aby wspinać się do 1% najlepszych zawodników. Jeśli uda się tego dokonać wówczas będą z pewnością zasłużone powody do dumy jak i hucznego świętowania ;) :).

wtorek, 7 marca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 20 - twarde siedzenie przy desce... by w końcu od 2050 odskocznia miała miejsce

A może by jeszcze coś pomarudzić o tym, że ranking dalej spada, więc pewnie "coś złego musi się dziać?" Być może niektórzy amatorzy zobaczą coś co często bywa mylone z problemem czy też szachowym kryzysem. W rzeczywistości jest to naturalny proces i nazywa się to kalibracją (ustalaniem) rankingu. Tak czy inaczej nie chodzi o same cyferki, lecz o szachowe zrozumienie i praktyczną siłę gry, prawda? A więc zapraszam do krótkiej relacji.

W lidze FICS TL (Tournament League) grywam już od kilku lat. W tej chwili moje statystyki wyglądają następująco: +76 -96 =66. Nie ma co ukrywać, że chłopaki nie oszczędzają mnie, więc dla mnie te partie są tym czym dla graczy w realu partie na żywo (klasyczne). Jedyną różnicą jest to, że grywam je za pośrednictwem serwera FICS (z wykorzystaniem Internetu).

Tak czy inaczej widzę, że bez porządnego treningu nie ma szans na STAŁE przebicie się na poziom 2100. Ważnym argumentem ku temu jest to, że w roku 2016 miałem średni ranking przeciwników ok. 1762-1769 z ogólnym wynikiem (wskaźnikiem) zwycięstw na poziomie 81.4%. Natomiast w tym roku średni ranking moich rywali jest wyższy, gdyż w zakresie 1825-1833 przy wskaźniku 76.4%. Pomimo, że różnica ilości partii jest blisko trzykrotna (70 gier obecnie w stosunku do 196 w roku 2016), to widać wyraźnie, że przeciwnicy dysponują wyższym rankingiem (i zwykle także siłą gry).

Kolejne wyzwanie - jak na razie nieudane podciąganie linii trendu (krzywa czerwona linia) do poziomu 2100. Żółty obszar to strefa w której obecnie pływam (poziom 2049-2085), a więc do solidnego poziomu trzeba jeszcze sporo popracować. I jak widać pod koniec - nabywaniu kolejnych stopni doświadczenia towarzyszą lekcje pokory oraz dalszego spadku rankingu. Jest to całkowicie naturalny proces, który za jakiś czas będzie nazwany "magicznym przeskokiem na kolejny level" (w domyśle przeskok na poziom 2100-2120, tyle że na stałe!)

Chcę podkreślić, iż z mojego mocno napompowanego rankingu 2100-2115 powoli następuje kalibracja i widać, że realnie zaczynam grać na poziomie około 2040-2050. A przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć z rozegranych 70 partii w tym roku (nie spadałem poniżej 2049). Wydaje mi się, że nabieram doświadczenia i uczę się na bazie tego jak próbują mnie ogrywać moi szanowni przeciwnicy. Jedynym problemem jest to, że zdecydowanie brakuje mi wiedzy, więc moja gra przypomina szwajcarski ser. A to już zdecydowanie nie jest powodem do dumy...

Ktoś mógłby zapytać co jest pozytywnego w tym, że mój ranking idzie w przeciwnym do oczekiwanego kierunku? Otóż to, że muszę coraz więcej myśleć i analizować pozycje w czasie gry. Do tego stałe wyciąganie wniosków z porażek jak też sprawdzanie hipotez (w czasie partii i po jej zakończeniu).

Coraz bardziej przekonuję się, że przejście na poziom silnego amatora (2000, 2100, 2200) wymaga po prostu wysiedzenia kilkuset godzin przy desce (tak, to nie pomyłka!). Gdyby założyć, że 90% rozegranych przeze mnie partii ligowych (w sumie 238) trwało po 2h każda, wówczas wychodzi na to, że grając partie ligowe wysiedziałem przy desce bite 430h. Dodając do tego około 70h analiz po każdej partii... daje nam w sumie 500 godzin pracy szachowej! I dzięki temu powoli wyjaśnia się magia i czary związane z tym w jaki sposób mój ranking w końcu po wielu latach NA STAŁE przekroczył poziom 2000 (tempem standardowym na serwerze FICS).

Teraz kolejną hipotezą, którą będę testował jest wpływ przerabiania książek na zrozumienie szachów oraz większą efektywność (skuteczność) gry praktycznej. Jeśli uda mi się osiągnąć wskaźnik zwycięstw na poziomie 70-75% przeciwko zawodnikom o średnim rankingu 1920-1950, wówczas śmiało mogę powiedzieć, że osiągnąłem stabilny poziom 2100 (FICS standard).

Podsumowując wspomnę, że bardzo cieszy mnie to, że w końcu (!) zaczynam grywać partie (głównie ligowe bądź tempem ligowym, czyli czas 45+45) na takim poziomie, że nie muszę się za siebie stale wstydzić. I to nawet pomimo tego, że "im dalej w las, tym więcej drzew", to jednak muszę przyznać, że szachy na poziomie co najmniej 2000 (i oczywiście wyżej) są po prostu fascynującą przygodą i stałym odkrywaniem, testowaniem czy też obalaniem różnych idei. Wówczas aż się chce grać dużo lepiej, aby zobaczyć co kryje się za kolejnymi drzwiami szachowego wtajemniczenia...

czwartek, 23 lutego 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 19 - nie ma sukcesu bez porażek, czyli twarde doświadczenie na drodze do stabilnej siły gry 2100

Mija drugi miesiąc w obecnym roku... i jak na razie nie udało mi się jeszcze dociągnąć linii trendu na poziom 2100. Jak widać na wykresie było dość blisko, ale jednak trzeba załatać największe dziury oraz jeszcze skuteczniej grywać z silniejszymi zawodnikami. W obecnej chwili po rozegraniu 58 partii standardowych mam uzyskany wskaźnik zwycięstw na poziomie 75.9% przy średnim rankingu przeciwników 1830. Można zatem powiedzieć, że grając przeciwko takim zawodnikom wygrywam 3 partie na 4. Niemniej, aby realizować mój cel osiągnięcia poziomu 2200... konieczne będzie ogrywanie silniejszych przeciwników, tak aby mieć wskaźnik 70-75% przeciwko zawodnikom o średnim rankingu 1950-2000. A to rzecz jasna wymaga wykonania kolejnej porcji solidnej pracy.

Kolejne wyzwanie - podciąganie linii trendu (krzywa czerwona linia) do poziomu 2100 (pozioma różowa linia). Żółty obszar to strefa w której obecnie pływam (poziom 2075-2115), a więc niewielkie odchylenie w obie strony od poziomu 2100. I jak widać pod koniec - nabywaniu kolejnych stopni doświadczenia towarzyszą lekcje pokory oraz spadku rankingu. Jest to całkowicie naturalny proces.

Czy zauważam inny poziom w mojej grze? Tak. Obecnie zwracam uwagę na znacznie więcej elementów i coraz trudniej jest mi grać. Jak to?! Ano tak, że mając wyższy poziom trzeba podejmować decyzje odnośnie wykonywania kolejnych ruchów nie na podstawie 3-4 elementów (jak dawniej), lecz niekiedy nawet 7-8! A to wymaga nie tylko dużo większych umiejętności, lecz przede wszystkim znacznie głębszej wiedzy!

Co ciekawego można zauważyć na poziomie 2050-2080? Otóż coraz większą rolę odgrywają końcówki oraz solidna i bardziej dokładna gra zarówno w debiucie jak i grze środkowej. Przeciwko zawodnikom poziomu 1950-2100 już nie zbiera się materiału jak dojrzałe jabłka w lecie, lecz trzeba realizować różne plany oraz stale oceniać, który z nich ma największą szansę na sukces. I według mnie trzeba mieć dużo wiedzy na temat elementów gry szachowej. Nie tylko liczą się umiejętności taktyczne, ale także strategia, a w niej łańcuchy pionowe oraz słabe i silne punkty (pola). To kolejny poziom na którym nie mogę się odnaleźć, bo widać wyraźną różnicę między tym co ja wiem o szachach, a tym co prezentują moi przeciwnicy.

I jeszcze na koniec muszę wspomnieć o tym, że zawodnicy poziomu 1950+ znają już debiuty wyjątkowo dobrze. W przypadku, gdy usiądą na mnie w debiucie... bywa, iż już z niego nie wychodzę. Zatem wniosek jest prosty: trzeba znacznie solidniej rozgrywać tę fazę partii - w przeciwnym wypadku nie będzie można przebić muru 2100 (zwykłą grą z solidnymi graczami, a nie sztucznym nabijaniem rankingu na amatorach po 1800-1850).

Moje najlepsze wyniki w tym roku (w partiach standardowych granych tempem 45+45): a) wygrana z: 2133, 2102, 2028, 2004, 1916, 1883 i 1873 oraz b) remis z: 2123, 2038, 1995 i 1937. Nie są to wyniki imponujące, ale dzięki tym partiom udało mi się zebrać minimum doświadczenia. Coraz częściej jak widzę jak słabo gram to mam ochotę się rozpłakać. Niemniej jak mawiają lekkoatleci "no pain - no gain" i tradycyjne "trening czyni mistrza". Wniosek nasuwa się sam: Bez poważnej pracy nie ma opcji, aby przebić się na stałe z rankingiem 2100 na FICS, nie wspominając o osiągnięciu magicznego 2200. I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejsze rozważania.

EDIT: (z ostatniej chwili)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Powyżej ciekawy wykres pokazujący zmiany rankingowe w partiach standardowych na FICS w okresie ostatnich 3 lat i 3 miesięcy (od 2014.11.12 do 2017.02.24). Kolor zielony pokazuje ranking, natomiast czerwony linię trendu. Widać wyraźnie wzrost linii trendu oraz rankingu - od początku września 2016 roku.

piątek, 17 lutego 2017

Basic endgame strategy - Queens and Rooks - czyli o tym jak Bill Robertie wyjaśnia podstawy walki w końcówce

Pół roku temu miałem przyjemność przerobić niewielką książeczkę o nietypowym tytule "Basic endgame strategy - Queens and Rooks", co można przetłumaczyć jako "Podstawy szachowej strategii w grze końcowej - hetmany i wieże". Czemu akurat ta książka przypadła mi do gustu?

 Basic endgame strategy - Queens and Rooks - okładka książki napisanej przez Billa Robertie

Autorem książki jest Bill Robertie, szachowy mistrz i jednocześnie były mistrz USA w szachach szybkich. Wydawnictwo Cardoza raczej nie należy do popularnych szachowych wydawnictw, więc tym bardziej i autora niewiele osób będzie kojarzyć. Niemniej jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce, więc przyjrzyjmy się co znajdziemy w środku tej "grubszej broszury".

We wprowadzeniu autor stwierdza, że bywają sytuacje w których nasz przeciwnik stawia solidny opór, więc wówczas gra przechodzi do końcowej fazy. A kiedy to następuje to musimy znać kluczowe strategie, które prowadzą do zwycięstwa. I to właśnie jest celem książki.

Autor przekonuje, iż pokaże nam co musimy wiedzieć, aby wycisnąć zwycięstwo, gdy pozycja zostaje uproszczona do wieży lub hetmana z kilkoma pionami. Pomimo, że na pierwszy rzut oka te pozycje mogą wyglądać na proste, to jednak kryją w sobie wiele pułapek. Dzięki lekcjom tej książki to ty będziesz tym graczem, który zastawia pułapki, zaś przeciwko będzie przewracał króla w geście rezygnacji.

Tyle tytułem wprowadzenia - teraz kolej na moje wrażenia.

Książka jest podzielona na dwie części: pierwsza omawia walkę wieży (40 stron), a druga dotyczy walki hetmana (70) - z pionami i bez nich. Jest w niej zawartych 31 przykładów objaśnionych na 83 diagramach. Całość dopełnia bardzo przejrzysty i prosty opis procesu walki wraz ze wprowadzeniem do każdego rozdziału.

Na początku autor omawia notację szachową a następnie wyjaśnia ogólny sens walki ciężkich figur. Kolejne trzy rozdziały to: wieża przeciwko pionom, wieża i pion przeciwko wieży jak też wieża z pionami przeciwko przeciwnikowi posiadającemu tę samą siłę (tyle, że w innym położeniu).

Druga część zaczyna się od omówienia walki hetmana przeciwko pionom, dalej hetmana z pionem przeciwko hetmanowi i wreszcie hetmana z pionami na 'to samo, ale w innym położeniu'. Dodatkiem jest jeszcze rozdział pokazujący zarys walki hetmana przeciwko dwóm wieżom, co pokazuje plany gry i skalę trudności tego typu końcówek.

Generalnie książkę można przerobić w 2-3 dni. Moim zdaniem najwięcej z tej książki zyskają zawodnicy, których siła gry jest w przedziale 5-3 kategorii (1200-1600). Tym bardziej, że stosowana w książce pełna notacja nie sprawi żadnemu amatorowi problemów z odnajdywaniem (i wykonywaniem) ruchów na szachownicy. Warto podkreślić, że niektóre przykłady są na tyle trudne, iż spokojnie można je wykorzystać na zajęciach dla zawodników poziomu trzeciej kategorii.

Uważam, że jest to jeden z najlepszych wstępów dotyczących walki wieży oraz hetmana. Pomimo niewielkiej objętości książki (zaledwie 140 stron małego formatu) autorowi udało się przemycić wszystkie najważniejsze idee. I to, że pierwotnie wydana została niemal 20 lat temu nie zmienia oceny wszystkich pozycji. Jej ocenę może najwyżej obniżyć brak rozdziału testowego (popularne "sprawdź czy umiesz") oraz kilkanaście literówek. Zatem jak na pracę wydaną wiele lat temu to naprawdę nieliczny przykład dinozaura, który przetrwał do dziś.

Na moje oko myślę, że ocena 4 (dobry) w skali 1-6 będzie w zupełności przyzwoitą notą. Doceniam przede wszystkim pomysł oraz jasność przekazu i odpowiedni dobór przykładów. Tak więc można stwierdzić, że książka nie powala na kolana, ale z drugiej strony nigdy nie spotkałem się z tak prostym i krótkim opracowaniem, które porządnie przerobione otworzy oczy na walkę w końcówce wieży i hetmana... każdemu początkującemu szachiście. Czego więcej trzeba do szczęścia?

 Przykładowe pozycje, które omawia autor książki "Basic endgame strategy - Queens and Rooks"

piątek, 10 lutego 2017

Simple Attacking Plans - bajka o tym jak Fred Wilson elegancko i solidnie oprowadza nowicjuszy po temacie ataku

Jedną z ostatnio przeczytanych książek (załóżmy, że 2,5 roku temu to nie jest dawno) jest "Simple Attacking Plans" napisana przez Freda Wilsona. I nie jest to zwykła książka, bowiem zrobiła na mnie pozytywne wrażenie! Nie jest to również nowa książka, bo wydana w 2012 przez Mongoose Press. Można powiedzieć, że jest ona średniej grubości bo zawiera niecałe 200 stron. Pojawia się naturalne pytanie: co w niej znajdziemy?

Okładka książki "Simple attacking plans" oraz autor owego dzieła - Fred Wilson ze swoim małym niezwykłym tygryskiem - czy też jak kto woli - kocim szachowym pomocnikiem 

Jest to pozycja, którą śmiało można nazwać podręcznikiem ataku dla początkujących. Poziom dla którego przeznaczona jest ta książka to mniej więcej 1200-1600 (od 5 do 3 kategorii). Nauka ataku bazuje na dobrze wybranych i świetnie skomentowanych 37 partiach. Przy czym są to partie nie tylko szkoleniowe, ale również zawierające element szachowego piękna. Tutaj nie znajdziemy powolnego manewrowania czy nacisku pozycyjnego.

Co jest w tej książce takiego, co sprawiło że mnie oczarowała? Na pewno składają się na to wrażenie cztery elementy:
1) znakomicie dobrane partie
2) rewelacyjne komentarze
3) czytelne diagramy
4) ukazane najważniejsze warianty (opcje)

Pokrótce o każdym elemencie. Partie zostały dobrane na zasadzie celu książki (nauki atakowania) i są nimi przede wszystkim pojedynki amatorów, ale w niektórych przypadkach także partie mistrzów! Jeśli chodzi o komentarze to są tak dobre, że sam proces czytanie nie powoduje przeładowania umysłu. Ba! W komentarzach jest zawarty element magii, gdyż autor opisuje całą atmosferę gry jak też krótko ocenia poszczególne ruchy oraz możliwe opcje. Do tego widać wyraźnie, że diagramy są prezentowane w tych miejscach w których jest tak zwany kluczowy moment. Ponadto na początku każdej części jest zawarty krótki wstęp i najważniejsze informacje związane z danym zagadnieniem. A jakie to części przemycił autor w swoim dziele? Oto one: wprowadzenie (4), wybrane partie (6), poświęcenie (prezent) Greco (4), atakowanie pozycji typu fianchetto (6), kolejne wybrane partie (13), odciągnięcie czy zniszczenie obrońcy (3). Do tego na końcu jest wykaz graczy oraz zastosowanych debiutów.

Co jeszcze niezwykłego zawiera książka? Otóż partie są raczej krótkie, gdyż rzadko kiedy przekraczają 22-23 ruchy. Dla wielu amatorów szachowych ataków z pewnością ważną wiadomością będzie to, że niemal wszystkie ataki kończą się matem albo rezygnacją przeciwnika (z uwagi na nieuchronnego mata lub bardzo duże straty materialne). Przy okazji autor daje wiele wartościowych wskazówek oraz śmiało dzieli się swoim doświadczeniem. Można powiedzieć, że Fred Wilson opowiada niesamowite historie o partiach w których atak (często matowy) jest motywem przewodnim. I moim zdaniem robi to w naprawdę solidnie.

Jaka zatem jest moja ocena tego dzieła Freda Wilsona? Otóż myślę, że mogę wystawić ocenę 5- (w skali od 1 do 6). Co musiałoby być w książce, aby dostała jeszcze wyższą notę? Jak dla mnie to na końcu każdego rozdziału powinien być ogólny wniosek opracowany na bazie opisanych partii. Do tego na samym końcu po 3-4 diagramy w formie testu (zadań do rozwiązania) z każdej partii, tak aby można było odświeżyć sobie przerobiony materiał. W sumie niechaj będzie 100-120 pozycji wraz z podanymi rozwiązaniami i krótkim komentarzem.

Jestem przekonany, że ta książka może znakomicie pomóc wszystkim samoukom bądź szachowym nauczycielom, którzy wprowadzają szachowych wielbicieli w świat szachowy w którym ukazany jest motyw ataku na króla. Poznawanie planów takich ataków oraz późniejszy ich trening, z pewnością może pomóc w tym, aby nasz uczeń zaczął znacznie lepiej realizować proste plany ataku. Książka ta może być wykorzystana na zajęciach (lekcjach) szachowych, gdyż można ją bez problemu przerabiać razem z uczniem - zwykle na krótkie omówienie 2-3 partii powinna wystarczyć godzina zegarowa.

Podsumowując, ta książka jest bardzo ciekawym i solidnym wprowadzeniem w świat szachowego ataku. I jest ona przede wszystkim dedykowana tym, którzy dopiero zaczęli interesować się szachami lub nieco zdążyli pograć. Będą oni mieli możliwość poszerzenia swojej wiedzy w zakresie ataku, co akurat jest dość rzadko spotykane. Z mojego doświadczenia wynika, że zwykle książki o ataku są pisywane dla graczy poziomu 1700/1800 lub 2000. Dzięki tej pozycji także zawodnicy poziomu 1200-1400 będą mogli nauczyć się tej sztuki na niższym poziomie. I w tym miejscu składam podziękowania za wydanie tej książki - tak właśnie dla ciebie drogi Fred Wilson! Thank you very much!


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Krótka recenzja (po angielsku) książki Simple Attacking Plans (by Fred Wilson)
http://dev.jeremysilman.com/shop/pc/Simple-Attacking-Plans-p3731.htm

Darmowy fragment książki (8 stron, format PDF)
https://www.newinchess.com/Shop/Images/Pdfs/7192.pdf

Strona internetowa autora książki Freda Wilsona - http://www.fredwilsonchess.com/
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 27 stycznia 2017

Power Mates – potężne matowanie jest dla każdego wyzwaniem: podsumowanie i zakończenie (37)

Udało nam się przyjrzeć całej serii zadań, które kończą się matem. Było ich dokładnie 70, więc możemy poczuć w jaki sposób mistrzowie zwykle rozprawiają się ze słabszymi zawodnikami. Teraz krótko zastanówmy się nad tym czy te zadania są wartościowe i przydatne (a jeśli tak, to na ile).

Zadania były zwykle w miarę proste do rozwiązania: maty w 2 czy 3 ruchach nie powinny stanowić problemu. Niemniej można było znaleźć także perełki w których mat następuje dopiero po 5-6 ruchach. Tu już wymagany był dużo większy wysiłek.

Forma, która została zastosowana w tym konkursie to metoda porównywania dwóch pozycji: początkowej i końcowej. Można powiedzieć, że dzięki tym zadaniom mieliśmy okazję znaleźć drogę, która wiedzie od startu do mety. I dodatkową pomocą była konkretna ilość ruchów jak też konieczność osiągnięcia dokładniej tej pozycji, która była ukazana po prawej stronie.

Wizualizacja jest problemem (i zarazem wyzwaniem) z którym zmaga się wielu amatorów. W zadaniach "Power Mates" była okazja, aby przyjrzeć się zmianom dwóch pozycji i odnaleźć tę ścieżkę, która forsownie sprawi, że król zostanie złapany w matową sieć. W kilku przypadkach zmodyfikowałem zadania, tak aby nie było niejasności (wątpliwości) co do poprawności i trudności danej łamigłówki.

Bardzo dużą pomocą i ułatwieniem było to, że prawie wszystkie ruchy strony matującej były z szachem. Dzięki temu bardzo wielu początkujących szachistów mogło sprawdzić swój potencjał ataku. Przy okazji do części (trudniejszych) zadań dodana została podpowiedź, tak aby naprowadzić zagubionych graczy na prawidłową drogę. Mam nadzieję, że wszystkie matowe finały zostały odnalezione.

Czy można było wykorzystać ten materiał w procesie szkolenia początkujących graczy? Jest to ciekawe i zarazem ważne pytanie. Myślę, że dobrze byłoby w tym miejscu przytoczyć wypowiedź jednego z szachistów (poziomu 2000, a więc to już silny amator!), który zechciał przetestować moją propozycję. Oto wypowiedź Marcina (minimalnie edytowana, tak aby była maksymalnie łatwa i zarazem elegancka w odczytaniu oraz zrozumieniu):

"Witam. Jakiś czas temu przeglądając ten blog postanowiłem włączyć do szkolenia młodych szachistów serię Power Mates. Uznałem, że zadania będę prezentował na dużym ekranie i będziemy wspólnie je rozwiązywać (niektóre są według mnie ponad V, IV kategorię i wymagają pomocy). Uznałem, że będzie to miła odmiana. Po kilku takich lekcjach muszę przyznać, że był to bardzo dobry pomysł. Dzieciaki na poziomie V, IV kategorii dużo bardziej wolą rozwiązywać zadania używając wskaźnika i pokazując rozwiązanie w stylu: jak wieża tu, to król musi tu i wtedy wieża tu i jest mat niż notując Wh8+ Kg7 itd. Są w stanie dużo dłużej pracować nad takimi zadaniami (nudzą i meczą się dużo później). Myślę, że jest to spowodowane zarówno nową technologią (coś nowego: duży ekran, wskaźnik zamiast długopisu), trochę innym typem zadań niż standardowe (pozycja początkowa i końcowa oraz liczba kroków do wykonania) oraz tym, że nie muszą koncentrować się na tym, aby odczytywać współrzędne bierek tylko od razu pokazują co i jak (a dzięki temu mogą cały wysiłek skupić na rozwiązywaniu). Tak więc bądźmy otwarci na nowe technologie i starajmy się, aby nauka szachów była jak najbardziej interesująca. Polecam wszystkim Power Mates. Dołączam screen z lekcji aby było wiadomo o czym piszę".

Ciekawe i współczesne połączenie dobrego pomysłu wraz z nową technologią - czyli szachowy zapaleniec rozwiązuje łamigłówki szachowe na dużym ekranie. Wielkie brawa dla kolegi Marcina!

Tak więc widzimy, że zgodnie z zasadą "dla chcącego... nie ma nic trudnego" jest możliwość, aby dobry pomysł wykorzystać z korzyścią dla dzieci, które mogą zobaczyć szachy w nowej odsłonie (zwłaszcza, że jest to połączenie pierwotnego pomysłu, treningu wizualizacji jak też nowej technologii). Jak słusznie podkreślił Marcin w przypadku dzieci (zwłaszcza tych młodych i mniej zaawansowanych) dużo lepiej będzie, gdy będą mogły po swojemu pokazywać lub opisywać ruchy, które należy wykonać, aby dojść do mata.

Dziękuję serdecznie Marcinowi za to, że zechciał wykorzystać zadania z bloga jako ciekawą formę treningu. Przy okazji cieszę się, że podzielił się doświadczeniem związanym z serią "Power Mates". Jako podziękowanie za ten miły gest podaję dwa zadania, które są już przeznaczone dla dorosłych (tzn. zawodników poziomu drugiej lub pierwszej kategorii). Dodam, że sam się z nimi obecnie męczę i często muszę wykorzystać szachownicę i ustawić pozycję po kilku ruchach, aby znaleźć kluczowe ruchy. Pochodzą one ze zbioru zadań (tom nr 7) autorstwa Józefa Sławina (zadania nr 211 cyklu A i 30 cyklu B). Ostrzegam, że te zadania mogą bardzo mocno rozgrzać umysł mniej zaawansowanych amatorów. Dla mnie oba zadania pokazują "drugie dno" szachowe, co niektórzy nazywają również "pięknem szachów".


PODZIĘKOWANIA DLA KOLEGI MARCINA (special bonus: 2 puzzles to warm up your mind!)

W obu pozycjach białe zaczynają... i matują w 10 ruchach (!). Mam nadzieję, że te zadania wycisną z was ostatnie soki. Warto zapisywać wszystkie warianty i komentarze, a jeśli już nie damy rady, wówczas można przestawiać bierki na desce. W ostateczności po kilku nieudanych próbach można poprosić o pomoc albo instruktora (nauczyciela) szachowego... albo darmowy silnik (chociażby Stockfish), który pokaże rozwiązanie w kilka sekund. Powodzenia!

 

Zadania dla wytrwałych - białe zaczynają i matują w 10 ruchach (!) [oba zadania podchodzą ze zbioru zadań Józefa Sławina - tom 7: odpowiednio po lewej nr 211 cykl A i po prawej nr 30 cykl B].

poniedziałek, 16 stycznia 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 18 - wbicie rankingu 2100 i lecimy do magicznego 2200

I pora na kolejną odsłonę serii "W 1000 dni do poziomu 2000". Tym razem chcę opisać następny krok na drodze do szachowego mistrzostwa.

W części piątej wymieniłem i omówiłem realizację poszczególnych zadań. Przypomnę, że brzmiały one następująco:

2a) osiągnięcie rankingu 2100 na FICS w partiach standardowych
2b) utrzymywanie rankingu co najmniej 2100 na FICS w partiach standardowych

I dobra wiadomość jest taka, że już od kilku dni jestem szczęśliwym graczem, który osiągnął powyżej określony cel. Mianowicie osiągnąłem ranking 2100, więc teraz kolej na "utrzymywanie rankingu co najmniej 2100 na FICS w partiach standardowych". Oczywiście może się na początku zdarzyć to, że ranking będzie spadał poniżej magicznej granicy 2100... bo jest to naturalny proces rozwoju. W podpunkcie 2b chodzi o utrzymanie linii trendu na granicy 2100 lub wyżej. Moim zdaniem będzie to świadczyć o tym, że poziom stopniowo rośnie lub przynajmniej nie spada poniżej określoną wartość (2100). A jeśli będę rozgrywał partie szachowe (planuję co najmniej 300-400 klasycznych rozgrywek rocznie), wówczas jeśli chwilowo ranking poleci poniżej 2100, wówczas linia trendu szybko nie zareaguje.

Inaczej mówiąc: linia trendu jest dla mnie dlatego istotna, ponieważ nie jest podatna na krótkotrwałe wahania (wzloty lub upadki). Pokazuje ona kierunek w którym zmienia się ranking (czy następuje progres czy regres). A jeśli ranking jest dość dobrym odzwierciedleniem poziomu szachowego, wówczas linia trendu będzie istotnym wskaźnikiem tego czy włożona praca i rozwój podążają we właściwym kierunku. Tylko tyle i aż tyle. Podkreślę wyraźnie, że najlepszym wskaźnikiem dla mnie są rozegrane partie i ilość oraz jakość popełnianych przeze mnie błędów (zwłaszcza przeciwko zawodnikom o dużo większym poziomie zrozumienia szachów niż mój).

Zerknijmy jednak na wykres, bo ponoć jeden rysunek jest warty tysiąca słów.

Osiągnięcie rankingu 2100 jako efekt pracy w ostatnich kilku miesiącach (od września 2016 do połowy stycznia 2017). Pamiętna data osiągnięcia rankingu 2100 - dokładnie 13.01.2017 (i to w piątek!)

Widać wyraźnie, że linia trendu (kolor czerwony) jest obecnie na poziomie około 2086, więc do osiągnięcia (i następnego przekroczenia) 2100 jeszcze trochę brakuje. Natomiast zielona linia wspina się i przekracza poziom 2100 (punkt przecięcia dwóch niebieskich linii) w dniu 13.01.2017. A to oznacza realizację kolejnego celu cząstkowego.

Zapewne niektórzy zawodnicy (amatorzy) chcieliby wiedzieć ile pracy wymagało osiągnięcie tego poziomu. Z uwagi na to, że proces już ciągnie się ponad 5 lat (licząc przerwę na całkowite zaniechanie realizacji celu), więc postanowiłem utworzyć nową serię w której będę opisywał koszty jakie poniosłem, aby zrealizować poszczególne cele. Być może w ten sposób uda się uświadomić (a może nawet udowodnić?!) kilku osobom pewną zasadę: mianowicie to, że poważne podejście gwarantuje sukces, zaś sukces wymaga poświęcenia (podjęcia decyzji i wykonania koniecznej pracy).

Na koniec dodam, że dodałem jeszcze dwa cele cząstkowe.
3a) osiągnięcie rankingu 2200 na FICS w partiach standardowych
3b) utrzymywanie rankingu co najmniej 2200 na FICS w partiach standardowych

Cel końcowy natomiast jest dwojaki. Jednym z nich jest cel w realu, a drugi w Internecie (virtualu).

4) REAL: dwukrotne uzyskanie do lipca 2020 roku wyniku rankingowego (tzw. rating performance) na poziomie 2000 lub wyższym. Technicznie chodzi o wybór (realizacja) dowolnej z dwóch opcji (możliwości):
a) uzyskanie rankingu 2000 (lub wyższego) w co najmniej dwóch turniejach 8-9 rundowych (w sumie co najmniej 16 partii - z uwagi na to, że mogą pojawić się walkowery)
b) uzyskanie rankingu 2000 (lub wyższego) w co najmniej 4 turniejach 5 rundowych (w sumie co najmniej 17 partii - z uwagi na to, że mogą pojawić się walkowery)

5) VIRTUAL: osiągnięcie Top20 (dowolnego miejsca w dwudziestce najlepszych graczy FICS). Tutaj wystarczy jednorazowe pojawienie się na liście dwudziestu najlepszych - to znaczy najwyżej sklasyfikowanych graczy FICS (w kategorii partii standardowych).

Przy okazji wspomnę, że liczę na kolegę Artura w tym, że pomoże mi wybrać odpowiednie dla mnie turnieje szachowe w których ja będę mógł wziąć udział, zaś Artur zobaczyć na własne oczy czy moja kilkuletnia praca (wysiłek) przyniosła zamierzony efekt. Nie ukrywam, że zamierzam wtedy dać z siebie wszystko i udowodnić (przede wszystkim sobie), że dobrze opracowany plan, podjęcie decyzji i poświęcenie na pewien czas... daje możliwość (gwarancję!) zrealizowania celu, a to z kolei realnie przynosi zaplanowany rezultat (w moim wypadku osiągnięcie w realu poziomu pierwszej kategorii: tego którego nigdy bym nie był w stanie zrealizować bez porządnego treningu i przygotowania).
 
I na koniec jeszcze pokażę jak się przedstawia lista Top20 na FICS i moje aktualne miejsce.


Można bez trudu zauważyć, że zajmuję obecnie 58 miejsce, ale wbicie się w Top20 wymaga (teraz) zdobycia rankingu co najmniej 2260. Tak czy inaczej będzie to najtrudniejszy do osiągnięcia szachowy cel jaki kiedykolwiek sobie ustawiłem. Mam nadzieję, że do czasu gdy osiągnę ranking 2200 pojawienie się jako ostatni zawodnik pierwszej dwudziestki nie będzie wymagało poziomu 2300!

Kolejne odcinki tej serii będą opisywały moje zmagania z tym, aby przebić na stałe linę trendu ponad poziom 2100... i systematyczną podróż do poziomu 2200.

wtorek, 10 stycznia 2017

Power Mates – potężne matowanie jest dla każdego wyzwaniem (36)

I oto już ostatni zestaw pozycji do rozwiązania – w postaci dwóch diagramów: początkowego (pozycji wyjściowej w której dana strona zaczyna) i końcowego (pozycji w której jest mat).

Zadanie i rozwiązanie z partii nr 69 i 70

Zadanie nr 69: pozycja wyjściowa i obok końcowa: czarne zaczynają i matują w 2 ruchach

Zadanie nr 70: pozycja wyjściowa i obok końcowa: czarne zaczynają i matują w 4 ruchach

 [* - podpowiedź do zadania nr 70: Pierwszy i ostatni ruch czarnych wykonujemy hetmanem. Dwa ostatnie ruchy to zagrania z pobiciem figury - i to już naprawdę wszystkie podpowiedzi!]


Na tym kończymy serię zadań z cyklu "Power Mates". W kolejnym (i zarazem ostatnim) artykule podsumujemy całość i krótko ocenimy przydatność i wartość takich zadań dla młodych szachowych adeptów. A tymczasem warto odświeżyć sobie wszystkie poprzednie zadania, tak aby zobaczyć na ile potrafimy je szybko i bezbłędnie rozwiązać!

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Power Mates – potężne matowanie jest dla każdego wyzwaniem (35)

I oto kolejny zestaw pozycji do rozwiązania – w postaci dwóch diagramów: początkowego (pozycji wyjściowej w której dana strona zaczyna) i końcowego (pozycji w której jest mat).

Zadanie i rozwiązanie z partii nr 67 i 68

Zadanie nr 67: pozycja wyjściowa i obok końcowa: czarne zaczynają i matują w 2 ruchach

Zadanie nr 68: pozycja wyjściowa i obok końcowa: czarne zaczynają i matują w 5 ruchach

[* - podpowiedź do zadania nr 68: Pierwszy ruch czarnych to poświęcenie wieży z szachem - co jednocześnie oznacza zdobycie i stratę materiału! Kolejny ruch to szach tego samego rodzaju figurą i tym razem białe oddają za darmo figurę. Przedostatni ruch to przygotowanie do mata w jednym ruchu na co białe nie mają już ratunku]