czwartek, 4 października 2018

Taktyka szachowa totalnie odlotowa: właśnie to chciałem wiedzieć (22)

Przyszła pora na domknięcie serii zbiorów zadań naszego kolejnego popularnego autora, więc zobaczmy co takiego kryje się w podręczniku szachowych kombinacji, którego oficjalna nazwa to: The Manual of Chess Combinations (volume 2).

Sergiej Iwaszczenko stworzył zbiór zadań, który ma na celu doprowadzenie zawodnika 3 kategorii (1600-1700) do poziomu kandydata na mistrza (2200). Można to traktować jako podsumowanie 25-lecia tworzenia podręcznika do treningu taktyki przez naszego autora.

Nieśmiertelna klasyka: The Manual of Chess Combinations - Chess School 2
Autorem jest znany i popularny trener szachowy - Sergiej Iwaszczenko

Podręcznik ten składa się tradycyjnie ze spisu treści, wstępu, głównej części (czyli zadań) i na końcu oczywiście odpowiedzi. Książka ma 256 stron, została wydana w 2008 roku (wcześniejsze wydanie to rok 2002) i znajdziemy w niej aż 1188 szachowych łamigłówek. Przypominam, że jest to kontynuacja poprzedniej części, a więc będzie w tej odsłonie bardzo dużo podobieństw.

Materiał jest ułożony pod kątem wzrastającej trudności, więc możemy spodziewać się coraz bardziej wymagających zadań. Pokrótce zasygnalizuję jak wyglądają poszczególne części, których mamy dokładnie sześć (od 6 do 11). Nazywane są one poziomami studiów, co można mniej więcej przełożyć jako poziomy szachowe. I tak poziom szósty odpowiada rankingowi 1600-1700, kolejny poziom to już 1700-1800 i tak aż do ostatniego (2100-2200).

Co znajdziemy w środku? Oto czego możemy się spodziewać.

Część 6 (zadania 1-198): Pierwsze 70 zadań to odkrywanie drogi do mata. W tej części mamy także 60 zadań dotyczących gry końcowej, a wśród nich jedna czwarta w których trzeba będzie znaleźć drogę do remisu. Pozostałe zadania to zdobywanie przewagi materialnej (w kolejnych częściach jest tak samo).

Część 7 (zadania 199-396): Od zadania 337 zaczyna się kolejny etap testowania znajomości końcówek, w tym 14 zadań na znajdowanie remisu. Reszta to tradycyjnie zdobywanie przewagi materialnej.

Część 8 (zadania 397-594): Dochodzimy do zadania o numerze 515 i następuje sprawdzanie końcówek, a wśród nich 20 to poszukiwanie drogi do zremisowania partii.

Część 9 (zadania 595-792): W tym wypadku sprawdzanie końcówek zaczyna się od pozycji 713, a przy okazji 16 z nich to polecenie o treści "jaka droga prowadzi do remisu".

Część 10 (zadania 793-990): Od przykładu 911 znowu sprawdzanie końcówek i 16 pozycji to odnajdywanie drogi do zremisowania partii.

Część 11 (zadania 991-1188): I jeszcze jedna odsłona, w której od diagramu o numerze 1109 znowu następuje testowanie znajomości końcówek (i jak poprzednio - 16 z nich to łamigłówki remisowe).

Można powiedzieć, że ten podręcznik oferuje dość ciekawy zakres taktycznych fajerwerków, więc osoby, które traktują szachy nieco bardziej poważnie powinny przyjrzeć się tej książce. Warto podkreślić, że jest to typowy zbiór zadań z odpowiedziami, więc nie znajdziemy tutaj żadnych wyjaśnień tego czym są motywy taktyczne czy też wskazówek jak pracować nad taktyką.

Spróbujmy teraz podsumować nasze spostrzeżenia.

Podobnie jak w poprzedniej części (1a+1b) na plus na pewno trzeba zaliczyć dobór zadań oraz stopniowanie skali trudności. Poza tym 6 dużych i wyraźnych diagramów na stronie pozwala na spokojne rozwiązywanie zadań z książki. Obecne wydania (rok 2002 twarda oprawa i 2008 miękka, ale lekko wzmocniona) mają dobrej jakości papier oraz oprawę, więc mamy gwarancję, że te książki mogą bez trudu przetrwać intensywne użytkowanie (dodatkowo są szyte, a nie klejone).

Jeśli chodzi o zawartość książki to mniej więcej 80% dotyczy pozycji z gry środkowej, a pozostała część to końcówki. Na pewno cieszy duża różnorodność zadań, w tym wykorzystanie studiów szachowych, które pokazują piękno a zarazem efektywność wykorzystywania pozostałego na desce szachowego wojska. Trzeba również dodać, że blisko 1200 pozycji to już spora dawka zadań, a co za tym idzie ciężka i raczej długotrwała praca. Zalecam przerabianie od 6 do 9 pozycji dziennie (w dniach wolnych można nawet po 12-18), tak aby mieć okazję powoli przyswajać szachowe motywy w realnych (praktycznych) pozycjach. Konieczne będzie zapisywanie rozwiązań z uwagi na to, że niektóre zadania z gry końcowej wymagają przewidzenia nawet 9-12 ruchów. Dzięki temu będzie można później porównać swoje przemyślenia z tym co mamy zawarte na końcu książki (odpowiedziami).

Uważam, że śmiało można tej pozycji (jako całości) wystawić ocenę bardzo dobrą (5), ponieważ wszystko to co ważne zostało w niej zawarte. Mamy dobrze dobrany materiał, duże i czytelne diagramy, brak jakichkolwiek podpowiedzi i dużą liczbę różnorodnych zadań. Z tego co wiem to jest również dostępna wersja elektroniczna, więc osoby chętne do pracy na ekranie mogą w ten sposób pracować. Co do podręcznika, to moim zdaniem nie bardzo jest się do czego przyczepić, więc nie ma z czego "urywać oceny". Celem książki jest zapewnienie solidnego treningu (do poziomu 2200), w czym na pewno może pomóc ta książka. Do tego mamy ładnie podane rozwiązania na końcu (notacja międzynarodowa - czyli małe figurki jako czcionka), więc jak dla mnie to wszystko gra.

Można przy okazji przypomnieć, iż na każdej stronie jest nagłówek, który mówi nam jedynie o tym na jakim poziomie jesteśmy obecnie. Podobnie jak wstęp jest on podany w 4 językach: angielski, niemiecki, rosyjski oraz hiszpański. Być może gracze komputerowi byliby w swoim żywiole, wiedząc że wbili kolejny poziom ;).

Szczerze mówiąc nie udało mi się jak dotąd przerobić całej książki (tak, te zadania wymagają myślenia, a nie tylko patrzenia), więc moja opinia z pewnością będzie znacznie mniej obiektywna.

Na koniec pojawia się klasyczne pytanie: dla kogo można polecić tę książkę? Myślę, że spokojnie dla każdego zawodnika z drugą kategorią (poziom 1800) lub tych, którzy mają lub zdobyli pierwszą kategorię, ale nadal czują, że mają problemy z poprawnym i szybkim znajdowaniem uderzeń taktycznych. Dzięki tej książce można ten element szachowego mistrzostwa dość mocno poprawić.

Dobrze jest także zwrócić uwagę na to, że blisko 1200 zadań wymaga pewnego nakładu czasu i wykonania solidnej pracy. Czuję, że przy systematycznym treningu powinno wystarczyć około pół roku, zakładając rozwiązywanie codziennie po 6-9 zdań. Nie ma co się jednak spieszyć, bo książka (zwłaszcza na tym poziomie) wymaga nie tyle rozwiązania ile zrozumienia. Niezbędne jest zapisywanie nie tylko wszystkich rozpatrywanych wariantów, ale przede wszystkim wniosków. Na ich podstawie będzie można budować zrozumienie pozycji i szybko odnajdować słabości w pozycji przeciwnika. W dobie dzisiejszych technologii (i skrócenia czasu do namysłu) trzeba bowiem mieć sprawny taktyczny wzrok, aby energię umysłową poświęcać na bardziej istotne elementy. Mam nadzieję, że to jednak oczywiste.

Myślę, że to na tyle - pewne absolutne minimum tego co należy wiedzieć o podręczniku (dwóch tomach) szachowych kombinacji. Pora bowiem na przyjrzenie się innym pozycjom, które już bardzo długo oczekują na swoją kolej...

sobota, 8 września 2018

Taktyka szachowa totalnie odlotowa: właśnie to chciałem wiedzieć (21)

Udało nam się uporać z serią zadań Kostrowa i Bielawskiego, więc teraz możemy zagłębić się w twórczość kolejnego trenera szachowego, który całe swoje życie poświęcił nauczaniu szachów... i przy okazji mimochodem opublikował ciekawe zbiory zadań dotyczące kombinacji (taktyki). Chodzi o taką wybitną postać jaką niewątpliwie jest Sergiej Iwaszczenko. Myślę, że dobrze będzie zerknąć na to co takiego udało mu się opublikować, że już od ponad 20 lat jego nazwisko jest stale wymieniane jeśli jest mowa o zbiorach zadań z kombinacjami (dziś określone byłoby to jako "na topie" albo "wiecznie żywy").

Pora na krótką recenzję i wspomnienie najstarszej pozycji, która rozpoczęła moją przygodę z szachami jeśli chodzi o pierwszy zbiór zadań szachowych. Mianowicie chodzi o "Podręcznik szachowych kombinacji", lepiej znany jako zwany "The Manual of Chess Combinations". Autorem jest Sergiej Iwaszczenko, który poświęcił całe życie na dzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniem w zakresie sztuki szachowej. Książka ta jest oparta na 25-letnim doświadczeniu w pracy szkoleniowej początkujących szachistów.

Nieśmiertelna klasyka: The Manual of Chess Combinations - Chess School 1a+1b (dwie części)
Autorem obu części jest Sergiej Iwaszczenko

Podręcznik szachowych kombinacji początkowo (to znaczy w pierwszym wydaniu) został wydany jako jeden wolumin. Od pewnego czasu jest dostępny jako dwie osobne części, które stanowią całość. W jednym tomie było zawartych 1320 zadań, a w obecnym wydaniu jest dokładnie 1300 (nawet jeśli we wstępie podawane jest 1320 - jak widać nikt nie zdążył tego poprawić). Zerknijmy do środka i zobaczymy czego możemy spodziewać się po tej pozycji.

Część pierwsza zawiera 719 kombinacji (142 strony), zaś jej kontynuacja to pozostałe 580 zadań (112 stron). Pierwsza część zawiera trzy poziomy (trudności) i powinna być dobra dla zawodników poziomu 1000-1200, natomiast druga (kolejne dwa poziomy) dla graczy 1200-1400. Można oszacować, że po przerobieniu wszystkich zadań zawodnik będzie na poziomie rozwiązywania taktyki określanej jako mniej więcej solidna czwarta (lub słabsza trzecia) kategoria.

Zadania są przeznaczone dla dzieci i początkujących. Zostały posegregowane według stopnia trudności, więc w przypadku nowicjuszy najlepiej będzie rozwiązywać po kolei, tak aby czuć jak poprzeczka stale się podnosi. Autor zaleca, aby na jednej lekcji rozwiązywać od 6 do 30 zadań. Myślę, że z pewnością jest to zależne od poziomu dziecka oraz tego jak długo jest w stanie skupić uwagę i rozwiązywać tego typu zadania.

Omówimy teraz pokrótce zawartość obu tomów. Dzięki temu będzie można zorientować się jakiego typu zadania znajdują się w tych mądrych księgach.

Część 1 (zadania 1-120): mat w jednym ruchu wraz z podpowiedzią jaka bierka matuje (60 zadań). Kolejne 60 zadań jest tym samym tematem, ale już nie ma podpowiedzi.

Część 2 (zadania 121-419): Jeszcze 30 zadań na mata w 1 ruchu, a następnie 90 zadań na wygrywanie każdej z figur (wieża, goniec, skoczek, hetman). Dalej mamy jeszcze 30 łamigłówek na przejście do remisowej pozycji (wymuszenie pata albo wiecznego szacha albo teoretycznej pozycji której nie można wygrać). Kolejne 30 pozycji to ćwiczenia na temat dawania mata za pomocą wykorzystania podwójnego szacha, a na dokładkę 72 pozycje z poświęceniem hetmana - w obu wypadkach w zamian za mata w dwóch ruchach. A na koniec poprawka z tego samego tematu, ale z wykorzystaniem poświęcenia innych figur.

Część 3 (zadania 420-719): Tutaj zaczynamy od tematu "mat w 2 ruchach, matuje hetman" (48 zadań), potem kolej na wieżę (36), skoczka (30), gońca (24) i piona (12). W tym miejscu kończy się zabawa. Od zadania oznaczonego jako 570 już trzeba zacząć myśleć - jak wygrać wieżę (18), skoczka (24), gońca (30) i hetmana (78). No i na tym kończy się pierwszy wolumin.

Część 4 (zadania 720-1017): Zaczynamy drugi wolumin i oczywiście trzeba utrwalić wygrywanie najsilniejszej figury, czyli hetmana (78), następnie wieży (42), kolejno gońca (42) i skoczka (30). Dzięki temu nasz szachowy wzrok ulegnie znacznej poprawie. W trudnych pozycjach dobrze jest jednak ratować się remisem, a więc również ten motyw warto przećwiczyć - mamy na to dodatkowych 30 pozycji. Od pozycji nr 960 zaczynają się zadania w których już trzeba solidnie pomyśleć, a nie tylko zabierać dzieciom drewno z szachownicy - mamy na to w tej części 58 pozycji (głównie z gry końcowej).

Część 5 (zadania 1018-1299): Kontynuacja poprzedniego wątku: do pozycji 1258 mamy samodzielny wybór najlepszej kontynuacji - tym razem królują pozycje z gry środkowej - bez żadnych podpowiedzi. A od tego momentu aż do końca książki mamy samo z tą różnicą, że pozycje pochodzą z ostatniej fazy gry (końcówki). Ostatni numer zadania to 1299. Potem możemy znaleźć już tylko odpowiedzi do zadań.

Pora na podsumowanie i ocenę tego zbioru zadań (składającego się z dwóch woluminów).

Wiadomo, że każda książka ma swoje plusy i minusy. Dobrym pomysłem będzie krótkie przyjrzenie się tym dwóm elementom.

Na plus na pewno trzeba zaliczyć dobór zadań oraz stopniowanie skali trudności. Poza tym 6 dużych diagramów na stronie pozwala na spokojne rozwiązywanie zadań z książki. Obecne wydania (rok 2007 i 2010 dla obu części) mają dobrej jakości papier oraz oprawę, więc mamy gwarancję, że te książki mogą bez trudu przetrwać intensywne użytkowanie. Minusem z pewnością będzie to, że bardzo niewielka część zadań może być znacznie wzmocniona. Przykładowo w zadaniu nr 838 trzeba wygrać wieżę, gdy można łatwo dać mata w 2 ruchach. Następnie w zadaniu nr 929 jest "wygraj skoczka", a powinno być umieszczone w temacie remisu. I jeszcze zadanie nr 1240: rozwiązanie podaje, że po 1.Bf4 Qh5 2.Qc4+- (wygrana), ale okazuje się, że prosty ruch pionem (2... g5!) powstrzymuje od mata. Gdyby ktoś odpalił silnik (lub samodzielnie poszukał lepszej kontynuacji), to szybko przekona się, że można znaleźć forsownego mata w 4 ruchach. Oto ten wariant: 1.Bxe7+ Rxe7 (Kg7 2.Bf8+ Kh8 3.Qg7#) 2.Rd8+ Ne8 (Re8 3.Qf7#; Kg7 Qxe7+ +-) 3.Rxe8+ Kxe8 (Rxe8 4.Qf7#) 4.Qc8#. Takie właśnie kwiatki sprawiają, że ta książka wymaga dopracowania. Dodam, że gdyby nie podane dodatkowe (poboczne) rozwiązania w odpowiedziach, to ocena końcowa byłaby jeszcze niższa. A tak myślę, że można tej pozycji (jako całości) wystawić ocenę dobrą (4), a dla malkontentów ciut niższą (4-). Można także podkreślić, że na każdej stronie jest nagłówek, który podpowiada nam jaki jest cel danego zadania (a dokładniej tych 6 diagramów na każdej stronie). Podobnie jak wstęp jest on podany w 4 językach: angielski, niemiecki, rosyjski oraz hiszpański.

Na koniec małe wspomnienie (nostalgia?!) na temat tego zbioru zadań. Mianowicie jest to mój pierwszy zbiór zadań szachowych jaki zakupiłem oraz zacząłem przerabiać jako pierwszy. Było to w zamierzchłych czasach, bo w poprzednim wieku - a dokładnie w roku 1998. Od tego czasu minęło już dobre 20 lat, a ja wciąż mam sentyment do tej książki. Dlaczego? Otóż niektóre z tych pozycji tak mnie wciągały, że poszukiwałem obaleń i jak już znalazłem, to rozpracowywałem je aż do mata (o ile to było możliwe rzecz jasna).

Można powiedzieć, że przez ten czas wiele się zmieniło, ale ten zbiór pomimo upływu wielu lat pozostaje w klasyce książek do nauki sztuki szachowej (zwłaszcza dla początkujących adeptów królewskiej gry). W dawnych czasach nie było ani Internetu ani dostępu do komputerów wraz z całym dzisiejszym dobrodziejstwem takim jak miliony partii mistrzowskich, bazy debiutowe, silniki szachowe, tablice końcówek czy programy analityczno-szkoleniowe. Stąd niezbędna była znajomość języka rosyjskiego jako, że to był jedyny realny sposób, aby czytywać na temat szachów - czyli inaczej mówiąc mieć dostęp do książek szachowych. Jeśli chodzi o książki angielskie to były praktycznie niedostępne (niesamowicie drogie), natomiast polskich było raptem kilkanaście (głównie z lat 70-80-tych takich autorów jak chociaż Stefan Czarnecki).

Z uwagi na te warunki (a raczej ograniczenia) miałem okazję długo męczyć ten zbiór zadań. Miałem bowiem wystarczająco dużą liczbę zadań, aby przez kilkadziesiąt miesięcy rozwiązywać oraz analizować (poszukiwać obaleń) wszystkie ciekawe zadania. W pewnym momencie zacząłem uczyć się (na pamięć) rozwiązań z tego zbioru... poprzez wielokrotne powtarzanie tych łamigłówek. Rekordem było osiągnięcie przeze mnie granicy 20 minut na rozwiązanie 1300 zadań (20 ostatnich zadań odpuszczałem, ponieważ zawierały długie warianty jako odpowiedzi).

A jak jest obecnie? Dzisiaj to samo można robić na tablecie lub smartfonie (jest wersja elektroniczna dostępna obu tych woluminów). Dawniej nie było mowy o wersji elektronicznej (smartfonów jeszcze nie wymyślono), więc kartkowałem poszczególne strony z zadaniami... i cieszyłem się z każdej "urwanej minuty". Współcześnie mamy na wyciągnięcie smartfona serwery taktyczne na których mamy dostęp do kilkudziesięciu tysięcy różnych zadań. Oczywiście możemy sobie dowolnie filtrować i wybierać poszczególne motywy czy ustawiać zadania na różnych poziomach.

Gdzie te czasy w których czytało i studiowało się książki szachowe?! Ktoś pamięta? Czy tylko ja jestem takim dinozaurem szachowym? A może po prostu ten świat szachowy w ciągu ostatnich 20 lat tak niesamowicie przyspieszył... a ja zostałem mocno w tyle?

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Taktyka szachowa totalnie odlotowa: właśnie to chciałem wiedzieć (20)

Czasami amatorzy szachowi poszukują książek, które są nie tyle zbiorem zadań, ile podają krótki opis poszczególnych tematów, a dodatkowo zawierają zarówno zadania do sprawdzenia jak i test końcowy. Czy łatwo znaleźć taką książkę? Zobaczmy.

 Okładki (wydanie starsze i nowe) książki Popowa i Manajenkow - 30 lekcji szachowej taktyki

Książką, która spełnia powyżej określone oczekiwania to rosyjska pozycja dwóch autorów: Popowa i Manajenkow - 30 lekcji szachowej taktyki. Wygląda na dość niewielką, ale pomimo tego zawiera 176 stron na których znajdziemy 420 zadań. Jest to dość stara rosyjska pozycja, ponieważ wydana w 2001 roku. Tak czy inaczej uważam, że jest warta zaprezentowania. Mam nadzieję, że niebawem okaże się dlaczego.

Ta pozycja służy do podwyższenia i rozwoju kombinacyjnego widzenia młodych szachistów. Co znajdziemy w środku? Otóż jest to 30 lekcji szachowej taktyki, które pozwolą nam na oswojenie się z charakterystycznymi przykładami i motywami gry kombinacyjnej. Celem jest przyswojenie podstaw w jak najkrótszym czasie. Opisywane tematy w formie lekcji z przykładami do samodzielnego rozwiązania mają za zadanie pomóc w realizacji tego celu. Jak zaznaczono na wstępie pozycja może być wykorzystana do samodzielnej pracy nad rozwojem kombinacyjnego widzenia jak też do pomocy w przygotowaniu szachistów poziomu 3-1 kategorii.

Jaka jest struktura książki? Otóż na początku krótki wstęp, następnie 30 rozdziałów w których jest prezentowana jedna lekcja, kolejno test taktyki, biografie mistrzów świata, odpowiedzi i spis wykorzystanej literatury. I to wszystko na 176 stronach dość gęsto upakowanych.

Co ciekawego zawierają wielokrotnie wspominane lekcje? Z uwagi na to, że jest ich aż 30, więc zostały opisane wszystkie taktyczne motywy. W każdej lekcji jest krótki opis teorii wraz z 3-4 diagramami na których pokazane jest jak dany motyw działa w praktyce. Najczęściej pokazane są pozycje z partii dwóch zawodników, ale czasami również seria ruchów od początkowej pozycji. Są również przedstawione pozycje szkoleniowe, tak aby jak najprościej wyjaśnić dany temat. Wszystkie lekcje kończą się na 125 stronie. Po każdej z nich mamy 12 przykładów do rozwiązania, zatem w sumie 360 zadań.

Kolejna część tej książki to sprawdzian w których mamy 60 testowych pozycji, które przetestują nasze zrozumienie tematów. Autorzy piszą, że poprawne przerobienie 80% zadań pozwala na to, aby poprosić trenera o wpisanie trzeciej kategorii. I z uwagi na to, że książka jest głównie adresowana do dzieci, więc autorzy wspominają o tym, że nie jest konieczne zrobienie wszystkich zadań w ciągu jednego dnia. Celem jest wytrwałość, samodzielność i systematyczność. Przy okazji do odpowiedzi wolno zaglądać tylko wtedy, gdy nie będziemy w stanie w żaden sposób samodzielnie dojść do poprawnego rozwiązania.

Pozostaje jeszcze ostatnia część książki w skład której wchodzą: biografie mistrzów świata, odpowiedzi oraz bibliografia wykorzystana w pracy. Każdemu mistrzowi świata poświęcono jedną stronę (wraz ze zdjęciem i okresem panowania na tronie szachowym), więc w sumie mamy 16 stron, począwszy od Wilhelma Steinitza, a kończąc na Władimirze Kramniku. Następnie możemy zobaczyć kilkanaście stron odpowiedzi do zadań po każdej lekcji jak i testowego sprawdzianu. Niektóre odpowiedzi w przypadku łatwych zadań są krótkie, lecz moim zdaniem zupełnie wystarczające. Podoba mi się również krótki opis słowny, który z pewnością pomoże samoukom. Co do bibliografii to widać odpowiednio dobrane pozycje takich autorów jak Goleniszczew, Iwaszczenko, Nejsztadt czy Awerbachi i Bejlin.

Najwyższa pora na krótkie podsumowanie.

Uważam, że ta pozycja zasługuje na wyróżnienie. Jest w niej 30 lekcji szachowej taktyki, są opisywane wszystkie motywy, a do tego mamy również kilkanaście zadań do kazej lekcji. Do tego jest test końcowy i wszystkie odpowiedzi jak też dobrze wyjaśnione tematy związane z taktycznymi sztuczkami. Czego chcieć więcej? Jedyne co bym oczekiwał (i poprawił w nowym wydaniu) to lepszej jakości diagramy oraz biografie niektórych mistrzów świata. Biorąc jednak pod uwagę to, że ta książka została wydana 17 lat temu, to raczej trudno oczekiwać, aby wszystko było perfekcyjnie dobrane. Tak czy inaczej diagramy są czytelne chociaż dla mnie wyglądają wyjątkowo topornie (jak za czasów lat 90-tych, gdy królowały domowe komputery Atari czy Commodore).

Dla kogo jest przeznaczona ta pozycja? Myślę, że najwięcej skorzystają z niej zawodnicy poziomu 1400-1600 (poziom czwartej i trzeciej kategorii). Myślę, że zawodnicy z drugą kategorią powinni już znać zdecydowaną większość tematów, więc niewiele się z niej nauczą (chyba, że chodzi o powtórzenie i sprawdzenie tego co już umieją). Książkę najlepiej przerabiać w tempie 1-2 tematów dziennie. W ten sposób można będzie nie tylko dobrze przyswoić kolejne zagadnienia, ale i będzie okazja rozwiązywania zadań po każdej lekcji. Przestudiowanie całej książki wraz ze wszystkimi zadaniami wymaga około 30-40 godzin pracy.

Zadania z książki można świetnie wykorzystać jako przykładowy zbiór zadań dla sprawdzenia zawodników trzeciej (i słabszej drugiej) kategorii. Dzięki temu można zorientować się na ile nasi uczniowie potrafią rozpoznawać motywy taktyczne i jaki procent poprawnych odpowiedzi są w stanie uzyskać.

No i na koniec ocena końcowa, która bywa dla niektórych istotna. Myślę, że w tym wypadku śmiało mogę postawić 5+. Do pełni szczęścia nie tylko konieczna byłaby zamiana diagramów, ale również drobne poprawki (literówki) i dodatkowe warianty, które czasami zostały pominięte. Chodzi głównie o niewielkie błędy w stylu "będzie mat w 1 ruchu" (a jest w dwóch) lub "grozi mat Sc7" (a grozi zarówno Sc7 jak i Sd6). Nie wpływają one istotnie na zrozumienie treści, ale jednak są powodem braku  perfekcyjnej oceny z mojej strony. Podkreślę wyraźnie, że dobór zagadnień oraz pozycji jak też sposób tłumaczenia całości jest na tyle wysoki, że stąd moja pozornie bardzo wysoka ocena.

EDIT: Jest dostępna nowa wersja książki wydana w 2018 roku, w której (o ile dobrze zrozumiałem z opisu) są zawarte dwie części w jednym woluminie. W sumie 240 stron, więc podejrzewam, że na pierwszych 60 stronach zostały przedstawione podstawy gry w szachy, natomiast w drugiej jest nasza starsza wersja książki (podstawy szachowej taktyki).

sobota, 11 sierpnia 2018

W 1000 dni do poziomu 2000: część 27 - czy taktyka i brak pogrywania daje okazje do poziomu utrzymania

Tytuł trochę nietypowy, ale i przy okazji artykuł będzie odrobinę odlotowy!

W lipcu 2017 roku popełniłem artykuł: W 1000 dni do poziomu 2000: część 24 - testy i weryfikacja teorii... oraz sceptycy i ich drobne zdziwienie. Opisałem w nim moją drogę do pierwszej normy (w żargonie szachowym zwanego "plusem") na pierwszą kategorię szachową. Wówczas trochę grywałem na FICS (w realu praktycznie wcale), więc można powiedzieć, że co nieco ogrania miałem. Na ile dużo? Na tyle, aby wystarczyło do wygrania grupy do rankingu 1800 (gracze do poziomu 2 kategorii)... i to z wynikiem 100% (9/9). Ranking uzyskany wyszedł dość mocny, bo aż 2100. Oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni, a co dopiero gdy przyjrzymy się poziomowi moich przeciwników. Średni ranking moich sparring partnerów wyniósł wówczas 1740.

Wiele osób zastanawiało się co by się stało, gdybym zagrał z silniejszymi zawodnikami? Czy byłbym w stanie uzyskać chociaż 66% możliwych do zdobycia punktów? A co z rankingiem uzyskanym? Czy byłby na poziomie chociaż 2000?

Postanowiłem zatem sprawdzić tę hipotezę. Warunki były nieco inne, ponieważ praktycznie wcale nie tylko nie trenowałem w znaczeniu rozgrywania partii, ale i żadnych książek nie brałem do ręki. Wyjątkiem było dokończenie kilkudziesięciu stron siódmego tomu Sławina (wyłącznie zadania taktyczne)... a i to tylko zaledwie 1,5 miesiąca przez rozpoczęciem turnieju. Nie liczę rozegrania kilkudziesięciu blitzów i kilkunastu partii szybkich (na FICS). W skali roku to jak kropla w morzu.

Tempo rozgrywanych partii była dość ciekawe: 90 minut na 40 posunięć oraz dodatkowe 15 minut na dokończenie partii. A do tego od samego początku do końca partii 30 sekund za każdy wykonany ruch (a dokładniej przełączenie zegara). Tak więc była okazja nieco pomyśleć i nie było trzeba się bardzo spieszyć. Dobrze jednak mieć w głowie sporo wiedzy, aby proces myślenia i podejmowania decyzji był maksymalnie efektywny, prawda?

Granie w warunkach w których człowiek nie miał okazji przygotować się do zawodów (jakby nie było szachy to podobno sportowa rozgrywka) przypomina mi podejście do egzaminu (maturalnego lub na studiach)... z nadzieją, że albo się uda albo się nie uda!

Najbardziej interesowało mnie to jak bardzo odbije się na mojej sile gry brak grania i ćwiczeń przez blisko rok. Wszak zawodnicy aktywni z rozpędu czują grę, a po takiej przerwie jak moja - dojście do czucia gry wymaga dużego wysiłku. Tak czy inaczej zaryzykowałem i sprawdziłem co moje nabite maksymalnie 2100 (w lipcu 2017) będzie warte w sierpniu 2018.

Jak wyglądali moi przeciwnicy? Otóż grałem z jedną dziewczynką z drugą kategorią (1600), z czterema graczami poziomu męskiej drugiej kategorii (1800), jedną dwójką z plusem (1900) i z trzema męskimi jedynkami (2000). Myślę, że różnica w stosunku do siły przeciwników z poprzedniego roku jest widoczna gołym okiem. Jeśli dobrze policzyłem, to średni ranking będzie następujący: 16700 : 9 = 1855. Od razu widać, że o 115 oczek wyższy niż poprzednio.

Zatem jaki wynik uda się uzyskać? Czy przynajmniej 50% będzie realne do osiągnięcia? Pamiętajmy, że na ten turniej pojechałem bez ogrania, bez przygotowania... i w głównym celu... miasta zwiedzania! Brzmi absurdalnie, ale niestety bardzo realnie.

Okazało się, że tragedii nie było i z 9 rund uzyskałem aż 6 punktów! Co to znaczy? Otóż wynik 6 punktów z 9 partii i ranking osiągnięty 1980, to stanowczo zbyt dużo jak na moje oczekiwania. Podejrzewałem, że będę stanie z bólem wycisnąć 5 punktów i ranking nie wyższy niż 1900. A tu się okazało, że do ostatniej normy (plusa) na pierwszą kategorię zabrakło zaledwie 20 oczek! Tak czy inaczej dla mnie aż 20, ponieważ to był raczej spontaniczny test związany z tym, aby sprawdzić co się stanie po roku szachowego zastoju.


W zasadzie tylko jedną partię przegrałem kompletnie bez walki. Była to partia przeciwko zawodnikowi z męską jedynką i z uwagi na bardzo rzadkie starty w turniejach (w realu)... mój umysł już odmówił posłuszeństwa. Partię na szczęście szybko przegrałem, więc miałem okazję do zregenerowania sił. Dodam, że w ciągu 6 dni trwania turnieju połowa dni była przeznaczona na rozgrywanie po 2 partie dziennie, a reszta po jednej (początek, środek i koniec). Dla mnie bardzo fajny format rozgrywek, poza drobnym szczegółem... czyli brakiem ogrania turniejowego.

Wnioski, które wyciągnąłem z tego eksperymentu szachowego można streścić w kilku punktach:
1. Jeśli zależy ci na dobrym wyniku, to przygotuj się na turniej. Im solidniej się przygotujesz, tym lepszego wyniku możesz się spodziewać.
2. Dobrze jest ograć się nieco w dłuższych partiach, tak aby jak najwierniej odzwierciedlić wysiłek umysłowy, który będzie występował w partiach na żywo.
3. Jeśli przegrasz partię to nie musisz katować i obwiniać siebie za to. Po prostu potraktuj to jako lekcję w której masz okazję zobaczyć co nie działa tak jak powinno.
4. Nie przejmuj się wynikiem, tylko staraj się zagrać najlepiej jak potrafisz. Pokaż pełnię swoich umiejętności, a wynik schowaj do kieszeni.
5. Wpisuj partie do bazy szachowej (do notatnika), tak aby na gorąco mieć już to za sobą. Warto pamiętać, że programy szachowe pozwalają to zrobić dość łatwo i szybko, a przy okazji można wyłapać wszelkie błędy w zapisie.
6. Krótko i na spokojnie przeanalizuj każdą rozegraną partię. Na poważną analizę będzie czas po turnieju. Tutaj ważne jest tylko to, aby wyłapać kluczowe momenty, aby zredukować napięcie i przy okazji nie popełnić błędu tego samego typu w kolejnej partii.
7. Postaraj się podzielić swoimi wrażeniami i emocjami z osobą, która cię wspiera (rozumie) i do której masz zaufanie. Nie zawsze musi to być szachista - najważniejsze, abyś czuł, że masz wsparcie i bez względu na wynik masz prawo być człowiekiem (a jak wiadomo to istota omylna).

Podsumowując: do osiągnięcia ostatniej normy (plusa) na pierwszą kategorię nie jest już daleko. Ważne, aby potrenować solidnie i znacznie wcześniej przygotować się do turnieju (nie na ostatnią chwilę). Warto również rozgrywać jak najwięcej dłuższych partii (co najmniej 30 minut na zawodnika), a dodatkowo z różnymi i wymagającymi przeciwnikami. Nie ma większego znaczenia czy będą to rozgrywki na żywo czy przez Internet. Jeśli w obu przypadkach poziom zaangażowania i podejścia będzie odpowiedni, wówczas różnica nie będzie tak duża jak się wielu osobom wydaje.

Jeśli zależy ci na rozwoju szachowym i podnoszeniu poziomu gry oraz zrozumienia szachów, to nie koncentruj się na rankingach, tylko na tym jak poważnie podchodzisz do partii i treningu. Czasami strata kilkunastu oczek może dać znacznie większą motywację do pracy nad szachami niż uzyskanie 100% wyniku. Szachy są o tyle oryginalną grą, że w dłuższym okresie będzie jasno widoczne to na ile odpowiednio i poważnie podchodzimy do tej królewskiej gry. Dobrze jest również zrozumieć, że bez znajomości strategii przebicie poziomu pierwszej kategorii będzie praktycznie niemożliwe. Sama mocna taktyka i dobre debiuty wystarczają zwykle do osiągnięcia drugiej kategorii, ale jedynka powinna już umieć nie tylko liczyć (warianty), ale i myśleć (planowanie).

Przy okazji dziękuję koledze Arturowi za informację o turnieju i zachęcenie do uczestnictwa w tym wydarzeniu. Dzięki temu nie tylko zwiedziłem miasto w którym jeszcze nie byłem, ale i przy okazji mogłem podziwiać młodych adeptów sztuki szachowej z którymi miałem poważne trudności na szachownicy. Do następnego skrzyżowania pionków na desce!

sobota, 21 lipca 2018

Taktyka szachowa totalnie odlotowa: właśnie to chciałem wiedzieć (19)

Po krótkiej przerwie możemy dokończyć niedokończoną serię świetnych zbiorów zadań. Uważam, iż są tak ciekawą propozycją, że aż żal byłoby ich nie dokończyć. Na marginesie warto pamiętać, że na tym blogu jest kilkaset innych artykułów, więc nawet jeśli tylko co piąty (20% z nich) okaże się ciekawy, wówczas do przeczytania będzie ich blisko 80. A to już lektura na co najmniej 2-3 miesiące. Tyle tytułem dygresji, więc szybko wracamy do tematu naszej recenzji.

Kostrow i Bielawski opublikowali dość ciekawe zbiory zadań, które są przeznaczone dla szachistów 2 i 1 kategorii. Jest to seria nazwana "2000 szachowych zadań dla graczy turniejowych" (dosłownie: "dla graczy z kategoriami szachowymi"). Od razu warto zaznaczyć, że nie zostało opublikowanych tytułowe 2000 zadań w każdym zbiorze, lecz łącznie we wszystkich czterech (a dokładniej: w każdym z nich znajdziemy po 504 zadania do rozwiązywania).

Czwarta część poświęcona końcówkom jest ostatnią z tej serii, więc przyjrzyjmy jej się szczególnie uważnie.

Zbiór zadań "2000 szachowych zadań dla graczy turniejowych: szachowe końcówki - cz.4
 
We wstępie autorzy piszą w takim mniej więcej stylu: "Jeśli przeciwnicy są równi względem siły gry i nie popełniają poważnych błędów, to partia niemal zawsze dochodzi do końcówki. Tutaj wygrana znacznie częściej jest udziałem zawodnika sprytniejszego i o większej wiedzy w tej fazie gry. Zwykle młodzi zawodnicy panicznie boją się końcówek, będąc pewnymi, że obowiązkowo je przegrają. Do tego postrzegają tę część partii jako nudną i pozbawioną fajerwerków na szachownicy".

Autorzy wyszli naprzeciw temu problemowi i bardzo chcą pomóc młodemu szachiście. Zebrali w tym zbiorze zadań głównie typowe pozycje, które trzeba znać jak tabliczkę mnożenia. A przy okazji, żeby nie było nudno, to postanowił dołożyć interesujące przykłady z partii mistrzów i niewiarygodne etiudy sławnych szachowych kompozytorów.

Bardzo trudno jest odnosić sukcesy w szachach nie umiejąc dobrze rozgrywać końcówek. Wielki geniusz szachów Jose Capablanka przypomina, że jest to nieodzowny warunek praktycznych sukcesów. Z kolei dziadek rosyjskich szachów Aleksander Pietrow uważa, że umieć grać końcówkę, to znaczy umieć grać w szachy.

Zerknijmy zatem do środka i zobaczmy co możemy odnaleźć w ostatniej części serii.

W książeczce znajdziemy 504 zadania podzielone standardowo na 3 stopnie trudności: kadet (1700-1800), oficer (1800-1900) oraz król (1900-2100). I mamy zadania podzielone na następujące kategorie:
- pionkówki - 96 przykładów, w tym 20 na poziom kadeta, 58 oficerskie i 18 królewskie
- wieżówki - 108 przykładów, w tym 30 na poziom kadeta, 54 oficerskie i 24 królewskie
- gońcówki - 96 przykładów, w tym 22 na poziom kadeta, 42 oficerskie i 32 królewskie
- hetmańskie - 48 przykładów, w tym 12 na poziom kadeta, 26 oficerskie i 10 królewskie
- skoczkowe - 72 przykładów, w tym 22 na poziom kadeta, 36 oficerskie i 14 królewskie
- przejścia do końcówek - 84 przykładów, w tym 24 na poziom kadeta, 44 oficerskie i 16 królewskie

Oznaczenia są bardzo proste i jednocześnie zrozumiałe: pionem są oznaczone zadania dla 2 kategorii, gońcem - dla słabszej 1 kategorii, a królem - dla 1 kategorii i słabego kandydata na mistrza. Jak widać jest tych motywów dość dużo, ale w końcu z czegoś ta siła taktyczna musi się brać, prawda? W sumie mamy tylko 504 przykłady, aby dobrze zrozumieć najważniejsze typy końcówek i mieć pojęcie o ich prawidłowym rozgrywaniu. Niektórzy uważają, że to dużo, ale przecież siła i zrozumienie szachów nie bierze się z powietrza, tylko z wytrwałego treningu i stałego powiększania naszego poziomu, zgadza się?

Całość zawarta jest na 92 stronach (wydana w roku 2002) w sumie dostajemy 504 zadania. Wstęp został zaprezentowany w 3 językach: angielskim, rosyjskim i niemieckim - tak samo jak nagłówki wszystkich motywów na każdej ze stron. W rozwiązaniach mamy uniwersalne figurki szachowe, więc każdy bez problemu będzie mógł sprawdzić swoje rozwiązanie z proponowanym przez autora. Na każdej ze stron mamy po 6 diagramów, a pod nimi wyznaczone miejsce na zapisanie odpowiedzi (jedna linijka).

Diagramy są czytelne, obok nich numery zadań i figurki piona, gońca lub króla, które przypominają o tym dla kogo są przeznaczone konkretne zadania. W tym miejscu warto pochwalić autorów za bardzo efektywny system oznaczeń dzięki któremu nie trzeba zastanawiać się kto zaczyna i jak trudne jest dane zadanie.

Skala trudności zadań jest identyczna jak w poprzedniej części. Na pierwszy ogień warto rozwiązać wszystkie oznaczone symbolem piona (1700-1800). Jest ich zaledwie 130 (20+30+22+12+22+24), więc to kwestia 3-4 godzin efektywnej pracy. Kolejne to już oficerskie (1800-1900), których mamy aż 260 (58+54+42+26+36+44). Tutaj warto już zwolnić tempo i sprawdzać czy na pewno nie pomijamy ważnych odpowiedzi przeciwnika. Na deser natomiast warto zająć się królewskimi (1900-2100). Pomimo, że jest ich zaledwie 114 (18+24+32+10+14+16), to gwarantuję, iż każdy zawodnik, który nie ma siły co najmniej pierwszej kategorii - solidnie się zmęczy przy ich rozwiązywaniu.

Rozwiązywanie tego typu zadań jest nie tylko dobrą okazją do podwyższenia poziomu taktyki, ale także daje dobre poczucie tego w jakiego rodzajach pozycji może kryć się pozornie proste rozwiązanie. Zadania są dobrze dobrane, bo można bez problemu wyżyć się w praktycznie każdym rodzaju końcówek. A jeśli dodamy do tego, że jest ich w tym tomie aż 6, to z pewnością nasze zrozumienie i arsenał taktycznych sztuczek w końcówce będzie jeszcze bardziej pełny. Można zatem powiedzieć, że obecny stan dodaje przysłowiową kropkę nad i - czy jak kto woli  dopełnia wszystkie niezbędne poprzednie elementy sztuki szachowej, które każdy szanujący się szachista poziomu co najmniej pierwszej kategorii... znać po prostu powinien.

Ważnym elementem pracy nad tym zbiorem zadań jest sprawdzanie alternatywnych rozwiązań (wariantów lub planów). Dlaczego? Otóż dzięki temu możemy zobaczyć czy są inne drogi prowadzące do zachowania lub zrealizowania przewagi czy też nie ma innej opcji osiągnięcia celu. Często będziemy doświadczać tego, że pomimo pozornej prostoty wiele dróg jest złudnych, więc na poziomie zadań królewskich (poziom 1900-2100) będzie to szczególnie widoczne oraz niekiedy także bolesne.

Dla kogo przeznaczony jest ten zbiór zadań? Według mnie dla każdego zawodnika poziomu drugiej kategorii i tych, którzy mają pierwszą kategorię, ale nie czują się zbyt pewnie w końcówkach (czyli 1800-2000, chociaż bywają i przypadki, że zawodnicy 2100 miewają poważne braki). Dzięki pracy nad tymi zadaniami będzie można nie tylko poczuć motywy taktyczne, ale również poćwiczyć wizualizację i liczenie wariantów w głowie, ponieważ wiele zadań wymaga wybiegania w przyszłość nawet na kilkanaście (pół)ruchów. W końcówce jest to szczególnie istotne, ponieważ zgubienie jednego tempa może natychmiast zaprzepaścić kilkugodzinny wysiłek przy szachownicy.

Ogólna końcowa ocena tego zbioru to solidna 4 (lub ewentualnie +4, ale to już raczej nieco naciągana ocena). Myślę, że dobrze byłoby dołożyć kilka stron, które w telegraficznym skrócie omawiałyby istotę końcówek, które mają być trenowane. Krótki wykład dotyczący tego czym jest dany rodzaj końcówki i jak należy wykorzystywać jego właściwości z pewnością dałyby lepsze zrozumienie całości. Nie wiem na ile poprawne i pełne są podane rozwiązania, ale rzut oka na wkładkę z rozwiązaniami w środku pozwala stwierdzić (przypuszczać), że ukazane boczne rozwiązania są wystarczające. Generalnie jednak nie wpływa to bardzo istotnie na całość pracy, którą wydali Kostrow i Bielawski. Gdyby jednak udało się poprawić kilka elementów, wówczas zbiór mógłby pretendować do najlepszej pozycji łatwo dostępnej na naszym szachowym rynku.

Jeśli ktoś ma ochotę to może zerknąć na poniższą stronę i zapoznać się z rosyjskim opisem każdego z nich: http://chessknigi.ru/chess-books/2000-shahmatnyh-zadach.html

Podsumowując, mogę stwierdzić, że pomimo pewnych braków (głównie chodzi o brak pełnej poprawności rozwiązań) ta seria jest zdecydowanym liderem wśród łatwo dostępnych zbiorów zadań dotyczących pełnego wachlarza taktyki wraz z końcówkami. Jak już wielokrotnie podkreślałem, moim zdaniem te zbiory zadań to jedne z nielicznych pozycji, które mogą być cenną pomocą dla zawodników, którzy chcą podwyższyć poziom taktyczny (i nadrobić braki w końcówkach) a nie bardzo wiedzą jakie zadania mają rozwiązywać. Szczególnie zawodnicy poziomu drugiej i pierwszej kategorii powinno potraktować tę serię jak niektórzy traktują "dziesięć przykazań". Zadanie jest proste: trzeba usiąść i solidnie je przerobić, aby być w stanie rozgrywać tego typu pozycje od ręki (tak jak robią to mistrzowie). Dzięki temu decyzja dotycząca przejścia do konkretnych pozycji (w tym końcówek) będzie nie tylko prawidłowa, ale również dalekosiężna. Mam nadzieję, że zawodnicy, którzy stale przegrywają w końcówkach lub nie są w stanie wygrywać pozycji z wystarczającą przewagą... być może zrozumieją, że nie ma specjalnej drogi dla królów.
 
Każdy szanujący się mistrz powinien rozwiązać dowolne zadań z tej serii w ciągu 10-30 sekund (w rzadkich przypadkach złożonych pozycji - w ciągu jednej minuty). Jeśli chcemy opanować sztukę rozgrywania końcówek, to te pozycje są absolutnym minimum, które każdy ambitny amator znać musi. Przypominam, że zostały one odpowiednio dobrane, więc mniej już się nie da. W dawnych czasach (około 30-40 lat temu) tego typu publikacje albo były niedostępne albo dopiero "budowane". Dzisiaj mamy już możliwość sprawdzenia 100% poprawności w przypadku pozycji z liczbą bierek nie przekraczającą siedmiu (w tym oba króle). Podkreślę, że dobrze jest czasami sprawdzać te pozycje (na wypadek nielicznych błędów, które mogą się sporadycznie pojawić w rozwiązaniach). Zwłaszcza, że autorzy nie za bardzo mieli możliwość dokładnego i pełnego jej sprawdzenia, gdyż pozycja ta liczy sobie już 16 lat. Wtedy nie było jeszcze tych możliwości, które obecnie do dyspozycji mają nie tylko zawodowi szachiści. Niemniej pomimo znacznego upływu czasu, jeden element na szczęście pozostał ten sam - mianowicie konieczne jest wykonanie solidnej pracy, aby odnosić sukcesy w szachach...

poniedziałek, 9 października 2017

Taktyka szachowa totalnie odlotowa: właśnie to chciałem wiedzieć (18)

Kostrow i Bielawski opublikowali dość ciekawe zbiory zadań, które są przeznaczone dla szachistów 2 i 1 kategorii. Jest to seria nazwana "2000 szachowych zadań dla graczy turniejowych" (dosłownie: "dla graczy z kategoriami szachowymi"). Od razu warto zaznaczyć, że nie zostało opublikowanych tytułowe 2000 zadań w każdym zbiorze, lecz łącznie we wszystkich czterech (a dokładniej: w każdym z nich znajdziemy po 504 zadania do rozwiązywania).

Trzecia część to trening różnych kombinacji (takich jak: blokada, zwolnienie linii, zniszczenie obrońcy, przesłona, wtrącony ruch, odkryty atak i rentgen) oraz niebawem opisywana ostatnia część serii - trening końcówek. Zanim jednak zobaczymy co jest ciekawego w ostatniej z nich... przyjrzyjmy się tej obecnej.

Zbiór zadań "2000 szachowych zadań dla graczy turniejowych: szachowe kombinacje - cz.3"

W książeczce znajdziemy 504 zadania podzielone na 3 stopnie trudności: kadet (1700-1800), oficer (1800-1900) oraz król (1900-2100). I mamy odpowiednio po 22, 35 i 15 dla motywu blokada, po 36, 54 i 18 dla zwolnienia linii,  po 24, 30, 18 dla odkrytego ataku, po 21, 57 i 30 dla przesłony, po 12, 18 i 12 dla wtrąconego ruchu oraz po 6, 18 i 6 dla rentgena, i na koniec po 24, 30 i 18 dla motywu zniszczenia obrońcy - dokładnie tyle zadań dla każdej z kategorii. Oznaczenia są bardzo proste i jednocześnie zrozumiałe: pionem są oznaczone zadania dla 2 kategorii, gońcem - dla słabszej 1 kategorii, a królem - dla 1 kategorii i słabego kandydata na mistrza. Jak widać jest tych motywów dość dużo, ale w końcu z czegoś ta siła taktyczna musi się brać, prawda?

Całość zawarta jest na 92 stronach (wydana w roku 2001) w sumie dostajemy 504 zadania. Wstęp został zaprezentowany w 3 językach: angielskim, rosyjskim i niemieckim - tak samo jak nagłówki wszystkich motywów na każdej ze stron. W rozwiązaniach mamy uniwersalne figurki szachowe, więc każdy bez problemu będzie mógł sprawdzić swoje rozwiązanie z proponowanym przez autora. Na każdej ze stron mamy po 6 diagramów, a pod nimi wyznaczone miejsce na zapisanie odpowiedzi (jedna linijka).

Diagramy są czytelne, obok nich numery zadań i figurki piona, gońca lub króla, które przypominają o tym dla kogo są przeznaczone konkretne zadania. W tym miejscu warto pochwalić autorów za bardzo efektywny system oznaczeń dzięki któremu nie trzeba zastanawiać się kto zaczyna i jak trudne jest dane zadanie.

Skala trudności zadań jest identyczna jak w poprzedniej części. Na pierwszy ogień warto rozwiązać wszystkie oznaczone symbolem piona (1700-1800). Jest ich zaledwie 145 (22+36+24+21+12+6+24), więc to kwestia 3-4 godzin efektywnej pracy. Kolejne to już oficerskie (1800-1900), których mamy aż 242 (35+54+30+57+18+18+30). Tutaj warto już zwolnić tempo i sprawdzać czy na pewno nie pomijamy ważnych odpowiedzi przeciwnika. Na deser natomiast warto zająć się królewskimi (1900-2100). Pomimo, że jest ich zaledwie 117 (15+18+18+30+12+6+18), to gwarantuję, iż każdy zawodnik, który nie ma siły co najmniej pierwszej kategorii - solidnie się zmęczy przy ich rozwiązywaniu.

Rozwiązywanie tego typu zadań jest nie tylko dobrą okazją do podwyższenia poziomu taktyki, ale także daje dobre poczucie tego w jakiego rodzajach pozycji może kryć się pozornie proste rozwiązanie. Zadania są dobrze dobrane, bo można bez problemu wyżyć się w praktycznie każdym motywie. A jeśli dodamy do tego, że jest ich w tym tomie aż 7 to z pewnością nasz arsenał taktycznych sztuczek będzie jeszcze bardziej pełny. Dodam na marginesie, że w czwartym tomie nie będzie już podziału na motywy, lecz ujrzymy podział na różne typy końcówek. Można zatem powiedzieć, że obecny tom dopełnia wszystkie niezbędne motywy szachowe, które każdy szanujący się szachista poziomu co najmniej pierwszej kategorii... znać po prostu powinien.

Ważnym elementem pracy nad tym zbiorem zadań jest sprawdzanie alternatywnych rozwiązań (uderzeń). Dlaczego? Otóż dzięki temu możemy zobaczyć czy są inne drogi prowadzące do zachowania lub zrealizowania przewagi czy też nie ma innej opcji osiągnięcia celu. Często będziemy doświadczać tego, że pomimo pozornej prostoty wiele dróg jest złudnych, więc na poziomie zadań królewskich (poziom 1900-2100) będzie to szczególnie widoczne oraz niekiedy także bolesne.

Dla kogo przeznaczony jest ten zbiór zadań? Według mnie dla każdego zawodnika poziomu drugiej kategorii i tych, którzy mają pierwszą kategorię, ale nie czują się zbyt pewnie w taktyce (czyli 1800-2000). Dzięki pracy nad tymi zadaniami będzie można nie tylko poczuć motywy taktyczne, ale również poćwiczyć wizualizację i liczenie wariantów w głowie, ponieważ wiele zadań wymaga wybiegania w przyszłość nawet na kilkanaście (pół)ruchów.

Ogólna końcowa ocena tego zbioru to solidna 4 (lub ewentualnie +4, ale to już raczej nieco naciągana ocena). Myślę, że dobrze byłoby dołożyć kilka stron, które w telegraficznym skrócie omawiałyby istotę motywów, które mają być trenowane. Krótki wykład dotyczący tego czym jest dany motyw i jak należy wykorzystywać jego właściwości z pewnością dałyby lepsze zrozumienie całości. Nie wiem na ile poprawne i pełne są podane rozwiązania, ale rzut oka na wkładkę z rozwiązaniami w środku pozwala stwierdzić (przypuszczać), że ukazane boczne rozwiązania są wystarczające. Generalnie jednak nie wpływa to bardzo istotnie na całość pracy, którą wydali Kostrow i Bielawski. Gdyby jednak udało się poprawić kilka elementów, wówczas zbiór mógłby pretendować do najlepszej pozycji łatwo dostępnej na naszym szachowym rynku.

W kolejnych odsłonach weźmiemy na warsztat już ostatnią część, bo moim zdaniem ta seria to jedne z nielicznych pozycji, które mogą być cenną pomocą dla zawodników, którzy chcą podwyższyć poziom taktyczny a nie bardzo wiedzą jakie zadania mają rozwiązywać. Już powoli pojawia się nostalgia, bo będzie to ostatni artykuł związany z tą serią. Niemniej cieszy jeszcze bardziej fakt, że w końcu uda się ją dokończyć (bo ciągnie się ona stanowczo zbyt długo przez co inne książki muszą cierpliwie czekać na swoją kolej)..

Jeśli ktoś ma ochotę to może zerknąć na poniższą stronę i zapoznać się z rosyjskim opisem każdego z nich: http://chessknigi.ru/chess-books/2000-shahmatnyh-zadach.html

piątek, 29 września 2017

Legendarna seria Józefa Sławina - podręczniki do treningu - od amatora do (arcy)mistrza (9)

Przyszła pora na opis tomu ósmego. Jeśli wszystkich jest części jest aż 16, wówczas możemy powiedzieć, że jesteśmy dokładnie na półmetku. W tym miejscu zaczyna się już praca nad szachami, bo "wybijanka" zakończyła się na lekturze poprzedniego tomu.

Przednia i tylna okładka fantastycznej serii książek. Józef Sławin: Podręcznik i zbiór zadań (tom 8)

Co zatem znajdziemy w tym tomie?
Przede wszystkim od tego wydania widać lepszy papier i wyraźniejszy druk. Jednak najważniejsza zmiana w porównaniu do poprzednich tomów jest taka, że od tej części zaczyna się już myślenie. Można zatem założyć, że podstawy taktyki są już na tyle dobrze opanowane, aby o nich nie wspominać.

Książka zawiera 288 stron i jest ostatnią częścią drugiego cyklu nauki. Autor przemycił ponad 300 przykładów z komentarzami oraz analizami, które dotyczą zagadnienia gry środkowej i końcowej. We wstępie Józef Sławin pisze, że trzynasty mistrz świata Garri Kasparow w jednym z wywiadów wspomniał o tym, że współczesne szachy wymagają podwyższonej dokładności we wszystkich elementach gry.

Przy okazji nasz nauczyciel stwierdza, że im więcej samodzielnej (krytycznej) pracy nad szachami, tym lepiej. Tak jak poprzednie części teoretyczne - jest on zaprojektowany jako problemowo-zadaniowy materiał do lepszego zrozumienia szachów. I chyba idealnym dopełnieniem będzie fragment cytatu Arona Nimzowitscha: "... Postarajcie się zapamiętać jak najmniej wariantów! Pozycyjne czucie powinno dać wam wyzwolenie od lawiny wariantów". I temu celowi właśnie służy ta książka.

Książka składa się ze wstępu oraz 4 rozdziałów. W telegraficznym skrócie wspomnę o tym, co w nich możemy znaleźć.

Rozdział pierwszy to główne elementy gry pozycyjnej, a w nim: otwarte linie, słabe i silne pola, forpoczty, silne i słabe gońce, dwa gońce w grze środkowej, walka przy różnopolowych gońcach, współdziałanie hetmana z lekką figurą, problem wymiany figur oraz wzmocnienie pozycji figur. Tutaj nie trzeba wiele dodawać: ukazanie solidnego zarysu elementów strategii (gry pozycyjnej) bez których nie sposób grać na wyższym poziomie.

Z kolei drugi rozdział omawia końcówki: skoczkowe, jednobarwne gońce, różnobarwne gońce, wieżówki oraz końcówki hetmańskie. Jeśli ktoś wcześniej nie analizował i nie przerabiał końcówek, to teraz ma ku temu okazję. Ostrzegam, że te pozycje trzeba przerabiać bardzo uważnie, gdyż są wymagające.

Trzecia część pracy poświęcona została planowaniu szachowych operacji. Są w niej zawarte tylko dwa paragrafy (podrozdziały): ocena pozycji i konkretny pomysł (idea) oraz budowanie planu gry. Niby niewiele, ale uważna lektura tej części otwiera kolejną klapkę w szachowym umyśle. A może raczej zakleja dziury w szachowej edukacji?

Ostatni rozdział mówi o podstawach szachowej taktyki, a w szczególności realizacji materialnej oraz pozycyjnej przewagi. Nie trzeba chyba przekonywać o wartości tego rozdziału jeśli powiem, że autor co chwila częstuje nas najciekawszymi radami Piotra Romanowskiego - w postaci krótkiej listy. To tak jakby trener zalecił uczniowi, aby zapisał najważniejsze punkty, które musi zrozumieć i stosować w określonych typach pozycji. Nic dodać, nic ująć!

Dla kogo ta książka? Moim zdaniem nikt poniżej poziomu drugiej kategorii nie powinien się za nią brać, ponieważ może się okazać, że nie zdąży zastosować wiedzy w niej zawartej. Nie tylko dlatego, że wcześniej straci materiał, ale również z uwagi na to, że przy wielu przykładach pomijane są proste uderzenia i pozycje bywają dość konkretne. Słowem - wymagają precyzyjnej gry, gdyż przestawienie jednego ruchu może spowodować, że plan zupełnie nie wypali. Z uwagi na to idealnymi odbiorcami będą zawodnicy 2-1 kategorii (1800-2000). Przy czym dla "świeżych dwójek" będzie to ciężka praca, zaś dla silnych jedynek raczej odświeżenie tego co dobrze powinni znać.

Końcowa ocena to według mnie 9/10. Do pełni szczęścia brakuje nieco lepszych diagramów (łatwiej dzięki temu można odróżniać bierki) oraz drobne poprawki przy zapisie szachowym. Generalnie książka jest moim zdaniem rewelacyjna, bo zawiera:
1. Mnóstwo bardzo dobrze dobranych przykładów.
2. Znakomite problemowe zadania.
3. Setki wniosków i opisów.
4. Plany gry oraz oceny pozycji.
5. Odpowiedzi na zadania i pytania problemowe.

Wystarczy na koniec jeszcze drobny cytat ze strony 99: "Dostateczna ilość pozycji dla treningu strategicznego widzenia (nie mylić z taktycznym!) zostanie przedstawiona w książkach nr 11, 13 i 15". Widać wyraźnie, że autor wszystko znakomicie rozplanował i teraz krok po krok z żelazną konsekwencją to realizuje.

Moim zdaniem solidne przerobienie tego tomu jest niezbędnym krokiem, który przełamuje drzwi w kierunku siły gry i zrozumienia na poziomie pierwszej kategorii. O ile gracze drugiej kategorii często nie wiedzą nic więcej niż tylko ogólny zarys gry pozycyjnej, to jednak kategoria pierwsza musi mieć wyższą klasę gry nie tyle w taktyce, ale przede wszystkim w strategii (w końcówkach także, ale różnica w tym elemencie nie jest i często nie bywa aż tak drastyczna). I właśnie ta książka jest znakomitym elementem w układaniu tej układanki na wyższym poziomie.

piątek, 18 sierpnia 2017

Szachowa biblia dla amatorów czyli Dan Heisman przedstawia - A guide to chess improvement (The Best of Novice Nook)

Pora na bardzo długo wyczekiwaną i tworzoną recenzję. Tym razem powiem co nieco na temat bardzo ciekawej książki, do której dziesiątki razy powracałem, stale zgłębiając interesujące mnie tematy, poszukując odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Mowa o książce (biblii) A Guide to Chess Improvement (The Best of Novice Nook - Przewodnik po szachowym postępie), którą napisał Dan Heisman. Stało się to zaledwie 7 lat temu, bo dokładnie pod koniec 2010 roku. I co z tego wynikło za chwilę sami będziecie mogli zobaczyć a raczej przeczytać...

Okładka książki - Dan Heisman: A Guide to Chess Improvement (The Best of Novice Nook)

Książka składa się z podziękowań, wstępu oraz dziewięciu rozdziałów. Przeze mnie nazywana jest biblią, ponieważ jej wielkość (381 stron) sprawia takie właśnie wrażenie. Przy okazji jest dość mocno naszpikowana wieloma tematami i setkami porad oraz wskazówek. Nie brakuje również wyraźnych diagramów, które ilustrują omawiane zagadnienia.

Jak powstała ta książka? Dan Heisman pisywał przez nieco ponad 10 lat artykułu szachowe, które zostały ochrzczone nazwą ‘Novice Nook’. Były one dawniej ogólnodostępne (i darmowe) na stronie ChessCafe. Ta książka to taka antologia (wybór) najlepszych artykułów w ramach tej szachowej rubryki.

Pokrótce wspomnę o formalnej strukturze książki, czyli o tym co zawierają poszczególne jej części.

1. General Improvement (60 stron) - mamy tutaj 9 artykułów na temat związany z postępem w szachach. Autor opisuje to czym według niego jest ów postęp, pokazuje przykładowy plan, omawia książki i dodatki oraz mówi o tym jak znaleźć dobrego instruktora.

2. Thought Process (78 stron) - tym razem Dan przedstawia zagadnienie procesu myślenia, wyjaśnia dlaczego niezbędny jest cel (zrozumienie) każdego ruchu, czym są prawdziwe szachy, zarządzanie czasem, analiza oraz ocena pozycji. Do tego dodaje jeszcze temat polepszania zdolności analitycznych, mówi o zasadzie dominacji taktyki czy też o tym dlaczego konieczne jest zadawanie właściwych pytań.

3. Time Management (20 stron) - zarządzanie czasem w szachach to raczej rzadko opisywany temat. Dan Heisman postanowił jednak nie omijać tego zagadnienia, więc także podzielił się swoją wiedzą oraz doświadczeniem związanym z tematem efektywnego gospodarowania czasem.

4. Skills and Psychology (25 stron) - w rozdziale poświęconym umiejętnościom i psychologii, nasz instruktor opisuje to jakie są cechy dobrego gracza, istotę nauki i zabawy za pomocą szachów, pokonywanie przeszkód i ograniczeń czy też wspomina o trzech typach szachowego postrzegania (jedną z nich jest świetnie znana szachowa wizualizacja, a w zasadzie problemy z nią związane).

5. Tactics and Safety (57 stron) - to jeden z koników autora, więc nie ma co się dziwić, że akurat te dwa elementy połączył ze sobą w jednym rozdziale. A dzieli się w nim tym na czym polega różne podejście do studiowania (trenowania) taktyki, kiedy król jest bezpieczny, dwoma typami problemów z liczeniem oraz klasycznym artykułem "czy to bezpieczne", który kończy dodatkowym testem.

6. Openings (15 stron) - jak widać, to akurat najkrótszy rozdział w którym nasz instruktor mówi wyłącznie o uczeniu się wariantów oraz idei debiutowych. Być może warto było na potrzeby tej książki opracować jeszcze jeden artykuł, gdyż wtedy nie byłoby wrażenia nieco "oderwania" tematu od głównej idei książki.

7. Endgames and Technique (34 strony) - na temat końcówek zostało już wiele napisane, ale Dan postanowił zebrać najistotniejsze przemyślenia oraz wnioski i podzielić się nimi jako rady i wskazówki, których zrozumienie może sprawić, że zrozumiemy na ile możemy sobie pozwolić w ostatniej fazie partii szachowej.

8. Strategy and Positional Play (56 stron) - strategia i gra pozycyjna. To są tematy, które amatorom spędzają sen z powiek, więc tym bardziej ciekawy byłem co tam umieścił autor. A przemycił on takie zagadnienia jak: silne czy ważne zasady, najważniejsze strategiczne decyzje, sześć szachowych stanów, otwieranie linii, aby zwiększyć mobilność, zasada symetrii czy też o tym czym tak naprawdę nie jest wygranie tempa.

9. Shorter, Lesson Material (26 stron) - specjalny dodatek w który zamieścił kilka lekcji, które nie zostały opublikowane w ramach rubryki "Novice Nook".

To oczywiście krótki opis wszystkich części podany w tak zwanym telegraficznym skrócie. Teraz kolej na moje wrażenia oraz odczucia co do tego przez co przeszedłem.

Na wstępie przyznam, że jestem dumny z tego, że przede wszystkim udało mi się krytycznie podejść do tej pozycji, ponieważ autor nie jest silnym zawodnikiem. Jego wiarygodność jeszcze bardziej wzrosła, gdy od pewnego czasu może pochwalić się amerykańskim tytułem mistrza krajowego NM (NM = National Master), który nota bene zdobył w czasach swojej młodości, ale z powodów technicznych mu go nie nadano. Obecnie ma także nadany tytuł CM (CM = Candidate Master) światowej federacji szachowej Fide. Można w skrócie powiedzieć, że ten tytuł to w przybliżeniu taki "słaby mistrz", ale zapewniam, że w książce wszystkie spostrzeżenia, wnioski, rady, porównania czy też analizy są na poziomie mistrzowskim. Pomimo tego, że często są dość proste, to jednocześnie są także poprawne. Jak to niektórzy mawiają: "nie ma lipy".

Przez kilka dobrych lat czytywałem artykuły Heismana, które były dostępne (bezpłatnie) w serwisie ChessCafe. Tę oto biblię (albo jak kto woli dużą książkę) w pełni przeczytałem dwukrotnie, ale do niektórych artykułów powracałem wielokrotnie. W sumie mogę stwierdzić, iż w ciągu ostatnich 10 lat karmiłem się artykułami i koncepcjami NM Dana Heismana. Zatem wynika z tego, że napisanie tej krótkiej recenzji trwało wyjątkowo długo. Owszem, ale są jednak plusy tego rozwiązania: obecnie na pewno jestem w stanie spojrzeć na tę książkę z kilku perspektyw i miałem wiele okazji do przemyśleń. Jedynym istotnym ograniczeniem jest poziom mojej wiedzy i umiejętności, ale na szczęście w książce nie ma zbyt wielu idei, które byłyby czarną magią dla zawodnika z poziomem wiedzy i zrozumienia szachów drugiej kategorii. Tak czy inaczej parę koncepcji wymagało ode mnie głębokiej analizy i przemyślenia, aby w końcu załapać istotę tego o czym mówi autor.

Jak zatem wygląda ta książka z mojej perspektywy? Otóż dla mnie około 25% materiału jest rewelacyjne, połowa jest powszechnie znana i nie robi na mnie większego wrażenia, 15% jest słabo opracowana, ale idee są ciekawe, zaś około 10% zawartości zupełnie mi nie opowiada. I akurat nie dlatego, że jest napisana przez tego autora, tylko z uwagi na to, że wyraźnie widać, że jest to coś na zasadzie "zapchajdziury". Bywają momenty w których autor trochę przesadza z wyjaśnianiem (a w zasadzie jego brakiem) i zamiast wniknąć głębiej czy szerzej w istotę rzeczy... to robi takie długie (i zupełnie niepotrzebne) dygresje, że z artykułu 10-15 stronicowego dostajemy zalewie 3-4 strony wartościowej wiedzy czy też inspiracji. Jednak jak już wspomniałem takie naprawę słabe momenty stanowią jedynie około jednej dziesiątej całości.

Co do strony graficznej to niestety jest dobrze, ale mogłoby być znacznie lepiej. Wystarczyłoby zatrudnić osobę z zespołu Quality Chess, która "zmusiłaby" autora, aby nie lał tak dużo wody, tylko przemycił więcej istotnych treści wyjaśnianych na przykładach. Z kolei korektor wyłapałby wszystkie błędy w notacji szachowej jak też popracowałby nad lepszą jakością tekstu (bywają zarówno błędy składniowe jak i gramatyczne). I jeszcze do tego dodać cieniutki i zarazem solidny papier tej grubości, którą stale proponuje wydawnictwo Quality Chess... i książka dostałaby 1,5 oceny wyższą notę! Jeśli dzięki tym działaniom byłaby to szkolna szóstka (celujący), to widzimy, że nie mogę wystawić oceny wyższej niż 4,5 (czwórka z plusem). Nie muszę chyba dodawać, że przysłowiowym gwoździem do trumny jest to, że książka po normalnym używaniu rozpadła mi się na kawałki (co w przypadku książek z Quality Chess zdarza się parę razy na 100 przypadków).

Dla kogo jest ta książka? Wydaje mi się, że adresowana jest głównie do zawodników, którzy prezentują poziom gry w przedziale 1400-1800. Szczególnie ta grupa będzie w stanie wycisnąć z niej jak najwięcej chociaż być może znacznie bardziej cenna byłaby dla instruktorów. Mam na myśli takich nauczycieli szachów, którzy jeszcze nie mają szachowego poziomu zrozumienia tematów szachowych w granicach pierwszej kategorii (2000) lub wyżej, ale pilnie potrzebują odpowiedzi na wiele szachowych pytań (zagadnień).

Nie polecam tej książki osobom, które dopiero poznały zasady gry w szachy, ponieważ może się okazać, że większość zagadnień będzie dla nich zupełnie niezrozumiała (pomimo dość przejrzystego opisu). Osobiście mając poziom zrozumienia szachów przyzwoitej drugiej kategorii... z kilkoma tematami musiałem się sporo pomęczyć, aby zrozumieć ich istotę. I co nietypowe około 1/4 książki zawiera tak zwane perełki! Oznacza to ni mniej, ni więcej, materiał, który jest przemycany przez autorów poziomu mistrza (IM) czy arcymistrza (GM). Jednym słowem są w tej książce pewne tematy, które z pewnością mogłyby otworzyć oczy i pomóc wielu zawodnikom poziom 1800-2000 (2 i 1 kategorii).

W książce jest opisanych dziewięć tematów (rozdziałów) ułożonych w nieco ponad 40 częściach, więc prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem byłoby powolne ich czytanie. Mam na myśli tempo nie więcej niż 2-3 takich fragmentów tygodniowo. Dzięki temu będziemy mieli czas na przemyślenia, wyciąganie wniosków czy też próby obalenia tego co przemyca autor. Książkę oczywiście można przeczytać w 25 godzin, więc technicznie jest możliwe przerobienie jej w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Ostrzegam jednak, że tematy są na tyle różnorodne i niekiedy nietypowo opisywane, że zbyt intensywna lektura grozi poczuciem całkowitej dezorientacji. Idealne rozwiązanie to poświęcenie co najmniej 3-4 miesięcy na przerobienie tej książki, bo dzięki temu będziemy w stanie znacznie więcej z niej wycisnąć. No i przy okazji obowiązkowo trzeba sprawdzać dodatkowe pomysły i warianty, które autor niekiedy pomija milczeniem.

I zmierzając do sedna szybko dodam, że dla mnie ta książka jest taką szachową biblią ambitnego amatora, ponieważ zawiera kilkaset ciekawych, cennych czy też inspirujących rad oraz wskazówek. Autor pisał tę książkę zaledwie 10 lat (to znaczy w końcu zebrał i opracował w całość publikowane przez ten czas comiesięczne artykuły). Niemniej szachowe doświadczenie którym się dzieli w tej pozycji to 15 lat jako szachowy instruktor. Dan Heisman znany jest z tego, że w serwisie szachowym ICC publikuje swoje filmy szkoleniowe i szkoli prywatnie za pośrednictwem Internetu.

Moim zdaniem widać wyraźnie, że autor tysiące godzin szkolenia amatorów zamienił w najbardziej cenne rady oraz wskazówki spakowane w tej oto biblii. I to właśnie jest naprawdę godne pochwały i uznania, bo dzięki temu tysiące amatorów może mieć gotowe odpowiedzi na swoje pytania dostępne w jednym miejscu. A jeśli nie tysiące to chociażby ja...

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 26 - poziom i zrozumienie to nie tylko wysoki ranking

W ciągu ostatnich kilku dobrych lat rozmyślałem i czytywałem rożne artykuły (na blogach, forach szachowych i w książkach) na temat postępu oraz rankingu. Pomimo tego, iż proces ten trwa już dość długo to jednak nadal mam problem ze zrozumieniem jego istoty. Mianowicie stale nurtują mnie takie oto pytania:

1. Dlaczego ludzie zachwycają się wysokim rankingiem?
2. Czy wysoki ranking odpowiada wysokiej sile gry?
3. Czy niski ranking odpowiada słabej sile gry?
4. Jak mierzyć wiedzę szachową?
5. Jak mierzyć szachowe umiejętności?
6. Czy można mieć wysoki ranking i niskie umiejętności?
7. Czy można mieć niski ranking i wysokie umiejętności?
8. Czy ranking idealnie odzwierciedla poziom gry?
9. Co powoduje, że każdy chce mieć wysoki ranking?
10. Jak to możliwe, że zawodnik solidnie gra a ma niski ranking?

Oczywiście pytań było i nadal jest znacznie więcej. Te jednak są najbardziej jaskrawym przykładem tego co w ostatnich kilku latach zajmowało mój szachowy umysł. I teraz będę chciał pokrótce rozprawić się z tymi pytaniami, bo podejrzewam, że jest setki (o ile nie tysiące) amatorów, którzy również zadają sobie takie pytania... a znalezione odpowiedzi albo są dla nich niezadowalające albo po prostu nierozwojowe.

Ludzie często zachwycają się wysokim rankingiem, ponieważ automatycznie (bezkrytycznie!) wiążą ze sobą następujące dwa elementy (relacje), którymi oczywiście są: wysoki ranking = wysoka siła gry. I co najciekawsze często ten schemat ułatwia życie i okazuje się dość dobrym przybliżeniem! Niemniej bywa również i tak, że nie wszystko złoto co się świeci.

Najczęściej wysoki ranking odpowiada wysokiej sile gry jeśli są zachowane niezbędne warunki. Są nimi przede wszystkim: odpowiednio duża ilość rozegranych partii przeciwko silnym zawodnikom (co najmniej 100, a idealnie to 500), tempo partii przynajmniej 30 minut na zawodnika (idealnie z dodawanym czasem), różnorodni przeciwnicy oraz rozgrywanie partii dając z siebie wszystko na co stać danego zawodnika. W skrócie wyjaśnię czemu służą wymienione elementy.

Jeśli widzimy wysoki ranking zawodnika, który rozegrał 10 czy 20 partii to oznacza to, że musimy dać mu czas się jeszcze wykazać. Tak samo jak przeczytamy wstęp do 300-stronicowej książki trudno nam ocenić na ile jest ona dobra, ciekawa, przydatna i odpowiadająca rzeczywistości oraz naszym oczekiwaniom i potrzebom, prawda? Stąd właśnie konieczność rozegrania co najmniej 100 partii. Jest to bowiem minimalny próg, który gwarantuje nam to, że zawodnik zdążył pokazać swoje umiejętności na dystansie, który możemy uznać za istotny. Nikt bowiem nie będzie oceniał zawodnika, który biegnie na dystansie 10 kilometrów po tym jak przebiegnie pierwsze 100 metrów, zgadza się?

Tempo partii to fachowe określenie tego ile czasu ma każdy zawodnik na tworzenie i rozwiązywanie problemów na szachowej planszy. Nie można brać na poważnie partii w których jest przewidziane na jej rozegranie poniżej 30 minut z uwagi na to, że w praktyce będzie to oznaczać, że zawodnik musiał wiele razy podawać jedynie przybliżone rozwiązania. To mniej więcej tak jakbyśmy na maturze z matematyki na 40 zadań (w tym 10 otwartych) dali zaledwie 1 godzinę. Owszem, większość maturzystów, którzy przygotowali się do egzaminu będzie w stanie go zaliczyć na 50% lub więcej, ale zrobienie wyniku 90% lub wyższego graniczy z cudem. Dlaczego? Otóż na zadania zamknięte będzie trzeba przeznaczyć co najmniej 30 minut (zakładam bardzo szybkie tempo w którym poświęcamy jedną minutę na każde z nich), więc na pozostałe 10 otwartych zostaje nam magiczne pół godziny. Zwykle jedno zadanie otwarte zajmuje 8-10 minut, więc możemy rozwiązać tego typu zadań zaledwie 3 lub 4. Na ostatnie 6 zadań zabraknie nam po prostu czasu, nawet jeśli zakładamy, że nasze umiejętności są na dobrym lub bardzo dobrym poziomie.

Różnorodni przeciwnicy są gwarancją tego, że zawodnik, aby mieć wysoki ranking... musi potrafić naprawdę dużo. Dlaczego? Otóż daje nam to okazję ku temu, aby sprawdzić szeroki zakres wiedzy i umiejętności badanego szachisty, gdyż wielu różnych zawodników po prostu stwarza różne problemy na szachownicy. Jeden będzie grał agresywnie od samego początku, kolejny będzie zapierał pozycje ile tylko się da, zaś jeszcze kolejny będzie grał stabilnie i wyczekiwał na możliwość kontrataku. Będą zawodnicy, którzy grają różne warianty debiutowe, nie boją się poświęcić materiał za inicjatywę, znający dobrze końcówki, potrafiący poświęcać materiał, aby zamatować króla czy też tacy, którzy w trudnych sytuacjach będą bez problemu znajdowali drogę do remisu. I w ten oto sposób nasz zawodnik będzie musiał zmierzyć się z wieloma różnorodnymi wyzwaniami i jeśli ze wszystkimi sobie świetnie poradzi, to będzie to znaczyć, że naprawdę dużo potrafi.

Ostatni element na który musimy zwrócić uwagę to rozgrywanie partii na pełnych obrotach. Jeśli zawodnik biegnie na dystansie 100 metrów, ale nie daje z siebie wszystko to wiemy jedynie tyle, że na pewno jest w stanie przebiec szybciej niż uzyskany wynik (np. czas 12 sekund). Nie wiemy jednak o ile szybciej jest w stanie przebiec dany dystans. Weźmy inny przykład. Załóżmy, że mamy sportowy samochód, ale nie możemy patrzeć na licznik wskazujący szybkość (prędkość). Co z tego, że widzimy, iż wyprzedza samochody jadące 60km/h jak nie wiemy czy dałby radę wyprzedzić motor uciekający 200km/h? Mam nadzieję, że teraz jest już jasne skąd konieczność tego, aby zawodnik pokazał absolutnie wszystko na co go stać.

Podsumujmy: losowo testowany zawodnik rozegrał 100 partii lub więcej, grał wszystkie z nich tempem 30 minut lub wolniejszym (czyli zarówno on jak i jego przeciwnik mieli więcej dostępnego czasu), poziom jego przeciwników wahał się w granicach 1900-2000 i byli to różnorodni zawodnicy... i obowiązkowo nasz zawodnik rozegrał wszystkie partie tak jakby w każdej z nich walczył o życie. Czy tak uzyskany (określony) ranking odpowiada jego realnej sile gry? Moim zdaniem tak! Oczywiście nie jest to absolutny dowód na to, że dany zawodnik nie potrafi jeszcze więcej, ale moim zdaniem na pewno są zachowane absolutnie niezbędne warunki ku temu, aby stwierdzić, że ranking zawodnika nie jest przypadkowy lub też zupełnie nie odpowiada jego możliwościom.

No dobrze to teoria i wszystko ładnie pięknie, ale co z praktyką? Czy te akademickie rozważania można jakoś przenieść na praktykę i pokazać na konkretnym przykładzie? Okazuje się, że tak! Zerknijmy zatem na krótką analizę trzech zawodników. Od razu dodam, że każdy z nich jest mi znany i od pewnego czasu przyglądam się im uważnie.


Zawodnik nr 1: Kevin (Introspection)

Widać wyraźnie, że w tym roku ma problemy ze stabilnością gry, więc czerwona linia trendu przez pierwsze półrocze dobrze się trzymała, ale w ostatnich 2 miesiącach nastąpił wyraźny spadek. Widać, że w maju tego roku udało mu się wycisnąć linię trendu do poziomu 1735, co jest naprawdę solidnym wynikiem.


Zawodnik nr 2: Vitali (ascoliloko)

Jeden z najładniejszych przykładów stabilnego zawodnika, który jeszcze nie pokazał pełni swoich możliwości, ale z przebiegu linii trendu wyraźnie widać, że stale pnie się w górę. Na początku roku nieco poniżej 1800, a pod jego koniec z pewnością dotrze (i być może nieznacznie przekroczy) do magicznego 1900.


Zawodnik nr 3: Tomasz (NokiaTwenty)

W tym przypadku widzimy zawodnika, który trochę podkręcił swój ranking, ale przez ostatnie pół roku niezbyt wiele popracował nad szachami, więc jego linia trendu uległa wysyceniu. Oznacza to, że dopóki nie zacznie na nowo trenować i stale poprawiać swoje słabe strony, tak długo marzenia o przeniesieniu linii trendu ponad poziom 2100 pozostaną jedynie w sferze niespełnionych oczekiwań.


Przyjrzyjmy się teraz istotnym elementom, których nie widać na żadnym wykresie. Nie można ich także zgadnąć, więc konieczne są tak zwane twarde dane. Oto i one:

Kolejno są nimi: ilość rozegranych partii (tylko partie standard), obecny ranking, średni ranking przeciwników (białym i czarnym kolorem) i procent zwycięstw (średnia dla partii granych obydwoma kolorami)

Zawodnik nr 1: Kevin (Introspection) - 421 partii, 1697, 1796/1757, 42.9%
Zawodnik nr 2: Vitali (ascoliloko)   - 64 partie, 1903, 1918/1902, 53.1%
Zawodnik nr 3: Tomasz (NokiaTwenty)  - 205 partii, 2043, 1819/1817, 76.1%

Teraz krótkie wyjaśnienie tego co oznaczają te konkretne wartości i jakie mają odniesienie do tego o czym była mowa w artykule.

Kevin gra z zawodnikami o średnim rankingu prawie 1800 i uzyskuje z nimi 43% zwycięstw. Jego linia trendu waha się w przedziale 1690-1720, więc można powiedzieć, że na obecnym etapie jest bliska wysycenia. Przebicie linii trendu do poziomu 1800 będzie wymagało nieco większej stabilności gry oraz poprawienia gry końcowej.

Vitali gra z zawodnikami o średnim rankingu nieco ponad 1900 i uzyskuje z nimi 53% zwycięstw. Zanim dojdzie do pierwszego wysycenia linia trendu musi osiągnąć poziom 1900. Dopiero wówczas będziemy wiedzieli na ile jeszcze drzemie w nim siła i moc, która sprawia, że z zawodnikami na desce krwawo się rozprawia ;).

Tomasz gra z zawodnikami o średnim rankingu nieco ponad 1800 i uzyskuje z nimi 76% zwycięstw. Jego obecny ranking jest w zasadzie idealnym odzwierciedleniem pełnego wysycenia. Inaczej mówiąc wygrywa zbyt dużo partii ze zbyt słabymi (rankingowo) przeciwnikami. Dopóki nie weźmie się za bary z dużo silniejszymi zawodnikami (2000-2100), tak długo jego ranking nie przebije na stałe 2100. Wymaga to oczywiście solidnej gry, ale także nadrobienia braków w elementach, które są słabym ogniwem... a to kwestia treningu, ogrania i analiz. I to wymaga co najmniej kilku setek godzin pracy Tak! Tylko tyle... i zarazem aż tyle.


No i myślę, że na koniec wypadałoby wrzucić jakąś niespodziankę, tak aby już nic (poza własnymi przemyśleniami) do szczęścia nie było potrzebne, prawda? Sprawdźmy zatem jak wygląda statystka najsilniejszego rankingowo gracza przeciwko dwóm pozostałym.

Tomasz przeciwko: Kevin (Introspection) - 122 partie, uzyskane 114.5 pkt (wynik 93.9%)
Tomasz przeciwko: Vitali (ascoliloko) - 6 partii, uzyskane 4 pkt (wynik 66.7%)

No i kolejny raz przekonujemy się o istotnym elemencie: siła gry jest związana ze zrozumieniem gry, a ranking tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Przeciwko Kevinowi radzę sobie znakomicie (94% na dystansie ponad 100 partii!) chociaż od ostatnich kilku miesięcy zauważyłem, że coraz częściej wyrywa mi remis. Natomiast przeciwko Vitalijowi jest coraz trudniej. Odkąd przekroczył ranking 1900 (stało się to 5 miesięcy temu)... nie udało mi się z nim jeszcze wygrać partii klasycznej. Dodam jeszcze, że grywałem z nim partie szybkie i również miałem poważne problemy z wygrywaniem. Zatem to nie jest przypadek, że ten zawodnik pnie się w górę.

Można zatem powiedzieć, że ranking Vitalija jest niedoszacowany (nie uległ wysyceniu) a mój ranking jest trochę nadmiernie podkręcony (uległ praktycznie pełnemu wysyceniu). Z kolei ranking Kevina jest na tyle niestabilny, że na razie musi popracować nad tym, aby jego linia trendu wróciła na poziom 1700, a potem stopniowo przepychać ją do 1800. Nie oznacza to, że będzie to łatwe, lekkie i przyjemne zadanie, ale jednak jest to możliwe.

Na zakończenie dodam, że niebawem odpowiem na pytania o to jak mierzyć wiedzę szachową a jak szachowe umiejętności. Jestem przekonany, że uważne i krytyczne przeczytanie ze zrozumieniem tego artykułu pozwolić znaleźć odpowiedzi na resztę pytań (przede wszystkim tych wymienionych na początku). Warto również samodzielnie poszukiwać innych źródeł w których tkwi ogrom szachowej wiedzy jak też odpowiedzi na wiele ciekawych, trudnych czy też nietypowych zagadnień.

piątek, 28 lipca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 25 - stabilizacja: status quo, nihil novi oraz panta rhei

Tym razem krótko na temat ostatnich wydarzeń związanych z moją szachową drogą.

Od nieco ponad miesiąca udało mi się ustabilizować ranking. Na rysunku poniżej można zauważyć czerwoną linię trendu, której spadek zatrzymał się na poziomie 2065 i to jest akurat ta dobra wiadomość. Natomiast zła wiadomość związana jest z tym, że jest mi bardzo trudno przełamać się do tego, aby cokolwiek trenować - poza rozgrywaniem partii ważne (jak kto woli - niezbędne!) jest poszerzenia swojej wiedzy oraz zdolności analitycznych jak i taktycznych.

Stabilizacja czerwonej linii trendu, więc możemy powoli zaczynać poważną pracę nad szachami

To co mnie pozytywnie zaskoczyło to zrozumienie, że nasz poziom gry jest w bardzo dużej mierze związany z umiejętnościami, zrozumieniem oraz doświadczeniem... a nie jedynie z rankingiem. Stąd nie martwię się nim tak bardzo w sytuacji, gdy mój przeciwnik ma niższy ranking, ale gra naprawdę solidnie. Jeśli bowiem zagrał najlepiej jak potrafi, zaś ja nie dałem rady z nim wygrać to znaczy, że muszę jeszcze popracować, aby być w stanie wygrywać - a co za tym idzie: zyskiwać na rankingu.

Po wielu latach zauważyłem (a raczej uświadomiłem sobie), że silniejsi gracze bardzo często dysponują dość głęboką i rozległą wiedzą na bazie której wyrobili sobie szachowe mięśnie. A te przećwiczone na odpowiednio mocnych (wymagających) przeciwnikach sprawiły, że ich siła gry jest tak znacząca (mam na myśli poziom 2200 i wyżej). Wniosek nie jest odkrywczy, ale może pomóc w uświadomieniu sobie tego prostego faktu, że silni zawodnicy nie dlatego grają solidnie, bo mają wysoki ranking, lecz jest dokładnie na odwrót: ich umiejętności i zrozumienie szachowe powodują, że są w stanie ogrywać większość silnych amatorów, a to z automatu gwarantuje wysoki ranking.

Podsumowując można powiedzieć, że mój obecny stan to nic nowego chociaż wszystko płynie. Zauważam coraz więcej obszarów do pracy nad nimi, pomimo tego, że w pewnych elementach gry już czuję się znacznie pewniej. Cieszy mnie to, że rozgrywam w miarę regularnie partie standardowe i już za tydzień będę miał okazję nadal uczestniczyć w rozgrywkach ligowych FICS. Jeśli jeszcze pójdzie za tym systematyczna praca nad zagadnieniami teoretycznymi, wówczas przeskoczenie poziomu 2100 będzie naturalną konsekwencją poważnego podejścia. Wystarczy to zrozumieć i wdrożyć w proces szachowego rozwoju - tak, tylko tyle i aż tyle!