wtorek, 13 czerwca 2017

W 1000 dni do poziomu 2000: część 23 - kolejna lekcja pokory czyli nie wszystko złoto co się świeci

Czasami pojawia się w życiu szachisty coś co określamy jako szachowe zmęczenie materiału czy wręcz kryzys. Różne bywają przyczyny tego stanu rzeczy, ale co jest tak naprawdę najważniejsze? Otóż to, aby zaakceptować ten fakt i wyciągnąć z niego wnioski.

1. Kryzys szachowy nie trwa wiecznie.
2. Czasami najlepszym wyjściem jest odczekanie (czy też przeczekanie) tego niedobrego stanu.
3. Analiza tego co się dzieje powinna wskazać także na rozwiązanie problemu.
4. Sprawy pozaszachowe (tzw. życiowe) często mają wpływ na to jak długo trwa ten stan.

Tak więc wiemy, że kryzys szachowy to nie tragedia oraz pamiętajmy, że nie wolno traktować tego jako wyroczni! Nie! Nie jesteśmy głupcami, nie jest tak, że kompletnie nie nadajemy się do szachów i nie jest także prawdą, że gramy najgorzej na świecie.

Szachowy kryzys i stopniowy powrót do równowagi - pamiętaj, że jeśli naprawdę grasz dobrze to kryzys formy nie może trwać wiecznie (nawet jeśli wydaje ci się, że jesteś skończonym idiotą)

Co się stanie jeśli zaakceptujemy ten fakt i zrozumiemy, że ów proces w końcu przeminie? Otóż bardzo często zaczyna nasz poziom wracać do normy i nadal możemy cieszyć się fajną grą. Stałe obwinianie siebie i wyzwanie od najgorszych... nie pomoże nam pokonać kryzysu.

Warto na koniec przypomnieć słowa GM Nakamury - "forma jest chwilowa, ale klasa jest stała". Szukajmy zatem naszej klasy gry, a jeśli nasza forma spadnie to nie róbmy z tego tragedii. Jeśli pracujemy solidnie i uczciwie, wówczas to zawirowanie dość szybko minie. No i dobrze jest zrozumieć, że jesteśmy tylko ludźmi, którzy popełniają błędy. Nie jesteśmy (i nigdy nie będziemy) w stanie grać jak maszyny, więc naszym zadaniem jest minimalizowanie ilości, częstotliwości i jakości błędów. Najlepszy zawodnik to nie ten, który gra perfekcyjnie (taki nie istnieje), lecz taki, który robi najmniej istotnych błędów i przy okazji myli się bardzo rzadko. Tylko tyle i aż tyle..., prawda, że proste?

1 komentarz: